T'Rain gra MMO z konsekwencjami. REAMDE - Neal Stephenson - sakora - 21 października 2014

T'Rain, gra MMO z konsekwencjami. REAMDE - Neal Stephenson

T’Rain to idealna dla każdego gracza gra MMO. Stworzona od podstaw wokoło algorytmu generującego budowę geologiczną określonego świata. Pozwalająca zarówno zanurzyć się w historię świata, obrócić koleje świata i zadowolić zarówno chińskiego farmera złota, jak i maksymalnie wylevelowanego gracza z zachodniego świata. Jednak są z tą grą dwa problemy. Pierwszy to tytułowy atak REAMDE mający na celu wymuszenie okupu w walucie gry, którą można wymienić na prawdziwe, szeleszczące papierki oraz drugi, że ta gra zmusiła do działania w rzeczywistym świecie zarówno jej twórców, rosyjską mafię, islamskich terrorystów czy wywiad MI6, CIA… Jest tylko małe, trzecie ale, taka gra niestety nie istnieje.

REAMDE \ Neal Stephenson \ MAG 2012

REAMDE to kolejne, bardzo tłuste i opasłe tomisko spod pióra (klawiatury?) Neala Stephensona, o którym można wiele pisać, jednak najważniejsze jest to, że sprawia on wrażenie człowieka, któremu zależy na tym, aby nam coś przekazać. Nie poddaje się, nie spoczywa na laurach, działa dalej, mimo chwilowych niepowodzeń. Tak też jest w przypadku tej książki, gdzie ponad tysiąc stron wielowątkowej i wielopoziomowej, a co ważne bardzo spójnej opowieści dogłębnie analizuje współczesne społeczeństwo, jak i jego odbicie w wirtualnym świecie. A nieraz jest to gorzki rozrachunek, gdzie widać, jak nadmierne zaufanie cyfrowym narzędziom i różnej maści gadgetom potrafi nas zgubić. Mimo, iż powoli podążamy do modelu cyfrowego społeczeństwa i wyświechtanego terminu globalnej wioski, to tak naprawdę nadal pieczę nad naszymi losami ma świat realny, działający ciągle na tych samych zasadach. Na prawach dżungli.


Głównym bohaterem jest Richard Forthrast, od początku jawiący się jako postać nietuzinkowa. Wspierający wartościowe osoby ze swojego otoczenia, jednocześnie ucierający nosa swojej rodzinie. Sprawny biznesmen, multimiliarder i prezes Korporacji 9592, który nie potrafi się pozbyć dawnych nawyków wyniesionych podczas przemycania marihuany przez granicę. Jednocześnie trudno mówić to o jednym, głównym bohaterze, gdzie sporo postaci związanych z głównym wątkiem zajmuje tu niewiele mniej miejsca, a wiele pojawiających się postaci, nawet tych drugo i trzecioplanowych dostaje swoje własne kilka-naście-dziesiąt stron, przez co poznajemy ich motywacje, tło społeczne i wiele innych związanych z nimi szczegółów.


W tej ilości dodatkowych opowieści w książce leży zarówno siła, jak i słabość. Sporo fragmentów porywa i nie daje uciec przez wiele stron i rozdziałów, żeby po jakimś czasie utknąć w wielkim opisie zasad funkcjonowania małej społeczności w grze T’Rain lub relacji społeczno-politycznych w jakims zapomnianym przez wszystkich skrawku świata. Sporo opisów tworzy tło opowieści, mocno ją ubarwiając, jednak pewna ich część czasami za bardzo się dłuży, co odbija się na jednak fascynującej i wciągającej opowieści. Ważne, że jest to książka mocno nawiązująca do naszych czasów, jest naprawdę aktualna, a ten, kto wepchnął ją do kategorii science-fiction powinien porządnie uderzyć się tym tomiskiem w głowę. Na pewno odczułby wielkość swojego błędu, który pewnie w swej małostkowości uznał za znakomity wybieg marketingowy. To jest thriller z elementami opowieści przygodowej (i społecznej, ale podanej w formie komentarza i tła wydarzeń, a nie samego meritum opowieści).


REAMDE to komentarz do naszych czasów, który bardzo dobrze zrozumieją osoby wychowane wraz ze wzrostem wpływów gier video i Internetu w ostatnich dekadach. Wydaje się, że to do nich jest w większej mierze kierowana ta powieść, ale osoby nie związane z tematyką bez problemu zrozumieją jej tło społeczne, gdzie grupa wymuszająca okup w złocie w świecie gry T'Rain, szyfruje i bierze za zakładników dane użytkowników. Zdobyte złoto w grze można zamienić na twardą walutę, jednak wielkość samego okupu jest tak znikoma, że praktycznie nikt nie zgłasza tego jako przestępstwa. Niestety zjawisko eskaluje, będąc zarzewiem wojny w wirtualnym T’Rain, jak i przyczynie się do starć różnych, dotkniętych tym szantażem grup w świecie rzeczywistym. Powoduje to duży dysonans, gdzie w grze MMO można za taki czyn zginąć wirtualnie, ale doprowadzony do ostateczności szef świata przestępczego może takiego genialnego we własnym mniemaniu programistę uciszyć w staroświecki sposób za pomocą ołowiu.


Wszystko w tej książce eskaluje. Wojna w T’Rain. Starcia mafii, islamistów i wywiadów. To, co z początku było wyłudzeniem, staje się powodem porwania adoptowanej przez Forthrastów Zuli. Potem jest tylko ciekawiej, kiedy w ten konflikt zostaje wciągnięta reszta rodziny, która pomysłowością i osobowością mogłaby obdzielić kilka innych książek. Powstaje z tego wielka mieszanka nowoczesnego świata uzależnionego od elektronicznych gadgetów, który nie potrafi jednak żyć bez tradycyjnej formy nie cyfrowego społeczeństwa. Pojawia się tu plejada bohaterów, chociaż czasami dziwi, dlaczego poświęca im się tak wiele słowem wstępu, kiedy po wypełnieniu swojej fabularnej misji znikają raz na zawsze.  Mimo pewnych schematów, od których nie da się jednak uciec, bardzo ważne jest tło kulturowe postaci z różnych zakątków świata, gdzie mimo odmienności pewne wartości pozostają niezmienne, a dodatkowo połączone światową rozgrywką w T’Rain.


Nie każdy jest w stanie z tak różnych i nieraz pozornie nie pasujących do siebie elementów stworzyć spójną opowieść. Historia pozornie wymyka się spod kontroli, jednak jest zgrabnie prowadzona do finału, który potrafi dać w kość i porażdnie zaskoczyć. Całość jest epicka, jak to u Stephensona bywa, ale nie orzesadzona. Kolejne wydarzenia pchające ją do przodu są bardzo realne, nawet te, które wydają się przypadkowe, bo to właśnie one ją mocno urealniają. Podobnie jak pełnokrwiste postacie mające prawdziwe osobowości, a nie będące zlepkiem schematów i wypychaczy. Może i w REAMDE dużo komentarzy, ale większość z nich jest trafnym spostrzeżeniem i pstryczkiem dla tych, którzy zatracają się wirtualnych światach nie bacząc na konsekwencje. Może książka startuje i rozwija się powoli, jednak kiedy nabierze już rozpędu jest nie do zatrzymania. To ewidentna cecha pisarstwa Neala Stephensona, gdzie eskalacja pierwotnego pomysłu porywa i nie daje odpocząć do samego końca. Zgrabne zawieszenia akcji mające na celu przedstawienie historii z innego punktu widzenia czy niewymuszony humor dodają tylko kolorytu, bo poza mafią, wywiadami, Forthrastami dostajemy przepychanki autorów fantasy, historię T’Rain od podstaw z tłem postaci korporacyjnych, którzy bardziej czasami pasują do zakładu zamkniętego czy kilkustronicowe opisy stanu psychicznego rosyjskiego bossa.


Całość tworzy bardzo zwartą całość, która pędzi jak buldożer z nitro, aż do końca. Nie pozwala na nudę, chociaż tak mogłoby się wydawać przy niektórych opisach, które jednak mają tu swoje miejsce tworząc kompletną opowieść, będąc w rzeczywistości jej zaletą. Bardzo dobrą opowieść, jednak nie dla każdego. Niektórzy mogą zrezygnować zanim historia na dobre się rozkręci. Jednak ci, którzy poczekają, zostaną wynagrodzeni. Bardzo dobra rzecz.

     

     

Śledź mnie na Twitterze!

     

sakora
21 października 2014 - 15:17