
Ganymede – ukryty gigant, polski smok #2

Ganymede – ukryty gigant, polski smok

Krytycy, a nie dziennikarze?

Reimagine: The Game: - memy spotykają flasha

Fabuła w grach wideo - wada czy zaleta? Część III

Fabuła w grach wideo - wada czy zaleta? Część II

Fabuła w grach wideo - wada czy zaleta? Część I

Iron Sky - recenzja

Princess Chelsea – powrót do krainy marzeń

Horn of the Abyss – nowy mod do Heroes III już jest!
W poprzedniej części artykułu starałem się zapoznać Was z krakowskim studiem Ganymede – największym polskim twórcą gier społecznościowych, którego zyski (i tworzone gry) są trudne do zignorowania. W poniższym tekście spróbuję krótko i zwięźle zdiagnozować przyczyny sukcesu spółki oraz napisać nieco o jej organizacji. Kto wie, może któryś z czytających te słowa zechce spróbować swych sił przy tworzeniu gier?

Branżowe media skupiają się zwykle na dużych studiach, które produkują gry typu AAA – czyli takie, które mają monstrualny budżet i pragną błyskawicznie zawojować rynek. Jeśli pisze się o mniejszych spółkach, to wyłącznie w ramach ciekawostki – ot, warto czasem wspomnieć o małym Dawidzie, który dzielnie walczy z potężnym Goliatem. Gry społecznościowe w ogóle pozostają poza zainteresowaniem dziennikarzy – no chyba, że obok ich sukcesu nie da się przejść obojętnie, co dobrze widać na przykładzie Angry Birds.

Takie podejście do zagadnienia stanowi bardzo poważny błąd. Na rynku gier istnieje bowiem wiele pomniejszych spółek, które są bardzo istotnymi graczami. Co ciekawe, ta „dziennikarska ślepota” krzywdzi nie tylko maluczkich, ale również prawdziwych gigantów branży. Jednym z nich jest krakowskie studio Ganymede – największa polska firma produkująca gry społecznościowe i mobilne. Nie słyszeliście o nich? No właśnie.
Dziennikarze, którzy zajmują się grami, żyją często w zupełnie odrealnionym świecie – w mydlanej bańce, do której dociera zniekształcony obraz rzeczywistości. Pławią się w produkcjach z najwyższej półki, oczekują na premiery ulubionych tytułów i krytycznym wzrokiem patrzą na wszystkie budżetówki. Legendarny „koszyk z supermarketu” odrzuca ich samym swym wyglądem, a wszelkiej maści edycje kolekcjonerskie i gry indie przyciągają z niesamowitą siłą.

Dziennikarze (w tym i ja) przeszli taką samą ewolucję, co krytycy filmowi. Ich oczekiwania nie przystają w znacznym stopniu do tego, czego poszukują zwykli gracze. Okazuje się bowiem, że produkcje znajdywane w kioskach cieszą się znacznie większym powodzeniem, niż Skyrim czy Assassin’s Creed. Gust krytyka różni się zasadniczo od poczucia smaku, którym dysponuje statystyczny Polak.
Przy okazji premiery Diablo III w sieci rozgorzała ożywiona dyskusja na temat zamieszczonych w nim internetowych memów. Czegokolwiek by o nich nie sądzić, to jednak znalazły się w pełnoprawnej, dużej produkcji, co samo w sobie świadczy o pewnej ich rozpoznawalności. Przeczesując zakamarki wirtualnego świata, natrafiłem na pewną ciekawostkę - grę złożoną wyłącznie z memów. Co bardzo zaskakujące - Reimagine: The Game: (bo tak się nazywa) stanowi całkiem ciekawą produkcję, która jest w stanie zapewnić jakieś pół godziny dobrej zabawy.

Modele przedstawione w poprzednich częściach są dość proste – by nie powiedzieć wręcz, że powierzchowne. Spróbujmy więc zagłębić się bardziej w interesujące nas zjawisko – a więc w samą formę, jaką przyjmuje fabuła w grach.

