
Za dużo golizny w grach

Dark Arisen – Dogma udoskonalona

Chodzona bijatyka, RPG i wielka bitwa o ogromne piersi – Dragon’s Crown

Bonfire - miniaturka RPG, którą warto przeklikać

Jesteśmy już po premierze najważniejszego RPGa roku…

Patrick Rothfuss na pokładzie nowego Tormenta!

Mangowy krasnolud (w generatorze historii)

Zaprezentowano pierwszy gameplay z Shadowrun Returns!

Słodki smak beztroskiego RPGa - recenzja Persona 4 Golden

Co mnie wkurza w cRPG – Antyprzełom głosowy
W zeszłym tygodniu cały Internet aż huczał po wiadomości o usunięciu obu piersi Angeliny Jolie. Aktorka, która dwa razy na srebrnym ekranie wcielała się w rolę Lary Croft, przeszła zabieg mastektomii aby zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwór. Problem ten nie grozi na szczęście wirtualnym postaciom kobiecym, w które możemy się wcielać w grach niemal wszystkich gatunków od FPSów, przez przygodówki, na cRPGach kończąc. Chciałbym tutaj poruszyć temat aż nazbyt eksponowanej seksualności w branży gier wideo. Często w procesie tworzenia bohatera mamy możliwość wyboru płci żeńskiej, przez co światy w produkcjach MMO nie wyglądają jak sale wykładowe na politechnice i tu i ówdzie spotykamy kobiety. Tyle że wszystkie z nich to kuso odziane awatary z przesadnie dużymi cyckami i bardzo kształtnymi udami. Nie byłoby to aż tak rażące, gdyby postacie męskie były ubrane na podobieństwo chippendalesów w skórzane spodnie i prężyły napakowane torsy, a do tego wielki miecz na plecach. Ale nie, facet zawsze biega zakuty w pełną zbroję płytową. Od stóp do głów.

Dark Arisen sporo poprawia względem oryginalnej gry. Ta nie tylko staje się przyjemniejsza, ale też sporo szybsza i różnorodniejsza. Do tego ten klimat! Ten klimat!

Dragon’s Crown przykuwa moją uwagę co najmniej ze względu na trzy rzeczy. Po pierwsze to czyste, piękne chodzone mordobicie, za które odpowiedzialni są ludzie, którzy wcześniej tworzyli świetne gry z tego gatunku oparte na licencji Dungeon & Dragons. Po drugie ze względu na to, że to produkt Vanillaware, a Odin Sphere oraz Muramasa to bardzo nietypowe, dobre gry. Po trzecie bo art-style jest śliczny i budzi kontrowersje.
Kilka dni temu pojawiła się wersja alfa gry Bonfire, tworzonej przez studio MoaCube, założone przez Polaków. Obserwuję tego dewelopera od czasów Cinders, wizualnej noweli, która podobno trafiła do swojego niszowego odbiorcy (na marginesie dodam, że raczej nie byli nim gracze z naszego kraju). Tym razem mamy do czynienia z czymś, co teoretycznie może zainteresować prawie każdego gracza: miniaturkowym, dość zmyślnym RPG. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że koniecznie musi w to zagrać. Jeśli jednak lubicie proste w obsłudze, a jednocześnie wymagające produkcje, zapraszam do dalszej lektury. Przysiądźcie się do ognia i posłuchajcie mojej historii…

Nowy Torment właśnie zyskał kolejnego członka obsady. Patrick Rothfuss, autor docenionego „Imię Wiatru”, już oficjalnie będzie pisał niektóre elementy gry. To dobra wiadomość, nie tylko dla fanów jego twórczości.

„Zielone piekło nie zwróciło uwagi na krzyki piątki wędrowców. Kto wchodzi do lochów powstałych na zgliszczach zatopionej cywilizacji musi radzić sobie sam. To podstawowa zasada, jakiej trzymają się wszyscy wędrowcy, kupcy, żołnierze, czy padlinożercy, a nawet dziwki. Umiesz liczyć – licz na swoją drużynę, bo jedyne co może interesować inne gildie, to obrabowanie twoich zwłok, czy cena wyznaczona za stwora, który zabił cie, jeżeli byłeś kimś ważnym. Dlatego nikogo nie obchodziły krzyki, szczególnie, że nie należy do kogokolwiek ważnego.

Cenię Gauntlet za jego głupkowaty, acz rozrywkowy charakter. Jedzenie owocków i rozwalanie duchów bawiło mnie 10 lat temu, bawi i teraz. Magicką się już znudziłem, ale swego czasu zdarzyło mi się popłakać przy niej ze śmiechu (choćby w czasie gry z gwiazda polskiego YouTube – Hedem którynieumiecelowaćkamieniami). Hammerwatch, gra tworzona przez zaledwie dwie osoby, ma szansę okazać się łakociem dla fanów wyżej wymienionych tytułów.

Radość w sercu wybuchnie w momencie wyskoku na plażę, udanej rozmowy lub pokonania demona. Bo taka już to radość powodująca pozycja. Persona 4 to jedna z moich ulubionych gier na PlayStation 2. Chociaż, podobnie jak poprzedniczka, zerwała ze wspaniałą stylistyką i atmosferą znaną z drugiej odsłony (stając się w zasadzie nową serią) to wcale mi to nie przeszkadzało. Bo dała w zamian sporo łakoci i witamin.