Wycieczki na gameplay.pl

Droga przez Indie - Globtroter#2

Na krańcu Europy - Porto

Florencja – krótka wyprawa do miasta Ezia Auditore

Relecja z gamescom 2011: Geekonwój powrócił - cz. 2 – katedra, transwestyci i białasy

Gamescom już za dwa tygodnie – tworzymy Geekonwój!

W pół godziny... Londyn nocą

Droga przez Indie - Globtroter#2

Zachwycał się nimi już Marco Polo, o ich bogactwie marzył Krzysztof Kolumb, a dziś każdy szanujący się globtroter musi prędzej czy później zawitać do tego kraju. Indie - bo o nich mowa, są bez wątpienia jednym z najbardziej fascy­nujących krajów na ziemi. Można się nimi zachwycać, można ich nienawidzić, ale nie można przejść obok nich obojęt­nie. Wyryją w pamięci każdego podróżnika ślad, którego nigdy nie uda mu się zatrzeć.

czytaj dalejCristal
17 maja 2013 - 13:57

Na krańcu Europy - Porto

Raj dla surferów, gratka dla amatorów wina, a także doskonałe miejsce dla każdego, kto ceni sobie wypoczynek z dala od wielkomiejskiego zgiełku i spacery krętymi, stromymi uliczkami. Wszystko to w mieście kilkukrotnie mniejszym od Warszawy - słonecznym Porto.

Nie da się ukryć, że Portugalia wciąż żyje w cieniu swojego wschodniego, a zarazem jedynego, sąsiada - Hisz­panii. Całkiem niesłusznie, bo ten stosunkowo niewielki kraj ma wiele do zaoferowania, czego doskonałym przykładem jest leżące na północy nadmorskie miasto Porto, od którego wywodzi się nazwa całego kraju. Położone na wzgórzach i z widokiem na bezkresny Ocean Atlantycki, chętnie wita turystów nie tylko całoroczną pięk­ną pogodą, ale także bogactwem zarówno kulturalnym, jak i kulinarnym.

czytaj dalejCristal
11 maja 2013 - 23:55

Florencja – krótka wyprawa do miasta Ezia Auditore

Kocham i uwielbiam Florencję. Gdy po raz pierwszy ją odwiedziłem w 2001 roku, była dla mnie miastem Hannibala Lectera w mistrzowskiej obsadzie Anthonego Hopkinsa, dającego wykład o Boskiej komedii Dantego i lubującego się w wytrawnym Chianti oraz bibliofilskich białych krukach. Gdy przybyłem tam po raz kolejny, w 2004 roku, przeczytałem o niej kilka książek i patrzyłem już z innej perspektywy. Stała się dla mnie kolebką Renesansu i miastem, gdzie każdy starał się przyczynić do wzrostu jego potęgi. Przed ostatnią wizytą miałem okazję powiększyć mój bagaż kulturowy o przygody Ezia Auditore w Assassin’s Creed II. Umiejscowienie gry (i jej włoski dubbing) przypadły mi do gustu. Czy jednak twórcom z Ubisoftu udało się oddać duszę renesansowego miasta? Zapraszam do krótkiej podróży do miasta Dantego, Savonaroli i Machiavellego.

czytaj dalejAver
31 lipca 2012 - 23:57

Relecja z gamescom 2011: Geekonwój powrócił - cz. 2 – katedra, transwestyci i białasy

Ok, przyszła najwyższa pora na zakończenie rozliczania się z wyjazdu. Wczoraj streściłem Wam typowo gamescomową część naszej wycieczki. Dziś o grach nie będzie nic – będzie za to trochę o tym, czym się różni Polska od szeroko pojętych krajów Zachodu, jeszcze trochę marudzenia i garść obserwacji.

Kiedy nasze oczy napatrzyły się już na gry i konsole zgromadzone w przepastnych halach Koelnmesse postanowiliśmy ostatniego dnia pobytu w Kolonii wybrać się do centrum. Piętnaście minut na piechotę do linii metra, jeden przystanek i viola! Bijące serce zachodniej metropolii. Pierwsze na co zwróciłem uwagę to kobiety. W tym roku już to mnie tak nie szokowało, ale w dalszym ciągu nie moge przejść do porządku dziennego nad tym, jak okrutnie nasze stereotypy pokrzywdziły Niemki, tworząc z nich coś na kształ skrzyżowania orka z beczką. Istnieje oczywiście także możliwość, że wśród Niemców nie ma już "prawdziwych Niemców", ale czy to zmienia postać rzeczy? W RFN spotyka się „pi razy oko” dziewczyny o podobnej urodzie co w Polsce. Istnieje różnica rys, jednak proporcja kobiet ładnych do brzydkich jest w zasadzie taka sama.

czytaj dalejsathorn
24 sierpnia 2011 - 20:07

Gamescom już za dwa tygodnie – tworzymy Geekonwój!

Nie muszę chyba nikomu z Was tłumaczyć czym jest gamescom. Jeżeli jakimś cudem przybłąkał się na tę stronę Czytelnik, który nie wie z czym to się je - tłumaczę. Gamescom to największe targi gier komputerowych na świecie, które w zeszłym roku przyciągnęły prawie 250 tys. zwiedzających, 458 wystawców i prawie 4100 dziennikarzy z całego świata. Gamescom jest Bożym Narodzeniem, Sylwestrem, paradą z okazji Dnia św. Patryka i balem przebierańców w jednym. To Mekka graczy z całej Europy. Mokry sen prawdziwego nerda. E3 i Tokyo Games Show starego świata.  Jednym słowem – miejsce które trzeba odwiedzić.

Taką definicję gamescomu podaję bez zmrużenia oka po zeszłorocznej wizycie w Kolonii. Niemal rok temu wyruszyliśmy w trzy osoby samochodem prawie tak starym jak ja, z zapasem chińskich zupek, śpiworami i resztą „prowiantu” w trasę, która wyniosła łącznie prawie 2000km (zahaczyliśmy o Amsterdam, skoru już byliśmy w okolicy). Z powodu ogarniczonych funduszy spaliśmy w samochodzie, braliśmy prysznice na stacjach benzynowych i jedliśmy to co przywieźliśmy ze sobą oraz kanapki z Burger Kinga. To ostatnie tylko dlatego, że przed wejściem na targi rozdawano kupony na zniżki do tegoż fast-fooda. Wiecie co? To był jeden z najlepszych wyjazdów mojego życia.

Tego typu Eziów, jedi, szturmowców, ninja, robotów jest na gamescomie co niemiara. Są też hostessy - jest z kim robić sobie zdjęcia.

W tym roku postanowiliśmy powtórzyć tamtą wyprawę. Zastanawiałem się jak można by Wam odpowiednio przedstawić klimat takiego wyjazdu. Tekst? Galeria? Filmik? A czemu nie mielibyście wybrać się tam z nami?

Tak narodziła się idea Geekonwoju. Wszyscy maniacy elektronicznej rozrywki, którzy chcą przeżyć przygodę, którą chcą wspominać przez miesiące po powrocie i nie boją się spontanicznych akcji – ta akcja ma Was pobudzić do działania. Do Geekonwoju można dołączyć i odłączyć się w dowolnym miejscu, o dowolnym czasie. Chcę po prostu dać grupie zapeleńców, której przedstawicielem zresztą sam jestem, możliwość odnalezienia się wśród dziesiątek tysięcy osób odwiedzających Kolonię w dniach 17-21 sierpnia. Jestem pewien, że wielu z Was brakuje ekipy z którą mogliby się wybrać, bądź z drugiej strony nie macie się z kim zabrać, bo np. nie macie samochodu. Ta akcja jest dla Was.

czytaj dalejsathorn
4 sierpnia 2011 - 15:29

W pół godziny... Londyn nocą

Tytuł jest trochę mylący, nawiązuje do poprzedniego wpisu z tej - w założeniach - serii. Trasa którą pokonałem w doborowym towarzystwie zajęła znacznie więcej niż pół godziny, ale gdyby odliczyć przerwy na posiłki i tankowanie, byłoby prawie dwa kwadranse, może trzy. Oczywiście, zgodnie z powszechną opinią, nie da się zwiedzić Londynu w tak krótkim czasie, ale jakoś trzeba zacząć.

czytaj dalejyasiu
28 kwietnia 2011 - 20:09