
Uwierz w ducha - Anohana: The Flower We Saw That Day

Fate/stay night

Attack on Titan - najbardziej przebojowa, efektowna, niesamowita seria tego roku

Steins;Gate

Millennium Actreess - życie to jest film

Sailor Moon SuperS / Czarodziejka z Księżyca - Cyrk Martwego Księżyca wkracza do akcji!

Mój sąsiad Totoro

Code Geass, czyli jak zniknąć na ponad 16 godzin...

Sailor Moon S / Czarodziejka z Księżyca - Nowe czarodziejki kontra Bractwo Śmierci

Na pewno wiesz co to Akira

Anohana: The Flower We Saw That Day | Ano Hi Mita Hana no Namae o Bokutachi wa Mada Shiranai to stosunkowo krótka (11 odcinków) seria anime pokazująca w lekki, przyjemny i „słoneczny” sposób zmagania grupki licealistów z traumą ciągnącą się za nimi od dzieciństwa.
Jintan, Anjo, Yukiastsu, Tsukuro i Poppo mieli kiedyś przyjaciółkę Menmę, z którą wszyscy razem dokazywali, biegali po lasach i spędzali czas w swej tajnej kryjówce. Niestety pewnego letniego dnia wpadła do pobliskiej rzeki po to, by nigdy już z niej nie wypłynąć. Obróciło to życie wszystkich do góry nogam, a zwłaszcza Jintana, który wciąż ją widzi…

Fate/Stay night to anime oparte na motywach gry z gatunku visual novel pod tym samym tytułem. Sama gra jest podobno średnia (słyszałem nawet, że potwornie nudna), ale anime wyszło z tego całkiem niezłe! Historia opowiada historię uwikłania się pewnego japońskiego nastolatka (uczeń liceum więc nie taki znowu dzieciak) w konflikt, którego stawką jest położenie łap na Graalu będącym jakoby wszechmocnym artefaktem zdolnym spełnić dowolne życzenie jego zdobywcy, ale gdy gra idzie o tak wysoką stawkę możecie być pewni, że konsekwencje przegranej mogą być dramatyczne. Zwłaszcza, że wycofać się nie można...

Kiedy spytasz mnie czy lubię anime odpowiem „Tak”, po chwili dodając wymowne „ale stare”. Nie podobają mi się serie, które powstały w ostatnich latach (szczerze? w większości są to rzeczy zrobione po 2000 roku), nie potrafią po prostu przykuć na dłużej mojej uwagi. Poza tym cierpią na tą samą przypadłość co nowe amerykańskie komiksy – czyli natrętnie komputerową kreskę i kolory, które biją syntetykiem. W kwietniu zadebiutowała jednak adaptacja pewnej mangi opowiadającej o rozpaczliwej walce ludzi z gigantami. I wygląda na to, że jest pierwsza nowość od lat, którą wpuszczę pod swój dach, użyczając koca i nalewając herbatki. Widać, że ktoś w końcu zebrał rewelacyjny kolektyw i zrobił z niego użytek. Fani efektowności zakochają się zresztą od pierwszego wejrzenia w Attack on Titan/aka Shingeki no Kyojin, które już samym openingiem pompuje do żył czysty, bojowy patos:

Przeczytałem i obejrzałem całą masę twórczości związanej z szeroko pojętą fantastyką. Śmiało możecie mnie nazwać nerdem. Przed oczami miałem różności: gówniane adaptacje świetnych książek, kiczowate książki, badziewne filmy i dzieła, które w moim mniemaniu są klasą samą w sobie. Czasem moje oceny są cholernie daleko od tych powszechnie dominujących i zdarzało mi się za to zbierać baty (pamiętacie moje "starcie" z fanami Gothica 2?), ale rzadko natykam się na coś czego nie potrafię jednoznacznie ocenić, a tak jest tym razem. Na temat Steins;Gate mam cholernie mieszane uczucia. Tak, przekleństwo było konieczne. To anime wypruło ze mnie wszystko, zatańczyło na tym i sobie poszło. I nie wiem czy mam mu to za złe...
Początek jest prosty, niczym wywiad ze starszą kobietą, niegdyś znaną aktorką. Jednak kiedy rzeczywistość miesza się ze wspomnieniami, a opowieść wciąga dosłownie reporterów i pozwala im doświadczyć historii i stać się jej częścią, okazuje się, że ta z pozoru nieskomplikowana historia jest czymś znacznie więcej...

Sailor Moon SuperS jest przedostatnią, czwartą częścią cyklu poświęconemu Czarodziejce z Księżyca. Przy okazji cechuje się największą dawką humoru oraz wieloma baśniowymi elementami związanymi z Pegazem. W telewizji zaś ukazała się na przełomie lat 1995-1996, czyli standardowo w rok po poprzedniej serii.

Wielu muzyków śpiewa o jednej miłości, koncepcie do którego sam się przychylam – trudno jednak przenieść tak trudną do uchwycenia ideę na inne media. Spośród filmów jakie widziałem najbardziej urzekło mnie podejście pana Miyazakiego, reżysera m.in. Mój sąsiad Totoro, obrazu ciepłego, mądrego i zdecydowanie ponadczasowego.
Wyobraźcie sobie życie dwóch dziewczynek przenoszących się na japońską wieś, na której wciąż panuje sporo zabobonów oraz silna wiara w moce natury. Pewnego dnia młodsza z nich zauważa małego, włochatego duszka lasu przypominającego skrzyżowanie królika z niedźwiadkiem. Oczywiście zaczyna go śledzić, wchodzi w krzaki i nagle spada na brzuch wielkiego Totoro – futrzastego pana lasu dbającego o otaczającą go przyrodę…

Nie lubię mechów. Nie lubię walk wielkich robotów. Nie znoszę tego do tego stopnia, że szczytem mojej wytrzymałości było obejrzenie pierwszych transformersów. Obejrzenie pozostałych było traumatycznym przeżyciem, a na dokładkę nie udało mi się też obejrzeć do końca Evangeliona, którego ciągle zachwala mi Strider i połowa internetów. Dlaczego tak zaczynam ten tekst? W Code Geass takie maszyny są, pojawiają się często i grają ważną rolę, a jakoś je przebolałem. Już samo to powinno zwracać uwagę. To i fabuła, która mimo że czasem szyta grubymi nićmi, wciąga jak bagno. Nie jestem specem od anime, nie obejrzałem wszystkiego i nie znam na pamięć rozkładówki wiosennego sezonu, ale w tym anime się zakochałem...

W następnym roku pojawiła się trzecia seria Czarodziejki z Księżyca. Spośród wszystkich pięciu, to właśnie eSka uznawana jest za najmroczniejszą. I trudno się temu dziwić, skoro pozostałe zostały nastawione na mało wyrafinowany humor.

Na pewno.
Akira to przełomowa adaptacja komiksu Katsuhiro Otomo, człowieka który odpowiadał również za przeniesienie go na ekran. Z pewnoscią jest to przełomowy obraz dla anime, cyberpunku i kina końca lat 80tych. Kultowa do granic możliwości mieszanka zniszczonego Neo Tokio szykującego się do zorganizowania pierwszej po trzeciej wojnie światowej Olimpiady i eksperymentów związanych z odnalezieniem cząstki boga w człowieku nie jest filmem koło którego przechodzi się obojętnie.
To właśnie Akira i Ghost in the Shell na dobre przetarły szlaki poważnej japońskiej animacji na Zachodzie. Wobec tych dzieł nikt już nie mógł już zasłaniać się ignorancją i momentalnie dołączyły do grona produkcji, które wpłynęły na rozwój światowego kina. Na razie skupmy się jednak na historii młodego szefa gangu motocyklowego, Kanedzie.