W poprzedniej części rozważaliśmy warstwę fabularną w grach cRPG - na ich przykładzie (przewrotnie) próbowałem dowieść, że historia nie zawsze musi być ich istotnym elementem (mimo, że z definicji się na niej opierają). Spróbujmy odwrócić sytuację – jeżeli symbolem dobrej fabuły w grach jest gatunek cRPG, to po przeciwnej stronie barykady należałoby postawić bijatyki, wyścigi i FPSy. Co ciekawe, bez większych trudności można znaleźć produkcje, które przeczą temu poglądowi.

Gry to bardzo dziwne medium – teoretycznie pozwalają na opowiadanie ciekawych, wciągających historii w bardzo efektowny sposób, ale w praktyce w ogóle z tego nie korzystają, bojąc się odzewu większości graczy. Spróbujmy rozważyć, czy istnienie fabuły jest niezbędne do tego, aby dobrze się bawić przy komputerze lub konsoli oraz przyjrzyjmy się kilku grom, w których historia (lub jej brak) w dużej mierze zadecydowała o sukcesie lub klęsce na rynku elektronicznej rozrywki.

Ponad siedemdziesiąt lat minęło od momentu, w którym III Rzesza wysłała swoich kolonistów na ciemną stronę księżyca. Zbudowawszy tam bazę, aryjscy osadnicy postanowili skupić wszystkie swoje wysiłki na jednym tylko celu – zemście. W 2018 roku powracają na Ziemię, by zaprowadzić swoje porządki. Czy ludzkość ma jakiekolwiek szanse w starciu z nazistowskim Meteoro-Blitzkriegiem? Czy Iron Sky okazał się być prawdziwym Wunderwaffe? Wróciwszy z kina, mam już gotową odpowiedź.

Zdarzają wam się chwile, w których macie ochotę po prostu siedzieć i patrzeć na to, co dzieje się za oknem? Na promienie słońca przebijające się przez chmury i skrawek zieleni gdzieś w okolicy? Na fragment prawdziwego piękna?
Niestety, nie zawsze jest to możliwe – w takich chwilach pomaga muzyka.

Kiedy mam ochotę na coś naprawdę wzruszającego i sentymentalnego, puszczam sobie płytę Lil’ Golden Book i odpływam do krainy, w której Alicja wciąż goni królika, a Kopciuszek ciągle tańczy na swym pierwszym balu. Zespół Princess Chelsea, autorzy krążka, w doskonały sposób potrafią oddać klimat bajek czytanych w długie, jesienne wieczory. Opowiedziane przez nich historie-piosenki są przesiąknięte atmosferą cudowności i nieśmiałej niewinności – dokładnie takich, jakie kojarzą się z dzieciństwem. Delikatny, lekko-słodki głos wokalistki pozwala rozpłynąć się w świecie własnych myśli i uspokoić emocje. Pobrzmiewające tu i tam cymbałki dodają tylko specyficznego, onirycznego posmaku – doznanie jest podobne do słuchania pozytywki znalezionej gdzieś na zakurzonym strychu. To trochę tak, jakby zasypiać na hamaku gdzieś w zacisznym ogrodzie. Podobnie jak przy kołysankach, nie należy spodziewać się ostrzejszych tonów ani żwawszej akcji, a jedynie – usypiającego spokoju.
Po długich latach oczekiwania, rosyjscy moderzy w końcu udostępnili wersję 1.0 swego dodatku do Heroes of Might and Magic III. Modyfikacja dodaje jedno, całkowicie nowe miasto (w klimacie Piratów z Karaibów!) wprowadza też sporo usprawnień do zwykłej wersji gry (Shadow of Death). Nie będę budował napięcia ani stawiał na suspens – od razu napiszę, że mod jest naprawdę świetny.
