Indygracja na gameplay.pl

Niesamowite Humble Indie Bundle V już jest i imponuje zawartością

Humble Indie Bundle to w dosłownym tłumaczeniu "Skromny Pakiecik Indie". "Skromny"? Poważnie? Oferowany w piątej edycji akcji zestaw naprawdę trudno nazwać "skromnym". Nasuwa się raczej określenie "tłusty", "wypasiony" lub "zacny" :-)

Co dostaniemy tym razem za samodzielnie ustaloną cenę? Oto lista (która mnie osobiście wprawia w niejaki błogostan):

Wszystkie te gry, wraz z soundtrackami, możesz kupić choćby nawet za symbolicznego dolara (ba, nawet centa - ale to nie świadczyłoby o Tobie najlepiej ;-)). Warto jednak zapłacić trochę więcej niż średnia cena (która w tej chwili wynosi ok. $7,7 czyli ok. 27zł), by dodatkowo otrzymać...

Prawda, że imponująca kolekcja? W zasadzie jest to przegląd tego, co w ostatnich latach było w indygrach najlepsze i najgłośniejsze oraz dodatkowo - jak wisienka na czubku tortu - budząca uznanie krytyków i graczy Psychonauts Tima Schafera i Double Fine. Mniam!

czytaj dalejMruqe
31 maja 2012 - 22:15

Indygracja #2: Mari0 czyli włoskiego hydraulika przygoda z portalami

Gry indie często podążają tam, gdzie nie odważył się jeszcze udać żaden duży deweloper. Pomysły, które rodzą się w niezależnych głowach często wprawiają w osłupienie. Mari0 to jeden z tytułów, które bez wątpienia należy przypisać do kategorii "co ja pacze?!".

Nie mam pojęcia jak wielu osobom spędzało sen z powiek pytanie: "co by było gdyby Mario i Luigi podwędzili Portal-guny z placówki Aperture Science". Pewnie nie zbyt wielu. Być może tylko sześciu. Jednak ta szóstka - grupka niezależnych twórców gier znana jako Stabyourself (co można bardzo wdzięcznie przetłumaczyć jako "Dźgnijsię") - wystarczyła, by koncepcję wprowadzić w życie. I tak oto na świat przyszło nieślubne dziecko Valve i Nintendo, którego żadne z rodziców na pewno nie uzna.

czytaj dalejMruqe
5 marca 2012 - 12:31

Indygracja #1: Psychodeliczna widokówka z Hebrydów - recenzja gry Dear Esther

Mruqe ocenia: Dear Esther
79

Poetycka gra czy też poemat FPP? Trudno powiedzieć, czym właściwie jest Dear Esther, niezależna produkcja studia thechineseroom, która w tegoroczne walentynki zadebiutowała na Steam-ie. Jest to pozycja bez wątpienia urodziwa, oryginalna i intrygująca. Ale czy grywalna?

Cóż... trudno rozpatrywać grywalność tytułu, którego przynależność do królestwa gier jest kwestią mocno wątpliwą. Co to bowiem za gra, w której interakcja z otoczeniem jest praktycznie zerowa, cele są nieokreślone a nasza rola ogranicza się do spacerowania, patrzenia i słuchania? Jesteśmy tu bardziej widzem, niż uczestnikiem. Jest to raczej nowela, która pozwala nam ujrzeć przedstawiony świat oczami narratora. Nie grywalność więc trzeba tu przede wszystkim oceniać, a wrażenia estetyczne i to, czy opowieści udało się nas poruszyć. No właśnie - udało się? Na to pytanie - jak na wszystkie, które prowokuje Dear Esther - nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

czytaj dalejMruqe
28 lutego 2012 - 14:16