Najlepsze momenty z gier w 2015 roku - DM - 30 grudnia 2015

Najlepsze momenty z gier w 2015 roku

Tak jak 12 miesięcy temu, zamiast zastanawiać się nad jedną, najwspanialszą grą roku, wybrałem (subiektywnie!) parę tytułów, które choć bardzo różne gatunkowo, niosły ze sobą podobną dawkę emocji, radości i wrażeń - czy to w jakimś małym fragmencie czy w ogólnym ujęciu. Dla jakich momentów warto było spędzić trochę czasu przed monitorem w 2015 roku?
(kolejność przypadkowa!)

Narracja w Her Story
Her Story to chyba największa niespodzianka tego roku. Przeszła w zasadzie bez rozgłosu i pewnie mało kto z nas w nią grał, jednak oceny od największych i tych mniejszych serwisów głównie w skali między 90 a 100/100 mówią, że coś jest na rzeczy. W Her Story zasiadamy przed monitorem starego, policyjnego komputera w brytyjskim miasteczku Portsmouth, badając sprawę morderstwa Simona Smitha w latach 90. Cała gra sprowadza się do przeglądania fragmentów przesłuchań jego żony Hanny. Cyfrowe dane przeniesione niedawno z systemu VHS są jeszcze kompletnie nieposortowane, dlatego zobaczymy je w zupełnie przypadkowej kolejności, zależnie od osobiście wymyślonych słów kluczowych, jakie użyjemy w wyszukiwarce. Jeden gracz zobaczy coś od razu na początku, inny na to samo natknie się dopiero po czterech godzinach. Czy kobieta kłamie, czy też mówi prawdę?

Nagrań nie ułożymy nawet na końcu chronologicznie, nie usłyszymy pytań, nie usłyszymy rozwiązania, nie zobaczymy zakończenia. Her Story oferuje bardzo wyjątkowy rodzaj narracji, kompletnie nieliniowy i rozwikłanie zagadki morderstwa polega chyba głównie na przekonaniu samego siebie, że właśnie tego dokonaliśmy. Całości dopełnia niezła muzyka i klimatyczny pulpit policyjnego komputera, stylizowany na Windows 95, gdzie znajdziemy w folderach nawet jakąś prostą minigrę i ASCI art.

Koszmarny świat w Bloodborne
Nowa gra twórców Dark Souls okazała się niezwykle udanym tytułem i chyba najlepszym exclusivem na PS4 w tym roku. Jednym ze składników jej sukcesu jest niewątpliwie oprawa artystyczna, a wraz z nią niesamowity klimat, na który ma spory wpływ. W mieście Yharnam gotyk miesza się ze stylem wiktoriańskim, a wizje różnorakich kreatur i przeciwników wyjęto chyba z najbardziej pokręconych koszmarów sennych szaleńca. Przerażający las, ohydne wieprze, wiedźmy, kreatury na wózkach inwalidzkich - wszystko wygląda tak sugestywnie, że chcielibyśmy tylko stamtąd uciec, ale jednocześnie coś pcha nas do przodu, by chłonąć tą atmosferę przedziwnego świata i zerkać, jaki kolejny koszmar przygotowało dla nas studio From Software.

www.primagames.com

Wątek Krwawego Barona w Wiedźminie 3
Wiedźmin 3 jest prawdziwą kopalnią wyjątkowych momentów. Od wspaniałych lokacji, niezwykle pięknego, tętniącego życiem świata, po różne historie w zadaniach pobocznych, gdzie często podejmowane decyzje zaskoczą nas swoim rezultatem. Jeden taki quest zapada szczególnie w pamięć - szukanie rodziny barona Filipa Stengera. Długość tej misji, poszczególne fragmenty opowieści, spotkanie wiedźm na Krzywuchowych Moczarach, których wizja artystyczna zawstydziłaby grafików ze wspomnianego wyżej Bloodborne, zakończenie całej historii - wszystko przyćmiewa nawet główny wątek Ciri, który jest o wiele mniej zaskakujący, mniej emocjonalny i przede wszystkim - zbyt długi. Dobitnie potwierdza to dodatek do Wiedźmina - Serce z Kamienia, w którym losy Olgierda von Everec ponownie górują nad historią Jaskółki i opancerzonych Sauronów Dzikiego Gonu.

Północna Pętla we mgle i deszczu w Project CARS
Project CARS nie okazał się być pecetowym Gran Turismo, jak niektórzy oczekiwali, ale gra została dość dobrze przyjęta i mogliśmy sobie dzięki niej przypomnieć, jak popularne były kiedyś wyścigi oparte na realnej otoczce prawdziwych zawodów. W kwestii realizmu gra usadowiła się gdzieś pomiędzy iRacing, a serią Forza, ale graficznie tytuł studia Slightly Mad pokazał świetną, prawdziwie nextgenową oprawę. W połączeniu z totalną swobodą, jaką mamy w wyborze pogody i pory dnia - przejechanie okrążenia w sportowej maszynie po legendarnej Północnej Pętli toru Nürburgring w ulewnym deszczu i mgle sprawia, że możemy rzeczywiście poczuć się jak w Zielonym Piekle. Dodajmy do tego jeszcze zmagania z przeciwnikiem online, troskę by nie popełnić błędu i nie wyeliminować ani siebie, ani rywali - a dostaniemy jedne z najbardziej emocjonujących 10 minut przed monitorem w tym roku.

