
Czy zastanawiałeś/zastanawiałaś się kiedyś, czy jesteś „prawdziwym graczem”? Takim, który swój gamescore podbija za pomocą Avatar: The Game; który bojkotuje zakończenie Mass Effect 3; który już dawno wydałby na miejscu Blizzarda Diablo III, kolejne Starcrafty i Warcrafty; który naprawdę wie wszystko najlepiej? Jeśli podpisujesz się rękami i nogami pod jednym z powyższych lub poniższych punktów, to znaczy, że jesteś „prawdziwym graczem”. Jeśli nie – będą z Ciebie ludzie!

Nierzadko dajemy się manipulować grom i marketingiem z nimi związanym. Ulegamy czarowi, zatracając trzeźwość oceny sytuacji. Kredyt zaufania oraz miłość do poprzednich części jakiejś serii często dopełniają dzieła zaburzenia percepcji. Ślepy fanatyzm kontra brutalny fakt.

Widząc ogromne zaangażowanie fanów danego produktu, wpadłem na pewien pomysł. Co byście powiedzieli gdyby twórcy oddali w Wasze ręce grę, w której moglibyście walczyć z innymi o swoje racje? Każdy z Was należałby do odpowiedniego dla siebie klanu np. Call of Duty czy też Battlefield, broniąc przy tym swoją i jednocześnie atakując cudzą grę. Zamienić walkę słowną (pisaną) na multiplayerową. Ot takie MMO, tyle że z użyciem broni palnej i z góry określonym celem. Akcja takiej gry toczyłaby się w zniszczonym ciągłymi wojnami świecie nienawiści.
Napisanie poniższego tekstu odkładałem już od jakiegoś czasu. Wczoraj jednak moja cierpliwość się skończyła, więc stwierdziłem, że najlepiej od razu wylać swoje żale. Oto mój krótki i na pewno dla części osób nieprzyjemny komentarz do tego, co wyprawia się na polskich forach dyskusyjnych, komentarzach do newsów i innych obszarach wymiany tzw. subiektywnej opinii.

Jako blogger, a przede wszystkim jako osoba interesująca się branżą gier, podobnie jak Wy, regularnie przeglądam serwisy związane z tematyką. W zdecydowanej większości odwiedzam strony zagraniczne - anglo- i niemieckojęzyczne - przede wszystkim z tej racji, że przeważnie szybciej od rodzimych odpowiedników przekazują informację, w przeważającej mierze również w bardziej rzetelny i dokładny sposób. Istnieje ku temu jeszcze jeden, również istotny powód - nie muszę oglądać tam prania się po mordach wśród czytelników komentujących informacje i felietony. Niestety, ale właśnie ten ostatni czynnik coraz mocniej odstrasza mnie od śledzenia opinii rodzimej społeczności graczy.
Drodzy "czytelnicy". Dziś będzie "krótko", bo "pomysł" na tego "posta" to taki "jednostrzałowiec". O co "chodzi" ludziom, którzy na "forach" nadużywają "cudzysłowu" jako środka "stylistycznego" wyrażającego "ironię"? Że to takie "wyniosłe" nazwać kogoś "redaktorem", ująć w "cudzysłów" swojego "przeciwnika" w "dyskusji", sprowadzić do "absurdu" "jego" "argumenty"? Ja "serio" się "brzydzę" taką "retoryką" "ad absurdum" i "polecam" żeby "linkować" tego "posta" "każdemu" kto "myśli" że "jest" taki "wprawny" w "walce" na "słowa" bo coś "sobie" zamknął w "ptaszkach".
Ale na serio, przedawkowane cudzysłowy w internetowym dyskursie to debilizm. DLACZEGO!? I gdzie są flagi?
A, i weźcie polubcie "Krzysztof Gonciarz na Facebooku".
