Gorzkie żale nad fabułą Wiedźmina 3 – tak dobrą na tle innych gier tak złą na tle książek - Draug - 20 czerwca 2016

Gorzkie żale nad fabułą Wiedźmina 3 – tak dobrą na tle innych gier, tak złą na tle książek

Wiem, że Dziki Gon już nie jest świeżym tematem, ale długo zbierałem siły do zmierzenia się z tytułowym zagadnieniem, a premiera Krwi i wina wreszcie dała mi motywację, by przelać owe „żale” na klawiaturę. Jednak żeby nie było nieporozumień – uważam, że Wiedźmin 3: Dziki Gon jest świetną grą. Ma pierwszorzędny klimat, znakomite dialogi, piękny świat, satysfakcjonujący system walki i wiele innych zalet. Fabuła też stoi na bardzo wysokim poziomie… ale pod warunkiem, że porównujemy ją z innymi grami (RPG i nie tylko) i/lub traktujemy jako samodzielny byt. Jednak CD Projekt RED podjął się zadania kontynuowania mistrzowskiej opowieści nakreślonej przez Andrzeja Sapkowskiego w tzw. „sadze o wiedźminie”. Pomysł sam w sobie zły nie jest – w zakończeniu „Pani Jeziora” Sapkowski zostawił dość otwartych wątków, by pociągnięcie dalej losów Geralta i Ciri miało sens. Również do realizacji długo nie miałem zastrzeżeń (mniej więcej do połowy Dzikiego Gonu). Niestety, koniec końców po Wiedźminie 3 został mi niesmak w ustach. W niniejszym tekście postaram się wyjaśnić z perspektywy zagorzałego fana Sapkowskiego, co „RED-zi” sknocili w scenariuszu swojego wielkiego dzieła. Tak, bez spoilerów się nie obędzie.

Na pohybel kanonowi!

Przechodząc kolejne Wiedźminy, długo byłem przekonany, że deweloperzy po prostu zręcznie wykorzystali luki zostawione w książkach przez ich autora – albo dokonali minimalnej tylko korekty oryginalnych wydarzeń. Że wznowili pogoń Dzikiego Gonu (czy może raczej: Dearg Ruadhri, Czerwonych Jeźdźców) za Ciri, ustalając, iż tzw. Wyspa Jabłoni, na którą trafili Geralt i Yennefer po domniemanej śmierci, znalazła się w obrębie Spirali, po której Gon był w stanie podróżować pomiędzy światami. Ta jedna mała zmiana w zupełności uzasadniłaby, dlaczego nasza wiedźminka znowu znalazła się w niebezpieczeństwie ze strony Ludu Olch – musząc ujawnić się, by ratować swoich bliskich. Jednak CD Projekt RED postanowił znacznie bardziej namieszać w kanonie wykreowanym przez Sapkowskiego. Przede wszystkim zmieniono istotę Białego Zimna. Owszem, w „sadze” nie sprecyzowano, czym ono jest – przepowiednia Itliny nadawała mu mistyczny charakter, podczas gdy różne tęgie głowy (Nimue, Avallac’h) przedstawiały teorię, że chodzi o prozaiczne zlodowacenie (teorię potwierdzoną zresztą potem przez Sapkowskiego w jednym z wywiadów). Niemniej w każdym wypadku panowała zgoda co do punktu, że zagrożenie dotyczy tylko jednego świata – tego, w którym toczy się w głównej mierze akcja książek i gier.

Według jednorożców z Tir ná Lia Czerwoni Jeźdźcy po Koniunkcji Sfer potrafili przemieszczać się tylko między światami leżącymi na tzw. Spirali. Ale widać nie w Wiedźminie 3.

Tymczasem w Wiedźminie 3 przekonujemy się, że Białe Zimno uległo przeistoczeniu w jakąś samoistną, międzywymiarową siłę, która stopniowo pochłania kolejne światy – wliczając w to „ojczyznę” Eredina, Avallac’ha i reszty ludu Aen Elle. Już samo w sobie brzmi to cokolwiek bzdurnie, ale na tym nie koniec. Zmieniła się również rola Ciri w zażegnywaniu tego niebezpieczeństwa. W książkach wszystkie wtajemniczone frakcje – czy to Vilgefortz, czy wspomniani elfowie, czy Loża Czarodziejek, czy Emhyr var Emreis – chciały mieć „córkę” Geralta nie dla niej samej, lecz dla potomka, którego miała urodzić. Przeciwdziałanie zagrożeniu miało bowiem zostać rozciągnięte na kilka pokoleń. Oczywiście w grach po tym też nie ma ani śladu – to Ciri we własnej osobie ma rozprawić się z Białym Zimnem. I w finale faktycznie może tego dokonać, wieńcząc opowieść bardzo ładnym wprawdzie, ale kretyńskim w gruncie rzeczy happy endem… i przekreślając wiele rzeczy, które zostały zapisane w książkach (zwłaszcza w wątku Nimue i Condwiramurs).

Z poważnych planów Loży wobec Ciri zostało niewiele poza paroma groźnymi frazesami. Ot, jeden z wielu wątków o niewykorzystanym potencjale.

Rzecz jasna, wiedźminka nie poradziłaby sobie, gdyby nie pomoc Avallac’ha. I tu kolejny zgrzyt, bo Crevan Espane aep Caomhan Macha z Wiedźmina 3 nie przypomina samego siebie. Już pal licho fakt, iż zatracił swój zjadliwy, ale budzący pewną sympatię sarkazm, stając się do reszty stoickim ponurakiem. Gorsze jest to, że w ostatecznym rozrachunku okazuje się on pospolitym, archetypicznym mentorem bez drugiego dna. Do ostatniej chwili spodziewałem się po Avallac’hu zdrady i ujawnienia własnego, głębszego celu w pomaganiu Ciri (jakże pasującego do elfiego Wiedzącego), ale nic takiego nie nastąpiło. To prawda, czarodziej wyjaśnia, dlaczego wystąpił przeciwko swoim pobratymcom i wziął protegowaną Geralta pod opiekę – tyle tylko, że apetyt na władzę Eredina to przykład kolejnej kuriozalnej zmiany dokonanej względem ksiązek. Owszem, przypuszczalnie to właśnie przywódca Czerwonych Jeźdźców odpowiada za śmierć poprzedniego króla Aen Elle, Auberona Muircetacha – ale oryginalnie było to nieumyślne zabójstwo. Tymczasem „RED-zi” zrobili z Eredina – tego niebezpiecznego, ale czarującego elfa, który wywoływał w Ciri fascynację – perfidnego, szkaradnego truciciela, który na dodatek dokonuje zamachu stanu w wyjątkowo infantylny sposób („Umarł król, niech żyje król”).

Zaiste, Avallac'h wykonał niezłą woltę względem swojego książkowego wcielenia. Ale szkoda, że tylko jedną - stać go było na mocniejsze miejsce w fabule.

Kolejna osobistość, której rola w fabule budzi wątpliwości, to Emhyr var Emreis. W pewnym sensie gra dokonuje tu „recyklingu” spotkania Geralta z cesarzem w finale „Pani Jeziora” – sceny, w której władca Nilfgaardu już, już ma Ciri w garści, ale w ostatniej chwili „zwraca” ją wiedźminowi i Yennefer. Dlatego kończąc prolog, czekałem, aż Geralt, usłyszawszy od Emhyra rozkaz odnalezienia wiedźminki, powie: „Duny, prowadziliśmy już taką rozmowę kilka lat temu, pamiętasz? Zostawiłeś wtedy Ciri w spokoju. Co się zmieniło przez ten czas?”. Ale nie, CD Projekt RED zamiata sprawę pod dywan i nie dowiadujemy się, czego cesarz chce od swojej córki – nie licząc lakonicznego stwierdzenia, że chodzi o „rację stanu”. Dopiero znacznie później, w rozmowie Geralta z Dijsktrą, zostaje wysnute przypuszczenie (graniczące z pewnością), że nilfgaardzkiemu władcy potrzebna jest następczyni tronu ze względu na rosnącą w siłę opozycję. Opozycję, której „bunt nigdy nie wyszedł poza fazę mglistych planów”, jak mówi Jaskier w jednym epilogu… albo która doprowadziła do morderstwa cesarza, jak dowiadujemy się w drugim wariancie zakończenia.

Jeszcze jednym przykładem zmiany względem książek (choć mniej „bulwersującym") jest Gwint - w oryginale był to odpowiednik brydża, natomiast w grze upodobnił się raczej do Magic: The Gathering.

Jakby tego było mało, „RED-zi” wykreślili też prawowitą cesarzową – zaślubioną przez Emhyra pod koniec „Pani Jeziora” fałszywą Cirillę (uznaną przez władców Królestw Północy za gwarant praw Nilfgaardu do Cintry). Poza tym pokrewieństwo między cesarzem a prawdziwą Ciri miało być utrzymane w najwyższej tajemnicy, a w grze jest to wiedza powszechna (zawarta w jednej z książek rozsianych po wszystkich zakamarkach wirtualnego świata). No i var Emreis powinien doskonale zdawać sobie sprawę, jak naiwne jest oczekiwanie, że Geralt na rozkaz potulnie przyprowadzi mu córkę – zresztą dawał świadectwo tej świadomości w książkach – a jednak za każdym razem wydaje się zaskoczony nieposłuszeństwem wiedźmina. Zdumiewające jest też, jak łatwo Emhyr w jednym z finałów rezygnuje z roszczeń wobec Ciri, gdy Geralt przynosi mu wieść, że jego córka nie żyje – „zwycięstwo” przychodzi zdecydowanie zbyt łatwo, zważywszy jak zdeterminowany przez całą grę był cesarz. Niby można założyć, że po prostu uwierzył w śmierć córki, ale ta bajeczka jest tak grubymi nićmi szyta, że na dobrą sprawę to byłoby jeszcze głupsze.

Więc Emhyrowi zostaje wmówione, że Ciri nie żyje, a ta potem zdobywa sławę na całym Kontynencie i nie wynikają z tego żadne konsekwencje? To już wolę wierzyć, że cesarzowi po prostu odechciało się córki na tronie Nilfgaardu.

Nie mogę też nie wspomnieć o pewnym istotnym wątku, który Sapkowski wprowadził pod koniec „Pani Jeziora” i który wystąpił jeszcze w pierwszym Wiedźminie, a potem przepadł bez wieści. Mowa o Pladze Catriony – epidemii gorączki krwotocznej, którą Ciri nieświadomie przywlokła do swojego świata, skacząc między wymiarami. Wprawdzie Sapkowski nie powiedział nigdzie, że zaraza unicestwi cały Kontynent, ale dawał niedwuznacznie do zrozumienia (zarówno w samej powieści, jak i w wielkim wywiadzie w książce „Historia i fantastyka”), że ma ona „potwornie pandemiczny” charakter i spustoszy Królestwa Północy, a nazwa „Catriona” przejdzie do historii. Wydawać by się więc mogło, że w Dzikim Gonie będzie to już podstawowe zmartwienie mieszkańców krainy. Ale nie, po mocnym „występie” w Wyzimie w pierwszym Wiedźminie straszliwa plaga zupełnie zanika, a CD Projekt RED osią fabuły czyni bardziej oklepane i „romantyczne” motywy, takie jak wojna i inwazja mistycznych istot z innego wymiaru. Właściwie trudno winić dewelopera za taką decyzję – zaraza mogłaby nie być dostatecznie eleganckim i epickim tematem jak na produkt dla masowego odbiorcy – ale szkoda, że Catrionę zupełnie zamieciono pod dywan.

Czy tylko ja oczekiwałem, że przy pierwszym spotkaniu Fringilla Vigo da Geraltowi w twarz za upokorzenia, których przez niego doznała w „Pani Jeziora"? I że w ogóle odegra większą rolę w fabule?

Artykuł rozrósł mi się już do pokaźnych rozmiarów, a tymczasem zmian, przeoczeń i innych głupstewek, na które mógłbym ponarzekać, zostało jeszcze sporo. Wspomniałbym chociażby o Kaer Morhen, którego lokalizacja stanowiła niby pilnie strzeżony sekret, a droga do którego okazała się wszystkim świetnie znana, gdy przyszło do toczenia bitwy z Dzikim Gonem. O Loży Czarodziejek, której rola została zredukowana do pomocy w walce z Eredinem – nie licząc kilku rozmów, w których słyszymy od Filippy Eilhart o dużych ambicjach Loży, ale z których koniec końców nie wynika nic ponad jedną konwersację z udziałem Ciri. O tyleż smutnej, co idiotycznej historyjce Margarity Laux-Antille o unicestwieniu czarodziejskiej szkoły w Aretuzie przez Radowida – szkoły zlokalizowanej na kontrolowanym przez Nilfgaard temerskim wybrzeżu, gdzie wpływy redańskiego króla i jego Łowców Czarownic nie miały prawa sięgnąć. O Morvranie Voorhisie, który w „Pani Jeziora” jest opisany jako „malutki”, a w grze objawia nam się jako dorodny młodzieniec i dowódca dywizji „Alba”. Wreszcie o Annie Henrietcie w dodatku Krew i wino, która ledwie przypomina swój książkowy pierwowzór (stała się stanowczo zbyt „ogarnięta”). Pomówiłbym chętnie o tym wszystkim, ale nie ma co się rozdrabniać.

Jedna z najgłupszych sytuacji w głównym wątku - infiltracja siedziby Łowców Czarownic. Naprawdę mamy wierzyć, że z pożaru nie uratował się ani jeden wojak i po mieście nie zdołała roznieść się informacja, kto stoi za podpaleniem?

Przepraszam, czy ktoś widział konsekwencje?

