Filmy roku 2012 - moje podsumowanie - fsm - 27 grudnia 2012

Filmy roku 2012 - moje podsumowanie

27 grudnia 2012 - 19:05 - fsm

Mam wrażenie, że to był naprawdę dobry rok w kinematografii. Udało mi się obejrzeć masę zacnych filmów i zaskakująco mało słabych. Do tego dochodzą jeszcze potworne braki - na sporo produkcji miałem ochotę, ale z różnych względów nie udało mi się ich obejrzeć. Z pewnością je kiedyś nadrobię (bo kilka na pewno ma szansę, by znaleźć się wśród najlepszych), ale myślę, że widziałem wystarczająco dużo, by napisać ciekawe podsumowanie.

Dobry film, dobry kadr, dobry aktor, dobry rok 2012

Przy okazji tego kinowego rozrachunku delikatnie zmieniam formułę. Nie będzie tu filmów ułożonych w hierarchii od najgorszego z najlepszych do najlepszego z najlepszych, nie ograniczę się też tylko do jednego filmu roku - tych będzie aż 3, każdy z innego powodu. Najważniejsza zasada pozostaje jednak taka sama: przeczytacie tu o filmach, które wyróżniły się na tle tegorocznego kinowego krajobrazu i zdecydowanie warto każdemu z nich dać szansę (nawet jeśli - tradycyjnie dla mnie i wielu mi podobnych kinomanów - większość filmów jest "made in USA").

Pierwsza część to polecanki ogólne, masa solidnych filmów mających premierę w naszym kraju po 1 stycznia 2012 - kolejność będzie chronologiczna, ale z wyłączeniem wspaniałej trójki, o której napiszę na samym końcu. Hej siup!

Styczeń - marzec

Mój styczeń rozpoczął się od mocnego uderzenia. Sequel przygód Sherlocka Holmesa (Gra cieni) w reżyserii pana Ritchiego to kawał solidnej, napędzanej popcornem i montażowymi popisami rozrywki i jeden z przykładów na to, że kontynuacja może okazać się trochę lepsza od pierwowzoru (i proszę: nie pakujmy się w dyskusję pt. "Ale to wcale nie jest prawdziwy Sherlock!"). Następny na moim kinowym radarze był nowy film Davida Finchera. Jego wersja Dziewczyny z tatuażem (na podstawie powieści Larssona) to rzecz mocna, mroczna, chłodna, niesłychanie klimatyczna (mimo braku masy podejrzanych o bycie tym złym) i opatrzona świetnym soundtrackiem. Klasa!

Zima trwa dalej, a w kinie zderzają się brudna, dołująca, perfekcyjnie zagrana Róża Wojtka Smarzowskiego i magiczna, ciepła, zabawna i cudownie trójwymiarowa opowieść Martina Scorsese - Hugo i jego wynalazek. Dwa oblicza kina, każde wartościowe z zupełnie innych powodów. W marcu zarządziły u mnie Wszystkie odloty Cheyenne'a - gorzki, bardzo amerykański komediodramat z melancholijną atmosferą, usypiającym tempem, dobrą muzyką i zdjęciami oraz popisową rolą Seana Penna. I pomyśleć, że film zrobili Włosi... Koniec pierwszego kwartału to całkiem niezłe Przetrwanie, gdzie Liam Neeson walczy z zimą i wilkami. Bez ekstazy, ale widowisko było solidne.

Kwiecień - czerwiec

W oczekiwaniu na premierę Avengers obejrzałem (z lekkim opóźnieniem, bo premiera na DVD/BR miała miejsce w marcu) świetny, smutny, wesoły i bardzo prawdziwy (bo opowieść to odpowiednio podkolorowane fakty) 50/50 z jak zwykle dającym sobie radę Josephem Gordon-Levittem, ale chyba najgłośniejszą i najbardziej cenioną premierą kwietnia był w Polsce film Nietykalni. Francuski komediodramat (też oparty na faktach) to film taki sam, jak ten powyżej: świetny, smutny, wesoły i prawdziwy. Cała gama emocji upakowana w niecałych 2 godzinach.

