Inny Regał #17 - recenzja książki - Litr Ciekłego Ołowiu - hongi - 13 grudnia 2016

Inny Regał #17 - recenzja książki - Litr Ciekłego Ołowiu

Andrzej Pilipiuk wciąż nie przestaje klikać w klawiaturę, ku uciesze wiernych jego fanów. Obrany cel wypuszczania co kilka miesięcy nowej książki spełnia w stu procentach. Czy więc kolejny zbiór opowiadań „bezjakubowych” jest wart naszej uwagi? Czy historie zawarte w tomiku pt. „Litr Ciekłego Ołowiu” trzymają jeszcze poziom? Tego dowiecie się z Innego Regału, gdzie opowiem kilka zdań o tej właśnie książce. Zapraszam.

„Pilipiuk Andrzej człowiek z przeszłości. Niestrudzony tropiciel ciekawostek z lamusa... Miarą jego sukcesu jest miejsce na podium ścisłej czołówki najpoczytniejszych pisarz w Polsce”.

Taką informację o pisarzu możemy przeczytać na końcu książki. I jest to oczywiście wszystko prawda. Andrzej Pilipiuk to jeden z czołowych polskich pisarzy, który zasłynął opowiadaniem historii o starym dziadku pijącym bimber i polującym na potwory. Odsuwając się od przygód Wędrowycza, autor stworzył zbiory opowiadań „bezjakubowych”. W ten sposób pokazał, że potrafi pisać na poważnie, a zarazem zaskakująco i co najważniejsze ciekawie. W tych książkach zawarł historię o niezwykłych przedmiotach i osobach. Przykładem jest Robert Storm, młody poszukiwacz starych antyków. Chłopak nie jest może Indiana Jonesem, ale już niedużo mu brakuje. W poprzedniej książce, o tytule Reputacja, opowiadania o Stormie zdominowały całą lekturę. W Litrze Ciekłego Ołowiu autor nie popełnia jednak tego błędu i daje nam zróżnicowane opowieści z nowymi bohaterami. Oczywiście historia z Doktorem Skórzewskim w roli głównej jest wisienką na torcie tego zbioru, jak i wcześniejszych.

Książka została wydana przez Fabrykę Słów 22 kwietnia tego roku. Ja już od pewnego czasu zamawiam książki Pilipiuka przed premierą w lepszych niższych cenach, by cieszyć się lekturą w dniu premiery. No cóż, pisarz ma we mnie (jak na razie) wiernego fana. Litr Ciekłego Ołowiu posiada 384 strony, ale został pogrubiony specjalnie krótkim tekstem promującym innego autora i jego książkę. Na końcu tomiku możemy przeczytać fragment „Adepta” Adama Przechrzty. Zaintrygował mnie ten tekst i kto wie, czy w przyszłości nie zainteresuje się tym pisarzem. Samo wydanie zbioru jest jak zwykle ładne, solidne i trzymające poziom wcześniejszych książek i wizualnie pasujące do nich. Nie ma się do czego przyczepić i nie ma się nad czym rozpisywać.

Ile tym razem dobroci możemy spotkać w środku książki? Pilipiuk serwuje nam aż cztery opowiadania o Robercie Stormie. Trzy o fantastyce historycznej i oczywiście jedno i ostatnie o doktorze Skórzewskim. Storm tym razem wpadnie na trop starej gazety o nazwie Kurier, która nie powinna wydawać nowych numerów od czasów II wojny światowej, ale jednak to czyni po dziś dzień. Zostanie również wynajęty, by odnaleźć tajemną skrytkę w dawnym getcie warszawskim, w którym mogą być ukryte obrazy polskich malarzy. W kolejnych opowieściach Robert będzie szukał Ufo oraz Yeti. Czyli jak zwykle, niezwykłe historie okraszone świetnym humorem Pilipiuka oraz posypane nutką tajemnicy.

Trzy opowiadania historyczne to już inna bajka. Tego mi brakowało w poprzednich zbiorach pisarza. Niezależne historie, które mają nas tylko zadziwić i zaskoczyć. Tak też się właśnie dzieje z opowiadaniem Cienie, które jest według mnie najlepszym opowiadaniem tego zbioru, jak również najkrótszym. Pilipiuk miał świetny pomysł na połączenie Piłsudskiego z podróżami w czasie. Rewelacja. Uwielbiam takie opowieści. Drugim opowiadaniem jest „Hamak”, który przenosi nas do czasów wojny i tajemniczego ogrodu polskiego profesora. W tym zaciszu, gdzie króluje natura, dzieją się naprawdę niezwykłe rzeczy. Opowiadanie wzorowane jest klimatem Cthulhu P.H. Lovecrafta. Na koniec ostatnie opowiadanie – Harcerka. Ta najdziwniejsza historia powinna być rozwinięte i zmienione w książkę. Polska wyniszczona zarazą, biedna, dzika i podzielona na królestwa. Główną bohaterką jest księżniczka królestwa lubelskiego, która za pomocą sterowca wyruszyła na zachód, by odkrywać kartograficzne tereny nieznanych ziem. Niestety, jej środek transportu zostaje zestrzelony, a nasza bohaterka musi awaryjnie lądować na terenie królestwa księcia Oskara. Harcerka o imieniu Hydropatia pomaga księżniczce Malwinie dostać się do twierdzy księcia i przy okazji opisuje świat, w jakim przyszło jej żyć. My jako czytelnicy razem z księżniczką poznajemy brutalny świat Polski po zarazie. Taka Gra o Tron w polskich apokaliptycznych czasach. Powiem szczerze, szkoda, że pisarz nie zamienił tego opowiadania w większą książkę. Świetny temat. Mam nadzieję, że jeszcze w kolejnych zbiorach „bezjakubowych” poczytam trochę o podzielonej Polsce.

No i wisienka. Skórzewski przybywa do kolegi i od razu trafia na niezwykły przypadek mężczyzny, któremu wydaje się, że nie żyje. Gdzie doprowadzi ciekawość naszego doktora i co ma z tym wspólnego Voo Doo? Tego musi dowiedzieć się sami.

Podsumowując, Litr Ciekłego Ołowiu to kolejny dobry zbiór opowiadań „bezjakubowych”, który przenosi nas do przeróżnych światów, dając możliwość odnalezienia oraz odkrywania niezwykłych pradawnych i magicznych artefaktów. Gratulacje kolejny raz dla pisarza, bo potrafi wciągnąć czytelnika na kilka dobrych godzin swoimi historiami. No cóż, jak wspomniałem wcześniej, jestem fanem Andrzeja Pilipiuka i czekam na więcej. A w tym czasie, nie wiem, czy nie wrócę do pierwszych zbiorów.

hongi
13 grudnia 2016 - 20:40

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz