10 największych różnic między serialową Grą o Tron a jej książkowym pierwowzorem - Czarny Wilk - 10 września 2015

10 największych różnic między serialową Grą o Tron a jej książkowym pierwowzorem

Gra o Tron to jeden z największych popkulturowych fenomenów ostatnich lat. Choć podstawę tej popularności stanowi serial produkcji HBO, również powstałe na wiele lat wcześniej książki z cyklu Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina, na których kanwie powstał, cieszyły się niemałą popularnością, po sukcesie produkcji telewizyjnej zresztą znacząco zwielokrotnioną. O ile pierwsze sezony starały się dosyć wiernie odwzorować znane z kart powieści wydarzenia, tak z kolejnymi odcinkami dochodziło do coraz większych rozbieżności, jednych chwalonych, innych mocno krytykowanych. Poniżej znajdziecie dziesięć największych różnic, na jakie zdecydowali się odpowiedzialni za telewizyjną superprodukcję D.B. Weiss i David Benioff. Na liście pominięte zostały zmiany związane z nieobecnością pewnych znanych z książek wątków, na których ujrzenie na ekranie wciąż jeszcze istnieje spora szansa – takich jak historia Lady Stoneheart, Gryfa czy też Wysp Żelaznych.

Będzie dużo spoilerów z wydanych dotychczas książek oraz wyemitowanych odcinków serialu!


10. Wiek postaci

Niby drobna zmiana, ale w rzeczywistości mająca olbrzymi wpływ na to, jak postrzegamy niektóre postacie. Otóż większość bohaterów, w tym prawie wszyscy młodzi Starkowie, zostali w stosunku do książek znacząco postarzali. W chwili, gdy król Robert Baratheon nakłaniał Neda Starka do zostania jego namiestnikiem, Arya miała dziewięć lat, Jon Snow czternaście, Bran siedem, Sansa jedenaście, Robb czternaście. Podobny los spotkał też inne młodociane postacie – książkowa Daenerys początkowo ma zaledwie trzynaście lat, uwielbiany przez tłumy Joffrey jest dwunastolatkiem, zaś Tommen to raptem siedmiolatek! Gdyby HBO zdecydowało się na zgodność w tym aspekcie, to, oprócz konieczności ograniczenia olbrzymiej ilości scen seksu ze względu na zbyt młody wiek aktorów, zmieniłoby to zupełnie odbiór niektórych bohaterów. W przypadku Aryi, Jona, Daenerys czy Brana taka zmiana zdecydowanie wyszła na dobre, bo ich wyczyny wydawały się mocno niewiarygodne, biorąc pod uwagę ich książkowy wiek. Również sukcesy militarne Robba można było uznać za mocno naciągane, choć z drugiej strony, odrzucenie przez niego ważnego małżeństwa politycznego na rzecz zauroczenia łatwiej jest zrozumieć, jeśli się uzna, że ma on tylko czternaście, piętnaście lat. Również naiwność Sansy byłaby łatwiejsza do zaakceptowania, gdyby utrzymano jej książkowy wiek, a fakt, że wszyscy manipulują małym Tommenem zrzuciłoby się na karb jego wieku, nie zaś niskiej inteligencji.

9. Qarth

Jedna z pierwszych dużych zmian fabularnych w serii dotyczyła wydarzeń mających miejsce podczas pobytu Daenerys w Qarth w drugim sezonie. W serialu Xaro Xhoan Daxos dokonał zamachu stanu i razem z jednym z czarnoksiężników przejął panowanie nad miastem, porywając przy tym smoki i zmuszając Targaryenkę do przejścia licznych prób i odbicia swoich łuskowatych dzieci. Matka Smoków zabiła przywódcę czarowników, Xaro zaś uwięziła w jego własnym, jak się okazało, pustym skarbcu.  W książce wizyta u magów odbyła się w znacznie spokojniejszych okolicznościach – kobieta zdecydowała się dobrowolnie przejść przez próby, by poznać strzępy swojej przyszłości. Dopiero, gdy w trakcie tyc wydarzeń magowie zaczynają jej grozić, smoki „rozmawiają z nimi po swojemu i zabierają na wycieczkę do lasu”. Xaro zaś ma się dobrze i nawet pojawia jako wysłannik Qarth kilka tomów później, grożąc atakiem na Meereen.

