Biblioteczka Gracza #17 - recenzja książki - StarCraft: W Cieniu Xel’Nagi - hongi - 7 czerwca 2016

Biblioteczka Gracza #17 - recenzja książki - StarCraft: W Cieniu Xel’Nagi

Muszę przyznać się bez bicia, że uniwersum StarCraft pochłonęło mnie — ponownie — bez reszty. Ostatni dodatek Starcraft II: Legacy of the Void oraz nowa kampania opowiadająca losy Novy na powrót zachęciły mnie i zwerbowały do jednej z trzech armii w nieustającym kosmicznym konflikcie. W związku z tym postanowiłem nadrobić zaległy materiał z pierwszej gry. Tym razem Biblioteczka Gracza przenosi nas do świata oryginalnego StarCrafta, a to za sprawą książki StarCraft: W Cieniu Xel'Nagi. Nie bójcie się wkroczyć do kosmicznej świątyni.

StarCraft: W Cieniu Xel'Nagi to powieść science fiction napisana i wydana w 2001 roku. Do polski trafiła za sprawą wydawnictwa ISA w 2003. Autorem jest Kevin J. Anderson wraz z małżonką. Napisali wspólnie książkę pod pseudonimem Gabriel Mesta. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Anderson jest amerykańskim pisarzem, cenionym głównie za serię książek o Star Treku, Diunie czy Archiwum X. Poprzez zawirowaną fabułę książki autor pokazuje nam swój kunszt i zamiłowanie do pisania kosmicznych opowieści. Książka nie jest długa, posiada tylko 256 stron, ale i tak jest dłuższa od wcześniejszej, jaką była Krucjata Liberty'ego. Nie zmienia to faktu, że czyta się szybko, a to za sprawą konfliktu rasowego i tajemniczego artefaktu o pradawnej mocy samego Xel'Nagi. Okładka przestawia protoskiego wojownika na tle starożytnej świątyni. Jest to grafika pochodząca z jednej z tapet oryginalnego StarCrafta.

Głównymi bohaterami są Oktawia oraz Lars Bren, osierocone rodzeństwo, które należy do grupy osadników zaludniających planetę Bhekar Ro. Żyją spokojnie tworząc osadę o chwytliwej nazwie Wolna Przystań (Free Haven) zmagającą się z problemami dnia codziennego. I choć życie na Bheku Ro jest ciężkie i surowe, to bohaterowie nie wyobrażają sobie mieszkać gdziekolwiek indziej. Wszystko zmienia się, gdy podczas ostrej burzy i mocnego trzęsienia ziemi niedaleko osady pojawia się tajemnicza budowla. Rodzeństwo jako pierwsze odnajduje tajemniczy artefakt i uruchamia go, zsyłając na ich spokojną planetę plagę Zergów. Bestie wysłane przez Królową Ostrzy, która po zniszczeniu Nadumysłu postanowiła odbudować Ul na Char i stworzyć nowy szczep, mają tylko jedno zadanie: szerzyć zamęt i zniszczenie. Tajemnicze znalezisko na Bhekar Ro zwraca również uwagę mrocznej Templariuszki Xerani. Wygnana wojowniczka poświęciła swoje życie, by szukać wszelkich artefaktów związanych z przedwieczną rasą Xel'Naga. Gdyby tego było mało, o artefakcie dowiedzieli się również protoscy przełożeni kosmicznego krążownika. Egzekutor Koronis, dowódca armady, pod wpływem namowy sędziego Amodorena postanawia wraz z nim zbadać odkrycie i dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczej budowli. Na koniec, jak w żadnej opowieści ze świata StarCrafta, nie powinno zabraknąć Terran. Koloniści z Bhekar Ro wysyłają sygnał alarmowy do przedstawicieli Dominium. Odbiera go nie kto inny, a sam imperator Arcturus Mengsk, który wysyła oddział Alfa pod dowództwem generała Duka na pomoc. Zergi, Protosi oraz Terranie na jednej planecie — to może skończyć się tylko w jeden sposób. Czas na krwawą, kosmiczną i międzyrasową bitwę.

Podsumowując, StarCraft: W cieniu Xel'Nagi to książka dedykowana i przeznaczona tylko dla fanów oryginalnej gry. Wielki miszmasz postaci i ras dla postronnego czytelnika może wydać się zbyt dużą mieszanką nie do strawienia. Niby jest w niej wszystko, na co liczyłem, zaś akcja dorównuje tej z Krucjaty Liberty'ego, ale do późniejszych książek dużo jej brakuje. Przykro mi to stwierdzić, ale jest to najsłabsza opowieść, jaką do tej pory czytałem, jeśli chodzi uniwersum StarCraft. Pomimo pojawienia się na kartkach znajomych postaci z gry, jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Nie mówię, że książka jest kiepska, ale z pewnością mogę polecić kilka innych lepszych historii z Zergami, Protosami oraz Terranami w roli głównej. Polecam czytać pomiędzy oryginalną grą a dodatkiem Brood War i tylko gdy jesteś wielkim fanem kosmicznej opery mydlanej.

hongi
7 czerwca 2016 - 23:18

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz