Mafia III zbiera baty a mi się podoba – recenzja - Antares - 29 października 2016

Mafia III zbiera baty, a mi się podoba – recenzja

Antares ocenia: Mafia III
76

Najnowsza odsłona niezwykle cenionej, gangsterskiej serii spotkała się z bardzo mieszanym przyjęciem odbiorców. Tymczasem, jest to naprawdę niezła gra, która musiała sprostać wysokim oczekiwaniom fanów. Pierwsza część uważana jest za grę kultową, a dwójka, choć oceniana nieco gorzej, nadrabiała klimatem, oprawą audiowizualną i ciekawą fabułą. Nic więc dziwnego, że trójka od początku miała trudniej.

Mafia to prawdziwy kult i nie ma co do tego wątpliwości. Sam skończyłem tę fantastyczną grę kilka razy, a przygrywające w tle jazzowe utwory do dziś znajdują swoje miejsce na mojej liście odtwarzania w telefonie. Nie mam też najmniejszych wątpliwości co do tego, że czeska, gangsterska produkcja podobała mi się bardziej niż którakolwiek z odsłon Grand Theft Auto. Co więcej, należę do osób, którym naprawdę przypadła do gustu Mafia II. Oczywiście, gra została pozbawiona paru elementów obecnych w poprzedniczce, jednak nadal oferowała świetną historię i niepowtarzalny gangsterski klimat.

Muszę przyznać, że gdy dowiedziałem się, że trzecia odsłona serii będzie toczyć się pod koniec lat 60. w środowisku czarnych dzielnic Nowego Orleanu, nie byłem zachwycony. Bałem się, że tak drastyczna zmiana klimatu za bardzo przybliży grę w stronę GTA. Zastanawiałem się, jak w warunkach USA z czasów wojny wietnamskiej można przedstawić dobrą gangsterską opowieść. Zaskakująco, to właśnie atmosfera i historia przedstawiona w Mafii III radzą sobie jednak w nowej bez zarzutu, a problem jest lekka monotonia sandboksowej rozgrywki oraz liczne, pomniejsze bugi.

Głównym bohaterem gry jest czarnoskóry weteran wojny w Wietnamie, Lincoln Clay. Opowieść kręci się wokół klasycznego motywu zemsty. Chcąc zabić lokalnego szefa włoskiej mafii, budujemy sieć sojuszników, przejmujemy należące do wroga biznesy i wykańczamy kolejnych mafijnych oficerów, zbliżając się coraz bliżej do ostatecznego celu. Lincolnowi pomaga od strony logistycznej zaprzyjaźniony agent CIA, przez co grając miałem delikatne skojarzenia z popularnym ostatnio serialem Narcos, opowiadającym o walce Amerykanów z kolumbijskim kartelem narkotykowym Pablo Escobara. Wprawdzie miejsce akcji i czas są różne, Mafia III posiada ten specyficzny klimacik, gdzie zaciera się granica pomiędzy dobrem a złem.

Schemat powiązań mafijnych u agenta CIA, niczym w serialu Narcos

Mafia III to sandboks, co ma swoje dobre i złe strony. Do dyspozycji zostaje nam oddane miasto New Bordeaux, fikcyjna metropolia wzorowana na Nowym Orleanie. Mamy tu więc zarówno bardziej zatłoczone centrum, rozległą dzielnicę przemysłową, dzielnicę francuską z eleganckimi zabudowaniami, a na południu ciągną się zamieszkałe przez czarnych dzielnice biedoty oraz rozległe bagna, gdzie stereotypowi amerykańscy rasiści-południowcy zwalczają się z haitańskimi gangami odprawiającymi rytuały voodoo. Muszę przyznać, że klimat Nowego Orleanu został oddany fantastycznie, a opuszczone domy plantatorów na bagnach momentalnie przypomniały mi Assassin’s Creed III: Liberation – swoją drogą naprawdę udaną grę na PlayStation Vita.

Rozgrywkę w nowej Mafii podzielić można na trzy zasadnicze elementy – ścisły wątek główny, towarzyszące mu misje lojalnościowe dla wspierających Lincolna gangsterów oraz liczne misje poboczne, których celem jest zwiększenie profitu z posiadanych biznesów. Podobnie jak w GTA możemy tu bowiem zarabiać na przestępczej działalności, zajmując się m.in. handlem narkotykami, produkcją bimbru czy przemytem różnorakich dóbr. Kluczowym mechanizmem jest tu przejmowanie kolejnych dzielnic należących do wrogiej mafii. Zaczynamy od ścigania i przesłuchiwania informatorów, zakładania podsłuchów i niszczenia różnorakiego wyposażenia czy towaru. Gdy uda nam się wyrządzić odpowiednio dużo szkód, możemy zwabić lokalnego mafijnego oficera i rozprawić się z nim. Przejęty biznes możemy oddać któremuś z naszych współpracowników, co ma wpływ na ich nastawienie do Lincolna. To bardzo fajny patent i muszę przyznać, że w Mafię III gra się dzięki temu po prostu przyjemnie, zwłaszcza że za lojalność naszych pomocników otrzymujemy fajne przysługi takie jak np. mobilny sklep z bronią, czy dostawę samochodu który możemy zamówić sobie przez radio.

Problemem jest niestety typowa, sandboksowa bolączka „ubigame” – gdy poznamy już wszystkie oferowane przez grę schematy, okazuje się, że rozgrywka składa się z niemalże bliźniaczo podobnych klocków. Chociaż przejmujemy różne przestępcze biznesy w odmiennie wyglądających dzielnicach, tak naprawdę zawsze chodzi o to samo. Raz kogoś zabijemy, innym razem coś przewieziemy z punktu A do B, jeszcze innym wysadzimy coś w powietrze. Powoduje to, że długie jednorazowe posiedzenie przy grze może okazać się nużące. Sam jednak nie mam ostatnio zbyt wiele czasu na granie, a powracanie do nowej Mafii na krótsze sesje sprawdzało się zadziwiająco dobrze.

Ostatecznie Mafia III to nie żadna rewolucja, ani też gra, która może konkurować z kultową jedynką. Jest to jednak całkiem sympatyczny sandboks, z ciekawą fabułą i bardzo klimatycznym światem. Począwszy od modeli samochodów, poprzez przygrywający w radiu hałaśliwy rock, kończąc na takich detalach jak ubrania czy dekoracje wnętrz – twórcy gry bardzo sugestywnie oddali Stany Zjednoczone z lat 60. Bolą wprawdzie pewne uproszczenia względem poprzednich odsłon, takie jak bardzo ograniczone zniszczenia pojazdów, czy lekko pustawe miasto, lecz nadal nowa odsłona Mafii wygrywa pod względem klimatu z GTA.

Zignorować nie można jedynie wielu pomniejszych bugów trafiających się podczas rozgrywki, jednak na szczęście nie trafiają się żadne, które realnie utrudniałyby ukończenie gry. Mimo wszystko należy jednak odnotować, że nowa produkcja od 2K Games, potrzebuje porządnej łatki naprawiającej błędy. Należy też niestety wspomnieć o tym, że pomimo świetnego projektu miasta, gra potrafi czasami wyglądać dość brzydko, wręcz jak z poprzedniej generacji konsol. Zastrzeżenia mam zwłaszcza do wyglądu wody. 

Czy jednak Mafia III zasługuje na hejt, który możemy znaleźć gdzieniegdzie w sieci? Zdecydowanie nie! To dobra, mafijna gra osadzona w niewyeksploatowanym, interesującym klimacie. W moim przypadku, fabuła wciągnęła mnie bardziej niż którakolwiek z części Grand Theft Auto. Nie mamy tu wprawdzie klimatów Ojca Chrzestnego, jednak krucjata Lincolna Claya broni się nieźle. Tytuł ten nie jest na pewno pretendentem do tytułu Gry Roku, jednak zdecydowanie warto się z nim zapoznać.

Grę testowałem w wersji na konsolę PlayStation 4

Antares
29 października 2016 - 23:58