Wymiany ognia w Squad
Squad, następca moda Project Reality, choć ciągle we wczesnym dostępie, to rzutem na taśmę w grudniu wdarł się na moją listę najlepszych doświadczeń w czasie grania. Jeśli obejrzymy pierwszy lepszy filmik pod frazą „afghanistan firefight”, np. taki:

to okaże się, że Squad oferuje w 100% dokładnie to samo! Afgańskie krajobrazy, garstka żołnierzy za jakimiś murkiem, strzelanie gdzieś w stronę odległego wzgórza, zarośli czy budynków, głośny terkot karabinów, okrzyki towarzyszy - wszystko to znajdziemy podczas grania w Squad - taktycznej strzelaninie wieloosobowej. Pomimo wersji alfa, nie ma tu uciążliwych bugów, jest za to ogromna grywalność, choć w tym pomaga bardzo właściwa osoba w roli dowódcy oddziału i pozostali żołnierze umiejący wczuć się w klimat. Niezła grafika, rewelacyjna oprawa dźwiękowa i większa przystępność dla gracza niż konkurencyjna ARMA dopełniają obrazu najlepszej chyba obecnie realistycznej strzelaniny na PC.

Odbicie zakładnika w Rainbow Six: Siege
Restart marki Rainbow Six jako zlot policjantów z całego świata, by trenować ze sobą mini bitwy paintballowe o bombę lub zakładnika trochę mnie rozczarował, Ubisoftowi udało się jednak idealnie wstrzelić w pewną lukę na rynku. Ich gra daje graczom w końcu wytchnienie od futurystycznych klimatów Call of Crisis, Advanced Titanfall Warfare, bieganiem po ścianach i walką z dronami w postaci roju os. Zamiast tego przenosi nas z powrotem w świat pistoletów MP5, P90 i paska zdrowia, który nie regeneruje się samoczynnie w cudowny sposób. Gdy odrzucimy wszelkie nawiązania do sławnej poprzedniczki i skupimy się tylko na rozgrywce Siege, w której możemy na umówiony sygnał wkroczyć do małego pomieszczenia poprzez wysadzenie dziury w ścianie czy wjeżdżając na linach przez okna - w grze znajdziemy całkiem sporo klimatycznych chwil. Ich kulminacją jest moment wyprowadzania zakładnika z gorącej strefy, zwłaszcza w trybie kooperacji, gdzie po prostu musimy to zrobić i w trakcie nadal zmagać się z ogniem wroga. Police Quest: Siege to średnie nawiązanie do spuścizny Toma Clancy, ale niezły powiew świeżości w gatunku, który stał się zbyt przewidywalny i nudny.

Klimat filmowej sagi w Star Wars: Battlefront
Swego czasu zamierzałem napisać tutaj recenzję Battlefronta, ale w zasadzie całą grę można podsumować w czterech podpunktach: obłędna grafika, świetny klimat, przegięta ilość granatów i 3/4 całej gry, które ukaże się później, za dodatkową opłatą. Jak bardzo by jednak nie krytykować polityki Electronic Arts, trzeba przyznać, że studio Dice odwaliło kawał dobrej roboty, a oprawa graficzna Battlefronta nie ma w tej chwili chyba sobie równych - przynajmniej w strzelaninach. To samo tyczy się wszelkich obiektów i szczegółów znanych ze starej trylogii, które wraz z efektami dźwiękowymi zostały wręcz perfekcyjnie oddane w grze. To jedna z nielicznych adaptacji, gdzie tak wiernie udało się oddać klimat znany z kinowego ekranu. Pierwsza wizyta w lasach księżyca Endor czy walki wokół zaparkowanego na Tatooine Sokoła Milenium to momenty kiedy naprawdę można wykrztusić z siebie: wow!

Skradanki w Metal Gear Solid V Phantom Pain
Nowy Metal Gear Solid w dziwny sposób łączy klimat, który uwielbiam z tym drugim, kompletnie mi nie podchodzącym. Z jednej strony mamy kontynuację fabuły tak zawiłej, że już dawno (moim zdaniem) przekroczyła granicę absurdu, super żołnierzy i przeciwników ze zdolnościami, przy których mutanty z X-Mena wydają się normalnością dnia jutrzejszego, a z drugiej: kozaka - komandosa sił specjalnych,  wojnę w Afganistanie, lata 80-te i znane z radia przeboje tamtego okresu. Momenty, gdy można zapomnieć o tej całej japońskiej otoczce fantasy, włączyć The Cure czy Europe i po prostu podkradać się do wrogiej sowieckiej bazy, wyobrażając sobie bardziej przyziemną rolę naszego bohatera  - to z pewnością jedne z najbardziej klimatycznych chwil, jakie znajdziemy w grach 2015 roku!

Honorowe wyróżnienie - Life is strange
Poprzednio wspomniałem o Far Cry 4, teraz na wzmiankę zasługuje Life is strange. Gry jeszcze nie skończyłem i nie mogę na razie powiedzieć, by fabuła pochłonęła mnie bez reszty, ale tytuł ten zdecydowanie ma swój nieźle kreowany klimat i potencjał, który ostatecznie może przerodzi się w coś naprawdę dobrego.
A jak wasze granie w 2015? Były momenty?

DM
30 grudnia 2015 - 22:06

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
03.01.2016 20:25
1
Gonsiur
138
HUEHUEHUE

Zdecydowanie prolog do MGS V, ktore uwazam za najlepiej spedzona godzine w grze, w mojej historii gamingu, a ma ona juz w sumie 20 lat. Do tego jest pierwsza gra od kilku lat ktora potrafi mnie wciagnac na pare godzin, a nie standardowe "o proomocja na steamie" odpalam tytul i po 10 min uninstall