Necropolis: Brutal Edition - Danteveli - 19 marca 2020

Necropolis: Brutal Edition

Dark Souls jest jedną z najlepszych gier ostatniej dekady. To jest fakt i objawiona prawda. Żaden inny tytuł nie może się równać z epicką przygodą w umierającej krainie. Sukces produkcji From Software zachęcił innych deweloperów do spróbowania swoich sił w robieniu podobnych gier. Dodatkowo od jakiegoś czasu scena gier indie lubi bawić się w gry typu roguelike-like. Połączenie tych dwóch zjawisk zaowocowało gierką znaną obecnie jako Necropolis Brutal Edition.

Necropolis to swego rodzaju parodia gier od From Software. Przynajmniej takie miałem wrażenie, kiedy na początku każdej przygody słyszałem bzdurną paplaninę na temat rzekomych motywów naszej wyprawy. Zostajemy rzuceni w nieznany nam świat, gdzie w otoczeniu możemy znaleźć jakieś wskazówki na temat tego co się tutaj dzieje. Mamy sami zbudować sobie wersje przebiegu wydarzeń jakie doprowadziły świat do tego punktu. Różnicą w stosunku do cyklu Souls jest tutaj kpina. Ciągle spotykamy się z jakimiś sprzecznymi wersjami na temat różnych rzeczy. Jest to dość ciekawe rozwiązanie ale na dłuższą metę nie sprawdza się. Wynika to z tego, że fabuła jest tutaj tylko i wyłącznie żartem.

Rozgrywka jest tutaj raczej prosta. Na początku zabawy wybieramy jedną z 4 postaci. Jest wielki wojownik facet/babka i znacznie mniejszy wojownik w wariancie obu płci. Z tego co zauważyłem to różnica między nimi ogranicza się do animacji ataku. Olbrzym jest powolniejszy ale silniejszy i ma trochę większy zasięg. Zwinny wojownik atakuje szybciej ale ma mniejsze pole rażenia. Zabawę zaczynamy w hubie, gdzie znajduje się sprzedawca i tony zwojów, które możemy aktywować w zamian za zdobywane w grze monetki. To jest jedyny rozdaj postępu jaki występuje w grze. Cała reszta rzeczy przepada wraz ze śmiercią naszej postaci.

Wyruszamy w głąb labiryntu i staramy się przedrzeć do niższych pięter tajemniczej budowli. Aby to zrobić musimy dotrzeć do windy znajdującej się gdzieś na mapie. Po drodze pokonujemy dziesiątki przeciwników. Na początku gry dostajemy zadania, które wraz z wykonaniem są zastępowane przez nowe wyzwania, gdy dotrzemy na nowe piętro nekropolii. Za wykonywanie tych misji otrzymujemy monety, które posłużą nam do odblokowania dodatkowych umiejętności i ulepszenia statystyk wszystkich naszych postaci. Dzięki temu każdy bohater ma wkład w nasz finalny sukces. Rozwiązanie to przypomina takie gry jak Rogue Legacy. Z tą różnica, że zamiast kilkunastu różnych bohaterów, ciągle gramy tą samą dwójką (4 jeśli ma dla nas znacznie płeć postaci).

Podczas przedzierania się przez tytułową nekropolię zdobywamy nowe bronie, zbroje, tarcze a także zwoje z zaklęciami jednorazowego użytku. Musimy też martwić się o ciągłe odżywianie się naszej postaci. Wynika to z tego, że wraz z upływem czasu nasza pula staminy zmniejsza się. Tylko zjedzenie czegoś przywraca jest maksymalny poziom. Wykorzystujemy wtedy mechanizm „craftowania” jedzenia, czarów i innych przedmiotów. Z pokonanych wrogów wypadają różne materiały, które możemy zużyć do gotowania i tworzenia alchemicznych roztworów.

Nie ma chyba jednej konkretnej rzeczy, która byłaby w tej grze totalnie skopana (poza przenikaniem się tekstur). Ja jednak bardzo szybko straciłem zapał do dalszej gry. W przypadku gry korzystającej z elementów charakterystycznych dla produkcji roguelike jest to tragedią. Jeśli człowiek nie bawi się dobrze przy danym tytule, to szybko odechce mu się rozpoczynać przygodę na nowo. Winę za brak frajdy w tej produkcji ponosi kilka czynników. Pierwszym z nich jest system walki. Jest on bardzo mechaniczny i ruchy naszej postaci wydają się nienaturalne. Nie czułem pełni władzy nad tym co wyprawia mój bohater. Jednocześnie walki z wrogami nie stanowią interesującego wyzwania. Twórcy Necropolis zdecydowali postawić na ilość a nie jakość przeciwników. Zazwyczaj moja śmierć wynikała z tego, że jakiś pojawiający się znikąd wróg atakował moje plecy akurat w tym momencie kiedy rozprawiałem się z grupką 20 potworków. Miałem wrażenie, że stworki się ciągle respawnuja za moimi plecami.

W grze dostępny jest także tryb kooperacji. Podobno rozgrywka w nim jest znacznie przyjemniejsza. Widmo nagłej śmierci znika bo inni gracze mogą wskrzesić poległego kompana. Niestety nie było dane mi sprawdzić tej opcji. Każda próba zagrania online kończyła się fiaskiem. Na ekranie pojawiała się informacja, ze nie mam dostępu do internetu. Nie udało mi się pokonać tego problemu. Necropolis Brutal Edition przekonało mnie, ze nie mam dostępu do internetu. Dałem sobie spokój, mimo że w tym samym czasie Steam pobierał mi aktualizacje do innych gier.

Oprawa graficzna recenzowanej produkcji stoi na przyzwoitym poziomie. Mamy do czynienia z grą z poziomami generowanymi losowo i wszystko jest w 3D. Z tego powodu nie ma co liczyć na bogate w detale lokacje. Necropolis Brutal Edition ma jednak swój własny styl. Postacie i przeciwnicy przypominają mi coś co mogłoby znaleźć się we współczesnej kreskówce lub mroczniejszą wersję Journey. Niektóre miejsca są bardzo klimatyczne dzięki zaprezentowaniu nam jakichś odległych miejsc. Jadąc windą czy przechodząc przez most widzimy świat znajdujący się setki metrów pod nami. To z automatu zaczyna działać na naszą wyobraźnię.

Necropolis Brutal Edition starało się zrobić coś interesującego. Połączenie systemu walki inspirowanego Demon’s Souls z mechaniką gry roguelike mogło dać naprawdę świetny tytuł. W tym wypadku to jednak nie do końca wypaliło. O ile koncepcja ciekawa, tak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Po mniej więcej 3 godzinach gry miałem już dość i straciłem jakiekolwiek zainteresowanie tym tytułem. W znacznej mierze winne są temu bugi i glitche. Moja postać nie raz wpadła w podłogę albo zablokowała się na jakimś przedmiocie z otoczenia. Dodatkowo sam system walki nie jest zbyt interesujący. Starcia są powolne, brakuje im dynamiki i są raczej przykrym obowiązkiem.

Trudno jest mi polecić komukolwiek zagranie w Necropolis Brutal Edition. Nie dlatego, ze jest to jakiś bardzo kiepski tytuł. Wynika to raczej z faktu, że niedopracowane elementy odbierają wiele frajdy z gry. Rozumiem, że produkcja ta przeszła długą drogę od swojej pierwotnej, skopanej wersji. Zabrakło jeszcze kilku kroków do tego by powstał naprawdę przyjemny tytuł. W chwili obecnej zostajemy pozostawienie z grą, która jest OK, ale mogłaby być czymś więcej. Mnie taka sytuacja niezmiernie drażni.

Danteveli
19 marca 2020 - 20:55