Zmiany te zdecydowanie urozmaiciły wizytę w Qarth, choć same wizje, jakimi magowie raczyli Daenerys wypadały zdecydowanie ciekawiej w książce – pobudzające wyobraźnie i niejasne przepowiednie sprawdzają się znacznie lepiej, niż ckliwe spotkanie ze zmarłym mężem i dzieckiem.

8. Żona Robba

Książkową żonę młodego Króla Północy różni od jej serialowej odpowiedniczki bardzo wiele, zaczynając od imienia i nazwiska, przez sytuację, w jakiej doszło do zażyłości między nią a Robbem, a kończąc na tym, co się z nią stało po Czerwonym Weselu. W Pieśni Lodu i Ognia Stark żeni się z Jeyne Westerling, opiekującą się nim po tym, jak ten został ranny w jednej bitew i „pocieszającą go”, gdy młodzieniec dowiaduje się o śmierci braci. Podczas Krwawych Godów Jeyne, z szacunku do Frey’ów, nie towarzyszy Robbowi, tym samym przeżywając całe wydarzenie. Dziewczyna zostaje później puszczona wolno, ale dopiero po tym jak Lannisterowie upewniają się, że nie nosi ona w brzuchu jakiegokolwiek potomka Starków – kolejna różnica. Dalsze losy panny Westerling są jedynie pobieżnie wspomniane, ale w porównaniu do jej serialowej odpowiedniczki była to postać tak słabo nakreślona, że nikomu jej nie brakuje.

7. Barristan Śmiały i Barristan Martwy

Los Barristana Selmy’ego w piątym sezonie był takim pierwszym kubłem zimnej wody wobec wszystkich, którzy wcześniej czytali książki i, z zadowoleniem osoby wiedzącej, co się wkrótce stanie, oglądali kolejne odcinki, z wyższością spoglądając na tych wszystkich laików, podniecających się rzeczami, o których oni już dawno wiedzieli. Książkowy Barristan Śmiały póki co ma się bardzo dobrze i stara się panować nad Meereen pod nieobecność swojej królowej. Tymczasem jego serialowy odpowiednik stał się dość zaskakującą ofiarą podstępnego ataku Synów Harpii, podczas którego został śmiertelnie ranny. Od tego momentu stało się jasne, że nawet jeśli przeczytałeś książkę, to i tak nic nie wiesz.

6. Brienne, największa wojowniczka Westeros

George R.R. Martin nie ukrywał, że Brienne z Tarthu wielką wojowniczką jest, ale jej serialowa wersja urasta do rangi najbieglejszego rycerza w całym Westeros, systematycznie pokonując kolejnych legendarnych użytkowników broni białej. Zwycięstwo w turnieju rycerskim, pokonanie Jaimego Lannistera – to w książkach też było. Ale już starcie z Ogarem to walka, do której w Pieśni nie doszło. Pokonanie pojedynczego słynnego rycerza, gdy ten jest osłabiony, to jedno, ale załatwienie również drugiego, tym razem w pełni sił – tu już nie ma mowy o przypadku. Na koniec piątego sezonu serialowa Brienne otrzymała też szansę pomszczenia Renly’ego, do czego najprawdopodobniej w książkach nie dojdzie, o ile bardzo wiele postaci bardzo nagle nie zmieni swojego położenia i sytuacji.

Swoją drogą, Ogar dobrze wyszedł na tej zmianie. Śmierć w boju to zdecydowanie lepsza opcja od stopniowego tracenia sił z powodu zakażenia, jakie wdało się w powierzchowną ranę.

5. Wesołe przygody Jaimego i Bronna

Wyprawa Jaimego i Bronna do Dorne to jeden z większych wątków piątego sezonu Gry o Tron. Wątku, którego w książkach w ogóle nie było! Tam Jaime od dłuższego czasu zajmuje się gaszeniem pozostałości po buncie Północy, Bronn zaś korzysta z dobrodziejstw życia, jakie pozyskał zdradzając Tyriona i ani mu się widzi nadstawiać karku w egzotycznych krainach. Ciężko jest mieć HBO za złe tę zmianę – im więcej Bronna na ekranie tym lepiej, a Jaime i tak nie robił niczego specjalnie ciekawego. Chociaż Myrcella może mieć na ten temat inne zdanie...

4. Tyriona droga do Daenerys

Wydawać by się mogło, że nim Tyrion trafił do Matki Smoków, musiał przebyć długą i trudną przeprawę, nie równa się ona jednak trudom, z którymi zmaga się w książkach. Forma niedokonana jest tu jak najbardziej celowa, gdyż powieściowa „edycja” karła wciąż nie doczekała się pierwszej audiencji u Daenerys. Zamiast tego, zdążyła już spotkać młodego Gryfa, będącego rzekomo zaginionym krewnym Daenerys, zaprzyjaźnić się z pierwotnie chcącą go zabić karlicą, trafić do niewoli, prawie zginąć w trakcie przedstawienia na cześć Matki Smoków, uwolnić się i wreszcie dołączyć do grupy najemników, szykującej się do oblężenia Meereen.

3. Mance Rayder

Historia Króla Za Murem w produkcji HBO prawdopodobnie dobiegła końca, George R.R. Martin miał jednak dla tej postaci zaplanowany kolejny rozdział życia. Chociaż wszyscy myśleli, że Mance spłonął na stosie pod Murem, w rzeczywistości zginął tam ktoś inny, czarami Melisandre zakamuflowany tak, by wyglądał jak Rayder. Mance razem z sześcioma wybranymi przez siebie kobietami został zaś wysłany do Winterfell, z tajną misją odbicia przetrzymywanej tam Starkówny. Udając barda, razem ze swoimi ludźmi sukcesywnie eliminował kolejnych stacjonujących tam żołnierzy, wywołując niepokoje i obniżając morale. Kiedy jednak w końcu doszło do samego ratunku, nie wszystko poszło zgodnie z planem – wprawdzie kobieta, razem z Theonem, który zdecydował się pomóc, uciekła skacząc z murów Winterfell, ale Mance i jego ludzie zostają pojmani. Według listu wysłanego przez Ramsaya do Jona, kobiety zostały zabite i oskórowane, Mance zaś trzymany jest w klatce wystawionej na działanie żywiołów, mając jedynie skóry swoich towarzyszek za ciepłe okrycie.

2. Sansa w Winterfell

Moim zdaniem najgorsza zmiana w całym serialu. Otóż w książkach Sansa nie wróciła do Winterfell, nie została żoną Ramsaya, nie kontynuowała roli bezbronnej ofiary, nad którą wszyscy się wiecznie pastwią. Do Winterfell trafiła Jeyne Poole, dawniej najlepsza przyjaciółka Sansy, która z przyczyn politycznych miała udawać Aryę Stark. Prawdziwa Starkówna natomiast pozostała u boku Littlefingera, gdzie w końcu zaczęła wykazywać inicjatywę i zgłębiać tajniki gry o tron. W końcu, po kilku tysiącach stron, zaczynając przeobrażać się w interesującą postacią. Scenarzyści produkcji telewizyjnej zamiast tego zdecydowali się całkiem cofnąć tę postać w rozwoju. Szkoda, wielka szkoda.

1. Stannis Prawy, Stannis Znienawidzony

Czasem subtelne, ale konsekwentnie prowadzone zmiany mogą całkowicie zmienić sposób postrzegania danego bohatera. Taki los spotkał Stannisa Baratheona, jedną z bardziej lubianych książkowych, i bardziej nielubianych serialowych postaci. Martin przedstawił go jako zimną i oschłą, ale jednocześnie nieustępliwą, przekonaną o własnej racji i sprawiedliwą aż do przesady postać. Seria telewizyjna niestety zrobiła z niego znacznie mniej interesującą i niedającą się lubić postać. Niby czasem ktoś tam przebąkuje o tym, jaki to z niego sprawiedliwy gość, ale widzowie widzą głównie religijnego fanatyka, dla którego cel zdecydowanie zbyt często przyświeca środki i którym kieruje nie poczucie sprawiedliwości, a własne zachcianki. Na dodatek, serial lubował się w pokazywaniu Stannisa w żałosnym świetle – czy to zmuszając go do błagania Melisandre o seks, czy do płaszczenia się przed Bankiem Braavos (podczas gdy w książce to bankierzy udawali się do Baratheona z propozycją). Zbiór drobnych, ale konsekwentnych zmian kompletnie wyprał wszelką sympatię, jaką widzowie telewizyjni mogli odczuwać do tej postaci. Nie liczę tu natomiast spalenia córki i związanych z tym konsekwencji, gdyż do tego być może w książkach dopiero dojdzie.

 

Czarny Wilk
10 września 2015 - 10:08

Najgorsza zmiana w serialu Gra o Tron względem książek to...

Wiek postaci 1.5 %

Qarth 0.2 %

Żona Robba 0.9 %

Śmierć Barristana 3 %

Brienne wszechmogąca 2.9 %

Jaime i Bronn w Dorne 3.1 %

Skrócenie podróży Tyriona 4.9 %

Brak kontynuacji wątku Mance'a 3.4 %

Sansa w Winterfell 49.2 %

Zeźlenie Stannisa 31 %

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
10.09.2015 12:05
MSTAT
6
Legionista

Ciekawe przedstawienie różnic między serialem a książką. Od siebie dorzuciłbym wątek homoseksualny Lorasa o którym w książkach nic nie wiadomo. Można mieć pewne podejrzenia jak ktoś jest przeczulony na tym punkcie, ale nic nie jest powiedziane wprost w przeciwieństwie do serialu. No i co do tego, że Sandor dobrze wyszedł na zmianie nie mogę się zgodzić. Śmierć z ręki kobiety raczej chwałą go nie okryła.

10.09.2015 12:11
odpowiedz
Czarny Wilk
47
Bo jestem czarny

@MSTAT: Za te 3 lata, jak już Brienne powali też Szarego Robaka, Ramsaya, Wielkiego-Szefa-Nieumarłych, nowego bodyguarda Cersei, wszystkie Żmije na raz i zasiądzie na tronie, to ludzie będą na to inaczej patrzeć ;)

A na serio, sposób, w jaki Ogar "zginął" (wink, wink) w książce jest wręcz ironiczny - wielki wojownik pokonany przez drobną ranę, która uległa zakażeniu, bo bał się ją przypalić. Pokonanie przez kobietę, która wielokronie dowiodła że jest kozakiem, na tym tle nie wypada źle.

10.09.2015 12:58
odpowiedz
Kerethzimierz
17
Legionista

To ja od siebie dorzucam jeszcze

spoiler start

pokręcony wątek Żelaznych Ludzi, gdzie Balon ma się dobrze i nie pływa z krabami na brzegu Pyke, a Yarasha Greyjoy dzielnie ratuje swojego brata z rąk złego Ramsaya Boltona.

spoiler stop

Dla mnie największym nonsensem tego serialu jest wspomniane tutaj przez Ciebie autorze kompletne spłycenie postaci Stannisa Baratheona, który w serialu jawił się jako największy i gorliwy fanatyk R'hlora jakiego Westeros widziało.

spoiler start

Ba! Nawet własną córkę oddał płomieniom byleby zdobyć jakiś magiczny atut i pomyślne wiatry przeciwko przebiegłym Boltonom (oj przebiegłym, ale o tym potem).

spoiler stop

I pomyśleć, że lubię bardzo książkową postać i kibicuje mu zwycięstwo - przynajmniej na krótko - w wyścigu o Żelazny Tron. Bardzo się na tym zawiodłem.

Ogólnie dla mnie cały piąty sezon Gry o Tron, to była jakaś farsa. Scenarzystom i tak starczyło książkowego materiału na tyle, aby mogli ukręcić z tego w miarę przyzwoity sezon. Jednak oczywiście fanfiki muszą tutaj być.

spoiler start

Seks Tommena (7 letniego w książce, sic! ) z Margaery Tyrell. 20 niewidzialnych ludzi Ramsaya Boltona i Idy Murowe Jona Snowa, w którym tak samo jak Stannisa zeźlili również ser Allisera Thorne'a (bo przecież on się z Jaśkiem tak nie lubi w serialu, choć w książce mają do siebie choć trochę szacunku) i pogłębienie emo zachowania Olly'ego (o nim nie wspomnę, bo to dno i wodorosty). Na plus mogę tylko - o ironio - docenić odcinek z Hardhome, gdyż to był kawał dobrej roboty choć jechało fanfikiem na kilometr.

spoiler stop

10.09.2015 16:41
odpowiedz
cichy10
28
Centurion

@Kerethzimierz A Tommen przypadkiem nie ma 10 lat teraz w książce? Bo jeśli tak, to staje się to trochę bardziej możliwe :P A to że postacie są starsze w serialu jest dla mnie ok, bo połowa obsady to byłyby dzieciaki.
Mi z kolei pomysł, żeby serial szedł swoją drogą, a książka swoją nie przeszkadza. Ba, nawet chciałbym, żeby skończył się inaczej, coby nie spoilerować zakończenia :D Inna sprawa, że Weiss&Benioff mogliby to robić sensowniej. Nie obejrzałem jeszcze całego sezonu 5., więc nie mogę się na ten temat zbytnio wypowiadać, ale strasznie spłaszczyli niektóre wątki. Stannisa w książce bardzo lubię, w serialu ani trochę. Wysłanie Sansy Ramsayowi nie pasuje mi do Littlefingera. No ale cóż i tak będę oglądać, nawet jakby szmirę z tego zrobili :P

10.09.2015 17:17
odpowiedz
Lobotomia
33
Centurion

Książki czytałem do tomu Taniec ze smokami, serial oglądałem do śmierci Tywina. I szczerze mówiąc dla mnie i książka i serial są strasznie ponure. Jakoś nie przekonuje mnie ciągłe pastwienie się autora nad głównymi bohaterami. I jeszcze ta nawałnica postaci. Ilość którą ciężko ogarnąć. W związku z tym ja aż tak bardzo nie zauważam tych różnic między książką a serialem , bo po prostu ponad połowy tych postaci nie rozróżniam.
Sytuację doskonale obrazuje filmik z YT https://www.youtube.com/watch?v=gDJDut_P6vY

10.09.2015 18:20
odpowiedz
Seklez
31
Chorąży

Jeśli chodzi o Stannisa, to w książce był tak samo fanatyczną postacią jak w serialu. Nie kojarze żadnej sceny z książki gdzie zachowałby się w 100% sprawiedliwie bo ta jego pseudosprawiedliwość zawsze opierała się na fanatyźmie i przekonaniu o tym, że dobry los królestwa to on. Zawsze zaskakiwało mnie czemu ludzie uważają go za sprawiedliwego jeśli:

spoiler start


-zdradzał żone
-spalił ludzi, którzy pozostali przy swojej starej wierze, którą kiedyś on wyznawał lub podlegał
-uciekł ze stolicy nie mówiąc Robertowi o swoich podejrzeniach i śledztwie prowadzonym z Jonem Arynem na temat kazirodztwa Jamiego i Cersei (wiedział ze Robert mu nie uwierzy ale człowiek uważajacy się za tak praworządnego powinien zrobić co słuszne a nie korzystne dla niego)
-za pomocą magi krwi przyczynił się do śmierci Robba i Joffreya (nie wytłumaczono jak duża była w tym zasługa tej magi ale na podstawie innych wydarzeń można uznać, że duża) jako kara za nieposłuszeństwo wobec prawdziwego króla. Oficjalnie nie udowodniono, że Joffery nie jest prawowitym królem więc o ile był winien wielu krzywd, w tej sprawie można uznać go za niewinnego bo skąd miał wiedzieć, że nie ma praw do korony. Tak samo pełnej wiedzy nie miał Robb i dla niego walka o autonomie północy, wymierzenie sprawiedliwości za krzywdy ojca, ratowanie sióstr nie różniło się niczym od rebeli przeciwko Targaryenom, nie wiedział że spadkobiercą Roberta był Stannis.
- poza tym jeśli jesteśmy przy temacie tej rebeli to przecież o ile odrzucic racje moralne to też nie była ona zgodna z prawem i korona należała się potomkom Targaryenów czyli Deanerys i Viserysowi

spoiler stop

Tych przypadków niekonsekwencji u Stannisa było jeszcze kilka a to takie największe i zupełnie nie rozumiem czemu uznany był za sprawiedliwego

PS.Jeśli chodzi o scenę z córką:

spoiler start


Poświęcenie córki będzie też w książce, bo ten wątek twórcy dostali od Martina. Podobno od początku był planowany.

spoiler stop


10.09.2015 20:40
odpowiedz
Kerethzimierz
17
Legionista

Seklez, ja jednak się upieram, że Stannis jednak nie jest aż tak przesadnie zły za jakiego go uważasz:

spoiler start


- Ok, zdradził żonę i zabił brata. To prawda, jednak Stannis przez ten cały czas po śmierci Renly'ego wspomina dość często moment z brzoskwinią i to, że ma co chwile koszmary, co miałoby oznaczać że żałuje śmierci swojego brata. Jednak tu się zgodzę.
- A jak myślisz, czemu nie zdradził Robertowi fakt kazirodczego związku Cersei z Jaimem? To dość proste, Cersei by i tak ich wyprzedziła, a zapewne Robert bez dowodu by nic nie zrobił. Poza tym zawsze uważałem Roberta za słabego króla, co dość dobitnie pokazała pierwsza część sagi Martina. Odwracał wzrok od wszystkiego, nawet od brutalnej śmierci dzieci Rhaegara.
- Tak, za pomocą magii krwi. Jednak nie możemy opierać tego od razu na magicznych zdolnościach pijawek, a raczej na zbiegu okoliczności. Joffrey wykitował, bo taki był plan Littlefingera i Olenny Tyrell. Robb Stark zginął, bo był naiwny i popełnił wiele błędów (powierzyć większość sił Północy Roose'owi Boltonowi to była jedna z głupot, zdradzenie Freyów to już druga głupota, ścięcie głowy Karstarkowi to trzecia głupota) a Balon zginął bo tak chciał Euron Greyjoy (prawdopodobnie - w końcu dziwnym przypadkiem jest to, że zjawił się od razu tuż po śmierci Balona. Nawet taka Asha dowiedziała się o tym fakcie zbyt późno). A sam Stannis uważał, że to nie magia ich zabiła. On nigdy w to nie za bardzo wierzył. Stannis książkowy to realista, a nie oddany fanatyk.
- Zresztą osobiście uważam, że Stannisowi jest bliżej do deisty niż do jakiegoś gorliwego wierzącego. A spalał zdrajców przede wszystkim, rzadko tych którzy nie wierzyli w Czerwonego Boga.
- Poza tym zapomniałeś dodać jak Stannis rozprawił się ze swoimi żołnierzami, którzy oddali się kanibalizmowi podczas wyprawy na Winterfell. Co zrobił z nimi? Stracił ich oczywiście.

- A sam wątek spalenia córki, to wiem, że będzie w Wichrach Zimy. Jednakże rozkaz jej spalenia NIGDY by nie wyszedł od Stannisa Baratheona, który sam zaznaczył do swoich rycerzy, że jeżeli on zginie to mają za wszelką cenę umieścić na tronie jego córkę. To Benioff i Weiss zrobili z tego kalkę by zrobić z Stannisa jeszcze bardziej powalonego na umyśle niż jest.

spoiler stop

Moja konkluzja jest prosta - Stannis korzysta z religii tylko dla osiągnięcia celu, nic dla niego to nie znaczy. Nigdy nie był fanatykiem, a przynajmniej ten książkowy.

10.09.2015 22:33
odpowiedz
Seklez
31
Chorąży

Jeśli chodzi o sprawę z magią krwi to przy osądzaniu Stannisa nie chodzi mi nawet o to, czy to rzeczywiście zadziałało tylko, że wydał niesprawiedliwy wyrok, a czy został wykonany przy jego pomocy czy nie to nie ma znaczenia. Chciał zabić.

Religię w Czerwonego Boga, fanatyzm z tym związany łączył personalnie ze sobą i rzeczywiście innowierców potraktował jak zdrajców, bo oddanie Czerwonemu Bogowi oznaczało dla niego oddanie i jemu. Niekoniecznie ci którzy nie zmienili wiary nie byliby mu wierni a jeśli nawet, to on ich skazał za ewentualną możliwość zdrady a nie jej dokonanie. Zabijał (dosłownie) niepewność w zarodku, być może brutalnie racjonalne ale na pewno nie sprawiedliwe.

10.09.2015 22:44
odpowiedz
Kerethzimierz
17
Legionista

Mogę przyznać rację, że sposób pojmowania sprawiedliwości przez Stannisa działał na tej samej zasadzie co pojmowanie sprawiedliwości przez Aerysa II. Jednak niezmiernie podoba mi się u Stannisa to, że gdyby wparował do KP to już by się postarał zrobić coś z tymi służalcami jak Pycelle, Slynt (którym zresztą i tak pogardzał i nawet apropobował egzekucje Slynta przez Snowa na Murze - uważał za "sprawiedliwą) i ogólnie z samymi Lannisterami. Littlefinger i Varys pewnie by się jakoś wywinęli.

11.09.2015 13:00
odpowiedz
Lukasz1991
13
Legionista

Dla mnie najbardziej denerwujące jest robienie z Brienne niezniszczalnej feministki.
Najpierw walka z Jaimem, gdzie w książce była ona wyrównana a sama Brienne przyznaje że gdyby Lannister nie spędził miesięcy w niewoli i nie miał kajdan z pewnością przegrałaby. Zresztą Jaime dostający bęcki z kim popadnie a ten o którym Martin powiedział że jest 'one of the best swordsman in history of Westeros' to osobna kwestia.
Potem Ogar. Kolejna przesada którą trudno było mi przełknąć. Co prawda skłaniam się ku teorii mówiącej że Ogar żyje jako grabarz wśród zakonników, ale jeśli miałby zginąć to już wolałbym żeby od infekcji niż z ręki niezniszczalnej baby.
No i Stannis. Tam to już całkowicie miarka się przebrała. Raz że w książkach jego los pozostaje niejasny a jego śmierć to spory spoiler, dwa w serialu na Stannisa i jego piechotę szarżuje kilkukrotnie liczniejsza konnica to jemu udaje się ujść z życiem tylko po to aby mogła go zgodnie z przysięgą zabić niepokalana dziewica której wszystko się udaje i która każdego rozkłada na łopatki.

Wiem że serial żyje już własnym życiem ale skoro już temat dotyczy zmian to wymienię te które także mnie irytują:
- zmiany w charakterze postaci. Stannis zamiast być stanowczym, silnym władcą kierującym się swoimi przekonaniami w serialu robi wszystko co rozkaże mu Melisandre. Do tego pali na stosie własną dziedziczkę - to po co właściwie ta całą walka o tron skoro po jego śmierci wybuchnie kolejna ? Jaime który zamiast znienawidzić Cersei pragnie zginąć w jej ramionach. Loras z którego zrobiono naczelnego homosia Westeros i wykorzystywany wtedy gdy trzeba wcisnąć jakieś homosiowe sceny.
- wątek Dorne. W UdW jeden z moich ulubionych, w serialu zepsuty po całości i beznadziejnie rozpisany. Doran przez cały 5 sezon był na ekranie może 15 minut. Do tego wesoła eskapada Jaime'a i Bronna którzy wpadają do wrogiego miasta aby odbić silnie strzeżoną księżniczkę co udaje im się niemal bezproblemowo, bo oczywiście w momencie kiedy ją znaleźli musieli wpaść akurat na Żmijowe Bękarcice które wpadły na ten sam pomysł w tym samym czasie. Nie wiem po co decydują się na wprowadzenie jakiegoś wątku skoro potem go olewają i wolą poświęcać czas rzeczom które są znacznie mniej ważne.
- Żelazne Wyspy. Co prawda cieszy mnie że w szóstym sezonie pojawi się Wronie Oko, ale nie zmienia to faktu że póki co wątek ten potraktowano po macoszemu. Nie wiem dlaczego przeciągają tak śmierć Balona, widzowie dawno zapomnieli już o trzech pijawkach i uzurpatorach. Jego zgon w następnym sezonie już po śmierci Stannisa jest bez sensu.
- Wycinanie postaci. Ja wiem że serial to nie książka i część postaci/wątków trzeba poświęcić. Nie rozumiem jedynie dlaczego robi się to z tak kluczowymi postaciami jak Arianne czy Gryf, a jednocześnie czas antenowy na takie rzeczy jak romans Missandei z Grey Wormem, Sam i Goździk, cycki, burdele, geje etc. się znajduje.
- Robienie głupka z Littlefingera. Gość ma klucz do Północy w postaci jej dziedziczki, twierdzę nie do zdobycia, jego ziemie i armia są nietknięte przez wojnę i mógłby spokojnie rozgrywać wszystko wedle własnego widzimisię, a w serialu decyduje się wydać Sansę za największego psychola w Westeros dodatkowo będąc przekonanym o zwycięstwie Stannisa. Takie ruchy godne przedszkolaka zupełnie nie pasują do jego książkowego wizerunku.
- Spojlery. Wiem że twórcy o tym informowali i niejako to mój wybór że serialu oglądać nie przestałem, ale trochę dziwnie się czuje wiedząc że postacie które w książkach wydają się kluczowe (Aegon, Arianne) prawdopodobnie nie odegrają tam żadnej większej roli skoro wycięto je w serialu, a inne które mają się dobrze lub ich los nie jest do końca jasny (Stannis, Barristan) zginą.

11.09.2015 13:05
odpowiedz
Lukasz1991
13
Legionista

MSTAT - z tą orientacją Lorasa jest akurat ok bo sam Martin potwierdził to na jakimś konwencie. Podobnie jak z odcięta fujarką Theona gdzie w książce były jedynie poszlaki a w serialu pojechali po bandzie. Po prostu przyjęto taką koncepcję by serial pokazywał dosłownie i rozwiewał wątpliwości w miejscach gdzie czytelnik mógł coś jedynie podejrzewać.
Choć fakt że Lorasa z całkiem niezłego rycerza uprościli do roli gościa który ma dbać o zapewnienie poprawności i tolerancji i zadowolenie tęczowych.

11.09.2015 20:53
odpowiedz
Cartoons
162
Network Ninja

spoiler start

Jest jeszcze kwestia zmartwychwstania Catelyn Stark, po tym jak Beric Dondarrion oddaje jej swoje życie. W serialu już powinna wieszać Brienne, a na razie nadal wesoło gdzieś pluska w wodzie z podciętym gardłem.

spoiler stop

Jest jeszcze parę głupich zmian, mniejszych i większych. Piąty sezon odebrał mi dużo chęci do kontynuowania go w 2016 r.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze