Recenzja mangi - Miecz zabójcy demonów #1-#3 - Froszti - 29 września 2020

Recenzja mangi - Miecz zabójcy demonów #1-#3

Miecz zabójcy demonów to kolejny ciekawy shounen w ofercie wydawnictwa Waneko, który przez dłuższy czas powinien dostarczać fanom tego gatunku sporej dawki rozrywki. Biorąc pod uwagę ogromną popularność serii na świecie, można być prawie pewnym, że na rodzimym podwórku poradzi sobie ona równie dobrze.

Tanjirou Kamado to nastolatek, którego życie niespecjalnie rozpieszczało, potrafi on jednak docenić jego uroki i należycie się nim cieszyć. Od momentu, kiedy w jego rodzinie zabrakło ojca, rolę opiekuna matki i gromadki rodzeństwa przejął właśnie on. Uśmiech na twarzy rodzicielki oraz dzieciaków, za każdym razem były dla niego najlepszą zapłatą za ciężką pracę. Jego trudne, ale dość spokojne życie, zmieniło się pewnego dnia, kiedy powrócił on do domu z wyprawy do okolicznej wioski i zastał zmasakrowane ciała swoich bliskich. Jedyną ocalałą była jego młodsza siostra Nezuko, która zmieniła się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Cała ta tragedia była winą demonów, które pałętają się po świecie i nieustannie łakną ludzkiego mięsa. Dziewczynka w wyniku ataku przemieniła się w krwiożerczą bestię, którą chciał zgładzić przebywający w okolicy tytułowy Zabójca Demonów. Chłopak nie miał jednak zamiaru dopuścić do kolejnej straty, tym bardziej że Nezuko zachowywała się inaczej niż typowy „demon”. Jakimś cudem zachowała ona resztki człowieczeństwa, nie poddając się oszalałemu pragnieniu krwi. Tanjirou Kamado w zaistniałej sytuacji postanowił skorzystać z sugestii napotkanego łowy i udać się do pewnego „mistrza”, który wyszkoli go na pogromcę demonów, dzięki czemu będzie miał on okazję pomścić rodzinę. Dodatkowym celem w jego życiu, staje się również chęć odnalezienia lekarstwa, dzięki któremu jego siostra ponownie przemieni się w człowieka. Owa dwójka będzie więc przemierzać cały kraj, napotykając na swojej drodze zarówno potencjalnych przyjaciół, jak i masę niebezpiecznych demonicznych wrogów, których trzeba będzie wysłać na tamten świat.

Zarys scenariusza serii może wydawać się dość prosty i wtórny. Nie ma co ukrywać, że rzeczywiście pod pewnymi względami tak jest. Szalejące demony, tajna organizacja polująca na te stwory, widowiskowe walki przy użyciu broni białej. Z pozoru nie ma tutaj niczego, czego miłośnik mang nie widziałby w dziesiątkach innych shonenów. Miecz zabójcy demonów to dość typowy przedstawiciel gatunku, który ma zapewnić chwilę dynamicznej rozrywki. Tytuł już w pierwszych tomach pokazuje jednak, że pod swoją mroczną i krwawą otoczkę skrywa pewien głębszy potencjał fabularny. Co prawda w recenzowanych trzech pierwszych tomikach, dopiero zaczyna on „kiełkować”, jednak dobrze wróży to na przyszłość.

Część pierwsza stanowi zarys całego wymyślonego świata, gdzie czytelnik poznaje najważniejszych bohaterów historii i motywacje, jakimi będą się oni kierować. Przeżyta wielka tragedia, nieustannie kotłująca się wewnątrz chęć dokonania zemsty, odpowiednie szkolenie i początek nowej dość niebezpiecznej drogi życiowej. W dwóch dalszych recenzowanych tomikach twórca stawia na bardziej klasyczny podział scenariuszowy. Głównemu bohaterowi, zostają więc zlecane kolejne zadania, w których musi on wyeliminować demoniczne zagrożenie. Stopniowo odkrywa on złożoność struktur zarówno demonów, jak i własnej „organizacji” co powoli, ale sukcesywnie zbliża go do celu, jakim jest odnalezienie lekarstwa dla siostry.

Kolejne stoczone potyczki i pojawiające się nowe wyzwania, coraz mocniej zacieśniają więzy rodzinne pomiędzy bohaterami. Sam Tanjirou Kamado również ulega pewnego przeobrażeniu, pozwalając aby wypełniająca go złość i chęć dokonania zemsty, powoli ustępowała trosce o dobro siostry. To właśnie ten drobny element dramatu, powoli przebijający się do głównej osi fabularnej, stanowi pewną odmienność i dodatkowo może zachęcić czytelników do sięgnięcia po ten tytuł.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną mangi, to jest ona prosta, ale przyjemna w odbiorze, daleko jej jednak do artystycznej mangowej doskonałości. Twórca dość dobrze kreśli prezentowane postacie, należycie oddając emocje pojawiające się na ich twarzach. Jedyne, do czego można się przyczepić to problemy z rysowaniem włosów (które wyglądają troszkę dziwnie). Dosyć pusto jest w tłach, które dość mocno świeca bielą, jeśli jednak artysta tego tylko chce, to potrafi narysować naprawdę dobrze wyglądający background. Nie można się za to niczego zarzucić scenom akcji. Których dynamika wygada bardzo dobrze, co jest istotne w tego rodzaju tytule.

Rodzime wydanie prezentuje się bardzo dobrze. Dobrej jakości papier oraz druk, duża wyraźna czcionka i poprawne tłumaczenie.

Miecz zabójcy demonów tak jak zostało to już wielokrotnie napisane to naprawdę interesująca seria, która ma ogromną szansę stać się mangowym hitem (na rodzimym rynku). Pozycja głównie powinna przypaść do gustu miłośnikom bardziej dynamicznych tytułów z dużą ilością walk. Jest jednak szansa na jej większy rozwój i zachęcenie do lektury szerszego grono odbiorców.

Pozycja godna uwagi dla wielbicieli shounenów.

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie mangi do recenzji.

Froszti
29 września 2020 - 10:09