Prawdziwa propozycja nie do odrzucenia! Czym broni się dzisiaj Mafia: The City of Lost Heaven? - rssygula - 8 października 2016

Prawdziwa propozycja nie do odrzucenia! Czym broni się dzisiaj Mafia: The City of Lost Heaven?

Wczoraj na rynku zadebiutowała Mafia III, której premiera wzbudziła wiele skrajnych emocji. Dlaczego? Przede wszystkim fanów serii niepokoił fakt, że za produkcję trójki odpowiadało inne studio - nowo powstałe Hangar 13. Co prawda złożone jest ono z weteranów branży, niemniej produkowali oni grę na warunkach, których oczekiwał wydawca, czyli 2K. Ten natomiast zażyczył sobie stworzenia w pełni otwartego sandboxowego świata, a także luźniejszego podejścia do koncepcji historii i realizmu, co odbiega nieco od założeń serii. Niemniej wiele elementów gry wydaje się niezwykle ciekawe, a klimat produkcji wygląda zachęcająco. Na razie spędziłem z najnowszą odsłoną kilka przyjemnych godzin, ale o moich wrażeniach z tej rozgrywki opowiem kiedy indziej. Warto jednak zauważyć, że oczekiwania i obawy wobec Mafii III były w pełni uzasadnione, gdyż jest ona przedstawicielką kultowej serii. Tak bardzo, że do dziś o niej pamiętamy, mimo że ukazały się jedynie jej dwie odsłony. I to wcale nie tak niedawno. Pierwsza Mafia zadebiutowała w 2002 r. na pecetach, a niecałe półtora roku później zawędrowała też na PS2 i XBOXA.

Gra z miejsca podbiła serca graczy, oferując jedną z najbardziej filmowych opowieści w historii elektronicznej rozgrywki. To był taki nasz „Ojciec Chrzestny”, tyle, że lepszy, bo interaktywny. Kontynuacja ujrzała z kolei światło dzienne w 2010 r. i była jedną z najbardziej oczekiwanych sequeli w historii. O ile jedynka wszędzie ma status kultowej, tak dwójka ma zarówno wielkich fanów, jak i przeciwników, którzy zauważają, że obiecywano o wiele więcej. Niemniej to temat na inną dyskusję, a ja uważam kontynuację za grę równie świetną.

Za stworzenie obu części odpowiadało to samo studio - 2K Czech (do 2007 roku pod szyldem Illusion Softworks). Czesi wcześniej byli co prawda znani w świecie elektronicznej rozgrywki, gdyż stworzyli m.in. Hidden & Dangerous, lecz Mafia: The City of Lost Heaven (taki podtytuł miała jedynka) wzięła nas z zaskoczenia i rzuciła na kolana. Jeżeli spojrzymy na klasycznie definiowane najważniejsze elementy gry, czyli treść, rozgrywkę i warstwę technologiczną, to każdy z nich tutaj zachwycał. Gry mają jednak to do siebie, że pewne ich elementy niezwykle szybko się starzeją. Na pewno fakt ten dotyczy zastosowanej technologii, ale często także rozgrywki. Ale czy zawsze będzie to bilans na minus? A może pewne elementy gameplayu realizowano wtedy lepiej?

Przykład prawdziwej propozycji nie do odrzucenia!

Rzecz jasna wszystko zależy od konkretnego tytułu. Ja natomiast sprawdzę, czy także dzisiaj warto zagrać w pierwszą Mafię. W końcu od pecetowej premiery minęło blisko 14 lat, tak więc pewne jej elementy na pewno nieco się zestarzały. Nie będzie to pełna analiza przypominająca recenzję, a krótkie omówienie najbardziej pamiętnych rzeczy z produkcji Czechów.

W 2002 roku Mafia zaoferowała niesamowitą fabułę. Głównym bohaterem produkcji był Thomas Angelo, który do dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych protagonistów świata gier. Dlaczego? Przede wszystkim z tego powodu, że jego historia była naprawdę realna w swoich założeniach. Fabuła przenosiła nas do lat trzydziestych ubiegłego wieku, do fikcyjnego miasta Lost Heaven, które było inspirowane Nowym Jorkiem tamtego okresu. To realia czasu prohibicji, Ameryki, która stosowała izolacjonizm wobec Europy, a także klasycznej włoskiej mafii w jej popkulturowym rozumieniu.

Tak zaczynała się ta wspaniała przygoda! 

Wróćmy jednak do naszego bohatera, którego mieliśmy okazję poznać w czasie jego zwykłego dnia pracy. Z zawodu był on po prostu taksówkarzem. Pewnego dnia Thomas zatrzymał samochód, by zapalić papierosa. Wtedy nagle podbiegli do niego włoscy mafiozi, którzy uciekali przed wrogą rodziną. Rzecz jasna kazali oni naszemu protagoniście by „po dobroci” zgubił pościg. I tak rozpoczynała się ta wielka przygoda. Tommy po udanej ucieczce bardzo szybko zapomniał o tym, że pomógł mafii. Chciał on wrócić do normalnego życia taksówkarza, tyle, że błyskawicznie chciała go dopaść wroga rodzina. Wtedy też Thomas zrozumiał, że mafia nie zapomina i będzie zmuszony współpracować z rodziną Salieri.

Dialogi do dzisiaj imponują!

Nie ma tutaj sensu przywoływać całej fabuły, bo po prostu jest ona wybitna od pierwszej do ostatniej sceny. Kto grał to niech powtórzy sobie tę wspaniałą opowieść, kto jeszcze tego nie zrobił (bardzo zazdroszczę) to zadaje mu natychmiastowe zadanie domowe. Pierwsza Mafia to naprawdę arcydzieło fabularne. Wszystko tutaj gra - dialogi, postacie, miejscówki, klimat. Tu każda scena jest nieprzewidywalna, a motywacje bohaterów są niesamowicie realne. Mamy już więc co najmniej jeden powód by zagrać w Mafię i dziś. Prosicie o kolejne?

Narracyjnie gra wyraźnie inspirowała się "Ojcem Chrzestnym".

Na samo wyróżnienie zasługuje też klimat produkcji. Realia lat trzydziestych ubiegłego wieku zostały tutaj odwzorowane z niesamowitą pieczołowitością. Do dzisiaj nie powstała gra, która choćby w najmniejszym stopniu mogłaby się porównywać z Mafią, jeśli idzie o ten fakt. Po Lost Heaven jeździliśmy samochodami z lat trzydziestych XX wieku, słuchaliśmy wspaniałego soundtracka, strzelaliśmy z realnych broni, a także spacerowaliśmy w stylowym gangsterskim garniturze. I ten klimat do dzisiaj pozostał! Twórcy zadbali także o detale, które jeszcze bardziej go budowały. Przykładowo samochody musieliśmy tankować, a policja dawała mandaty za wykroczenia, takie jak przejazd na czerwonym świetle, bądź też przekroczenie prędkości. Takie drobnostki jeszcze bardziej budowały immersyjność tytułu.

Fabuła nie bała się poruszać dojrzałych wątków.

Jak natomiast zachowały się kwestie gameplayowe? Zawsze, gdy myślę o Mafii pod tym względem to widzę w głowie jedną myśl - satysfakcjonująca, ale trudna rozgrywka.  Po ostatniej zabawie z tytułem potwierdzam te słowa. Także i dzisiaj idzie czerpać sporą przyjemność z tego tytułu, pod warunkiem, że nie przeszkadzają nam mechaniki typowe dla gier sprzed 14 lat - system apteczek, wymagające strzelaniny, rzadkie checkpointy itd. Model jazdy samochodem to natomiast wielka perełka, która mogłaby się pojawić także i w dzisiejszej grze.

Jeśli idzie o tryby rozgrywki to pierwsza Mafia też ma powody do dumy. Gra oferowała tryb fabuły, który w swoich założeniach był „narracyjną grą w otwartym świecie”, a nie sandboxem. Oznaczało to, że opowiadana historia była dla Czechów najważniejsza. Poza tym zaoferowano także m.in. tutorial oraz tryb swobodnej jazdy (odblokowywany stopniowo w miarę postępów w kampanii). W tym drugim zabawa przypominała typową grę z otwartym światem, gdzie mogliśmy eksplorować miasto. Mogliśmy tu przykładowo jeździć taksówką, bądź zabijać członków wrogiej rodziny mafijnej. Ostatnim trybem była jazda ekstremalna, którą odblokowywaliśmy dopiero po skończeniu głównej fabuły. Oferowała ona dziwaczne misje, gdzie przewinął się nawet motyw kosmitów.

Jak więc widzicie - warto zagrać w Mafię i dziś, gdy spojrzymy przez pryzmat treści i rozgrywki. No, a teraz czas na omówienie ostatniej składowej gry, czyli technikaliów.

Kiedyś ta grafika naprawdę porażała szczegółami!

Tutaj niestety Mafia się postarzała mocno, co jest jednak zupełnie naturalne. Gry z realistyczną grafiką szybko przestają „udawać” rzeczywistość. Twarze są więc plastikowe, samochody pokryte słabymi teksturami, a zasięg widzenia malutki. Z audio kwestia jest już zupełnie inna. Soundtrack jest świetny, a gra aktorska (oczywiście głosowa) prezentuje się znakomicie i obecnie.

Myślę więc, że i dzisiaj warto sobie zaserwować wycieczkę do Lost Heaven. Fabuła, klimat i wymagający gameplay to potężne plusy, a warstwa techniczna grafiki ani troszeńkę od tego nie odstrasza. Produkcja Czechów zapisała się na trwale w historii elektronicznej rozgrywki jako najlepsza gra o włoskiej mafii i jest prawdziwą propozycją nie do odrzucenia. Ja natomiast grzecznie żegnam się z wami i jadę na wycieczkę do New Bordeaux, gdzie czeka już na mnie Lincoln Clay, czyli bohater Mafii III.

PS Kto po premierze "zaciął się" na wyścigu? To był prawdziwy hardcore!

rssygula
8 października 2016 - 20:04