Space Hulk: Deathwing - Danteveli - 6 marca 2020

Space Hulk: Deathwing

Życie fana Warhammer 40K nie jest łatwe. Kiedyś jakakolwiek gra osadzona w tym uniwersum pojawiała się raz na jakiś czas. Teraz co chwilę pojawiają się jakieś nowe tytuły bazujące na tej licencji. Niestety wraz ze wzrostem ilości wydawanych gier ich jakość drastycznie spadła. Oczywiście pośród masy crapów można się natknąć na coś lepszego. Czy Space Hulk: Deathwing daje nadzieje na to, że licencja Warhammer 40K zostanie wykorzystana w dobry sposób? Może w końcu ktoś poza Relic Entertainment dostarczy nam solidny tytuł o Kosmicznych Marines? Może jednak licencja na robienie gier z tego uniwersum jest sprzedawana każdemu kto ma na worek ziemniaków?

Dla porządku przypomnę, że Space Hulk, swój początek ma w grze planszowej, której akcja rozgrywa się na olbrzymich, opuszczonych statkach kosmicznych. Tytuł ten doczekał się kilku adaptacji, które były solidnymi produkcjami. Teraz Deathwing serwuje nam trochę inne podejście do znanej formuły.

W grze wcielamy się w jednego z Kosmicznych Marines przynależących do elitarnej kompanii legionu Dark Angels. Jako osoba posiadająca moce psioczenie (czytaj magię) zostajemy wysłani na misję zbadania statku kosmicznego, który skrywa w sobie wiele tajemnic. Oczywiście całość prezentuje nam znacznie więcej „Lore” ale to element skierowany raczej dla fanów uniwersum. Reszta będzie musiała wysłuchiwać odrobiny przynudzania pomiędzy kolejnymi poziomami.

Gameplay Space Hulk: Deathwing bazuje na pomysłach spopularyzowanych przez Left 4 Dead. Mamy więc nastawioną na kooperację grę FPS. Nasz olbrzymi ludzik odziany w ciężki bojowy pancerz przechadza się po dawno opuszczonym przez ludzi statku. W ekspedycji towarzyszy nam dwóch równie wielkich żołnierzy, którzy dla chwały Imperatora Ludzkości są w stanie wybić tysiące kosmitów. Całość prezentuje nam dobrze odwzorowane uczucie snucia się po miejscu, gdzie doszło do jakiejś masakry. Cały czas jesteśmy przygotowanie do ataku wroga i mamy wrażenie, że jesteśmy obserwowani. Taki klimat wprowadza pierwsza misja gry. Przez dobre 20 minut badamy miejsce, gdzie polegli nasi towarzysze i czekamy na atak wroga, który nie nadchodzi.

W prawej dłoni nosimy giwerę natomiast w lewej mamy miecz lub bojowy topór. Dodatkowo otrzymujemy dostęp do trzech zaklęć pozwalających na przykład na odrzucanie i ogłuszanie wrogów. Udostępniono nam także możliwość hackowania działek pilnujących korytarzy okrętów.

Rozgrywka polega więc na chodzeniu z jednego miejsca do drugiego i ubijaniu setek jeśli nie tysięcy potworów Niestety sama walka nie jest specjalnie interesująca. Po części jest to wynik tego, że mam do czynienia z jakimiś 4 typami przeciwników, którzy atakują nas grupami. Wróg pędzi na wprost naszych bolterów i karabinów. Szkoda bo lokacje w jakich dzieje się akcja gry pozwalają na zastosowanie jakichś zasadzek, albo ataki z różnych stron. Niestety tutaj mamy ten sam problem co w przypadku Aliens: Colonial Marine. Bestie pędzą na nas i giną od kul nim są w stanie stanowić poważne zagrożenie.

Po zaliczeniu planszy otrzymujemy punkty służące do ulepszenia naszej postaci. Możemy ulokować je w jednej z trzech kolumn odblokowujących kolejne skille. Dzięki temu zwiększamy wachlarz naszych „magicznych” mocy. Trochę szkoda, że znajdowane przez nas relikty nie dają dostępu do nowego oręża lub lepszych wersji posiadanych przez nas broni. Wtedy cały system rozwoju i dostosowywania postaci nie wydawałby się tak powierzchowny.

Jeśli już mowa o pozornych elementach to muszę zwrócić uwagę na kwestię taktycznej rozgrywki. Space Hulk cechuje się tym, że grupka marines bada statek pełen potworów. Znaczną częścią zabawy jest planowanie akcji i ustawianie jednostek tak aby się chroniły. Musimy poruszać się niczym grupa komandosów na obcym terenie. Ten element teoretycznie znajduje się w Deathwing. W akcji towarzyszy nam dwóch Terminatorów sterowanych przez AI. Poprzez specjalne kołowe menu możemy wydawać im komendy. Oczywiście w praniu ten taktyczny element okazuje się fikcją. Cały system rozkazów służy tylko i wyłącznie do leczenia naszych jednostek. Faktem tym byłem naprawdę mocno zawiedziony. Jasne, że nie oczekiwałem czegoś na wzór klasycznego Rainbow Six, ale tutaj mamy opcję, która do niczego nie służy.

Kiedy myślę o grze opartej na kooperacji to obstawiam, że multiplayer będzie jej najlepszym elementem. Przy Left 4 Dead dało się spędzić setki godzin ze względu na to jak fajnie można było się bawić z grupą zgranych graczy. Podobnie jest w przypadku Killing Floor, czy innej grze z marki Warhammer – Vermintide. Niestety Space Hulk: Deathwing wyłamuje się z tej reguły. Rozgrywka online jest tutaj tragiczna. Z jednej strony winne temu są kosmicznie długie loadingi, częste wywalanie się gry do pulpitu i masa bugów na jakie natkniemy się przemierzając po korytarzach statku. Niestety, nawet gdyby te elementy były poprawione, to gra nie stałaby się dużo lepsza. Wynika to z dziwnego pomysłu na rozgrywkę. Przechodzimy te same mapy, co w trybie dla jednego gracza. Z gry wywalono jednak scenki przerywnikowe. Co gorsze pozbyto się elementu ulepszania naszej postaci. Wraz z zakończeniem mapy zebrane przez nas punkty doświadczenia przepadają i kolejny pozioma zaczynamy od nowa. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego zdecydowano się na takie rozwiązanie. Albo decydujemy się na system klasowy ze zdobywaniem poziomów i odblokowywaniem rzeczy albo od razu mamy dostęp do wszystkiego. Takie pośrednie rozwiązanie służy chyba tylko temu by denerwować graczy. Od razu napomknę też, że nie udało mi się ani razu ukończyć żadnego z poziomów w trybie kooperacji. Jak dotąd każda próba zabawy w ten sposób kończyła się wywaleniem gry do pulpitu przed zakończeniem misji.

Oprawa graficzna Deathwing prezentuje stosunkowo wysoki poziom. Wszystkie zalety prezentacji gry wynikają wyłącznie ze stylistyki Space Hulk. Tytuł ten w dobry sposób oddaje poruszanie się po opuszczonym i dawno zapomnianym statku kosmicznym. Elementy charakterystyczne dla Warhammer 40K prezentują się tutaj bardzo dobrze i budują klimat. W efekcie tego mamy wrażenie przechadzania się po jakiejś starej katedrze znajdującej się na planecie z filmu Obcy 2. Niestety to co pozostanie mi w pamięci po oprawie graficznej tego tytułu, to problemy techniczne z jakimi musiałem się borykać. Space Hulk: Deathwing to produkcja gdzie nie spędzono chyba nawet minuty nad optymalizacją gry. Spadki ilości FPS są nagminne i mocno denerwujące. Gra się bez przerwy wywala i wiesza. Wizualnie tytuł ten nie prezentuje się zbyt spektakularnie, ale nawet na potężnych maszynach chodzi koszmarnie.

Powiem szczerze, że trudno mi znaleźć jakieś pozytywne strony tej produkcji. Tak naprawdę poza lokacjami dobrze oddającymi klimat, Space Hulk nie oferuje nic godnego uwagi. Średniej jakości klon Left 4 Dead z gameplayem wprost z Aliens: Colonial Marine jest niemiłosiernie nudny. Nawet system klasowy podpatrzony z Vermintide nie dostarcza nam nic ciekawego. Zostajemy pozostawieni z byle jaką grą, po którą można sięgnąć tylko jeśli nie mamy dostępu do jakiegokolwiek innego tytułu. Na dokładkę masa problemów technicznych czyni ten produkt szrotem.

Szkoda bo Deathwing pokazuje zarys solidnej gry. Twórcy mieli kilka fajnych pomysłów, które mogły przełożyć się na niezły gameplay. Niestety najciekawsze elementy gry nie zostały pełni zrealizowane. Szkielet trybu kooperacji i powierzchowny system klasowy sprawiają wrażenie porzuconych. Cała gra wydaje się produktem, który został wydany w wersji beta. Gdyby dopracowano poszczególne kwestie to wyszedłby z tego taki Vermintide w uniwersum 40K. Ostatecznym rezultatem jest tutaj nudna i naszpikowana problemami produkcja, która oferuje za mało by zachęcić nas do zakupu.

Niestety fani dobrej gry z uniwersum Warhammer 40K będą musieli poczekać do premiery Dawn of War III. Space Hulk: Deathwing to pełen problemów technicznych średniak. Tylko najwięksi maniacy 40K mogą czerpać z tej produkcji frajdę. Ja zdecydowanie tej gry nie polecam. Jako jakiś indyk za drobniaki byłaby to nawet znośna produkcja, ale jednak w tej samej cenie możemy kupić znacznie lepsze gry FPS, z którymi nie będziemy mieli tak wielkich problemów. Może za jakiś czas sytuacja się poprawi i gra zostanie zoptymalizowana. Tylko czy wówczas, kogokolwiek będzie to jeszcze obchodziło?

Danteveli
6 marca 2020 - 21:50