Potem przyszedł czas na ślinienie się z radości na widok Avengers. Pomijając zbędne 3D i odrzucającą niektórych kolorową plastikowość otrzymaliśmy jeden z najlepszych komiksowych filmów w ogóle, a na pewno najlepszy tego typu film 2012 roku (tak jest, trzeci Batman był moim zdaniem gorszy). W tym okresie obejrzałem jeszcze - z filmów wartych wzmianki - indonezyjski hit eksportowy o nabijaniu ludzi na pięści i buty. The Raid to testosteron skompresowany do formy klasycznego filmowego mordobicia. Nie tak czadowy, jak uważają niektórzy, ale dający sporo radochy.

Lipiec - wrzesień

Ten okres zacząłem Niesamowitym Spider-Manem (rzecz - mimo jednej wielkiej fabularnej dziury - bardzo sympatyczna, efektowna, zabawna, na poziomie najlepszego póki co Spider-Mana 2), kontynuowałem jednym z większych zaskoczeń roku - 21 Jump Street (bez dwóch zdań najśmieszniejszy film roku, wulgarna komedia bez hamulców, która w inteligentny sposób wykorzystała za bazę serial z lat 80-tych), by nieco przejechać się na Prometeuszu (bardzo fajne i klimatyczne patrzydło, ale potknęło się tu i ówdzie - w sumie zawód) i Mrocznym rycerzu - trzeci Batman to nadal świetne kino i wartościowe zamknięcie jednej z ciekawszych blockbusterowych trylogii ostatnich lat, ale mimo wszystko chyba najgorszy film Nolana o Nietoperzu... We wrześniu była raczej nudno z dwoma jaśniejszymi punktami - na Tedzie bawiłem się naprawdę dobrze, a Jesteś Bogiem potrafiło z dobrze znanej fanom hip-hopu historii zrobić aktorski popis i solidny dramat.

Październik - grudzień

Z kolei wrześniowego (premiera 28.09) Dredda obejrzałem już w październiku. I otrzymałem soczyste, mięsiste, bardzo estetyczne (mimo odpowiednio wizualnie podkręconej przemocy) wysokooktanowe kino. Oto jeden z bardziej niedocenionych w box-office, ale lepszych sensacyjniaków roku (a może i ostatnich lat). Ba, pewnie byłby i najlepszy, gdyby nie ostatni Bond. Skyfall podobał mi się okrutnie, w idealny sposób łącząc klasyczne bondowskie zagrywki sprzed lat z atmosferą współczesnego, nowoczesnego kina akcji. Proporcje wymieszano niemal idealnie - naprawdę świetna robota.

Zostały jeszcze 3 filmy: Mistrz (trudne kino, wymagające większego skupienia i kopania w strukturze opowiedzianej historii, by je w pełni docenić), Atlas chmur (potężne widowisko, niesłychanie efektowne pod względem miejscówek i charakteryzacji, a przy tym nie narzucające się z filozoficznymi przesłaniami czy patosem - 3 godziny w kinie minęły błyskawicznie, warto wybrać się na seans) i Bogowie ulicy (radocha na poziomie Dredda, ale bez wkrętów s-f - prawdziwe chłopaki, prawdziwy świat, prawdziwe kłopoty).

After-Hobbit Update:

Udało mi się obejrzeć Hobbita i, choć nie wkroczył przebojem to "top 3", stwierdzam pełen radości: Peter Jackson znowu dał radę. Co prawda zachwytu towarzyszącego oglądaniu Władcy w 2002 roku zabrakło, ale filmowa magia Śródziemia znowu mi się udzieliła. Zabawne, ciepłe, niesłychanie efektowne kino. No i 48 fps jest czadowe. Oklaski!

Dodatkowe wyróżnienie dla dwóch filmów z końcówki roku, o których zapomniałem. Zarówno Looper, jak i 7 psychopatów zdecydowanie nie przynoszą wstydu twórcom.

Koniec update'u

Teraz zaś z czystym sumieniem mogę przejść do najlepszych filmów w tym roku - przed Wami moja wielka trójka.

Film roku w kategorii: nikt na niego nie poszedł do kina, bo dystrybutor opóźnił premierę o 6 miesięcy w stosunku do debiutu światowego, a wielka szkoda, bo jest rewelacyjny

* * *

Moonrise Kingdom

Najlepszy film Wesa Andersona, który robi kino szalenie autorskie i charakterystyczne. Bajkowa, nierealna opowieść o estetyce domku dla lalek (genialne wykorzystanie kamerowej jazdy i miniatur) to rzecz dla fanów delikatnie absurdalnego humoru, niezdarnych bohaterów, doskonałej obsady i estetyki dopieszczonej w najmniejszym szczególe. Świetny, świetny, świetny film.

Film roku w kategorii: jestem koneserem ambitnego, dorosłego kina i nie boję się trudnych tematów

* * *

Wstyd

Obrabowany z Oscara Michael Fassbender (premiera światowa Wstydu miała miejsce jeszcze w 2011 roku, a nominacji obraz nie dostał żadnej...) staje się uzależnionym od seksu młodym, bogatym facetem i wciąga do swojego świata wszystkich widzów. Momentami bardzo nieprzyjemny to świat, ale hipnotyzuje z taką samą siłą niezależnie od właśnie prezentowanej sceny. Cios w podbrzusze.

Film roku w kategorii: czysta rozrywka i gwarancja największej ilości frajdy podczas seansu przy jednoczesnym braku traktowania widza jako idioty

* * *

Dom w głębi lasu

Największe zaskoczenie tego roku. Film został nakręcony 3 lata temu, potem leżał na półce i czekał na swój czas. Jak dobrze, że w końcu się doczekał! Pozornie jest to kolejna durna opowieść o napalonych, debilnych młodzianach i nękanym przez siły zła domku w lesie. A faktycznie jest to najlepsze na świecie wyjaśnienie dla wszystkich horrorów, jakie kiedykolwiek powstały i przepiękna laurka wystawiona temu gatunkowi. Radocha na najwyższym poziomie.

* * *

Tak wyglądały moje filmowe zachwyty, mam nadzieję, że z kilkoma z nich się zgadzacie, a kilka zachwytów stanie się Waszym udziałem, gdy tylko nadrobicie braki. Postaram się umieścić gdzieś powyżej Hobbita, na którego idę za kilka dni do kina (oczywiście, jeśli okaże się tego wart). Pozdrawiam filmożerców, życzę wszystkiego dobrego w nowym roku i zapraszam na akapit napisany własnoręcznie przez eJaya:

W imieniu swoim oraz fsma dziękuję, że tak chętnie czytaliście nasze teksty o kinowych hitach w 2012 roku. My robimy to, bo lubimy, mamy fioła i awarię prawej półkuli na punkcie dużego ekranu. Liczymy, że następne 12 miesięcy będzie niezwykle udane, pasjonujące, a kinowych porażek będzie mniej niż palców u rąk. Na pewno nie zwolnimy tempa i dlatego życzymy wam, aby wasze długo wyczekiwane tytuły okazały się wartościowe. Do następnych tekstów!

Komentarze czytelników (27)

dodaj swój komentarz
dodaj swój komentarz

Azerath

Azerath  2012-12-27 - 21:15

Taki mały offtop odnośnie Wstydu - Fassbender to IMO jeden z najlepszych aktorów jakiego można zobaczyć w kinie. Z aktorami często tak jest, że mimo różnych ról odnosi się wrażenie, że grają cały czas jedną osobę. Nie Fassbender. Jemu udaje się za każdym razem być kimś innym, naprawdę olbrzymi talent. A jeśli chodzi o podsumowania czy top 10, to ze swoim muszę się wstrzymać, bo większość produkcji z obecnego roku będę nadrabiał przez kolejny tydzień, dwa.

