Recenzja gry Oreshika: Tainted Bloodlines. - Danteveli - 10 sierpnia 2016

Recenzja gry Oreshika: Tainted Bloodlines.

Danteveli ocenia: Oreshika: Tainted Bloodlines
77

PlayStation Vita to system, który ma pecha. Sony kompletnie zawaliło sprawę tej konsolki i świetna maszyna do grania została porzucona prawie przez wszystkich. Z tego powodu tylko mały odsetek graczy będzie mógł przetestować gry takie jak Oreshika: Tainted Bloodlines. Szkoda bo to naprawdę nietuzinkowy tytuł z segmentu JRPG. Tylko czy masa rozwiązań nie stosowanych w innych grach z automatu czynią jakąś produkcję czymś wartym ogrania?

 

Byłem trochę zdziwiony gdy zważyłem, że Oreshika: Tainted Bloodlines to sequel produkcji wydanej wieki temu w Japonii na PlayStation. Nie ma to strasznego znaczenia poza faktem, że wolałbym aby gra nosiła swój oryginalny tytuł który po polsku brzmiałby „ Po moim trupie 2”. Mam wrażenie, że oryginalny tytuł dodaje gierce +10 do charyzmy.

 

Akcja Oreshika rozgrywa się w średniowiecznej Japonii, gdzie panteon dziwacznych bogów ma kontakt z ludźmi. Nienaturalne kataklizmy sprawiają, że cesarz pod namową swego doradcy – tajemniczego Seimeia decyduje się na uspokojenia bóstw poprzez ludzką ofiarę. Z jakiegoś powodu pada na nasz ród i cała linia naszej rodziny zostaje zamordowana. Jakby tego było mało Seimei rzuca klątwę na nasze szczątki tak byśmy na zawsze cierpieli udręki. Jednemu bóstw taki stan rzeczy niespecjalnie się podoba i postanawia przywrócić kilka osób z naszego rodu do życia tak abyśmy mogli się zemścić. Niestety pokonanie wroga nie będzie zbyt łatwe bowiem rzucona na nas klątwa sprawia, że każdy członek rodu żyć będzie tylko przez dwa lata. Dodatkowo nie możemy mieć potomstwa z innymi ludźmi. Naszym celem staje się więc odbudowa klanu i zdjęcie klątwy rzuconej przez czarnoksiężnika. Oreshika: Tainted Bloodlines prezentuje nas z jedną z najoryginalniejszych historii jakie napotkałem w grach RPG. Japoński folklor połączony z historią o zemście przekazywanej z pokolenia na pokolenie to naprawdę interesujący pomysł na fabułę gry. Struktura gry kreuje pole do tworzenia własnych narracji tego co będziemy robili przez dziesiątki albo nawet setki lat odbudowywania naszego klanu. Rozwiązanie to nie przypadnie wszystkim do gustu ale osobiście podoba mi się mniejszy nacisk na nieustanną narrację jaki charakteryzuje ten tytuł.

 

Śmiało można powiedzieć, że fabuła gry jest dość nietypowa ale w porównaniu z gameplayem wypada ona najnormalniej w świecie. Podstawą rozgrywki jest dość tradycyjny system JRPG, gdzie nasza czteroosobowa drużyna toczy turowe walki z demonami. Jednak to mechanizmy nałożone na tą prostą bazę czynią tytuł ten czymś naprawdę unikatowym. Pojedynki sprowadzają się do wydawania tradycyjnych komend typu, atak, obrona, użycie specjalnych skilli/magii, zużycie jakiegoś przedmiotu czy ucieczka. Interesującym jest możliwość wykonywania grupowych ataków kiedy to kilka postaci po kolei chce skorzystać z umiejętności.

 

Poza walkami mamy także cały system zarządzania swoim klanem. Musimy zadbać o rozmnażanie się członków naszej rodziny. Łączami i z wybranymi bóstwami tak by narodził się jak najbardziej uzdolniony potomek. Element ten wywodzi się z systemu klątwy, który sprawia, że każda z naszych postaci przeżyje maksymalnie dwa lat a praktycznie każda wykonana przez nas akcja zajmuje cały miesiąc. Musimy więc wytrenować członka rodziny po czym zapewnić by spłodził nam kolejnego wojownika, który go zastąpi. W sekcji zarządzania musimy także zajmować się dziedziczeniem skilli i broni a także pancerzy przechodzących z rodzica na dziecko. Decydujemy o tym czy chcemy aby najmłodsi trenowali z głowa rodu przez co odblokowują skille. Dodatkowo mamy jeszcze element rozbudowy naszego miasta poprzez budowę sklepów i innych atrakcji. Opcji jest naprawdę cała masa i mogą one trochę przytłaczać gracza. Na szczęście twórcy wrzucili do historii magiczną dziewczynę-łasicę, która pełni funkcje naszego doradcy i pomaga nam zarówno w sprawowaniu władzy nad miastem jak i przygotowywaniu się do kolejnych misji.

 

Mechanizm doradcy jest naprawdę dobrym posunięciem. Zwłaszcza z początku gry kiedy to zrzuca się na nas dziesiątki systemów nie występujących w innych produkcjach. Jesteśmy po prostu przytłoczeni tym wszystkim co musimy poznać by odnosić sukcesy.

 

Ta sama innowacyjność, która tak bardzo podoba mi się w grze jest też jej największym problemem. System rodu który przez lata poprawia swoje statystyki wydawał mi się genialnym pomysłem. Mechanika tego typu jednak zniechęca trochę do gry. Wszystko to za sprawą wrażenia, że tracimy postęp za każdym razem gdy ginie któraś z naszych postaci. Najlepiej wytrenowane jednostki odchodzą i zostajemy pozostawieni ze słabszymi wojownikami, których musimy od nowa trenować i nabijać poziomy. W moim przypadku działało to strasznie demoralizująco i studziło mój zapał do dalszej gry. Po części to wina tego, że w Oreshika: Tainted Bloodlines mamy błądzić, trafiać w złe lokacje lub spóźnić się na starcie z bossem. Wtedy jednak czujemy się tak jakbyśmy zmarnowali czas i stracili swoją szansę na uczynieniu postępów w grze. Prawie z automatu cała generacja naszej rodziny przepada. Potrzebna jest umiejętność przestawienia się na trochę inny tok myślenia i pogodzenia się ze stratami. Przyrównałbym to trochę do mechaniki utraty dusz w Dark Souls/Demon Souls/Bloodborne. Kluczem do sukcesu staje się przezwyciężenie lęków i zachowań typowych dla nas podczas grania w dany gatunek. Oreshika: Tainted Bloodlines wymaga porzucenia typowego grindowania i maksymalizowania poziomu jednej postaci kosztem całego zespołu. Ja przez długi czas miałem problemy z przestawieniem się na ten typ rozgrywki bo to po prostu nie zgadzało się z tym jak gram w gry. Podobnie jest u mnie w przypadku Fire Emblem, gdzie nie dopuszczam nawet możliwości utraty jakiejś postaci. Tutaj jednak prędzej czy później stracimy swojego najlepszego wojownika i musimy się z tym pogodzić.

 

 

Jeśli mam dalej czepiać się rozgrywki to muszę poruszyć coś co osobiście nie jest dla mnie zbyt wielkim problemem ale na pewno wiele osób nie będzie zadowolone z rozwiązań Oreshika: Tainted Bloodlines. Chodzi o samą strukturę misji i tego jak postępujemy w grze. Mamy trochę zbyt wiele powtarzania i błądzenia po lokacjach by w kółko walczyć z tymi samymi przeciwnikami. Musimy w odpowiednich miesiącach trafić w odpowiednie miejsce co wiąże się z wielokrotnym przemierzaniem tych samych labiryntów. Jest to trochę nudne po części z powodu tego jak zostały zaprojektowane lokacje. O ile w wielu przypadkach są one bardzo ładne wizualnie tak zazwyczaj oparte są na takich samych korytarzach podanych w trochę innej szacie graficznej. Ich przeglądanie robi się męczące kiedy 10 raz z rzędu widzimy dokładnie takie samo pomieszczenie. Jest to bezpośredni wynik systemu upływu czasu. W każdym labiryncie możemy spędzić jedynie kilka minut (coś pomiędzy 10 a 15 łącznie z walkami) nim upłynie miesiąc. Prowadzi to do tego że w nieskończoność powtarzamy te same fragmenty lochu i nie wyrabiamy się z czasem by dotrzeć dalej. Ten element jest zdecydowania przesadzony i zabija fun z rozgrywki. Najbardziej denerwowało mnie to, że musiałem wymijać przeciwników by próbować wyrobić się z czasem na spotkanie z bossem. Nie jestem po prostu w stanie pojąć dlaczego zdecydowano się na tak rygorystyczne ograniczenie czasu eksploracji. Wiem natomiast, że ten element jest największą wadą gry.

 

Oreshika: Tainted Bloodlines wygląda po prostu przepięknie. Gra utrzymana jest w tradycyjnej japońskiej stylistyce i przypomina anime takie jak Mononoke bo w obu przypadkach folklor napędza całą produkcję. Otoczenie i potwory wyglądają wyśmienicie a wstawki przerwynikowe nadawałyby się do jakiegoś serialu animowanego. Jedyne co nie wyszło zbyt dobrze to wygląd postaci z naszego rodu. Zarówno stworzony przez nas bohater jak i jego potomkowie wyglądają naprawdę szkaradnie. Kiedy zobaczyłem prawnuczkę mojego wojownika to włosy stanęły mi dęba. Jedna z najobrzydliwszych twarzy jakie kiedykolwiek widziałem w grach wideo należała do kogoś kto ma w przyszłości „łamać serca wielu mężczyzn”. WTF?

 

Oreshika jest bez wątpienia jedną z najbardziej interesujących pozycji jakie pojawiły się na PlayStation Vita. Nie jest to tytuł idealny ale pozytywy zdecydowanie przeważają niedociągnięcia. Fani japońskich gier RPG z pewnością powinni zaopatrzyć się w Oreshika: Tainted Bloodlines.

Danteveli
10 sierpnia 2016 - 16:37

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz