Smoke on the Water na ekranie telewizora - Kibi - 2 czerwca 2013

Smoke on the Water na ekranie telewizora

Nie jest pewnie żadną tajemnicą, że muzyka w życiu każdego człowieka odgrywa większą lub mniejszą rolę. A jak to się ma do gier? A no tak, że już pewien czas temu powstał pomysł połączenia światów gier oraz muzyki. Od razu można by zadać sobie pytanie, czy są one od siebie faktycznie odległe? Obie dziedziny służą rozrywce, obie potrafią wyzwolić najbardziej skrajne emocje, obie potrafią być głębokie. Jednak patrząc na kierunek, w którym zmierza dzisiejsza muzyka nie każdy musi być zadowolony. Zatem dlaczego nie przenieść się w czasie do lat 80. czy 90, kiedy muzyka była lepsza, a muzycy jakby bardziej utalentowani? A co, gdybym powiedział, że można się jeszcze przy tym przednio bawić? Zapewniam, że można.

Niejednokrotnie słyszałem od innych graczy, czy to spotkanych przypadkowo czy bliskich znajomych, że gry pokroju Guitar Hero czy Rock Band to szajs czy dziecinada. Nigdy się z nimi nie zgadzałem twierdząc, że sam koncept takiej rozgrywki jest w stanie pochłonąć każdego bez najmniejszego wyjątku, i że obszerna ścieżka dźwiękowa dogodzi nawet najwybredniejszej jednostce. Pogląd kolejnych graczy zmieniał się wraz z chwyceniem plastikowej gitary do ręki. Z drugiej strony nie znam nikogo, kto nie byłby uprzedzony do tych serii zanim nie było dane mu zagrać. Na szczęście jest w tych grach jakaś magia, która sprawia, że wszelkie obiekcje pryskają w mgnieniu oka jak mydlana bańka.

Fenomen muzycznych gier wydaje się być nieco zagadkowy. Każdy słucha muzyki, bardzo wiele osób gra w gry wideo, a jednak pomysł stworzenia gry typowo muzycznej pojawił się stosunkowo późno. Naturalnie były tytuły oscylujące wokół muzyki takie jak Rez, Amplitude czy Parappa  jednak żaden z nich nie pozwolił nam wcielić się w członka rockowego zespołu.

Nie będę stawał ani po stronie Guitar Hero ani po stronie Rock Banda, gdyż nie chodzi tutaj o ocenę konkretnego tytułu ale ich ogólnej nadzwyczajności.

Co nam dają te tytuły? Jestem przekonany, że wciskanie kolorowych przycisków na sztucznym wiośle niebywale wyrabia refleks. Kolejne punkty potrafią lecieć z niebywałą prędkością i tylko od sokolego wzroku gracza i jego szybkich palców zależy, czy dany segment utworu zagra perfekcyjnie. Jeśli cel zostanie osiągnięty, satysfakcja płynąca z dobrego brzmienia ulubionej piosenki jest nie do opisania. Oprócz tego wraz z każdą kolejną częścią otrzymujemy listę liczącą od ok. 70 – 100 utworów. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie jest to specjalnie dużo jednak zarówno GH jak i RB posiadają niezwykle bogate biblioteki piosenek, które za dodatkową opłatą możemy nabyć jako DLC. Czy to dobry pomysł? Jak nienawidzę DLC tak w tym wypadku nie widzę lepszej możliwości dystrybucji nowych utworów. Były one wydawane tak często, że średnio raz w tygodniu musiałaby ukazywać się kolejna płyta zawierająca dodatkowe kawałki, a na taką politykę żaden wydawca pozwolić sobie nie mógł z bardzo prostego powodu – dystrybucja i tłoczenie płyt byłyby nieopłacalne i niewykonalne w tak krótkim czasie. Dlatego DLC jest najlepszą opcją tym bardziej, że producent nie skazuje gracza na kupowanie 30 piosenek na płycie z których faktycznie interesują go dwa utwory. Gracz płaci jedynie za piosenki, które chce posiadać w swojej kolekcji i tyle.

Co więcej, gry muzyczne posiadają także walor edukacyjny. W czasach, w których na szczytach list przebojów są Justin Bieber (tak to się pisze??) czy One Direction tym bardziej powinno się pokazać młodszemu pokoleniu czym jest Deep Purple, Dire Straits czy chociażby The Rolling Stones. Oczywiście nie można powiedzieć, że cała dzisiejsza muzyka jest słaba jednak duża część znacznie ustępuje muzycznemu poziomowi lat 70. czy 80. Zatem czemu się z nią nie zapoznać, tym bardziej, że niejeden z Was chciał zostać kiedyś gwiazdą rocka i grać przed tysięcznymi tłumami. To marzenie może się spełnić. Może nie będą to tłumy, scena też nie taka o jakiej myśleliście jednak kilku znajomym sprawność Waszych palców na plastikowym wiośle może zaimponować.

Czy nie jest tak, że najlepsze rzeczy są proste? Bo w tym wypadku GH i RB są potwierdzeniem tej reguły. Ich twórcy w genialny wręcz sposób połączyli oryginalność plastikowych instrumentów z prostotą samej rozgrywki. W zasadzie jest ona ograniczona do trafiania w kolorowe punkty, które pojawiają się na nieskończenie długim gryfie gitarowym na ekranie. Trafimy w punkt – uzyskamy dźwięk, nie trafimy – nie uzyskamy. Proste jak konstrukcja cepa, a jednak działa. Wraz z kolejnymi odsłonami GH zrobiło to co RB miało od początku – dodało inne instrumenty. Posiadając cały zestaw przy jednej konsoli mogły bawić się na raz cztery osoby, kolejno gitarzysta, basista, wokalista oraz perkusista. Niestety, przeszkodą okazała się dostępność. Pierwszy Rock Band bodaj w ogóle nie ukazał się na polskim rynku i dopiero wraz z GH World Tour gracze mogli zasmakować w pozostałych instrumentach.

Po głębszym zapoznaniu się z oboma tytułami gracza nachodzi ochota na spróbowanie swoich sił na prawdziwym instrumencie. Ja spróbowałem, niestety rzeczywistość okazała się nazbyt brutalna i raczej nie będzie mi dane usłyszeć dźwięków moich ulubionych piosenek wydobywających się spod moich palców jednak jestem przekonany, że niejedna osoba zacznie w jakimś stopniu muzykować. Ostatnimi czasy ukazały się także inne gry muzyczne. Mam tutaj na myśli chociażby Rock Smith  chociaż zastanawiam się, czy można to jeszcze nazwać grą? Jest to bardziej multimedialne narzędzie edukacyjne, które krok po kroku nauczy nas grać na prawdziwej gitarze.
Twórcy Guitar Hero próbowali także nieco zmienić klimat, z ciężkich, metalowych i rockowych brzmień na rytmy klubowe wydając dwie części DJ Hero wraz ze specjalną konsoletą, odpowiednikiem gitary z poprzedniej serii. Być może fanom takich klimatów gra przypadnie bardziej do gustu jednak ja pozostaje przy mojej plastikowej gitarce. Utwory tam zawarte znacznie bardziej mi odpowiadają i ogólny feeling samej rozgrywki także.

W ocenie GH i RB skupiłem się w zasadzie wyłącznie na plusach, a to z jednej, prostej przyczyny. Choćbym nie wiem ile myślał, nie umiem dostrzec w tych tytułach minusów. Pomimo już niemałego wieku obu serii ja nadal bawię się przy nich doskonale i czuję, że będą mi one towarzyszyć jeszcze przed długi, długi czas.

Kibi
2 czerwca 2013 - 19:52

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.06.2013 20:28
michaloxs
67
Centurion

Szczerze nigdy nie grałem w GH czy RB, ale od jakiś 6 miesięcy gram w rocksmith i jestem zdziwiony, że dzięki tej grze nauczyłem się grać na gitarze. Na początku nie umiałem nic, z czasem coś tam zacząłem bżdąkać, później zacząłem się uczyć z neta i teraz naprawde nieźle mi idzie. I jeszcze są custom DLC. A więc bardzo polecam tę grę.

02.06.2013 20:29
odpowiedz
Kibi
4
Junior

Michal - ale właśnie, czy Rock Smith można faktycznie nazwać grą? Nie masz uczucia, że jest to taki elektroniczny nauczyciel gry na gitarze?

02.06.2013 20:38
odpowiedz
Child of Pain
133
Senator

Granie na GH to bieda jezeli chodzi o granie potem na instrumencie, nawet rytm ani refleks nie pomaga bo to zupelnie inne ruchy.

A rocksmith to inan bajka, czy nauczyciel niekoniecznie bo nikt cie nie poprawi, raczej ala interaktywne wideo w ktorym sam uczestniczysz ale nadal, to bedzie lipa jezeli nie bedziesz normalnie trenowal a te cwiczenie z rocksmitha ktora sa poza piosenkai moga nie wystarczyc.

02.06.2013 20:41
odpowiedz
Kibi
4
Junior

Child - oczywiście że GH a normalny instrument to co innego. Jednak nie zmienia to faktu, że po spróbowaniu GH czy RB nabiera się ochoty na granie na prawdziwym instrumencie :) Taki zachęcacz :)

02.06.2013 20:49
odpowiedz
Child of Pain
133
Senator

[4]
Ochota a potem "PALCE MNIE BOLĄ". Rzadko taki wytrzymuje, lepiej jak chec grania wyjdzie z innej inspiracji, jest niewiele wieksza szansa, ze ewentualny przyszly gitarzysta wytrzyma bolesny poczatke.

02.06.2013 20:52
odpowiedz
Kibi
4
Junior

A czy nie jest tak, że każda inspiracja jest dobra? :P

02.06.2013 21:02
jarooli
odpowiedz
jarooli
98
Would you kindly?

Znam 2 osoby, które zabrały się do gry na prawdziwej gitarze po zagraniu w Guitar Hero. Zapewniam Cię, że narzekań i stękań o bolących palcach od nich nie słyszałem a oni naprawdę wciągnęli się w to zajęcie i nie rzucili sprzętu w kąt po tygodniu grania :]

02.06.2013 21:12
odpowiedz
Child of Pain
133
Senator

[7]
To moze twarde wyjatki, paluchy bolą więc napewno dyskomfort był. Tak czy inaczej potrzebny jest zapał i to nie słomiany. Po prostu nie każdy wytrzymuje poczatek a niektórzy po słuchaniu tego co ma internet do udostepnienia niektorzy powinni wiecej cwiczyc przed dzieleniem sie swoimi popisami.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze