Biblioteczka Gracza #18 - recenzja książki - Diablo. Wojna Grzechu: Prawo Krwi - hongi - 15 czerwca 2016

Biblioteczka Gracza #18 - recenzja książki - Diablo. Wojna Grzechu: Prawo Krwi

Pisząc pierwszy tekst do Biblioteczki Gracza, nie spodziewałem się, że kącik mi się tak rozrośnie. Wraz ze zgłębianiem Internetu, moja półka powiększyła się o nowe tytuły powiązane z grami. Przez ostatnią dekadę powstało tyle pozycji, że czytający fani gier (użyłem liczby mnogiej, gdyż uważam, że gdzieś tam jesteście) mają co czytać. A tym bardziej nie spodziewałem się, że większość przetłumaczonych książek na język polski będzie pochodziło w materiału źródłowego Blizzard Entertainment. Zapraszam na kolejną recenzję opisującą świat Sanktuarium, ale 3000 lat przed wydarzeniami z pierwszego Diablo. Przed Wami księga pierwsza Wojny Grzechu pt. Prawo Krwi (Birthright).

Dla osób czytających Biblioteczkę Gracza oraz książki z uniwersum Diablo Richard A. Knaak nie jest autorem obcym. Kilkakrotnie wcześniej pojawił się w moim tekstach, a to za sprawą recenzji Dziedzictwa Krwi oraz Królestwa Cienia. Patrząc teraz na moją półkę, widzę, że jeszcze nieraz przyjdzie mi opisać jego dzieła. Richard A. Knaak to pisarz maszyna. Na swoim koncie – według Wikipedii – ma ponad 45 książek, a Prawo Krwi to jedna z wielu, z którymi warto się zapoznać.

Przejdźmy do Wojny Grzechu. Każdy polski czytelnik może bez kłopotu cieszyć się już całą trylogią stworzoną przez Knaaka. Oczywiście z lekką obsuwą, jak ma to miejsce z książkami na podstawie gier w Polsce. Należy jednak przyznać, że i tak jest już pod tym względem lepiej niż kiedyś. Jeśli chodzi o trylogię grzechu, opóźnienie jest nie wielkie, bo tylko 10-letnie. Trzeba podziękować za to znowu Insignis Media, które jako jedno z niewielu wydawnictw dba o czytającego gracza. Książka to solidne duże wydanie, które elegancko wygląda na półce i bardzo przyjemnie się czyta. Książka posiada 368 stron z ładną okładką, która nabiera znaczenia dopiero po przeczytaniu książki. Insignis wydaje solidne pozycje, które może nie są ekskluzywne, ale mnie w zupełności odpowiadają i na półce fajnie wyglądają.

Dobrze przejdźmy do serca książki, czyli opowieści. Na początek muszę się przyznać, że odstawiłem na jakiś czas Prawo Krwi, gdzieś w połowie czytania. A to za sprawą innej książki Blizzarda (Diabelskiego Długu). Musiałem także trochę odpocząć od irytujących bohaterów. Stworzone przez pisarza postacie jakoś mnie nie porwały i choć bardzo chciałem, to nie potrafiłem utożsamić się z wielkim dobrym farmerem. Jednak po dłuższej przerwie przeczytałem resztę książki w trybie przyspieszonym. Nie wiem, dlaczego tak się stało, ale dłuższa rozłąka bardzo nam pomogła. Teraz kończę drugi tom i muszę przyznać, że kontynuacje po prostu pochłaniam.

Głównym bohaterem książki jest farmer Uldyssian ul-Diomed, który wraz z młodszym bratem Mendelem pracuje i mieszka w wiosce Seram. Po wielkiej pladze i śmierci bliskich oraz znacznej ilości mieszkańców życie powoli wraca do Serami. Niestety, nie do takiej, jakiej by pragnął Uldyzjan. Do wioski zaczynają zjeżdżać się kapłani dwóch religii, którzy starają się pocieszać żywych i nawracać na swoją wiarę, pozyskując nowych wyznawców. Uldyzjan jako oporny farmer nie daje się omamić pustymi słowami i chce żyć w spokoju na swojej farmie. Niestety, nie będzie mu to pisane, gdyż niesłusznie zostaje oskarżony o zabicie dwóch kapłanów. Tuż przed zatrzymaniem poznaje tajemniczą nieznajomą kobietę o imieniu Lilia, która wraz z bratem Uldyzjana i dwoma przyjaciółmi Achilosem i Serenti, pomagają mu uciec z więzienia. Wszystko zmienia się, gdy podczas zagrożenia życia główny bohater odkrywa w sobie moc starożytnych Nephalemów. Dzięki nieznanej mocy zsyła na kapłanów śmierć, a na wioskę zniszczenie. Wraz z przyjaciółmi i nową miłością uciekają i postanawiają podzielić się odkrytą mocą z innymi ludźmi. Wyruszają do Kedżystanu, by szerzyć nową wiarę. W tym samym czasie tajemniczy Pierwszy, pan i władca Trójcy, ma inne plany co do farmera i jego nowych niezwykłych mocy. Wysyła za nimi Malika, kapłana Trójcy oraz demony. Czy Uldazjonowi uda się dowiedzieć, skąd tkwi w nim taka wielka moc? Kim jest tak naprawdę wybranka jego serca? I co z tym wspólnego mają anioły i demony?

Więcej nie chce spoilerować, gdyż książka ma masę informacji i smaczków, które warto odkrywać samemu. Do tego dodajcie sobie kilka zwrotów akcji, których możecie się spodziewać oraz takich, których nie będziecie oczekiwać. Szkoda tylko, że nie ma tutaj prawie żadnej walki na miecze, a akcja skupiona jest na magii i walce na siłę woli. Takie pojedynki nawet mnie wydały się tandetne w pewnych momentach, a potrafię naprawdę przełknąć dużo, jeśli chodzi o książki fantasy. Plusem całej książki są tutaj czarne charaktery. Widać u nich zacięcie i motywację, której zabrakło (jak na razie) dobrym bohaterom. Demoniczni Morloki zrobiły na mnie duże wrażenie, ale szkoda, że autor potraktował je jako mięso armatnie, a nie godnych przeciwników do zabicia. W książce pojawiają się również inne demony, które niczym w horrorach są poukrywane po kątach i tylko czekają na odpowiedni moment, by zaatakować swoje ofiary. Osobiście czekałem na ich pojawienie się bardziej niż na kolejny bohaterski wybryk Uldyzjana.

Podsumowując, pomimo opornego początku i niedługiej przerwy, czytało mi się książkę przyjemnie i o dziwo szybko. Może to za sprawą bycia fanem gry oraz pasjonatem historii przygodowych, a może z powodu solidnej, ale czasami przesadzonej i naiwnej opowieści, w której bez kłopotu można się zanurzyć, jeśli da się jej szansę. Sami bohaterowi potrzebują większego kredytu zaufania na rozkręcenie się w kolejnych tomach. Sam osobiście udzielam im tego, choć z ciężkim sercem. Za to od bandziorów oczekuję więcej krwi i przebiegłości. To im najlepiej (oczywiście pod przewodnictwem Knaaka) wychodzi. Książka przeznaczona dla czytających graczy, a przede wszystkim polecam ją każdemu fanowi fantasy i historii z dużą dawką magii, ale bez miecza. I póki co jeszcze bez smoka.

 

hongi
15 czerwca 2016 - 19:53

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz