Igrzyska śmierci: W Pierścieniu Ognia OST - Recenzje(19). - Bartek Pacuła - 20 stycznia 2014

Igrzyska śmierci: W Pierścieniu Ognia OST - Recenzje(19).

Dziś(20.01.2014) przypada ponoć tzw. „Blue Monday”, czyli najsmutniejszy, najbardziej depresyjny dzień w roku. Jak to ludzie wyliczyli? Z tego co zorientowałem się, to wyliczenia te nie mają żadnego sensu, jedno natomiast wiem na pewno – mnie dziś w stan smutku wprawił soundtrack do ostatniej części Igrzysk śmierci o podtytule W Pierścieniu Ognia. Bo w żadnym wypadku nie może on się, niestety, mierzyć z bardzo przyjemnym filmem, któremu towarzyszy.

Okładka.

Soundtrack ten miał premierę w połowie listopada 2013 roku i od pewnego czasu chciałem go przesłuchać, gdy w sieci natrafiłem na jedną piosenkę z niego, która cholernie mi się spodobała(o tym będzie poniżej). Niestety tak wyszło, że nie mogłem się zabrać do zakupu tego krążka, lecz w końcu to zrobiłem i zasiadłem przed sprzętem, by cieszyć się(a taki miałem plan) godziną dobrej muzyki. Sam soundtrack pomyślany jest dość nietypowo, choć spotykałem takie rozwiązania wcześniej(żeby daleko nie szukać takie rozwiązanie zastosowano przy filmie Iron Man 2). Mianowicie nie ma na nim żadnych kawałków instrumentalnych, które występują w filmie, lecz składa się z dwunastu piosenek różnych wykonawców, zaczynając od brytyjskiej grupy Coldplay, idąc przez Imagine Dragons, a na Lorde(fińskiej wokalistce) kończąc. Tylko cztery z tych dwunastu zostały wykorzystane w samym filmie, a reszta trafiła na tę płytę jako utwory, które stylistyką i klimatem pasują do świata Katniss i Igrzysk Głodowych. Pomysł ciekawy, a różnorodność zebranych wykonawców dawała nadzieję, że każdy z nich(no, prawie każdy) dorzuci coś ciekawego. Niestety tak się nie stało, a na dwanaście utworów tylko dwa, góra trzy, są godne uwagi. Ale po kolei.

Płyta została wydana w tekturowym opakowaniu. Wygląda fajnie, zajmuje mało miejsca, ale trzeba to jakoś zabezpieczyć, bo inaczej szybko poniszczeje(a ten napis na dole to jest naprawde legendarne zje***ie okładki).

Płyta zaczyna się od utworu Atlas autorstwa zespołu Coldplay. Utwór ten był 1. Singlem promującym krążek, na Wyspach doczołgał się do 12. miejsca w UK Signles Chart i jest jednym z czterech utworów, które rzeczywiście zostały użyte w filmie. Od razu muszę napisać, że od kawałka wieje nudą i tym, co niektórzy pejoratywnie określają mianem hipsterstwa. W sferze instrumentalnej piosenka ta de facto nie istnieje, wokal jest średni, a pomysł na piosenkę(połączenie jakiegoś plumkającego klawisza pianina i elektroniki) jeszcze gorszy. Drugi utwór(i drugi użyty w filmie) to Silhouettes islandzkiego zespołu popowego Of Monsters and Men. Choć kawałek ten jest lepszy od poprzednika to również nie jest szczególnie wybitny, a pod koniec zwyczajnie nudzi. Nie mam pojęcia czy to takie najnowsze trendy, by piosenki rockowe i popowe były bezbarwnymi brejami, czy też nie, ale Of Monsters and Men wyszło to naprawdę nieźle. Trzeci utwór i drugi singiel promujący OST, Elastic Heart, należy do australijskiej piosenkarki o imieniu Sia Furler. Pani Sia ewidentnie zainspirowała się swoimi kolegami z płyty, gdyż stworzyła swój utwór na modłę wcześniejszych – ponownie więc jest miernie w kwestii instrumentalnej, połączenie żywych instrumentów z elektroniką wypada blado, a piosenka nie za bardzo ma jakikolwiek pomysł na siebie.

Wnętrze tekturki.

Muszę przyznać, że w tym momencie byłem załamany – na trzy piosenki wszystkie były rozczarowujące i nudne. Kolejny kawałek, Lean, autorstwa amerykańskiego zespołu z nurtu indierock, czyli The National, humoru mi nie poprawił za bardzo, ale(co w tym wypadku chyba jest zaletą) nie pogorszył mi go za bardzo. Utwór ten, choć nadal bez polotu i wciąż utrzymany w bezbarwnej stylistyce(ale nie takiej jak w filmie, tylko raczej bezpłciowej) nie razi tak bardzo, za co wdzięczny mu byłem bardzo. Za następną piosenkę odpowiedzialna była Christina Aguilera – znana amerykańska wokalistka dysponująca porządnym głosem. Utwór nosi tytuł We Remain i jest trzecim singlem, który promuje tę płytę. I... niespodzianka… ten też nie jest najwyższych lotów. Jest nudny. Bezpłciowy. Całość ratuje niezły głos Aguilery, ale to zdecydowanie za mało, by zrobić z miernej rzeczy coś wartego uwagi. Podobnie jest i z następnym kawałkiem – Devil May Cry autorstwa muzyka o nicku The Weeknd, choć, muszę przyznać, DMC jest kawałkiem z odrobine większy polotem, energią, ma też jakiś pomysł na siebie. A że nie wyszło to do końca za dobrze? Na tle pozostałych dzieł z tego soundtracku DMC wybija się pozytywnie, co powinno chyba smucić. Who We Are, czyli kolejny kawałek(i kolejny, który został użyty w filmie) jest już jednak lepszy, charakteryzuje się niezłym refrenem, i przyjemną melodią. Za jego przygotowanie odpowiadał zespół Imagine Dragons, znany m.in. za piosenkę Radioactive. I choć ID za bardzo nie lubię, to muszę całkowicie szczerze przyznać, że ci muzycy ratują sytuację.

Wnętrze tekturki i płyta.

Po Who We Are nadszedł(nareszcie!) czas na kawałek, który tak bardzo mi się spodobał i o którym zdążyłem już wspomnieć. Mówię tu o piosence Everybody Wants to Rule the World, a raczej jej coverze. Oryginał został nagrany przez zespół Tears for Fears w 1985 roku i stał się jednym z wielkich hitów lat 80. Cover na tę płytę przygotowała fińska wokalistka Lorde i z początku… straszliwie mi się nie podobał. To była chyba kwestia przyzwyczajenia do starej wersji, ale naprawdę nie załapałem tej wersji. Nie dawała mi jednak spokoju, słuchałem jej wiele razy i obecnie wolę nawet wersję Lorde od oryginalnej. W tej piosence wszystko zagrało tak jak trzeba. Pasuje klimatem do filmu(w czas – to już ósmy utwór na płycie i pierwszy, który tam ma sens), ma świetne, rozwijające się przez całą piosenkę tempo(od leniwego początku do mocnej kody), a wokal Lorde, z początku nawet flegmatyczny snuje świetną, choć krótką opowieść, rozwijając się i dając czadu pod sam koniec. Świetny utwór – aż szkoda, że trwa tylko 2.5 minuty(choć może dlatego też jest taki dobry). Potem moje emocje opadły, ale akustyczna piosenka Gale Song(ostatnia z tej płyty, która została użyta w filmie) też daje radę i jest naprawdę przyjemna. Mirror, czyli kolejny utwór, który stylistyką przywołał mi na myśl piosenkę I am Alive z OST do Mirror’s Edge, został przygotowany przez Ellie Goulding i też nie jest szczególnie tragiczny, choć poziomem bliżej mu do pierwszych utworów, a nie do coveru Lorde czy nawet piosenki od Imagine Dragons. Na szczęście potem jest już tylko lepiej, a ostatnie dwa utwory zamykające podstawową edycję płyty prezentują się nad wyraz fajnie i ciekawie. Pierwszy z nich, Capitol Letter, to kawałek od Patti Smith i jest on, tak jak Gale Song, mocno akustyczny, ma swój ciekawy klimat, a wokal Smith jest naprawdę niezły. Drugi utwór to piosenka Shooting Arrows at the Sky i jest on moim drugim ulubionym po Everybody Wants to Rule the World. Interesujący wokal Santigold, świetny refren i energia, której tu sporo sprawiają, że jest to utwór, do którego na pewno jeszcze wrócę. I to nie raz.

W tym wydaniu otrzymujemy jeszcze małą książeczkę - miło.

Płyta ta stała się, ponoć, najlepiej sprzedającym się soundtrackiem za Atlantykiem. Osiągnęła wynik 151 tys. sprzedanych kopii, a ja nie wiem dlaczego. Albo inaczej. Wiem doskonale dlaczego i wcale mnie to nie cieszy. Wielkie nazwy na okładce płyty ewidentnie przyciągnęły słuchaczy, a mnogość wykonawców zwiększyła potencjalne grono odbiorców. Szkoda tylko, że sama płyta nie broni się jako autonomiczne dzieło, a na dwanaście piosenek( w edycj eciajlnej jest ich pietnaście) tylko dwie są dobre, a trzy można określić słowem „OK”. Reszta krążka jest pusta, nudna, bez pomysłu i bezbarwna. A czy warto kupić tę płytę dla kwałka/dwóch? Odpowiedź brzmi nie, choć Jennifer Lawrence na okładce prezentuje się naprawdę ładnie. Szkoda.  

Jeśli ktoś jednak zdecyduje się zakupić ten album to niech szuka winyla typu picture disc. Lawrence na czarnej płycie? Czemu nie!

Na koniec(już tradycyjnie) zachęcam do wchodzenia na Facebooka i lajkowanie mojej strony: https://www.facebook.com/musictothepeoplemagazine

Poprzednie recenzje:

Dawid PodsiadłoComfort and Happiness: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82586

PerfectLive(reedycja 2013): http://gameplay.pl/news.asp?ID=82441

Howard Shore - Hobbit: Pustkowie Smauga OST: http://gameplay.pl/news.asp?ID=82334

Bartek Pacuła
20 stycznia 2014 - 09:11

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz