
Wielka Kolekcja Komiksów Marvela – Tomy 8 i 9. Thor się odradza, a Avengers upadają

Komiks, czyli dorastanie z amerykańskimi superbohaterami

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela – Tomy 6 i 7. Mroczna Phoenix i Hulk.

Wielka Kolekcja Komiksów Marvela – Tomy od 1 do 5

Chi's Sweet Home

Gry wychodzące poza ekran

Apokaliptyczna, monumentalna, krwista – recenzja gry Darksiders

"Polityka" wykorzystuje wizerunek Heatha Ledgera w temacie masakry w Denver

Dlaczego już nie gram w Diablo III

Rankinguję filmy Marvela po swojemu cz. 2

Po dłuższej przerwie powraca cykl opisujący poszczególne komiksy wchodzące w skład Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Dzisiaj omówię tom ósmy zawierający historię Thor: Odrodzenie oraz dziewiąty opowiadający o Upadku Avengers.
Kiedy zaczęły ukazywać się komiksy pod szyldem TM-Semic, byłem w szkole podstawowej. Towarzyszyły mi one dalej przez liceum, aż do studiów. Przez lata zmieniały się wydawane tytuły, jedne odchodziły po kilku numerach, inne wydawane były przez długie lata. Do dziś została mi wielka hałda komiksów z tego czasu. Nie da się ukryć, że pięknego dla nastolatka czasu.


Dzisiaj na warsztacie tomy szósty i siódmy Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Miało być o czterech kolejnych tomach, ale puszczanie tekstu o szóstym tomie, kiedy w kioskach hulać już będzie dziesiąty, troszkę mijałoby się z celem, dlatego zdecydowałem się na modyfikację cyklu. Żeby wynagrodzić mniejszą ilość treści w każdym wpisie, dopóki starczy mi pomysłów, oprócz opisów samych albumów, dorzucać będę trochę zawartości dodatkowej. Na początek o bonusach dodawanych do prenumeraty.
Całkiem niezłe, jak na nasz polski rynek, wyniki finansowe zeszłorocznego „Avengers” doprowadziły do bardzo ważnego dla fanów superbohaterów wydarzenia. Po raz pierwszy od lat w kioskach możemy nabyć komiksy z bohaterami Marvela*. Wielka Kolekcja Komiksów Marvela zaliczyła kilka wtop na starcie, ale w końcu ruszyła i co dwa tygodnie możemy nabyć nowy album z przygodami superbohaterów. W tym cyklu postaram się odpowiedzieć na pytanie, które numery kolekcji warte są swej ceny, a które można śmiało sobie odpuścić.


Pierwsza nie wydana jeszcze w Polsce ksiażka, którą chciałbym polecić to Chi’s Sweet Home. Jest to wybór absolutnie wyjątkowy ponieważ na co dzień nie czytam komiksów. Prawdę mówiąc nawet za bardzo ich nie lubię i na palcach jednej ręki mógłbym policzyć te, które mi się podobały. Chi’s Sweet Home z całą pewnością do nich należy.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gry są nieustannie zamykane w małym „pudełku” komputera lub konsoli i twórcy nie trudzą się specjalnie, żeby wychodziły one poza jedno, konkretne medium. Jest to o tyle zaskakujące, że stworzenie produkcji intermedialnej nie byłoby niczym trudnym. Czyżby twórców wstrzymywał brak wiary w sukces eksperymentu?

Już dawno temu przekreśliłem Berserka. Jedna z moich ulubionych mang, więcej – jedna z moich ulubionych rzeczy, jakie dała nam sztuka i rozrywka, z czasem upadła tak nisko, że bardzo mnie to zabolało. I niechętnie patrzę na to co dalej dzieje się z tą niegdyś fantastyczną serią.
God of War, Zelda, Dante’s Inferno, Diablo III, a także Legacy of Kain: Soul Reaver i Rune. Jeżeli znacie te tytuły i przypadły wam one do gustu, a nie graliście w Darksiders, to czas jak najszybciej nadrobić zaległości. Najlepiej jeszcze przed końcem sierpnia, kiedy to po Wojnie nadjedzie drugi z jeźdźców Apokalipsy. A wtedy pozostanie jedynie płacz i zgrzytanie zębów, że nie zapoznaliście się wcześniej z pierwszą odsłoną komputerowych przygód biblijnych herosów.

Trupy po strzelaninie w Denver jeszcze nie ostygły, a dziennikarskie autorytety już serwują interpretacje przyczyn tragedii. Tak jak przed rokiem dowiedzieliśmy się, że Anders Breivik zamordował 88 osób, bo grał w Call of Duty, tak od paru dni wiemy, że James Holmes zastrzelił 12 osób i ranił 58, bo naczytał się komiksów i naoglądał filmów. Gdyby takie proste tłumaczenia sprzedawały nam brukowce jak "Fakt", to jeszcze da się zrozumieć. Gorzej, jeśli tego typu treści publikowane są przez przedstawicieli wydawałoby się porządnej prasy.

170 godzin zabawy, 200 nabitych poziomów, 2500 punktów osiągnięć, 3,5 miliona zebranego złota, 70 tys. zabitych potworów – takim bilansem kończy się moja przygoda z Diablo III. Pomimo początkowych zachwytów i porządnego wykonania samej gry, po niecałych sześciu tygodniach od premiery wygasł mój zapał, a serce i rozum zaczęły szukać bardziej ambitnych zajęć. Dlaczego? Z pięciu powodów.