Benitonater

Benitonater  2012-12-27 - 21:39

Dla mnie najlepszy film roku to Mroczny Rycerz. Drugie miejsce Bond a trzecie Spider man. Hobbita pod uwagę nie brałem, bo jeszcze nie bylem:P

Hajle Selasje  2012-12-27 - 22:11

Gratuluję top 3, dosyć udane i różnorodne zestawienie. Moonrise Kingdom i Wstyd to bardzo dobre filmy, a i trzecia pozycja wnosi nieco świeżości, a co najważniejsze daje sporo frajdy. Żeby trochę ponarzekać: biorąc pod uwagę, że omówiłeś sporo ambitniejszych filmów, mogłeś się też odnieść do kina europejskiego, przynajmniej do bardzo głośnej Miłości Hanekego. Ale generalnie jest w porządku, większość podsumowań 2012 roku jest jednostronnych i albo przedstawia kino rozrywkowe, albo nieco ambitniejsze, a tutaj jest to wyważone. Beasts of the Southern Wild to chyba najbardziej przereklamowany film roku.

Cayack

Cayack  2012-12-27 - 23:01

Z filmów których nie wymieniłeś, a także miały w Polsce premierę w 2012, moim zdaniem warte uwagi są także Rzeź, W ciemności, Spadkobiercy, Pokłosie. Sympatycznym powrotem do przeszłości był ostatni American Pie, choć spodziewałem się więcej. Tak jak po Niezniszczalnych 2, mimo że bawiłem się nieźle. Za to Skyfall, czego wcześniej się nie spodziewałem, był chyba najlepszym Bondem od czasów Licencji na zabijanie. Rok był ciekawy, bogaty tak w pozytywne zaskoczenia, jak i poczucie niedosytu. Już jestem ciekaw 2013. :)

sekret_mnicha

sekret_mnicha  2012-12-27 - 23:14

Hajle > Dzięki, starałem się wyważyć, choć generalnie preferuję i oglądam kino dosyć mainstreamowe. Co do kinematografii "kontynentalnej" - Miłości nie oglądałem (niestety, aczkolwiek wieść gminna niesie, że ten konkretny film docenia się tym bardziej, im jest się starszym... 28 lat może nie wystarczyć :)) i poza Nietykalnymi nic na mnie większego wrażenia nie zrobiło (Łowcy głów) lub było czymś dobrym, ale mimo wyprodukowania w Europie, czymś amerykańskim (Red Lights, Perfect Sense czy ostatni film Allena). Cayack > 2013 zapowiada się bardzo smakowicie, podsumowanie za rok będzie gorrrące :)

ZgReDeK  2012-12-27 - 23:33

Poprawiam: Ja zapodam listę porażek 2012: 1. Prometeusz 2. Ridley Scott 3. Damon Lindelof 4. dwaj zbakani geolodzy, którzy gubią się w jaskini pomimo supernowoczesnego GPS'a 5. Scenariusz The Dark Knight Rises

domzz  2012-12-27 - 23:54

Mój top: Moonrise Kingdom - całkowicie i doszczętnie mnie zaskoczył, jak nie będzie oskarów, to się pogniewam z Akademią. [ UWAGA SPOILERY!] Natomiast największe rozczarowanie: Hobbit part 1. Nie to, że film jest słaby, ale nie dojechał nawet do połowy moich oczekiwań (jestem ortodoksyjnym fanem dzieł Tolkiena). Za dużo było w nim CGI, zbyt kolorowo i sztuczne po chamsku doklejone nosy krasnoludów. Wiem, że mnie zjecie za to, ale takie są moje odczucia po seansie 2D. Wybiorę się jeszcze na pewno na wersję 48HFR w 3D. Film ma niewątpliwą zaletę - Martin Freeman grający Bilba - absolutne wyżyny aktorstwa. Dalej, obłędna Cate Blanchett jako Galadriella, zrobiła na mnie takie wrażenie jak na bohaterach filmu, mimo tego, że jej postać nie występowała w książce. Kolejną rzeczą wbijającą w fotel rzeczą były lokacje, zwłaszcza Erebor i Rivendell - chciałem się tam teleportować natychmiast! Porażką była kraina goblinów i ich król, żywcem zerżnięty z władcy Gungan z EP1 Star Wars. Największą porażką był motyw spadającej platformy z drużyną w królestwie goblinów - idiotyzm, idiotyzm, idiotyzm! + genialny Gollum - perfekcja + walka skalnych gigantów + Dol Guldur + Elfy - Smaug (wida...

Hajle Selasje  2012-12-28 - 00:51

sekret_mnicha----> ten konkretny film docenia się tym bardziej, im jest się starszym... Częściowo uznaję ten argument, ale mimo wszystko to bardzo uniwersalne kino, które dotyczy problemów, nad którymi każdy z nas czasami myśli (a przynajmniej tak mi się wydaje). Można takiego kina nie kupować, ale akurat dotyczy ono rzeczywistości, z którą musi się w ten czy inny sposób zmierzyć większość z nas na pewnym etapie życia (abstrahuję już od zakończenia filmu i wątku ideologicznego, z którym się zasadniczo nie zgadzam). poza Nietykalnymi nic na mnie większego wrażenia nie zrobiło (Łowcy głów) lub było czymś dobrym, ale mimo wyprodukowania w Europie, czymś amerykańskim (Red Lights, Perfect Sense czy ostatni film Allena). Ostatni Allen rzeczywiście beznadziejny. Z filmów mających polską premierę 2012 polecam (kolejność przypadkowa): Koriolan, Spadkobiercy, Rzeź, Idy marcowe, Elena, Take this waltz, a dla koneserów: Koń Turyński, Pewnego razu w Anatolii, Faust. Z pozytywnego kina środka, trochę w typie "Nietykalnych" - "Whisky dla aniołów" Kena Loacha (bez ochów i achów, ale w sumie zacny film). Z polskiego kina oczywiście Róża, ale tą się już zachwycałem gdzie indziej, więc tu...

Egoleech  2012-12-28 - 00:56

[15] Koń Turyński dobry? Satantangiem i Werckmeisterem byłem zachwycony, masz może porównanie jak przy nich wypada?

domzz  2012-12-28 - 01:29

@Hajle Selasje, fakt "Take this waltz" został jakimś cudem pominięty, a przecież jest na poziomie jakościowo-intelektualnym "Moonrise Kingdom"

Hajle Selasje  2012-12-28 - 01:32

Egoleech---> Koń Turyński jest jeszcze bardziej minimalistyczny, ale jednocześnie dosadniejszy. Sam Tarr twierdzi, że więcej po KT już żadnego filmu nie nakręci i że to jego ostatnie słowo, i wcale się nie dziwię, bo po nakręceniu takiego filmu już nic więcej się nie da powiedzieć :) domzz----> Sam o mało bym ten film pominął jak pierwszą lepszą komedię romantyczną, ale słyszałem o nim dobre rzeczy, obejrzałem i zdecydowanie nie żałuję, bo to bardzo prawdziwy film. No i ta Michelle Williams :)

Egoleech  2012-12-28 - 01:42

Hajle--> To będzie trzeba obejrzeć. Szkoda, że taki krótki, jednak 7,5h z Szatańskim Tangiem, które obejrzałem praktycznie jednym ciągiem, było kapitalnym filmowym doświadczeniem :)

CHESTER80

CHESTER80  2012-12-28 - 23:19

Bardzo fajne podsumowanie, szacun za Kochanków z Księżyca. To był dobry rok dla kinomaniaków. Dużo dobrych filmów, stosunkowo mało gniotów. I niestety dwa duże rozczarowania w przypadku pewniaków (Batman i Prometeusz). Największe zaskoczenie in plus - 007 Skyfall. Po tragicznym QoS nie wierzyłem że jeszcze spodoba mi się film z Bondem. Świetny film. Ubolewam że nadal nie udało mi się pogodzić z polskim kinem. Obejrzałem chwaloną Yumę i znów mam dość naszego kina. Tylko Smarzowskiemu ufam bezustannie. Zostało mi jeszcze kilka głośnych filmów do obejrzenia. Ale na ten moment moja złota trójka debeściaków 2012 wygląda tak: -Kochankowie z Księżyca -Atlas Chmur -Raid

gacek88  2012-12-28 - 23:25

21 Jump Street (bez dwóch zdań najśmieszniejszy film roku, wulgarna komedia bez hamulców, Autora chyba popie...rdzieliło jak to jest film który da sie ogladąć albo wogole smiac sie z niego

Egoleech  2012-12-29 - 00:51

offtopic Hajle--> A znasz może jakieś filmy podobne do stylu Tarra? Kunia przed chwilą obejrzałem, absolutnie niesamowity.

gacek88  2012-12-29 - 01:33

Egoleech [ gry online level: 2 - Generał ] offtopic Hajle--> A znasz może jakieś filmy podobne do stylu Tarra? Kunia przed chwilą obejrzałem, absolutnie niesamowity. Absolutnie niesamowity ? o jakim filmie mówisz ?

Hajle Selasje  2012-12-29 - 02:01

Egoleech----> Nie wiem, czy ośmieliłbym się kogokolwiek porównać do Tarra, to tak wielka indywidualność... Proponuję zapoznać się (jeśli go nie znasz) z Tarkowskim. Tarr przyznaje się do inspiracji jego filmami. Rzeczywiście tematyka jest podobna, tylko spojrzenie jest inne, bo Węgier pokazuje świat bez Boga, a Tarkowski wprost przeciwnie. Możesz też spróbować obejrzeć wspomnianą przeze mnie "Miłość" - to też film o śmierci w świecie bez Boga, tyle tylko że w wymiarze indywidualnym. Jakoś mi się te filmy łączą ze sobą... Świetny cytat reżysera pokazujący, o czym jest jego ostatni film (niestety po angielsku): "At the beginning of my career, I had a lot of social anger. I just wanted to tell you how f*cked up the society is. This was the beginning. Afterwards, I began to understand that the problems were not only social; they are deeper. I thought they were only ontological. It's so, so complicated, and when I understood more and more, when I went closer to the people… afterward, I could understand that the problems were not only ontological. They were cosmic. The whole f*cked up world is over." "Cosmic" to doskonałe słowo do opisania tego filmu. Para aktorów, koń, chatka...

Egoleech  2012-12-29 - 02:41

No cóż, tak myślałem że to może być dość unikatowy twórca. Może i dobrze, bo dzięki temu te filmy są takie wyjątkowe. Tarkowskiego znam (przynajmniej część twórczości), wcześniej o tym nie myślałem, ale faktycznie można się dopatrzyć pewnych podobieństw. Co do "Miłości" to pewnie kiedyś obejrzę, bo od Hanekego łykam wszystko, ale tematyka mi średnio pasuje i obawiam się rozczarowania. A sam "Koń", jak już pisałem, niesamowity. Choć szczerze mówiąc, mimo znajomości wcześniejszych dokonań Węgra, nie spodziewałem się aż takiego skrajnego minimalizmu. Teoretycznie to powinno być nieoglądalne, a jednak czas zleciał mi przy nim dużo szybciej niż przy większości kinowych blockbusterów.

gacek88  2012-12-29 - 18:54

Właśnie próbowałem oglądać KOŃ TURYŃSKI , zmuszałem sie do oglądania ale na 45minucie wyłączyłem to najgorsze ścierwo jakie w życiu widziałem , dla kogo jest ten film ? dla Snobów którzy nie widzieli jak sie człowiek wypala z życia czy co ? dajcie mi jeden powód dla którego warto dokończyć ten film , myślałem że film mnie zaskoczy ale niestety nie :/ MASAKRA wole już teledyski Mandaryny :/

sekret_mnicha

sekret_mnicha  2012-12-31 - 00:57

Tekst został zaktualizowany o drobny akapit - dodałem 2 filmy i kilka zdań o bardzo udanym Hobbicie, który jednak filmem roku nie będzie :)


dodaj swój komentarz
dodaj swój komentarz