Tales of Berseria - Danteveli - 2 kwietnia 2020

Tales of Berseria

Ostatnie miesiące to naprawdę dobry czas dla fanów japońskich gier RPG. Premiera Final Fantasy XV, dopakowana wersja Dragon Quest VIII, Kingdom Hearts HD, cały wysyp gier z serii Atelier i nadchodząca wielkimi krokami Persona 5. Do tej gromadki należy jeszcze dodać Tales of Berseria. Kultowa seria popadła w ostatnich latach w niełaskę, ale historia zemsty pewnej dziewczyny ma szansę przywrócić Tales do dawnej świetności. Czyżby pojawił się kolejny tytuł, który należy niezwłocznie dodać do listy „muszę to mieć”?

Tales of Berseria to historia zemsty dziewczyny imieniem Velvet. Bohaterka została zdradzona przez kogoś bardzo bliskiego. W wyniku zdrady kobieta utraciła wszystko co kochała na świecie i stała się demonem. Nie jest ona jednak takim zwykłym potworem. Posiada nadzwyczajną moc pozwalająca jej wchłaniać nadprzyrodzone stworzenia by zyskać siłę. Z tego powodu Velvet zostaje wtrącona do lochów, gdzie przetrzymywani są najgroźniejsi przestępcy. Bohaterka nie poddaje się jednak i po 3 latach niewoli organizuje ucieczkę. Tak rozpoczyna się misja zemsty na człowieku, który zniszczył jej życie.

Fabuła tej produkcji była dla mnie sporym zaskoczeniem. Gra rozpoczyna się przyjemnym klimatem, życia w małej wiosce. Wszystko idzie dobrze aż do momentu tragedii, gdy pojawiają się wilkołaki. Na początku produkcja przypominała mi Tales of Zestiria czy Tales of Vesperia, jedka nagle wszystko zostaje odwrócone o 180 stopni. Zamiast typowej misji ratowania świata i niesienia pomocy mamy krwawą zemstę. Bohaterowie to banda ludzi wyjętych spod prawa. Mordercy, piraci i wiedzmy, które są w stanie zrobić wszystko by osiągnąć swój cel. Nie są to typowe świętoszkowate postacie do jakich przyzwyczaiły nas inne gry. Sama fabuła również zahacza o mocniejsze momenty.

Mocnym argumentem przemawiającym za Tales of Berseria są postacie. Poprzednia gra z cyklu – Zestiria miała raczej kiepskiego bohatera głównego. Bohaterowie byli trochę miałcy i nijacy. Teraz mamy bandę przestępców, a nasza protagonistka jest demonem chcącym zemsty na największym bohaterze świata. Berseria stawia na zdecydowanie bardziej interesujące osobowości, dzięki temu całość wydaje się ciekawsza. Mimo tego, że fabuła gry i motywacja naszej bohaterki jest niezmiernie poważna to znalazło się miejsce na sporo humoru. Wyskakujące w trakcie gry są równie zabawne jak w innych odsłonach Tales. Ważne jednak jest to, że żarty nie gryzą się z głównym wątkiem gry.

Dla porządku wspomnę też, że Tales of Berseria jest powiązane z Tales of Zestiria. Akcja obu gier dzieje się w tej samej krainie. Wydarzenia z Berserii dzieją się jednak wiele wieków przed wyprawą z Zestiri. Berseria jest jakby odwrotną stroną medalu tego co mieliśmy w poprzedniej grze. Dzięki temu obie produkcje stają się trochę bardziej interesujące. Oczywiście znajomość poprzednika nie jest niezbędna do grania w Tales of Berseria.

Najnowsza produkcja z cyklu Tales kładzie nacisk na bardzo rozbudowany i skomplikowany system walki. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że nawet po 10 godzinach gry poznajemy nowe podsystemy składające się na to jak przebiegają starcia naszej drużyny. Na pierwszy rzut oka gra wydaje się być slasherem w stylu takich tytułów jak Devil May Cry. Wykonujemy kombosy w czasie rzeczywistym, mamy swobodę ruchu i starcia naszpikowane są akcją. To nie pasuje do wizerunku przeciętnej gry jRPG. Rozgrywka jest naprawdę dynamiczna, ale nie zapomniano o taktyce i planowaniu swoich posunięć. Walki odbywają się na małych arenach, gdzie nasza ekipa mierzy się z wrogami. My mamy bezpośrednią władzę tylko nad jedną postacią (możemy się jednak swobodnie przełączać pomiędzy bohaterami), reszta sterowana jest przez AI, które możemy zaprogramować. Cztery przyciski odpowiadają za zwykłe ataki, które możemy łączyć w kombinacje. Z menu wybieramy jaki atak ma kryć się pod danym przyciskiem. Opcji jest cała masa bo wraz z postami w grze zdobywamy nowe ciosy.

Spamowanie ataków uniemożliwia nam system energii zużywanej podczas zadawania wrogowi obrażeń, wykonywaniu uników i bronieniu się przed ciosami przeciwnika. Kryształki regenerują się co jakiś czas, ale rownież sprytne atakowanie wroga, pozwala na przejecie jego puli energii. Sprawia to, że najlepiej jest rozważnie dobierać swoje ataki i wykorzystywać słabości przeciwników. System ten rozbudowany jest poprzez tworzenie kombinacji, które możemy programować jednym przyciskiem a także specjalne ataki zużywające osobną pulę energii. Jakby tego było mało mamy też dostęp do najpotężniejszych ciosów, które jednak zmniejszają naszą pulę kryształków energii. Ich użycie pozwala na zadanie wykonanie widowiskowego ataku. Jednak po jego wykonaniu nasza ofensywa staje się zdecydowanie słabsza.

Elementy te w połączeniu z faktem, że na ekranie biega około 10 postaci sprawiają, że rozgrywka zdaje się z początku bardzo chaotyczna. Mamy wrażenie, że walki są zbyt skomplikowanie i robimy coś nie tak. Dopiero po kilku godzinach opanujemy ten system i nauczymy się w pełni wykorzystywać ogrom możliwości naszej ekipy.

Poza walkami gra opiera się na przemierzaniu stosunkowo małych mapek naszpikowanych przeciwnikami. Większa część rozgrywki opiera się na docieraniu z punktu A do B. Po drodze mamy poukrywane różnego rodzaju przedmioty i skrzynie. W dalszej części struktura gry staje się trochę bardziej otwarta i mamy okazję polować na potężne bestie i odszukiwać sekretów.

Tym co mi najbardziej podoba się w cyklu Tales jest to jak rozwijamy postacie. Poza dobywaniem punktów doświadczenia mamy także pozyskiwanie nowych ataków i pasywnych umiejętności dla naszych postaci. Zdobywamy je poprzez korzystanie z odpowiedniego ekwipunku. Każda broń czy zbroja ma swoje statystyki i skille, których możemy się nauczyć. Wraz z korzystaniem z danego oręża opanowujemy daną zdolność i „dziedziczymy” ją. Dzięki temu bonus pozostaje z nami nawet jeśli zmienimy ekwipunek. Sprawia to, że rozwijamy naszych bohaterów w bardzo interesujący sposób. Decydujemy się jak chcemy rozwijać ich umiejętności i statystki jednocześnie rozważając czy lepiej czasowo korzystać ze słabszego sprzętu z interesującymi bonusami czy też inwestować w jak najsilniejszą broń. Nasze uzbrojenie możemy oczywiście ulepszać, ale funkcja ta ma tak naprawdę sens dopiero, gdy zdobywamy bardziej odjechane bronie.

W grze pojawia się także dziwaczny motyw ze stworzeniami nazwanymi Katz. Są to podobne do kotów stworki, które poukrywały się w specjalnych skrzyniach. Aby je otworzyć musimy zebrać „dusze”, które walają się na każdej z map. Za uwolnienie kolejnych Katz nagradzani jesteśmy nowymi elementami garderoby i modyfikacjami wyglądu naszych bohaterów. Dodatkowo stworki te oferują nam serię mini-gierek, za które nagradzani jesteśmy punktami wymienialnymi na jeszcze więcej strojów.

Jak w przypadku wielu gier wydanych po Assassin’s Creed Bortherhood, Berseria oferuje nam tryb ekspedycji. Mamy możliwość wysyłania swoich ludzi w odległe zakamarki mapy by zbierali dla nas przedmioty, surowce i przepisy na nowe potrawy. Wiąże się to z odczekiwaniem określonej ilości czasu nim poznamy na jaki łup uda się naszym ludziom natrafić. Nie jestem fanem takiego rozwiązania. Nie wnosi oni nic do rozgrywki i z niewiadomego powodu musimy siedzieć przy licznikach niczym w telefonowych grach free to play. Na szczęście ten element gry zdaje się być czymś kompletnie opcjonalnych (chyba ze komuś chce się robić „platynę”).

Mam wrażenie, że PlayStation 4 jest dla japońskich deweloperów konsolą przestojową. Jakieś 90% gier pochodzących z Kraju Kwitnącej Wiśni robione jest nie z myślą o najnowszej konsoli Sony, lecz systemach poprzedniej generacji. Z tego powodu Tales of Berseria prezentuje się znośnie ale nie różni się zbytnio od produkcji wydanych 7 czy 10 lat temu. Widać to zwłaszcza po przedpotopowych teksturach na budynkach. Całość ratuje fajna stylistyka oraz design postaci i potworów, ale powoli mam dość małych, brzydkich korytarzy oraz bohaterów łażących po dość ubogim świecie. Berseria nie wykorzystuje potencjału już nie takiej młodej najnowszej konsoli Sony. Nie jest to wielką wadą, ale lepsze tekstury, większe i ładniejsze plansze oraz drobne zmiany w rozgrywce zaowocowałyby jeszcze przyjemniejszą rozgrywką.

Gra dostępna jest z angielską lub japońską ścieżką dźwiękową. Obie sprawdzają się naprawdę dobrze i słychać, że aktorzy włożyli w swoje role wiele wysiłku. Głosy postaci świetnie oddają ich zawadiacki charakter i sprawiają, że cała ekipa jest jeszcze bardziej sympatyczna. Jest to spory sukces, kiedy grupka demonów podpalających całe miasta wydaje się być spoko.

Musze przyznać, że na początku przygody z Tales of Bersieria miałem pewne wątpliwości czy będę dobrze się bawił. Tales of Zestiria było swego rodzaju zawodem i miałem wrażenie, że cała seria zatrzymała się w miejscu. Kiedy zauważyłem, ze Berseria powiązana jest z tamtym tytułem to spodziewałem się najgorszego – nudy. Zostałem jednak bardzo miło zaskoczony. Naprawdę fajna gra, która czerpie z dorobku Tales, ale oferuje również interesujące rozwiązania.

Tales of Berseria udowadnia, że Namco Bandai potrafi jeszcze robić dobre produkcje jRPG. Widać jest zdecydowaną poprawę w stosunku do poprzedniej części ciągnącej się od lat serii. Bardziej rozbudowany, dynamiczny system walki wprowadza do rozgrywki nowe wyzwania. Wciągająca fabuła prezentuje nam nietuzinkowe postacie i historię inną niż typowe ratowanie świata. Szkoda jednak, że pewne bolączki cyklu Tales nie zostały naprawione w tej odsłonie. Otrzymujemy jednak naprawdę solidny produkt, który zadowoli fanów gatunku.

Danteveli
2 kwietnia 2020 - 16:12