
Bohaterowie Indie: Pixel i jego opowieść z jaskini

Monaco 4, 3, 2, 1… - Gang Olsena kontra samotny strzelec

Bonfire - miniaturka RPG, którą warto przeklikać

Owlboy nadleci za kilka miesięcy – studio D-Pad skończy grę do wiosny

Prognozy na rok 2013 część 2. Jakie trendy będą panować w grach?

Indie Game: The Movie - oh, wow.

Kiedy następna część Blackwell? „Mam nadzieję, że w przyszłym roku!” - mówi twórca serii

Hotline Miami i Retro City Rampage – warto było czekać tylko na jedną

School Days HQ - w takie visual novel jeszcze nie grałem

Hotline Miami to chora, brudna gra…

Japońskie gry niezależne od dawien dawna zajmowały silne miejsce w tamtejszych mediach – ale niewielu z nim udało się w ogóle przebić na zachodzie, a żadna z nich nie zebrała u nas choćby części popularności Braida. Ale to właśnie japoński twórca Pixel, a właściwie Daisuke Amaya, ze swoim Cave Story był jednym z pierwszych, którym udało się wybić z niszowo-pikselowatą giereczką na całym świecie. Cave Story okazało się jednak czymś więcej, niż zdawałoby się na pierwszy rzut oka. Na całe szczęście! Ponieważ okazało się skomplikowaną, ciekawą, dobrą wariacją na temat Metroida, nie kopiując bezczelnie z klasyków, ale także je rozwijającą.

Monaco: What's Yours Is Mine to tworzony bodajże ponad cztery lata symulator grupy włamywaczy, który ma podobną cechę jak Hotline Miami: pokazuje, że przy pomocy nawet prostej oprawy i sterowania można oddać pewien klimat w stopniu, o jakim wysokobudżetowe tytuły mogą pomarzyć. W odróżnieniu od produkcji Cactusa, Monaco jest nastawione na zabawę w towarzystwie innych graczy. Po kilkunastu sesjach w przeróżnych konfiguracjach postanowiłem spisać wrażenia i odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania. Po pierwsze, czy w Monaco jest sens grać samemu? I po drugie, jak zmienia się dynamika i styl rozgrywki w zależności od liczebności grupy? Zabieramy się do pracy: 4, 3, 2, 1…
Kilka dni temu pojawiła się wersja alfa gry Bonfire, tworzonej przez studio MoaCube, założone przez Polaków. Obserwuję tego dewelopera od czasów Cinders, wizualnej noweli, która podobno trafiła do swojego niszowego odbiorcy (na marginesie dodam, że raczej nie byli nim gracze z naszego kraju). Tym razem mamy do czynienia z czymś, co teoretycznie może zainteresować prawie każdego gracza: miniaturkowym, dość zmyślnym RPG. Nie zamierzam nikogo przekonywać, że koniecznie musi w to zagrać. Jeśli jednak lubicie proste w obsłudze, a jednocześnie wymagające produkcje, zapraszam do dalszej lektury. Przysiądźcie się do ognia i posłuchajcie mojej historii…

Ojejku, ojejku, ojejku. Ale fajne są te niszowe gry, prawda?

Cenię Gauntlet za jego głupkowaty, acz rozrywkowy charakter. Jedzenie owocków i rozwalanie duchów bawiło mnie 10 lat temu, bawi i teraz. Magicką się już znudziłem, ale swego czasu zdarzyło mi się popłakać przy niej ze śmiechu (choćby w czasie gry z gwiazda polskiego YouTube – Hedem którynieumiecelowaćkamieniami). Hammerwatch, gra tworzona przez zaledwie dwie osoby, ma szansę okazać się łakociem dla fanów wyżej wymienionych tytułów.

Pierwsze wrażenie – mój magik wygląda jak Gene Wolfe. To bardzo dobre skojarzenie. Drugie wrażenie – ktoś tutaj grał w Spelunky i Binding of Isaac. A to jeszcze lepiej.

Czasami DRM może być fajny. Na przykład wtedy, gdy nie jest DRMem.
Pamiętacie grę Owlboy? Zakładam, że nie, bo o tej pixel-artowej platformówce 2D nigdy nie było głośno, chociaż miała ona wielu fanów, chętnie rysujących fan-arty. Pisałem o niej kilkukrotnie – podsumowując wrażenia z dema i rozmawiając z twórcami ze studia D-Pad. Minęło sporo czasu, a pełnej wersji gry, której spodziewano się w 2012 roku, jak nie było, tak nie ma. Co stało się z tym uroczym dziełem, które może śmiało konkurować z wciąż tworzonym The Iconoclasts?
Owlboy zaliczył opóźnienie - co w świecie gier jest na porządku dziennym - ale wciąż jest w produkcji i niedługo trafi do sprzedaży. Jo-Remi Madsen, jeden z autorów gry ze studia D-Pad, potwierdził mi, że „Owlboy pojawi się w 2013 roku”. Deweloperzy chcą „ukończyć grę na wiosnę” i wydać ją w tym okresie (dokładna data premiery jest wciąż nieznana). W tytułowego bohatera wcielą się przede wszystkim posiadacze pecetów, chociaż docelowo autorzy zamierzają wypuścić swoje dzieło na paru platformach.
Czas na gry, czyli to co lubimy. Co czeka nas w 2013 roku? Nie będę omawiał zapowiedzi hitów, a skupię na trendach, które prawdopodobnie naznaczą rynek gier w ciągu 12 miesięcy.

Jakimś cudem nie obejrzałem aż do wczoraj Indie Game: The Movie, chociaż od jego premiery minęło już sporo czasu. Skrótkowo rzecz ujmując w moim odczuciu, film jest nieco nudnawy, można by uniknąć paru dłużyzn, a przy tym niezły od strony technicznej - zdjęć i montażu.

Jeżeli chodzi o jego warstwę treściową, to zarzucanie mu przesadnego dramatyzmu jest bez sensu - to przecież dokument. Skoro jest dramatycznie, to widocznie takie jest życie prezentowanych osób. Zastanawiam się tylko - czy wszyscy niezależni deweloperzy są szurnięci czy może z premedytacją wybrano tych najbardziej zczadowanych?