Jednak jest jeszcze jedna rzecz, do której mam „ale” i której nie mogę pominąć. Chodzi o konsekwencje wyborów z poprzednich dwóch Wiedźminów – a raczej ich brak. Szczególnie poszkodowana jest na tym punkcie pierwsza część serii, którą „trójka” prawie całkowicie ignoruje. Dość powiedzieć, że najpoważniejszą wzmiankę o Jakubie de Aldersbergu i całej intrydze z tej gry znajdujemy bodaj w pewnym pomniejszym zadanku, w którym wchodzimy w posiadanie listu od niesławnego Wielkiego Mistrza Zakonu Płonącej Róży w jednej z novigradzkich księgarni. Samego Zakonu natomiast nie ma w ogóle – pojawia się dopiero w Sercach z kamienia, a i to chyba tylko dlatego, że deweloperowi potrzebny był nowy rodzaj humanoidalnego przeciwnika dla Geralta. Nawet nie dowiadujemy się, jaki los spotkał Zygfryda z Denesle. Zignorowano też wybór dotyczący losu Talara – spotykamy go w zadaniu „Spisek” bez względu na to, czy w „jedynce” pozwoliliśmy skazać szpiega na śmierć, czy ocaliliśmy mu życie. Jeszcze gorzej potraktowano Addę, córkę Foltesta, która nie zostaje wspomniana nawet słowem – choć powinna zasiadać u boku Radowida jako jego małżonka, jeśli odczarowaliśmy ją w pierwszej części serii.

Jak przystało na mistrza szpiegów, Talar ma immunitet nawet na własną śmierć.

Niewiele lepiej rzecz ma się z wyborami z Zabójców królów. Anais La Valette – córka Foltesta i ostatnia prawowita dziedziczka temerskiego tronu, której poświęcono tak znaczną część fabuły Wiedźmina 2 – uległa wymazaniu z kart historii (podobnie bez echa pozostają inne ustalenia na temat przyszłości samej Temerii). Zabicie lub oszczędzenie Letho w wielkim finale przekłada się tylko na jedno zadanie poboczne w Dzikim Gonie. Darowanie życia Shaeli de Tancarville w Loc Muinne daje nam tylko tyle, że możemy zobaczyć, jak czarodziejka umiera tuż po znalezieniu jej w oxenfurckim więzieniu. Król Henselt zostaje ledwie wspomniany i ginie jeśli nie z ręki Vernona w Vergen podczas wydarzeń z Zabójców królów, to niedługo potem za sprawą Radowida („za kulisami”). Najmniejszego znaczenia nie mają natomiast losy ani Stennisa, ani Saskii. No i dochodzi do tego absencja Iorwetha, ale nad nią akurat pochylano się już wielokrotnie. Krótko mówiąc, w kwestii wyborów CD Projekt RED poszedł po linii najmniejszego oporu, zamiast wziąć przykład chociażby z BioWare, które w trylogii Mass Effect potrafiło ciągnąć z gry na grę nawet najmniejsze wątki, przenosząc konsekwencje naszych decyzji.

Dla Vernona nie ma znaczenia, czy w Zabójcach królów Geralt był z nim, czy z Iorwethem - w Dzikim Gonie na powitanie i tak nazwie wiedźmina swoim „druhem". A potem okaże mu nieufność.

Tak dobrze, a tak źle

No dobrze, wystarczy już znęcania się nad tą nieszczęsną grą. Czas wreszcie oddać trochę sprawiedliwości studiu CD Projekt RED. Tak jak wspominałem przy okazji tekstów na łamach GRYOnline.pl, jestem szczęśliwy, że spuścizna po Andrzeju Sapkowskim przeszła właśnie w ręce warszawskiego dewelopera. Bo co by złego nie mówić o mniejszych lub większych, mniej lub bardziej uzasadnionych zmianach, które wprowadzono w grze względem książkowego pierwowzoru, „RED-om” przyznać trzeba, że potrafili uchwycić rzecz do uchwycenia trudną – samą esencję wiedźmińskiego świata. Potrzeba talentu i oddania, by odzwierciedlić tę samą anachroniczność i quasi-słowiańskość, by we właściwych proporcjach wymieszać patos, przyziemność, humor i gorzką ironię. By należycie oddać charakter bohaterów tak złożonych jak Geralt, Yennefer czy Ciri, by uwzględnić wiele drobnych szczegółów dla fanów (jak ten osławiony pieprzyk nad lewą piersią Keiry Metz). Studiu Adama Badowskiego udało się to wszystko – i z tego tytułu wciąż chylę czoła przed naszym wielkim zespołem deweloperskim.

I po co było tak upraszczać wątek Białego Zimna? Mielibyśmy otwartą furtkę do powstania kolejnego Wiedźmina (za którego chyba nikt by się nie obraził, nawet gdyby odcinał kupony od „trójki"), a tak...

Jednak wylewać żalów nad tym, co opisałem wyżej, nie przestanę. Rozumiem, że Wiedźmin 3 ze swoim otwartym światem był wielkim, wręcz monstrualnym projektem – zwłaszcza dla twórców niemających w zasadzie doświadczenia z sandboksami – a w takiej sytuacji niedopatrzenia i bolesne kompromisy były nieuniknione. Tylko czy CD Projekt RED faktycznie musiał tworzyć grę z otwartym światem? Prywatnie wolałbym dopieszczoną i bardziej przemyślaną warstwę fabularną niż dziesiątki kilometrów kwadratowych terenów do eksploracji, pełne tablic ogłoszeniowych z zadaniami pobocznymi, ukrytych skarbów, obozów bandytów etc. Nade wszystko zaś wolałbym przechodzić Dziki Gon, nie znając zbyt dobrze książek Andrzeja Sapkowskiego. Bo jest to, jak wspomniałem we wstępie, świetna gra ze świetną, emocjonującą fabułą, która zawstydza wiele innych gier RPG. I chciałbym móc cieszyć się wspaniałością tej opowieści, nie musząc co i rusz zgrzytać zębami z powodu uchybień wobec literackiego pierwowzoru.

Draug
20 czerwca 2016 - 12:00

Komentarze Czytelników (76)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
20.06.2016 13:03
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Meehovv
27
Cyfrowy Oprawca

Ostatnio odświeżam książki i powiem coś, co przyszło mi do głowy po raz pierwszy po premierze pierwszego Wiedźmina: to książki są moim zdaniem słabe na tle gier. ;-) Może oprócz dwójki, ale jedynka i trójka zostawiają prozę w tyle. Zwłaszcza wiedźmiński klimat trójki (zlecenia, Kaer Morhen, zbroje wiedźmińskie, inni wiedźmini i tak dalej) jest tym, czego brakowało i prozie i w sumie poprzednikom.

20.06.2016 13:04
2
odpowiedz
1 odpowiedź
sebogothic
91
Senator

Ogólnie tak jest, że fabuła z gier wydaje się infantylna i głupia jeśli porównać ją do tej z filmów czy książek. Gry to młode medium dużo jeszcze przed nimi, ale i tak uważam, że dokonał się pod tym względem spory postęp. I akurat Wiedźmin 3 w porównaniu do innych gier wyznacza nowe standardy w sposobie narracji. Od dłuższego czasu widać, że większość twórców idzie w "filmowość", choć ja uważam, że gry powinny wykształcić własny, unikalny sposób opowieści. Myślę, że narracja poprzez otoczenie oraz interakcję gracza z nim jest dobrym punktem wyjścia do tego by gry nie musiały aspirować do miana filmowych.
Mimo to sposób prezentacji fabuły i dialogów w Wiedźminie 3, a także one same zasługują na pochwałę. Do tego dodać świat wykonany z dużym rozmachem... Świetnie ogląda się te dialogi, niczym dobry serial, choć po przejściu gry dochodzi do nas, że niezbyt wiele było w grze rozgałęzień, sposobów poprowadzenia rozmów, czy chociażby różnych wariantów wykonania tego samego zadania. Choć ja też mam co nieco fabule W3 do zarzucenia, by się nie powtarzać wkleję fragment swojej recki z Filmweba:

Dziwne jest, iż w tak rozbudowanej fabularnie grze końcówka została potraktowana troszkę po macoszemu, przez co czułem się jakby coś mi umknęło, zabrakło też czegoś co rozbiłoby mnie na małe kawałeczki i nie mógłbym się pozbierać przez kilka dni. Po ukończeniu wątku głównego poczułem jedynie lekki smutek za minioną przygodą, raczej zawsze mi towarzyszący przy produkcjach w których spędziłem sporo czasu i mimo wszystko zżyłem się z tym światem oraz jego bohaterami. Brakuje większej ilości odcieni szarości za którą poprzednie części były tak chwalone. Główni antagoniści są żałośnie płytcy, a Dziki Gon, niegdyś owiany ponurą aurą tajemnicy, staje się zbiorowiskiem złodupców rzucającym oklepane do bólu teksty w stylu: "Nawet jeśli mnie zabijesz to i tak mnie nie pokonasz!!! BUAHAHAHA!11!!". Nie ma tutaj jakiegoś drugiego dna, usprawiedliwienia ich działań, próby zrozumienia motywów. To są główni źli i koniec, kropka. Finito. Możemy zapomnieć o rozmowie podobnej do tej jaką toczyliśmy z Jakubem de Aldersbergiem w "Wiedźminie". Jedną z niewielu intrygujących, w wątku głównym, postaci jest Avallac'h, którego motywacje wydają się nie do końca jasne, więc czujemy, iż nie możemy mu zaufać w stu procentach. Zaskoczyło mnie też spłycenie całego tła wojennego. Cesarz Emhyr to światła, choć trochę bezbarwna, persona. Radowid stał się szaleńcem zdolnym do bezsensownego okrucieństwa, a przedstawiciele Kościoła Wiecznego Ognia to zwykli fanatycy, sadyści i w ogóle najgorsze zło jakie stąpa po tym świecie. Trochę szkoda, że tak jednowymiarowo zostało to ukazane.

Akurat fabuła, dialogi, świat, oprawa audiowizualna to ta lepsza strona W3. Jest jeszcze ta druga, gorsza, a więc mechaniki wszelakie zaimplementowane w grze, które w większości pasują jak pięść do nosa. Jeśli wgłębimy się mechanikę to można w niektórych miejscach można złapać się za głowę. Czasami myślę, że Wiedźmin 3 lepiej wypadłby jako gra akcji w stylu RDR zamiast wpychać do gry coś kompletnie niepasującego byleby móc pisać, że jest to RPG. Pomimo tego całego rozmachu czegoś Wiedźminowi 3 brakuje co sprawiłoby, że chciałoby się tą grę przejść co najmniej kilka razy. Naturalnie, jednym z czynników troszkę zniechęcających do powrotu jest sama długość gry. Mi licznik w grze wskazuje, bodajże, 288 godzin, a przecież jeszcze nie ukończyłem Krwi i Wina, w drugim dodatku spędziłem może jakieś 10 godzin.

PS. Pisz Draug jak najwięcej na blogu, zwłaszcza o erpegach. :P

post wyedytowany przez sebogothic 2016-06-20 13:12:58
20.06.2016 13:14
odpowiedz
pisz
81
nihilista

Nie znam fabuły z gry, ale opowiadania były jeszcze jako-tako, część średnich, inne bardzo dobre. Ale teraz próbuje po raz trzeci zmóc Krew Elfów i nie daje rady - melodramatyczny banał i nudna grafomania. Może się z czasem rozkręca, ale ciężko przez te pompatyczne dialogi i monologi przebrnąć

20.06.2016 13:33
odpowiedz
Toron132
1
Junior


post wyedytowany przez Toron132 2016-06-20 13:36:00
20.06.2016 13:36
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
claudespeed18
117
Pierniczek

Dodałbym od siebie(i pewnie głównie dla siebie) zniszczenie wizerunku Yennefer. Miała być 'nagrodą' po niemal zerowych wspominkach w W1 i W2(prócz końcówki) a okazała się 'lodowatym fochem' jeszcze gorszym niż w książkach. Pomimo tego jaka była to uznałem Yen za 'tę właściwą' w książkach i lubiłem a Triss jako tylko przelotny romans Geralta. Jednak obie panie zostały 'zniszczone' w W3. Triss która ostro przejęła inicjatywę w W1 i W2, która była niezłą bitch a zarazem wspaniałą pomocniczką dla Geralta w W3 znowu kuli ogon i robi smutne minki bo boi się powrotu Yen. Do tego brzydko się ubiera ale mniejsza z tym. Yen za to ma cały czas 'ból dupy' i nawet po spotkaniu po latach rzuca oschłym 'szukaj Ciri' i to na tyle. Po zakończeniu książki, gdzie prawie straciła życie by ratować Geralta, po tym że dla niej się poświęcił i wymienił z Dzikim Gonem, po tym, że nie pamiętał i jest tylko częściowo winny liczyłem na mocne przytulenie a potem ewentualnie plaskacz 'za Triss'. Niby zrozumiany jest foch ale nawet potem wciąż jest tylko marudną nastolatką. Nawet to, że jest piękna, seksowna, czasem miła i coś pomruczy nic nie zmienia. W zadaniu z dżinnem też nic pięknego nie czuć. Niby ta część miała sprawić, że do siebie wrócą, do tego piosenka o ich romansie(Wilcza Zamieć mnie akurat się nie podoba jak mało komu) i specjalne scenki. Triss za to została odstawiona na bok. Choć coś tam ponoć zmienili po pół roku. Tak na prawdę to najbardziej mnie kręciła krótka akcja z Keirą, choć babka sama w sobie odpycha. Rok temu zakończyłem grę wybierając Yen, potem zdradziłem ją z Shani ale kolejne przejście będzie z Triss. Bo to ona jest jednak 'tą właściwszą' w trylogii growej. Po to zaczął się romans w W1 na nowo z doroślejszą i bardziej kobiecą Triss a zresetowana Yen pokazuje, że Ostatnie Życzenie było ogromną pomyłką. Tak to wygląda dla mnie właśnie w W3. Każdy ma wybór i może to inaczej widzi, mi szkoda, że powrót długo oczekiwanej czarodziejki w czerni i bieli został słabo przemyślany. No i ten głos... okropny i dręczący ;)

post wyedytowany przez claudespeed18 2016-06-20 13:58:22
20.06.2016 13:36
4
odpowiedz
5 odpowiedzi
Toron20
4
Junior

No nie wierzę, ktoś odważył się publicznie skrytykować fabułę naszego "dobra narodowego".
Na prawdę cieszę się że nie jestem jedynym, który nie udaje, że nie ma żadnych niedociągnięć fabularnych w Wiedźminie 3. Dla mnie 3 część serii jest ogromnym rozczarowaniem, wybory z poprzednich części nie liczą się praktycznie w ogóle, Dziki Gon jest przedstawiony absolutnie po macoszemu ( po mimo tego, że był budowany jako zło ostateczne od 1 części ) a o 12 dialogach Eredina lepiej nie wspominać. Iorweth i Saskia są całkowicie ignorowani przez całą oś fabularną, jest o nich wspominka tylko w 1 dialogu!
Z Radowida zrobili Hitlera wiedźminlandu i nie mamy żadnego powodu aby go nie uśmiercać, ponieważ oprócz jego ogromnego okrucieństwa Nilfgaard jako najeźdźcę ukazano jako bardzo niewielkie zło konieczne, które w sumie jest ok, mimo zajmowania siłą terenów Północy. A co do wojny to w grze jej praktycznie nie ma, są tylko ( bardzo dobrze przedstawione ) jej skutki .
Inną sprawą są relacje Ciri - Yennefer. W sadze Ciri chciała być nazywana Ciri z Vengerbergu, tak bardzo szanowała i kochała swoją przybraną matkę. W grze natomiast lekko mówiąc nie darzy już Yen taką samą sympatią jak dawniej, nawet pomimo tego, że Yeneefer podczas spotkania w Kaer Morhen rzuca się Ciri na szyję krzycząc: "Córeczko!" Redzi tłumaczą to tym, że nie chcieli jeszcze bardziej komplikować relacji Ciri z innymi postaciami, by nowi gracze się nie pogubili, ale to tak jakby robili placek albo tort i nie dodali do niego jajek, bo przepis będzie zbyt skomplikowany. To nie może działać.
Tego typu rzeczy to tylko wierzchołek góry lodowej, o wyciętym contencie aż strach wspominać. Jednak jeśli ktoś chce to mogę napisać o nim to i owo.
Ps. Wiem, że na pewno zostanę obrzucony błotem, ale po prostu nie mogę wytrzymać kiedy widzę, że ktoś pisze, że Wiedźmin 3 to arcydzieło fabularne. Pozdrawiam.
Pss. Tym, którzy będą tutaj wypominać ( genialny i świetnie przemyślany z resztą ) wątek Barona chcę tylko powiedzieć, że gra ma podtytuł "Dziki Gon" a nie "Krwawy Baron".

20.06.2016 13:49
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
sebogothic
91
Senator

A jeśli chodzi o idiotyczne sytuacje to mnie najbardziej rozwalił Dijkstra, który rzucił się na Geralta z toporem. Jeśli miałbym przełożyć to na gothicowy język to tak jakby Wrzód rzucił się na maksymalnie dopakowanego Beziego z magicznej zbroi dzierżącego URIZIEL.

20.06.2016 15:07
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Toron20
4
Junior

@Draugnimir Jeśli chodzi o Saskię to w rozmowie z Filippą Eilhart możemy się jej spytać czy wie co się stało z Saskią, a ona odpowiada, że nie wie. Serio to tyle. A co do Iorwetha to @Zdzichsiu już wyjaśnił.

20.06.2016 18:07
20.06.2016 19:28
1
odpowiedz
7 odpowiedzi
Henrar
72
Generał Whiskas

CD Projekt RED poszedł po linii najmniejszego oporu, zamiast wziąć przykład chociażby z BioWare, które w trylogii Mass Effect potrafiło ciągnąć z gry na grę nawet najmniejsze wątki, przenosząc konsekwencje naszych decyzji.

Hola, hola, hola, tak daleko to bym się nie zapędzał, bo Mass Effecty to akurat przykład jak koncertowo spieprzyć możliwość, jaką daje import zapisu stanu gry z poprzednich części (przoduje w tym zwłaszcza trójka). Tu jest dokładnie to samo - postacie kluczowe dla poprzednich części albo są wspomniane w logach/mailach albo co najwyżej dają zadanie do wykonania (poza kilkoma wyjątkami, które są na zawsze w drużynie). Podobna sprawa tyczy się też Dragon Age'a, gdzie Bioware poszło o krok dalej, przywracając zabite postacie, gdy im to pasowało.

20.06.2016 20:00
-2
odpowiedz
5 odpowiedzi
str1111
9
Centurion

Jasne że zawsze mogło być lepiej, ustosunkuję się jednak do części wypowiedzi.

" i przekreślając wiele rzeczy, które zostały zapisane w książkach (zwłaszcza w wątku Nimue i Condwiramurs). "

Ale dlaczego przekreślając? Cały ten wątek polegał na śledzeniu nieznanej, czy może raczej zapomnianej historii Geralta i Ciri i porównaniu tego do legend które po nich pozostały. Jeśli chodzi o Białe Zimno, nigdy w tekście źródłowym nie padło stwierdzenie czym ono jest, zawsze były to tylko domysły, niezależnie co Sapkowski mówił w wywiadach. Mi również Białe Zimno jako główny antagonista średnio się podoba, jednak ma potencjał fabularny w przypadku Wiedźmina 4, czy raczej Ciri 1 i powiązania tego z kwestią Niszczyciela światów (wszak czym owo Zimno było, nie wiemy).

"Z poważnych planów Loży wobec Ciri zostało niewiele poza paroma groźnymi frazesami. Ot, jeden z wielu wątków o niewykorzystanym potencjale."

Loża już wtedy ledwo zipała, jakiekolwiek plany, mogły się skończyć jedynie na planach, bo żadna z czarodziejek nie miała już wpływu na decyzje władców, a co za tym idzie, nie było szans spiknąć Ciri z żadnym z książąt i stworzeniem marionetkowego kraju magików.

"Owszem, przypuszczalnie to właśnie przywódca Czerwonych Jeźdźców odpowiada za śmierć poprzedniego króla Aen Elle, Auberona Muircetacha – ale oryginalnie było to nieumyślne zabójstwo. „RED-zi” zrobili z Eredina – tego niebezpiecznego, ale czarującego elfa, który wywoływał w Ciri fascynację – perfidnego, szkaradnego truciciela, który na dodatek dokonuje zamachu stanu w wyjątkowo infantylny sposób („Umarł król, niech żyje król”)."

Nieumyślne według Eredina, według Ciri Krogulec wiedział co podaje Auberonowi. Ot kwestia interpretacji.

"nilfgaardzkiemu władcy potrzebna jest następczyni tronu ze względu na rosnącą w siłę opozycję. Opozycję, której „bunt nigdy nie wyszedł poza fazę mglistych planów”, jak mówi Jaskier w jednym epilogu… albo która doprowadziła do morderstwa cesarza, jak dowiadujemy się w drugim wariancie zakończenia."

Z książek wiemy że Emhyr został zabity przez Vortisa (czy raczej objął stanowisko po przewrocie), mamy tu do czynienia z kolejną grą na wydarzeniach książkowych i dodania czegoś od siebie.

"Jakby tego było mało, „RED-zi” wykreślili też prawowitą cesarzową – zaślubioną przez Emhyra pod koniec „Pani Jeziora” fałszywą Cirillę (uznaną przez władców Królestw Północy za gwarant praw Nilfgaardu do Cintry)"

Akurat fałszywa Ciri miała bardziej ugłaskać opozycję w Nilfgaardzie, niż być gwarantem czegokolwiek. Ta postać miała marginalne znaczenie, miała zostać zabita niedługo po ślubie, na co nie pozwoliło Emhyrowi sumienie. Z punktu widzenia opowieści jedyne na co może wpłynąć, ta postać, dotyczy opozycji w Nilfgaardzie, która mogłaby za jej pomocą próbować pokazać nieudolność Cesarza, ale jak wiemy większość opozycji była wtedy na wojnie (tak samo było w Pani Jeziora- konflikt miał odciągnąć wrogów od Emhyra i dać mu czas na znalezienie Ciri), ot, jej brak nie wpływa na nic, ale też nie świadczy o tym że została wymazana z kanonu.

"Więc Emhyrowi zostaje wmówione, że Ciri nie żyje, a ta potem zdobywa sławę na całym Kontynencie i nie wynikają z tego żadne konsekwencje? To już wolę wierzyć, że cesarzowi po prostu odechciało się córki na tronie Nilfgaardu."

Odpuścił, tak jak to zrobił w Pani Jeziora. Nie chciał sadzać Ciri siłą na tronie, skoro ona tego nie chciała, wygrał też wojnę, więc opozycja znowu traciła argumenty.

"po mocnym „występie” w Wyzimie w pierwszym Wiedźminie straszliwa plaga zupełnie zanika, a CD Projekt RED osią fabuły czyni bardziej oklepane i „romantyczne” motywy"

Catriona podczas wydarzeń z trzeciego Wiedźmina dogasała (już w pierwszej części została opanowana i ograniczona do kilku dzielnic Wyzimy), epidemia ta wybuchała w różnych odstępach czasu w Wiedźminlandzie, w czasie pierwszego Wiedźmina, była to bodajże druga plaga Catriony. Ergo, nie miała przełożeń na wydarzenia z gry.

"Wspomniałbym chociażby o Kaer Morhen, którego lokalizacja stanowiła niby pilnie strzeżony sekret, a droga do którego okazała się wszystkim świetnie znana, gdy przyszło do toczenia bitwy z Dzikim Gonem."

A wcześniej dla atakujących twierdzę chłopów i magów, którzy wymordowali większość wiedźminów w niej przebywających. Lokalizacja twierdzy nie była tajemnicą, jedynie droga do niej prowadząca była dobrze zamaskowana i trudna, co zauważyła sama Triss, jadąc do niej na wezwanie wiedźminów w sadze.

" O Loży Czarodziejek, której rola została zredukowana do pomocy w walce z Eredinem – nie licząc kilku rozmów, w których słyszymy od Filippy Eilhart o dużych ambicjach Loży, ale z których koniec końców nie wynika nic ponad jedną konwersację z udziałem Ciri."

Jak już pisałem, Loża dogasała, w tym samym roku w którym dzieje się trzecia cześć, Filippa zostaje w brutalny sposób zamordowana, niedługo później to samo spotyka jej przyjaciółki, a sama loża od rozpoczęcia polowania na czarownice, nie ma możliwości osadzenia Ciri na żadnym z tronów (co było jej pierwotnym planem).

"O tyleż smutnej, co idiotycznej historyjce Margarity Laux-Antille o unicestwieniu czarodziejskiej szkoły w Aretuzie przez Radowida – szkoły zlokalizowanej na kontrolowanym przez Nilfgaard temerskim wybrzeżu, gdzie wpływy redańskiego króla i jego Łowców Czarownic nie miały prawa sięgnąć."

A która została zlikwidowana niedługo po obradach w Loc Muinne, zaraz po których rozpoczęło się polowanie na czarownice. Nilfgaard był jeszcze daleko.

"O Morvranie Voorhisie, który w „Pani Jeziora” jest opisany jako „malutki”, a w grze objawia nam się jako dorodny młodzieniec i dowódca dywizji „Alba”."

Równie dobrze mógł mieć z 16 lat (+3 w Dzikim Gonie), Cahir również mimo młodego wieku plasował się dość wysoko w Cesarstwie.

"Wreszcie o Annie Henrietcie w dodatku Krew i wino, która ledwie przypomina swój książkowy pierwowzór (stała się stanowczo zbyt „ogarnięta”). "

A co świadczyło o tym że w sadze nie była ogarnięta? Była dość barwną postacią, ale na pewno nie była mało ogarnięta, lud ją uwielbiał, książę po tym jak dowiedział się o jej romansie z Jaskrem, nic jej nie zrobił, więc ciężko nazwać ją nieogarniętą, bardziej "odrealnioną".

"Samego Zakonu natomiast nie ma w ogóle – pojawia się dopiero w Sercach z kamienia, a i to chyba tylko dlatego, że deweloperowi potrzebny był nowy rodzaj humanoidalnego przeciwnika dla Geralta. "

Zakon został rozwiązany, a jego rycerze wcieleni w szeregi Łowców czarownic, intryga Jakuba odeszła z jego śmiercią, nie wiem jakich wzmianek oczekiwałeś?

"Zabicie lub oszczędzenie Letho w wielkim finale przekłada się tylko na jedno zadanie poboczne w Dzikim Gonie. "

Można go wezwać do obrony Kaer Morhen.

"Najmniejszego znaczenia nie mają natomiast losy ani Stennisa, ani Saskii. No i dochodzi do tego absencja Iorwetha, ale nad nią akurat pochylano się już wielokrotnie."

Gra dzieje się w zupełnie innym rejonie świata, o Vergen i całym Aedirn wiadomo tylko tyle że zostało zajęte przez wojska Nilfgaardu, a te postaci nie mają żadnego znaczenia z perspektywy historii. Dziwne by było gdyby wszyscy nagle znaleźli się w okolicy Novigradu, więc nie ma o nich wzmianek, tak samo jak o Borchu, sytuacji w Tir Na Lia i całej masie innych postaci w sadze.

"Dla Vernona nie ma znaczenia, czy w Zabójcach królów Geralt był z nim, czy z Iorwethem - w Dzikim Gonie na powitanie i tak nazwie wiedźmina swoim „druhem". A potem okaże mu nieufność."

Vernon w ścieżce Iorvetha kilkukrotnie ratuje życie Wiedźminowi, nigdy nie traktował go jako wroga, wiec czemu miałby nazywać go inaczej. Geralt zrobił to co w zasadzie Roche mu kazał- ruszył za królobójcom.

Nieścisłości można też wytykać samemu Sapkowskiemu, wiedźmini o których kilka lat wcześniej Valerad w ogóle by nie pomyślał, najbzdurniejszy twist z chęcią oddania moczu, która ma wpływ na losy świata, itd.

21.06.2016 01:54
-1
odpowiedz
1 odpowiedź
str1111
9
Centurion

Bez cytatów, na szybko.
Ad1 Nimue mogła źle zinterpretować Białe Zimno i podciągnąć je pod zlodowacenie.
Wypowiedź Sapkowskiego nie powinna tu być rozpatrywana z tego względu że gra powstaje na podstawie książek i to informacje w nich zawarte są interpretowane przez gry. Przynajmniej ja mam takie zdanie.

Ad2 Tyle że reaktywacja Loży nie ma z punktu widzenia Ciri żadnego sensu. Zgodziła się ona na pierwotny plan Lozy tylko dlatego by dano jej i jej bliskim spokój, po co więc miałaby się babrac w coś, od czego chciała uciec?

Ad3 Dlatego napisałem że to kwestia interpretacji, twórcy wybrali tak, a nie inaczej.

Ad 4 Zgadzam się że można było o niej wspomnieć.

Ad5 Na wiele zaraz w naszej historii nie było lekarstwa, a ludzkość sobie z nimi radziła. Catering to nic innego jak czarna śmierć, w wiedzminlandzie medycyna stała na znacznie wyższym poziomie niż u nas.

Ad6 zależy jak na to patrzeć. Dla tropiciel, odnalezienie ścieżki zapewne problemu nie stanowiło, dla chłopka z widłami zapewne już tak.

Ad 7 zależy od sytuacji w mieście, Rodowód mógł je odciąć, lub zaskoczyć magiczki, a Novigrad to jednak teoretycznie wolne miasto,więc ucieczka do niego nabierala wówczas sensu.

Ad8 mógł być tak nazwany żeby podkreślić że jest najmłodszy, mógł zostać tak nazwany pieszczotliwie (znajomy mojego ojca tez tak o mnie swego czasu mówił, a malutki juz nie byłem), w końcu spiskowcy znali się dobrze, a mogło to paść dosłownie, kwestia interpretacji.

Ad9 Geralt raczej za nią nie przepadal, jak zresztą za większością koronowanych głów. Jak pisałem, nazwał bym ją raczej odrealniona, bo uważała że cały świat jest jak jej księstwo, z reszta całe tousaint było odrealnione.

Ad10 zgadzam się ze mogli o nim i innych choć wspomnieć.

21.06.2016 08:10
odpowiedz
9 odpowiedzi
sebogothic
91
Senator

Jeszcze dodam, iż wkurzyło mnie to, że Redzi celowo zrobili z Radowida takiego psychola, sadystę i faszystę w jednym, byleby tylko uzasadnić ten idiotyczny wątek z zamachem. No i naturalnie Kościół Wiecznego Ognia z jawnymi nawiązaniami do Kościoła Katolickiego, bo przecież oczywistym jest, że KK palił kogo tylko się dało i w każdym porządnym średniowiecznym europejskim mieście na każdym skrzyżowaniu był płonący stosik z niewiernymi i heretykami. Można powiedzieć, że zrobili z Radowida króla katolandu, ciemnogrodu. Nawet godło się zgadza. Ech, Redzi i te ich "delikatne" nawiązania...

Gdzie te słynne dla Wiedźminów odcienie szarości? W tym przypadku czegoś takiego nie ma, bo Radowid i KWO są gorsi niż Hitler wraz z SS, Stalin wraz z NKWD oraz Kaczyński wraz z PiS razem wzięci. Nie mówiąc już o tym, że Geralt po przeżyciach z "dwójki" raczej by nie mieszał się w politykę i nie planował królobójstwa. Przy kolejnym podejściu nie mam zamiaru brać udziału w tym idiotycznym przedsięwzięciu - zamachu na Radowida, choć twórcy robią wszystko, wręcz wyłażą ze skóry by pokazać okrucieństwo samego Radowida, jak i KWO. Jak dla mnie z punktu widzenia geopolityki Radowid jako król jest chyba najlepszą opcją, by powstrzymać inwazję Nilfgaardu. Dijkstra mi nie pasuje z tego względu, że trzeba wtedy wziąć udział w zamachu, a potem zdradzić Roche'a. Nie jest też powiedziane, iż ewentualny następca tronu musi być również taki jak Radowid. Zresztą w zakończeniu w którym Radowid nie żyje, Emhyr też pokazuje na co go stać wieszając ludzi w Novigradzie, chociaż przez całą grę przedstawiony był jako dobrotliwy wujaszek. Pytam jeszcze raz: gdzie odcienie szarości?! Bo akurat w tym wątku wszystko jest czarno-białe, aż do porzygania.

post wyedytowany przez sebogothic 2016-06-21 08:13:26
21.06.2016 16:35
odpowiedz
6 odpowiedzi
Sidonis666
3
Legionista

No dobra koledzy na wstępie dodam, że w wiedźmina 3 nie grałem (tylko w 1 i 2) Ani nawet nie śledziłem żadnych gameplayów, wywiadów ani informacji związanych z tą grą. Powód jest trywialny, brak parcia na grę i brak pieniędzy na komputer, ale to nieważne. Tekstu również nie czytałem gdyż bałem się o spoilery, ale od komentarzy nie mogłem się powstrzymać, wyczytałem więc w skrócie opisują, że:
-Dla ludzi wielbiących książki (czyli mnie) będzie to dość bolesne doświadczenie fabularne, względem sagi z powodu wielu nieścisłości wątkowo postaciowych
-Brak kontynuacji istotnych wątków z poprzednich części gier
-Słabo i trochę na siłę odwzorowana Yennefer z denerwującym głosem
-Gra stworzona głównie pod casuali nie znających książek
-rozczarowujący antagoniści
Wiem, że gra się rządzi swoimi prawami ale jakoś tak mam jeszcze mniejszą ochotę na granie w tę
grę a jeśli cos namieszałem albo nie ująłem to proszę poprawić

post wyedytowany przez Sidonis666 2016-06-21 16:36:09
21.06.2016 16:57
odpowiedz
Sidonis666
3
Legionista

post wyedytowany przez Sidonis666 2016-06-21 16:58:36
21.06.2016 19:13
odpowiedz
strelnikov
80
Senator

Zaiste, Avallac'h wykonał niezłą woltę względem swojego książkowego wcielenia. Ale szkoda, że tylko jedną - stać go było na mocniejsze miejsce w fabule

Cóż - odnosisz się do książek jednak patrząc z pkt. widzenia li tylko TW3 uważam, że postać Avallach'a a raczej nie postać tylko jego motywy czy raczej WŁAŚNIE BRAK WYJAŚNIENIA MOTYWÓW DZIAŁANIA AVALLACH'a to największy błąd TW3, w zasadzie błąd nie dający odpowiedzi "po co tak naprawdę grałeś - do czego zmierza ta cała opowieść".

Zakończenie w TW3 głównie z powodu niewyjaśnienia motywów działania Avallach'a jest niedopracowane a raczej nie daje satysfakcji z prowadzonej wcześniej rozgrywki i jest niewspółmiernie "płytkie" w porównaniu z zawartością gry gdzie każdy quest czy zadanie potraktowano jako oddzielną większą czy mniejsza historię dziejącą się w okreslonym miejscu i czasie a mającą swoj wpływ na kształtowanie przyszłości (w skali lokalnej czy globalnej swiata gry).

Największym i podstawowym mankamentem zakończenia jest brak jakichkolwiek wyjaśnień co do motywów Avallacha (które są określone - jedynie my ich nie znamy i nawet nie poznamy kończąc rozgrywkę) nie wspominając więc już nawet o Eredinie - niby główny wrogu z którym nawet nie wiesz tak naprawdę dlaczego walczysz (możesz się domyślać ale domyślać to się można wielu projekcji). Praktycznie przyczyna będąca podstawą dla całej fabuły głównej nie zostaje wyjaśniona - wiemy tylko, że istnieje. Jest to wg mnie totalne nieporozumienie gdyż motywy te można byłoby odkryć na róźne sposoby.

Szczerze - gdy prowadząc rozgrywkę główną przypadkowo ukończyłem dodatek "Serca z Kamienia" to sam jego przebieg jak i zawartość merytoryczna nie mówiąc o finale i epilogu tego zdarzenia wywarł na mnie o wiele większe wrażenie jak całe zakończenie TW3 ... do dzisiaj pamiętam gdy wraz z Olgierdem siedząc "na księzycu" w oczekiwaniu na diabła (pan lusterko) zastanawiałem się co zrobić aby mu pomóc a samemu wyjść "z życiem", z zaistniałej sytacji mając do czynienia z tak "nieokreślonym w możliwościach i doborze środków" wrogiem. Wszystko miało swoje wytłumaczenie a to co pozostać powinno domysłem nim pozostało - idealnie wyważone proporcje.

post wyedytowany przez strelnikov 2016-06-21 19:15:48
22.06.2016 11:53
odpowiedz
1 odpowiedź
misuu
7
Konsul

bo fabuła wiedzmina iii poza dodatkami jest z dupy, w zestawieniu z fabułą z mass effect część I to przepaść jak kończyłem wiedzmina iii to kończyłem grę, jak kończyłem me1 to kończyłem cos po czym wypaliłem na balkonie z 10 papierosów nad rozmyślaniem co dalej.

29.06.2016 11:28
odpowiedz
strelnikov
80
Senator

akurat kolega w poscie [22] ma rację - TW3 nie posiada specjalnie udanej w realizacji fabuły głównej gdyż wątkiem przewodnim tej gry jest nic innego jak łączenie wielu pomniejszych epizodów mających miejsce w tym samym świecie i tym samym czasie - gdyby fabuła miała sens a opowieść miała swe realne wyjaśnienie (no poza tym nieszczęśliwym, które najbardziej wynika z treści gry) to wtedy byłby to prawdziwy majstersztyk - a tak jest "watek główny ciągnący i luźno łączący serie wspaniałych przygód" - w sumie też nieźle. Jednak fabularnie zakończenie TW3 nie wyjaśniające sensu gry leży gdy mamy je porównywać z naprawdę intrygującą treścią ME (1). Obie gry wspaniałe jak dla mnie.

29.07.2016 14:04
odpowiedz
2 odpowiedzi
Xertaron
1
Junior

Cieszę się, że nie tylko ja zauważyłem te braki fabularne. Mi czar W3 nieco prysł jeszcze zanim udałem się do Kaer Morhen, kiedy to uświadomiłem sobie, że fabuła jedzie po okrutnych szynach i nie ma tu ani wyboru ścieżki jak w poprzednich częściach, ani wyborów nad którymi musiałbym się chwile zastanowić, moi ulubieni Scoia'tael istnieją w grze tylko jako talia do gwinta i na pewno nie będzie okazji, aby w końcu móc zobaczyć Dol Blathanna, po Iorvecie, Saski, Yaevinie, Toruviel, Yarpenie i Sheldonie nie ma ani śladu, o Addzie będącej w końcu żoną Radowida również ani słowa.
Sama bitwa w Kaer Morhen też mnie zawiodła o tyle, że sprowadzanie tam sojuszników nie ma żadnego wpływu na jej wynik. Jedynie Keira, która ratuje Lamberta, reszta nie zmienia niczego. Ciężko poczuć, że każdy jest tam kluczowy do osiągnięcia sukcesu.
Nie podobał mi się również moment jak spotkałem Triss w Novigradzie i nagle w środku dialogu dowiaduję się, że jakieś pół roku temu ze sobą zerwali. Tylko po to, aby móc umieścić w grze 2 romanse i "Nie odstraszać niezaznajomionych z poprzednimi częściami". Pamiętając questy "Źródło" i "Tożsamość" z części pierwszej, wszystko co związane z wizytą w elfich ruinach oraz pogoń przez pół świata w części drugiej, aby pomóc jej nawet kosztem Saski mój Geralt w życiu by tak nie zrobił.
O sprowadzeniu wojny do zaledwie tła i spłyceniu Białego Zimna do granic możliwości szkoda w ogóle mówić. Po napisach końcowych miałem wrażenie jakby tutaj miał się kończyć dopiero jeden rozdział, bo zakończenie przychodzi tak nagle i jest tak mdłe i naciągane, że już zupełnie straciłem chęć do grania.
Nieścisłości są nie tylko względem książek, ale też poprzednich części.
Ambasador Var Attre na zamku w Wyzimie wyjaśniając Geraltowi sytuacje polityczną mówi "Henselt jak zawsze walczył w pierwszym szeregu i tam poległ, jego żołnierze stracili chęć do walki i przyłączyli się do Redanii", a kto grał w część drugą na ścieżce Iorvetha wie, że to stek bzdur.
Tak samo mówi, że w Aedirn panował taki chaos, że wojska cesarskie praktycznie zajęły je z marszu. To ja darowałem temu śmieciowi Stennisowi, żeby Aedirn mogło się obronić przed atakiem cesarstwa, a teraz nagle panuje tam chaos ? Z tego co pamiętam pod koniec części drugiej było powiedziane, że Stennis jest dobrym władcą i dokładnie tym którego Aedirn teraz potrzebuje, więc o co chodzi ?
Najbardziej jednak uderzył mnie Radowid, który zmienia się nie do poznania przy kolejnych częściach. W pierwszej jest stanowczy, ale opanowany i inteligentny, więc wydaje się być najlepszym wyborem do tronu Redanii. W części drugiej robi się z niego niezły skur****, ale jeszcze da się go lubić, ponieważ jego zachowanie można tłumaczyć obecnością Filippy no i jednak jest twardym politykiem, który wie czego chce. W części trzeciej to już jest zupełnie inna postać i chyba tylko po to, aby dać pretekst do zabicia go.

30.07.2016 04:00
-2
odpowiedz
Kiss
103
Generał

Znaczy książkowy Wiedzmin miał dobra fabule? aha, dobra, dziekuje nie czytam dalej.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze