Klonoa - zapomniany remake zapomnianej gry - Brucevsky - 4 listopada 2015

Klonoa - zapomniany remake zapomnianej gry

Niektóre produkcje po prostu nie mają szczęścia. Jeden zły debiut na rynku można jeszcze racjonalnie wytłumaczyć, bo świat wirtualnej rozrywki zna mnóstwo przypadków dobrych tytułów, które przepadły w tłumie lub po prostu zostały zaniedbane przez dział marketingu. Ale żeby dwukrotnie próbować podbić serca graczy i dwukrotnie przejść niemal niezauważonym? To już ewenement. Taki los spotkał bardzo przyjemną platformówkę Klonoa, która najpierw trafiła na PlayStation w 1997 roku, a potem jako remake na Wii ukazała się w 2008 roku. Czy zasłużenie?

Klonoa nie miała może złej sprzedaży i nie osiągnęła najgorszych wyników finansowych w historii wirtualnej rozrywki. Szczególnie ciepło przyjęli ją jednak praktycznie tylko Japończycy, zapewniając jej miejsce na liście bestsellerów w pierwszych tygodniach obecności na rynku. To na pewno miało wpływ na decyzję Namco, by później cały tytuł stworzyć na nowo i wydać jeszcze raz w wersji na Wii. Wydawca mógł wierzyć, że tym razem zachwyci z pociesznym bohaterem cały świat. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jak na tak solidnie przygotowaną, przemyślaną i ciekawą platformówkę, została ona trochę zignorowana przez graczy i zdecydowanie zbyt szybko zapomniana. No bo przyznajcie, z ręką na sercu, ilu z Was po przeczytaniu tytułu wiedziało w ogóle o jakiej produkcji mowa?  

Reakcja konsumentów jest o tyle dziwna, że zarówno oryginalna wersja na PSX-a, jak i późniejszy remake zebrały w mediach bardzo pochlebne recenzje i noty w granicach osiemdziesięciu punktów procentowych. To naprawdę zacny wynik, który tylko potwierdza, że kolorowe dzieło Namco było i jest zrobione dobrze. Postanowiłem przekonać się o tym na własnej skórze, w kontekście remake’u.

Jak więc wypada Klonoa na Wii? Pociesznie, sympatycznie, interesująco. Pierwsze kilka godzin gry dość wyraźnie sugeruje, że jest to tytuł skierowany przede wszystkim do młodszych posiadaczy konsoli. Niewysoki poziom trudności, radosna oprawa audiowizualna, brak przemocy. Twórcy zadbali o dopracowanie mechaniki zabawy i nawet młodszy gracz nie powinien mieć trudności z pokonaniem napotkanych oponentów i innych przeszkód. Wszystko jest wcześniej klarownie wyjaśnione, więc łatwo znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Do tego długi pasek życia głównego bohatera i rozsądnie porozstawiane checkpointy poprawiają jakość zabawy, nie narażając początkujących na irytację. Jest więc naprawdę dobrze w kwestii przystosowania gry do młodszych lub dopiero wkraczających w świat gry odbiorców. A czy bardziej doświadczeni znajdą tutaj coś wartego uwagi? To też zamierzam sprawdzić. Na razie Klonoę traktuję jako bardzo relaksującą zabawkę, dobrze sprawdzającą się po ciężkim dniu w pracy, w sam raz na kilka minut gry przed snem.   

Rynek gier jest jednak dużo bardziej bezwzględny niż ja. Już przed laty taki był, ale teraz sytuacja jeszcze się w tej kwestii pogorszyła. Przebić się do świadomości konsumentów, w natłoku tak wielu tytułów o coraz wyższej jakości, jest naprawdę ciężko. W efekcie nawet przygotowanie tak udanej gry jak Klonoa nie gwarantuje sukcesu. Trzeba trafić w dobry moment, zadbać o marketing, mieć trochę szczęścia. Dziełu Namco tego brakowało. Tym mocniej zachęcam, by mimo wszystko pamiętać o nim i być może zainteresować się zakupem, jeśli posiada się w domu Szaraka lub Wii. To może być na przykład znakomity wybór dla rodziców, pragnących wprowadzić pociechy w świat wirtualnej rozrywki.

Brucevsky
4 listopada 2015 - 18:19