
Czy problemy techniczne powinny wpływać na ocenę samej gry?

Kiedy emocje już opadną, czyli Diablo III

Prekursorzy kopii

Czy CD Projekt w ogóle pracował nad lokalizacją Diablo III? Wygląda na to, że nie. To za co ten Decybel?

Kooperacja nie zawsze wspólna

O trudności gier słów parę

Sprintem przez Sanktuarium

News dnia (10.09): W WarZ stracisz przedmiot kupiony za prawdziwą gotówkę

Diablo III - bo to dobra gra jest i basta

Kilka nadpalonych kart manuskryptu - Fanfikowo o Diablo III

Nie ukrywam, że do napisania tego felietonu natchneły mnie ostatnie wydarzenia wokół SimCity. A właściwie to wokół problemów technicznych SimCity... Oczywiście każdy z graczy, kiedy już doczeka się premiery długo wyczekiwanej produkcji, ma nadzieje na przyjemne, relaksujące, bezproblemowe doznania. Niestety nie zawsze jest mu (graczowi) to dane. Zwłaszcza w świetle ostatniej mody na wszędobylską "onlajnowość", zabezpieczenia antypirackie (DRM się kłania) czy zapisywanie stanu gry w chmurze. Ostatnimi czasy nazbyt często jesteśmy świadkami falstartów, przeciążeń serwerów i innych errorów, które utrudniają (czy wręcz uniemożliwiają) finalnym konsumentom, nomen omen, konsumpcję. Czy jednak problemy techniczne powinny wpływać na oceny gry? Czy to nie za wysoka cena za czyjąś (czynnik ludzki niewątpliwy) pomyłkę?

Od premiery nowego Diablo minęło już nieco czasu, więc emocje mogły nieco ostygnąć. Zmarnowałem wiele czasu na tą serie. Diablo wyznaczyło drogę dla całego gatunku. Druga część zrobiła to samo, ale dla wieloosobowej rozgrywki. Poza tym większość składników Diablo II jest wciąż tylko kopiowane bądź usprawniane. Gdzie plasuje się Diablo III? Spędziłem nieco czasu na nowym Diablo. Barbarzyńca poziom 60 z dodatkowymi 20 mistrzowskimi. Będzie to raczej moje osobiste spojrzenie na nową odsłonę.
Właśnie ruszyła otwarta beta nowej produkcji studia Grinding Gear Games - Path of Exile. Jest to typowy hack & slash, który ma zaspokoić niedosyt fanów po zeszłorocznej produkcji Blizzarda. Wszyscy fani Diablo pokładają ogromne nadzieję i liczą, że nowy "klon" okaże się lepszy od "oryginału".
Jaki klon? Jaki oryginał? - pewnie niejedno z Was sobie pomyślało. Ale spokojnie, też zadaje sobie dokładnie te same pytania, gdy po raz kolejny czytam, że niedługo wychodzi, nie Path of Exile, tylko "klon Diablo".
Pewnie słyszeliście, że parę dni temu serwis Dubscore.pl rozdał nagrody Decybeli 2012. Wyróżnione zostały osoby, firmy i tytuły, które wyróżniły się na plus lub na minus w minionym roku w kwestii lokalizacji gier wideo.

Wśród nagrodzonych znalazła się firma CD Projekt, która otrzymała statuetkę w kategorii najlepsza pełna lokalizacja. To dziwne, bo z tego co wiem, to wydawca nie przyłożył ręki do prac nad polonizacją tego tytułu. Za co w takim razie ta nagroda?
Od jakiegoś czasu wyraźnie zarysowuje się trend dotyczący kooperacji. Niemal każda gra musi mieć taki tryb bez względu na to czy forma rozgrywki pasuje do takiego rozwiązania czy nie. Teoretycznie nic do tego nie mam, wręcz przeciwnie, uważam, że dopiero gra w kooperacji nabiera rumieńców. W końcu nic nie przysparza tyle emocji, co wspólna gra ze znajomymi.
Jednak w tej całej kooperacji dręczy mnie jedna myśl: czy faktycznie w każdej grze powinien być taki tryb?
Patrząc na dzisiejsze standardy faktycznie czasem odczuwam wrażenie, że niektóre gry są za proste. Nie ma tego wyzwania, tych ciągłych prób, które wzbudzają w nas wytrwałość i chęć osiągnięcia satysfakcji z przejścia trudnego etapu. Coraz częściej słyszymy bądź czytamy, że gry same się przechodzą. Prawie każdy potrafi bez większych problemów skończyć tytuł na normalnym poziomie trudności, który de facto przez wiele osób uważany jest za łatwy. Liczebność tych głosów wciąż rośnie, więc twórcy wychodzą na przeciw, starając się utrudnić rozgrywkę tym "masochistom". Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt w jaki sposób jest to robione.
Gdy w sieci zaczęły pojawiać się pierwsze fragmenty rozgrywki z Diablo III, poczułem, że muszę mieć tę grę. Napięcie rosło właściwie do samej premiery, aż do brutalnego zderzenia się z rzeczywistością. Przez dłuższy czas Blizzard nie mógł się uporać z problemami technicznymi spowodowanymi zapchanymi serwerami, co skutecznie uniemożliwiało grę lub jej komfortowe użytkowanie.

Ostatecznie udało mi się zagrać, a nawet przejść całą kampanię, lecz bez większej fascynacji z mojej strony. Grafika nie porywała, fabuła była miałka, brakowało animacji, optymalizacja kulała, poziom trudności nie wymagał za wiele, jedynie walka była satysfakcjonująca.
News dnia to cykl opisujący najciekawsze wydarzenie dnia ze świata gier wideo okraszony moim subiektywnym komentarzem. Codziennie od poniedziałku do piątku.
Dziś dowiedzieliśmy się ciekawej rzeczy o WarZ, które będzie nastawione na model mikropłatności - będziemy mogli kupić wiele różnych ulepszeń, broni, naboi... Generalnie wyposażyć cały ekwipunek płacąc za nie wszystkie prawdziwą gotówką (oczywiście będzie też można nabyć je tradycyjnym sposobem). Problem w tym, że twórcy chcą grę "urealnić" do tego stopnia, że po śmierci nasz bohater straci wszystkie przedmioty, również te zakupione za prawdziwą gotówkę.

Podobno życie toczy się w cyklach. Coś w tym jest, choćby na przykładzie moim i gier komputerowych. Dwanaście lat temu byłem pierwszym Polakiem który grał w Diablo II i pisałem pierwszą recenzję w polsce. W zeszłym roku byłem jednym z pierwszych, którzy zagrali w Diablo III i tym razem o grze nie pisałem, tylko miałem przyjemność pracować nad jej polską wersją. Emocjonalny związek z tytułem i obecność w napisach końcowych do tej pory skutecznie powstrzymywały mnie przed wystawieniem Diablo III notki wliczanej do średniej serwisu. Może już czas się przełamać?

Oto czytacie ostatnie słowa siedmiokroć przeklętego głupca, jednego z uczniów Abd al-Hazira. Niegdyś wędrującego śladami swego mistrza po wyniszczonej ziemi Sanktuarium, w poszukiwaniu zakazanych mądrości tego świata. Wiedzcie teraz, że szaleństwo na zawsze skaziło jego umysł, gdy po raz pierwszy zaprosił do snów Azmodana, okrutnego Pana Grzechu. Przez siedem nocy Azmodan zsyłał na niego plugawe wizje, niczym siedem piekielnych pieczęci, które dawni bohaterowie złamali przed zgładzeniem Najwyższego z trójcy. W taki sposób pierwotne zło nadal drwi sobie z ludzkich wysiłków w tych najczarniejszych godzinach. Pan Grzechu pokazał mu, co głębokie piekła przygotowały na swój tryumfalny powrót, czym zamierzają kusić śmiertelnych, i czym doprowadzą wszystkich do szaleństwa. Zanim machinacje piekielnego Zdrajcy na wieki skażą tę ułomną duszę, pragnie on wyspowiadać się ze wszystkich sekretów, objawionych w kolejnych widzeniach. Dopóki tli się ostatni promyk światła, będzie on spisywał, co czeka na nierozważnych, próbujących kroczyć zakazanymi ścieżkami Sanktuarium. Strzeżcie się, podróżnicy czytający te słowa, dla ich autora nie ma już ratunku.