Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy - recenzja filmu (bez spoilerów) - fsm - 18 grudnia 2015

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy - recenzja filmu (bez spoilerów)

10,5 roku minęło od premiery Zemsty Sithów i nieco ponad rok od pokazu pierwszego zwiastuna Przebudzenia Mocy. Widzowie długo musieli czekać na siódmy epizod Gwiezdnych wojen, ale oto jest. I jakkolwiek tej recenzji bym nie chciał rozpocząć, najważniejszy jest fakt, że "Ojej, w końcu  mamy nowe Gwiezdne wojny!!!". A z racji ogromnej presji ciążącej na twórcach filmu i wielkiego balona oczekiwań wygenerowanego przez widownię, postaram się ocenić Przebudzenie Mocy dwojako - z punktu widzenia wielkiego fana i z punktu widzenia gościa, który lubi kino, ale stara się trenować swoje krytyczne oko. Zapraszam na recenzję pozbawioną jakichkolwiek spoilerów!

 

Okiem fana

J.J. Abrams nie miał łatwego zadania. Po pierwsze: jego film otwiera zupełnie nową trylogię, która dla wielu widzów stanie się tą "ich" trylogią. Po drugie: musiał zrozumieć, że gładkie, komputerowo generowane wymysły George'a Lucasa, nie do końca się sprawdziły. I wreszcie po trzecie: musiał oddać sprawiedliwość oryginalnym trzem epizodom gwiezdnej sagi. Po wczorajszej nocnej premierze, wciąż wypełniony pozytywnymi emocjami, stwierdzam z całą mocą - udało się!

Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy to kosmiczne kino wielkiej przygody, które idealnie wpisuje się w poetykę serii. Z jednej strony szanuje dziedzictwo (duże słowo, ale nie oszukujmy się - Star Wars to fenomen) starych filmów, a z drugiej wprowadza markę w nowy wiek lepiej, niż zrobił to Lucas w latach 1999-2005. Można się przyczepić do kilku rzeczy, ale tak naprawdę wszystko zależy od nastawienia. Bo Przebudzenie Mocy to po prostu nowe Gwiezdne wojny z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Finansowany przez megakorporację Disney pan reżyser udowodnił, że rozumie magię sagi. Stworzony przez niego (we współpracy z Lawrencem Kasdanem) scenariusz został zaludniony dobrze napisanymi, prawdziwymi postaciami, które pozwalają się łatwo zidentyfikować i opisać (czego nie można było powiedzieć o Mrocznym widmie). Finn, uciekinier z szeregów Nowego Porządku, to gość zagubiony, mało finezyjny, ale o złotym sercu. Rey, przeciętniaczka z pustynnej planety przypadkiem odkrywa w sobie siłę i chęć dokonania rzeczy wielkich (przypomina Wam to coś?). Pilot Poe Dameron to zawadiaka o szelmowskim uśmiechu, który równie dobrze gada, jak lata. Jest też Kylo Ren - przeciwnik tyleż ciekawy i groźny, co nietypowy (i chwała mu za to!). No i jest też BB-8, robocik zjednujący sobie serca wszystkich, którzy na niego patrzą - i to jest przykład bardzo dobrego wprowadzenia do filmu nieco infantylnej postaci, przemawiającej również do dzieci, która nie jest wyłowionym z bagna gagów Jar-Jarem.

Oczywiście pojawia się też stara gwardia, której obecność na ekranie jest czymś więcej, niż tylko gloryfikowanym gościnnym występem (no, w niemal każdym przypadku). Ich słowa i działania w ładny sposób nakreślają obraz tego, co działo się przez ostatnie 3 dekady, a motywacja dotycząca nadchodzących wydarzeń jest czysta i jasna.

Postacie to jedno, świat - drugie. Przebudzenie Mocy jest namacalne w taki sam sposób, jak stara trylogia. Prawdziwe dekoracje, plany filmowe, mnóstwo kukiełek, ludzi w kostiumach i pirotechniki. Nawet karabiny szturmowców mają prawdziwy odrzut, bo są zbudowane z pistoletów do ASG. Ten film się po prostu czuje, nowe krajobrazy uzupełniają i rozszerzają uniwersum, mamy stare i nowe maszyny dzielnie walczące o sympatie widza (bardzo symboliczne jest pokazywanie krajobrazu na Jakku, gdzie pustynia wypełniona jest wrakami pojazdów znanych z epizodów IV-VI, które jednak nadal w jakiś sposób służą mieszkańcom). Należy się tylko cieszyć, że tata Gwiezdych wojen został głęboko za kulisami i pozwolił pracować "świeżakom". Wyszło doskonale!

No a jak z opowieścią? Tutaj jest największy szkopuł, bo marudy mogą łatwo zakrzyknąć: toż to kalka z Nowej nadziei! I w gruncie rzeczy tak jest, ale Abrams wykorzystał szkielet starej historii do stworzenia czegoś nowego i bardzo ekscytującego. Cały film to wielki pościg, podczas którego odhaczane są znane motywy (a miejsce na wyliczanie mrugnięć okiem do fanów zajęłoby więcej przestrzeni niż cały ten tekst), ale nawet mimo tego że je znamy, wrażenie momentami jest piorunujące. Chciałoby się więcej, brakuje tutaj momentów, w których ten świat byłby jeszcze lepiej nakreślony, ale taki już los pierwszych odcinków. Jestem pewien, że zapowiedziane spin-offy i kolejne epizody dadzą mi właśnie to.

Jeśli zaś chodzi o oczy i uszy... Tutaj nie można powiedzieć niczego złego. Przebudzenie Mocy wygląda rewelacyjne. Kanciastość i analogowość dekoracji harmonizuje z tłustym CGI, krajobrazy zapierają dech w piersiach, a kilka ujęć (TIE Fightery na tle zachodzącego słońca, żywcem wyrwane z Czasu apokalipsy czy daleko umieszczona kamera, która wiruje wokół bohaterów) odżwieża spojrzenie na ten świat. Miecze bzyczą, droidy piszczą, blastery robią "piu, piu" (przy okazji: te Gwiezdne wojny zyskały nieco hollywoodzkiej fizyki - bezpośrednie trafienie z blastera daje rezultat efektowny i komiczny zarazem), a John Williams po raz kolejny staje na wysokości zadania. Stare muzyczne motywy wplecione w nową dźwiękową opowieść (temat przewodni Rey - wow!) stawiają soundtrack na bardzo wysokiej półce.

Jeśli mieliście wątpliwości, pozbądźcie się ich. Naprawdę się udało! Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy to prawdziwa kinowa przygoda. Ekscytująca, wzruszająca (a jak!), bardzo zabawna, w kilku miejscach zaskakująca i pozostawiająca wielki apetyt na jeszcze. Główna wada: na dalszy ciąg poczekamy dwa lata. Czy film Abramsa zajmie w historii kina pozycję blisko starej trylogii, a ocena będzie nadal tak pozytywna, pokaże czas. Ja wiem tyle: jestem bardzo zadowolony i na pewno idę na drugi seans.

Okiem widza

Nie oszukujmy się. Było super. Czyli: patrz wyżej.


PS Na seansie byłem w Imaksie. Konwersja 3D jest ładna, głębia wyczuwalna (choć kosmos ma zaburzoną skalę), ale tak na dobrą sprawę bajer nie jest potrzebny. Warto jednak zobaczyć nakręconą w imaksowym formacie gonitwę za Sokołem Millenium na Jakku.

Drugi PS Jeśli macie ochotę na więcej Przebudzenia Mocy, ale już ze spoilerami, zapraszam do wysłuchania nowego odcinka podcastu Hammerzeit, którego premiera już za moment :)

fsm
18 grudnia 2015 - 12:08

Komentarze Czytelników (66)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
19.12.2015 14:39
odpowiedz
prosiacek
89
Pretorianin

Bardziej przychylałbym się jednak do opinii UVa, byliśmy w kinie w 8 osób i ci, którzy znają SW byli trochę zdystansowani, a ci, dla których film był pierwszym, przyjęli go bardzo entuzjastycznie. Reszta oczywiście w spoilerze

spoiler start


Co mi się podobało:
- Rey i w sumie Finn również - szczególnie postać Rey bardzo mi się podobała, ciekawie poprowadzona, choć mało wykorzystana jako protagonista;
- pomysł na Kylo Rena, szkoda, że się nie udał z powodu zbytniego pójścia w stronę emo... ile można grać ze łzami w oczach? Po drugie postać wyszła raczej żałośnie i głupkowato, niż groźnie,
- tragiczność postaci Hana Solo, choć chyba zasługiwał na więcej niż zginąć z ręki własnego pedałkowatego syna;
- ostatnia sekwencja, bardzo mocna;
- mimo wszystko żarty;
- reakcja tego pilota rebelii na pilotowanie TIE : )
- zdjęcia, efekty specjalne - ten film jest piękny,

Co mi się nie podobało:
- bardzo duży chaos fabularny, jak na kontynuację, odnośnie świata, w którym toczy się akcja;
- zdecydowanie zbyt duża kalka starej trylogii, nawiązania fajna rzecz, ale film cierpi na brak nowych pomysłów;
- początkowe zbiegi okoliczności jak na film tej klasy trącą amatorszczyzną;
- Snoke brzmi jak jakiś bagienny potworek;
- Jezus kurwa trzecia gwiazda śmierci, naprawdę?
- rudy generał - śmieszna postać i całkowite pudło castingowe (inspiracja III Rzeszą mało subtelna i nudna), jedyny przeciwnik, który jako tako intrygował to była Phasma, ale postać potraktowana po macoszemu;
- bardzo słaba muzyka - najgorsza ze wszystkich części, od strony muzyki film ratują tylko już znane fragmenty - jest to duże rozczarowanie, ponieważ muzyka była jedynym plusem nowej trylogii Lucasa, jedynym;
- pomniejsze gówienka (krew od blasterów, idiotyczny miecz Kylo, gunner w zwykłym TIE, jakieś nienaturalnie szybki przepływ informacji i tempo wydarzeń itp.).

spoiler stop


Dla mnie 7/10.
(ep I - 3/10, ep II 3/10, ep III 5/10, ep IV 9/10, ep V 10/10, ep VI 8/10).

19.12.2015 19:23
odpowiedz
Rumcykcyk
29
Pan Kopiuj Wklej

Film bardzo słaby, głównie skierowany do osób max 10 lat, całe kino dzieci aż mi głupio było. W sumie byłem za darmo i fanem gwiezdnych wojen nie jestem ale to pierdzenie z laserów i walka na miecze jest śmieszna, bliżej mu do komedii. Ludzie rozumieją robota a tam "pip i piiii pi" i oni wiedzą co powiedział albo małpa też stękała a każdy wiedział co powiedziała :D

19.12.2015 19:23
odpowiedz
Longwinter
43
ESO

Byłem, widziałem i bardzo mi się podobało, polecam.

19.12.2015 20:14
odpowiedz
Yarovit
24
Pretorianin

Bez kitu, ten film to jedna, wielka kopia poprzednich części. Tak jak uważam, że zły nie jest, to arcydziełem też nie. Na dobrą sprawę to Gwiezdne Wojny do kwadratu.

spoiler start

Nowy Imperator jest jeszcze mroczniejszy i brzydszy niż stary, nowy Vader(Kylo) jest jeszcze gorszym zdrajcą, nowa Gwiazda Śmierci jest jeszcze straszliwsza, humor jest jeszcze słabszy niż Mroczne Widmo, a pompatyczności jest więcej niż w całej sadze razem wziętej.
Swoją drogą nie zdziwię się, jeśli Han przeżyje. Ale jak tylko zobaczyłem w scenie miecz świetlny to wiedziałem, że albo się popłaczą i przytulą, albo Han dostanie.
A to, że Rey aka Luke W Spódnicy straci rękę jest niemal gwarantowane

spoiler stop

19.12.2015 20:35
odpowiedz
TobiAlex
108
Senator

@Utek83
Ty chyba sobie jaja robisz i nie wiesz, co to dobry dubbing. To ma być dubbing:

https://www.youtube.com/watch?v=37Ri2hw18zo

To woła o pomstę do nieba! Szkoda, że tak jak to jest z filmami animowanymi, nie muszą być odsyłane do producenta w celu ochrony (Jezu, Ford jakby to usłyszał to by samobójstwo popełnił).

19.12.2015 21:11
odpowiedz
Persecuted
57
Generał

Zgadzam się z UVem. Niestety.

spoiler start

Totalna zrzynka z "Nowej Nadziei", pełna fabularnych luk i dziur, z beznadziejnym antagonistą i ogólnego uroku oraz klimatu poprzednich odsłon.

Bohaterom nowej (teraz już właściwie "średniej") trylogii zarzucano płytkość i bezpłciowość. Trudno się z tym nie zgodzić, bo o ile postaci te miały jakiś głębszy cel, motywację, plany i dążenia, tak zwyczajnie brakowało im indywidualnych osobowości i wyrazistego charakteru.
Bohaterowie "Przebudzenia Mocy" to ich dokładna odwrotność. Mają własny charakter, temperament i sposób bycia (co nadaje im nieco ludzkiej przyziemności i autentyczności - innymi słowy dają się lubić), ale brakuje im jednak sensownej i wiarygodnej motywacji napędzającej ich działania.

Kylo Ren jest kolesiem, który waha się między jasną a ciemną stroną mocy, nie mogąc się zdecydować jak powinien postępować. Czemu się waha? Co nim powoduje? Żeby to zrozumieć, musielibyśmy najprawdopodobniej dowiedzieć się, czemu w ogóle przeszedł na ciemną stronę, zdradzając swoją rodzinę i mentora, niszcząc zakon itd. Twórcy w żadnym razie nam tego nie tłumaczą, a postać staje się przez to absurdalnie wręcz niewiarygodna - najgorszy "główny zły" z całego uniwersum, który ma w sobie tyle dramatyzmu co zrozpaczony gimnazjalista, któremu mama nie pozwoliła wdziać rurek i iść na koncert Justina Bibera...

Finn - jak sam twierdzi - jako dziecko został zabrany od swojej rodziny, a potem szkolony na szturmowca - fanatycznego i bezwzględnie posłusznego żołnierza nowego imperium. Efekt tych starań jest taki, że facet "wymiękł" podczas pierwszej akcji w terenie (na którą swoją drogą, wysłali go dopiero jako dwudziestoparolatka? Aż tak długo trwa ich szkolenie? Zbyt skuteczne i wydajne to ono chyba nie jest...). Finn odmówił egzekucji cywilów (których widział pierwszy raz w życiu), ale nie miał problemu, by chwilę później mordować swoich "kolegów po fachu", u boku których się wychował i w otoczeniu których spędził większość życia. Rozumiem podział na złych i dobrych, ale tak bez żadnej refleksji? Beż rozterek? Stopniowej przemiany?

Niestety, twórcy uznali chyba, że takie "detale" w ogóle nie mają znaczenia... A może szykują to wszystko na kolejne filmy? Tutaj niestety wychodzi kolejna potężna wada filmu - skrótowość i próba liźnięcia wszystkiego po trochu.

Przeszłość Finna, przeszłość Rey, zniknięcie Luke'a, upadek zakonu, przejście Kylo na ciemną stronę, związek Hana i Leii, tożsamość i zamiary Snoke'a, rola republiki w konflikcie, losy imperium po jego upadku itd. O wszystkim tym słyszymy w filmie raptem kilka zdań, w krótkich dialogach lub monologach bohaterów, upchniętych pomiędzy kolejnymi strzelaninami i potyczkami kosmicznymi... To co ciekawe i intrygujące właściwie zostało pominięte, została prosta opowiastka zerżnięta 1:1 z Nowej Nadziei (rozwalanie Gwiazdy Śmierci po raz 3? Litości, już na prawdę nie można było wymyślić czegoś innego, choćby innej super broni, albo jakiegoś starożytnego artefaktu ciemnej strony? Przecież to kino SF/Fantasy, tutaj można WSZYSTKO!).

Do tego ta finałowa walka. Zabrakło im pieniędzy na choreografa walki czy jak? Nie musieli prezentować nam aż takich wygibasów jak np. Yoda vs Dooku albo Anakin vs Obi-Wan, ale coś takiego?! Tak walczy mistrz zakonu Ren, były podopieczny Luke'a, który zniszczył Jedi i stał się uczniem lorda ciemności?! Darth Maul by się uśmiał...
Nie wspominając o tym, że nasz "mistrz" został pobity przez babkę, która trzymała miecz świetlny w rękach po raz pierwszy w życiu. Przecież umiejętność walki mieczem świetlnym pochodziła ze zwyczajnego treningu, a nie łączności z mocą - taki jest kanon...

spoiler stop

Totalne rozczarowanie.

19.12.2015 22:41
odpowiedz
emil kuroń
65

Nie mam dziś niestety zbyt już czasu, żeby coś więcej od siebie dodać. Napiszę krótko, że po 10 latach oczekiwań liczyłem na coś więcej. Przebudzenie Mocy to dobry film i dalej cieszy, ale jednak zabrakło mi więcej mocnych momentów, zakończenie również mnie zawiodło, to była zawsze dość mocna strona GW, a tutaj tak jakoś bez werwy. Było dobrze, fajnie było zobaczyć starą gwardię ponownie, ale jednak oczekiwałem troszeczkę więcej.

Podsumowując, ode mnie solidne 7/10, uważam że Przebudzenie Mocy to (jeśli chodzi o starą trylogię, bo to z nią jest powiązana) poziom Nowej Nadziei, do IK nie ma startu, do Powrotu Jedi też trochę brakuje.

19.12.2015 23:06
odpowiedz
r_ADM
166
Legend

Dla mnie film to niestety rozczarowanie. Bardzo(!) chcialem, zeby mi sie podobalo ale sie nie dalo.

Najbardziej boli to, ze oczekiwalem sequela a wyszedl reboot. W dodatku reboot na pol gwizdka. Wyzej napisano, ze Abrams w TFA zrobil to samo co w nowym Star Treku, ale tam chociaz wyjasniono i przede wszystkim pokazano wydarzenia, ktore spowodowaly reboot. W Star Warsach wyszlo tak jakby chcieli, ale sie bali.

Slabo wypadly tez nowe postacie. Jakkolwiek Rey wyszla jeszcze w miare fajnie to reszta jest albo nijaka (Finn) albo smieszna/żenująca (nowy Tarkin/Kylo).
Owszem, film ma kilka plusow; Han, Chewie, Falcon - fajnie bylo widziec ich znowu na duzym ekranie, ale odwolanie do nostalgii i uczuc jakie przezywalo sie wiele lat temu ogladajac po raz pierwszy stara trylogie to duzo za malo. Nawet muzyka nie zrobila na mnie zadnego wrazenia. W drugiej trylogii Lucasa bylo chociaz znakomite Duel of the Fates; w TFA nie ma zadnego nowego motywu, ktory zapadl by w pamiec.

20.12.2015 00:19
odpowiedz
ImperatoR77
5
Junior

Jestem chyba jedną z niewielu osób, która ten film musi po prostu ocenić źle. Nie jest on kalką z nowej nadziei, jest czystą kopią starej trylogii. Scenarzyści najwidoczniej za bardzo bali się wprowadzić coś nowego skoro dali to samo co wcześniej, aby się upewnić że fanom się spodoba, no ale nawet odczuwanie sentymentu nie da rady poprawić tego że temu filmowi brakuje czegoś nowego.

spoiler start

Zacznę od klasyka, gwiazda śmierci, pojedynek Anakina z Obi Wanem, spotkanie Luka z ojcem, zniszczenie gwiazdy śmierci, wszystko to pojawia się ponownie... Gwiazda śmierci, jest..większa, silniejsza i wgl. cud techniki, pożeracz słońca itp. a słaby punkt ma identyczny jak stara...rozumiem, ze wielcy inżynierowie nie powzięli żądnych nowych środków ostrożności, scena zniszczenia te wielkiej broni to po prostu kalka, czysta kalka, i cios w twarz bo to co w starych Star Wars pociąga to oryginalność. Spotkanie Hana z synem w podobnej scenerii nad wielką przepaścią ... walka Kylo Rena najpierw z byłym szturmowcem co pierwszy raz trzyma miecz świetlny i nie potrafi używać mocy? Nawalają się z parę minut...potem jakaś dziewczyna dostaje olśnienia i masakruje, wyszkolonego sitha...gdzie tu logika? Dodajmy do tego nieścisłości z uniwersum, gdzie pola siłowe w hangarze? Jakiś przewód był jedyną przeszkodą w utrzymaniu myśliwca, wyszkolonego sitha, nie potrafiącego zabić dziewczynki można też tu dodać, mapa Luka, jakkolwiek beznadziejnie by to nie brzmiało "To tylko fragment, niezbadany obszar galaktyki", a co na końcu wyświetla R2, galaktykę z jednym wielkim czarnym puzelkiem... kpiny. Szturmowiec dezerter co nie potrafi strzelać z działka, republika wygrała, ale unicestwili ją na powitanie, Luke cały czas stoi na jakiejś górze i czeka na coś, a aktor grający Kylo Rena to jakiś młody Mickiewicz, albo Edward Nożycoręki, całkowicie nietrafiony, denny i bez głębi? Ma wątpliwości przez to jest ciekawy, niektórzy sądzą, ja powiem że zrobili z niego zwykłą ciotę, to ma być antagonista, żenada po całości. Odnoszę wrażenie, że scenarzyści lub ktokolwiek odpowiedzialny za ten scenariusz obejrzał film i stwierdził, że już może pisać. Szturmowiec o gołębim sercu sieka mieczem swoich byłych kompanów, a zbieraczka złomu, pokonuje ucznia Luka Skywalekera, po czym sama udaje się do niego, pewnie na szkolenie :D

spoiler stop

No to wymieniając złe rzeczy dalej podam dialogii , momentami denne i płytkie. No i warto wspomnieć o polskim dubbingu, który obowiązkowo musiał mieć najbardziej rozpoznawalne głosy! Brakowało mi tylko jakiegoś lektora do pełni szczęścia, a moje uszy krwawiły by i tak tak samo. Już nawet Jar Jar i żarty o kupie byłyby lepszym ukłonem w stronę fanów niż oddanie im tego samego filmu ze zmienioną nazwą i powielającym sceny z poprzednich części, mogę się założyć że

spoiler start

Kylo Ren zostanie wyleczony i jedyne czego mu będzie brakować to zbroi Vadera i tyle będzie po tej barwnej postaci

spoiler stop

. Jednym słowem, ten film dostaje ode mnie ogółem 3/10...wiecie za co? Za muzykę, dupy nie urywa, ale jest świetnie dobrana, jak zresztą wypada od genialnego pana Williamsa.

20.12.2015 01:09
odpowiedz
A.l.e.X
96
Alekde

--->ImeratorR77 - w sumie dużo racji, mając świetne książki z EU, Disney postanowił to skasować i sam tworzyć kanon po VI części, niestety mamy takie czasy Igrzyska Śmiechu + Niezgodne + Harry Poter = nie licz na dobre filmy do czasu aż nie zajmie się tym kickstarter :) Niestety takie czasy, w sumie nie wiadomo nawet kiedy to się stało.

20.12.2015 12:37
odpowiedz
Medico della Peste
18
Generał

Mnie się podobał mimo tego, że podzielam część zarzutów, głównie tych co do nawiązań/kalki Nowej Nadziei. Wszystkie te rzeczy są jak najbardziej zrozumiałe biorąc pod uwagę, że ten film to przedsięwzięcie biznesowe a jego główne cele to zarobić miliony monet, sprzedać całe to figurkowe badziewie i zachęcić do obejrzenia następnych części. Wszystko to, co razi starych fanów wynika właśnie z powyższych założeń. Ale mimo to film jest fajny, czuje się, że to Gwiezdne Wojny, zdecydowanie bardziej niż w przypadku Mrocznego Widma. Bardzo podobała mi się postać Rey, Finna (mimo, że czarny) i Poe Damerona. Kylo Ren też nienajgorszy. Film należy do dwóch postaci - Hana Solo i BB-8, który jako element humorystyczny zjada na śniadanie Ewoki a Słój-Słojem czyści sobie... coś tam.
Jak ktoś wyżej napisał, to jest jakby reboot serii, dla ludzi, którzy pierwotną trylogię oglądali po raz pierwszy w wersjach na Blu Ray, po wszystkich modyfikacjach.
Gdyby nie stara trylogia, Przebudzenie Mocy byłoby hitem jednego sezonu i nie stałoby się legendą. Lucas robił swój film w innych czasach, przy użyciu innych środków. Realizował swoje marzenie i to widać oglądając starą trylogię. Tam była prawdziwa magia kina, bez komputerowych efektów specjalnych, mnóstwo pracy ludzi od charakteryzacji, wybuchów. Poza tym wtedy filmów z takimi efektami specjalnymi, zrobionych z takim rozmachem po prostu nie było. Po wyjściu z kina - opad szczęki. Dzisiaj efekty specjalne w Przebudzeniu Mocy nikogo nie dziwią ani nie powodują efektu WOW. Po prostu idąc na ten film do kina traktujemy te efekty jako coś normalnego, naturalnego. Trudno nawet teraz, moim zdaniem, nazywać to "efektami specjalnymi" bo stały się one standardem.

Od filmu dostałem to, czego oczekiwałem:

spoiler start

powrotu postaci z pierwszej trylogii, udanego wprowadzenia nowych (Rey, Finn, Poe) wypadają lepiej niż Anakin, Amidala czy nawet młody Obi Wan w drugiej trylogii. Schematy faktycznie oklepane, kolejna Gwiazda Śmierci, kolejna kantyna w Mos Eisley, kolejne spotkanie Han Solo - Jabba ;), kolejny Endor, nowy Vader, nowy Imperator itp. itd. Wszystko było już wcześniej.

spoiler stop

Obstawiam, że kolejna część będzie zawierać dwa główne wątki: trening Rey na rycerza Jedi zakończony jakimś testem, w którym poniesie porażkę. W tym czasie Poe i Finn będą poszukiwali czegoś - albo kogoś - kto pomoże rozprawić się z Gollumem, jakiegoś artefaktu, broni, rycerza Jedi itp. Podejrzewam też, że Luke Skywalker nie dotrwa żywy do końcowych napisów III części.

21.12.2015 13:50
odpowiedz
kdbest
4
Junior

Jestem rozczarowany i tak jak Imrahil8888 polecam jako film a nie jako SW. Nie spisuje go na straty, ale... SPOILERY-> Dźwięki mieczy to jest jakaś porażka (ten Kylo Rena żenada, wygląd jeszcze na siłę do przyjęcia). Kylo nie błyszczał umiejętnościami walki na miecze, ale dziewczyna, która nigdy nie trzymała miecza świetlnego zlała gościa którego szkolił Luke! Co to ma być? Kiedy zwarli się mieczami ten do niej, że nauczy ją ciemnej strony. Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać. Dopóki koleś nie zdjął maski (w kinie ludzie albo zamilkli bo nie wierzyli w jego facjate albo cicho się śmiali) był tajemniczy i wyglądał groźnie (chociaż jeden z żołnierzy przyniósł mu złe wieści to zamiast go zabić jak zrobił by to bezwzględny sith z jajami to zniszczył jakąś tam konsole). Ten aktor pokolenia emo dostał role po znajomości, bo innego wytłumaczenia nie mogę znaleźć. Dobrze że jeszcze spodni rurek mu nie dali i różowego kryształu w mieczu. Han Solo wciśnięty na siłę do filmu i jeszcze zaplanowali mu tragiczny koniec. Odrzut po blasterze? Poważnie? Finn, któremu to nagle odwidziało się służyć złu? Stormtrooperzy to były klony Jango Fetta a nie jacyś zwykli ludzie wychowani od małego na żołnierzy. Jak się robi kontynuację filmu to z poprzednich wyciąga się najlepsze rzeczy i dodaje nowe a nie wszystko robi od podstaw i jeszcze źle. Dzieciakom film się spodoba, ale fanom prawdziwych Star Wars średnio.

21.12.2015 21:31
odpowiedz
Medico della Peste
18
Generał

Odrzut po blasterze? Poważnie?
Nie jest nigdzie w filmie powiedziane, że blaster to broń laserowa. Poza tym chyba miały coś na kształt magazynków. Albo taki bowcaster - po cholerę mu cięciwa?

Finn, któremu to nagle odwidziało się służyć złu? Stormtrooperzy to były klony Jango Fetta a nie jacyś zwykli ludzie wychowani od małego na żołnierzy.

Też chyba nie do końca. W EP2 tak było, ale w czasach EP4 niekoniecznie.

Dzieciakom film się spodoba, ale fanom prawdziwych Star Wars średnio

Fani prawdziwych Star Wars uznają tylko pierwotną wersję na VHS, z zakłóceniami i sprzed odświeżenia w 1997.

21.12.2015 21:37
odpowiedz
r_ADM
166
Legend

Fani prawdziwych Star Wars uznają tylko pierwotną wersję na VHS, z zakłóceniami i sprzed odświeżenia w 1997.

Hehe, cos w tym jest. Pare dni temu na wykopie byl zrzut z jakiejs kopii VHS z pirackim lektorem i musze przyznac, ze lezka sie w oku zakrecila ;)

21.12.2015 22:01
odpowiedz
sekret_mnicha
168
fsm

Wczoraj byłem na drugim seansie i stwierdzam z pełną Mocą (ha), że podtrzymuje słowa napisane w recenzji. Fantastyczna gwiezdna przygoda, która zyskałaby przy lepszym zarysowaniu świata po wydarzeniach z epizodu 6 i - zapewne - gdyby w mniejszym stopniu kopiowała Nową nadzieję, ale te niedociągnięcia jej absolutnie nie dyskwalifikują. Podobało mi się bardzo i nie mogę się nadziwić, jak duże kontrowersje wzbudza Kylo Ren (który przecież jest super :P).

21.12.2015 22:05
odpowiedz
Blackbeard
67
Non timebo mala

Stormtrooperzy to były klony Jango Fetta a nie jacyś zwykli ludzie wychowani od małego na żołnierzy.

Klony to klony, a stormtrooperzy to stormtrooperzy.

stormtrooper - zwykli ludzie wychowani od małego na żołnierzy

22.12.2015 15:26
odpowiedz
Cainoor
178
Mów mi wuju

To i ja sobie pozwolę na krótką ocenę. Film mi się generalnie bardzo podobał. Jestem fanem SW od urodzenia, że tak powiem (miałem figurkę Stormtrooper'a zanim wiedziałem co to;) i śmiało mogę ocenić film na mocne 8. Bardzo podobały mi się wszelkie sceny batalistyczne, krajobrazowe, stroje, bohaterowie (nowi i starzy). Naprawdę świetnie mi się to oglądało.

Niestety film ma też kilka mocnych minusów i to mi trochę bruździ cały obraz. Najważniejsze:
1. Kopia scenariusza New Hope. Po prostu gdzieś już to wiedziałem. Spodziewałem się jednak oryginalnego pomysłu na scenariusz, uniwersum daje nieograniczone możliwości. Największa imo wada.
2. Brak wprowadzenia w historię Republiki, Ruchu Oporu, Najwyższego Porządku... nie mam pojęcia skąd to się wszystko wzięło, a wyzerowanie Republiki już na początku rodzi sporo pytań o spójność kontynuacji. Ale to jeszcze da radę naprawić jakimś wprowadzeniem w postaci następnego filmu SW.
3. First Order - Kurde, takie młode gnojki (za młode!), a już trzęsą całym kosmosem. W porównaniu do nich Ruch Oporu to jakaś garstka przypadkowych osób. Gdzież im do Tarkina? Imo nie budzą strachu poprzez swoje wyszkolenie i zdolności, a raczej tylko fanatyzm. Źle (słabo) mi się to kojarzy, a nie wiem czy taki był zamysł twórców.
4. Finn władający mieczem świetlnym - Prędzej sam by sobie krzywdę zrobił. Walka z innym ST z jakimś dziwnym blasterem? Przecież LS nie są chyba 'obecnie' zbyt popularne. Niby go w końcu Kylo pokonał, ale imo zdecydowanie za dużo czasu to zajęło.
5. Rey posługująca się tak biegle mocą - Imo za szybko i za prosto. Pamiętam Luke'a w podobnym wieku(?) i jego drogę do używania mocy. Szczególnie "zabolała" mnie jej możliwość kontroli umysłu Bonda ;-)

22.12.2015 15:57
odpowiedz
USSCheyenne
41
Hearts of Iron IV

Podzielam minusy ogółu. Zbyt duży recycling fabularny, fatalny czarny charakter (sama postać jak i aktor), skierowanie filmu do bardzo młodego widza. Oczywiście nie spodziewałem się poważnego i mrocznego sci-fi jednakże również nie spodziewałem się tak mocnego skrętu w kierunku kina familijnego.

Poza tym oglądało się to całkiem przyjemnie. Sprawnie nakręcone, w duchu pierwszej trylogii, CGI nie nachalne, robiło za tło a nie pierwszy plan. Ale na pewno nie będzie to dla mnie żaden klasyk i film do którego się wraca. 4/6 gwiazdek:)

22.12.2015 22:41
odpowiedz
Cezareusz
12
Pretorianin

Dlaczego nie połączycie dwóch tych samych tematów. Nie wiem kto wpadł na pomysł aby stworzyć drugi wątek do tego filmiku.

22.12.2015 22:54
odpowiedz
claudespeed18
117
Pierniczek

[54] +1

Nie przeszkadza mi kalkowanie którejkolwiek części. Nawet tego się spodziewałem. Od pierwszej sceny czułem że Kylo i Peo nie polubię. Ten drugi po żarciku(miało to być niczym Solo do Vadera?) a Kylo swymi ruchami i tekstami zapowiadał już dzieciaka z ADHD. Przyjemne były sceny z Rey i w sumie film mógłby być o jej życiu(byłoby o wiele ciekawiej), klimat niczym Tatooine itd. Finn cóż jako główny błazen dawał radę do czasu... potem jest niemal Jedi i bohaterem w ciągu 1 sekundy. Przyjemne sceny i humor też były z Solo oraz w Sokole. Planety i krajobrazy miały swój urok i klimat SW. Potem zaczęło być gorzej. Nowe Impreium też.. w sumie udawali cwaniaków a gufno umieli. Kylo zdjął maskę, rebelia z 10 X-Wingami ... masa ulg dla młodych bohaterów. Słaby Sith i Jedi bez treningu... wymyślałem sobie fabułę już wcześniej po swojemu i zrobiłbym to chyba o wiele lepiej niż to co nam dano.. właściwie takie 'niepotrzebne nic' z tego wyszło. Może lepiej to wypadnie z kolejnymi częściami.

6/10 to maksimum, czyli takie 'dość dobry'

Szkoda, że recenzje zmyliły mnie i wzrosły oczekiwania zanim wszedłem do kina.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze