Instrukcja napisania krytyki „Przebudzenia mocy” - luigi - 26 grudnia 2015

Instrukcja napisania krytyki „Przebudzenia mocy”

Poniżej parodiuję najmniej udane - moim skromnym zdaniem - zarzuty pod adresem "Przebudzenia mocy". Dla jasności - nie twierdzę, że ludzie nie mają prawa krytykować filmu Abramsa. Ależ oczywiście, że mają. Tak samo jak ja mam prawo krytykowac ich krytyki, a Wy macie prawo krytykować moją krytykę tych krytyk i tak dalej. 

  1. Przede wszystkim nie zapominaj o chwycie, który sprowadza się przy każdym filmie wysokobudżetowym. Wypomnij twórcom, że zrobili „Przebudzenie mocy” dla kasy. W przeciwieństwie do tych 99,99% filmów hollywoodzkich, które są robione nie-dla-kasy. Znajdź coś, co ci się w filmie nie podobało, i stwierdź, że zostało w nim umieszczone dla mamony. W żadnym razie nie czytaj wypowiedzi reżysera czy scenarzystów, bo jeszcze natrafisz na merytoryczne uzasadnienie sceny czy postaci, które ci się nie podobały, i co wtedy? A, i nie wspominaj o tym, że wszystkie udane aspekty filmu, jak na przykład brak Jar Jara czy nadmiar CGI, także są spowodowane nastawieniem na kasę, ponieważ Disney w imię zwiększenia zarobków robił wszystko, żeby nie wkurzyć fanów tak jak George Lucas i jego prequele. Nie ma sensu komplikować.   
  2. Szczęśliwą okolicznością jest fakt, że „Przebudzenie mocy” wyprodukował Disney. Nie możesz zmarnować takiej szansy! Wybierz scenę lub postać i stwierdź, że „TO jest typowy wpływ Disneya, który mierzy w młodszą widownię”. Co prawda tego typu postaci i sceny można znaleźć również w dziesiątkach filmów, z którymi Disney nie ma niczego wspólnego, ale jak powiedziałem – nie możesz zmarnować tej szansy. Jeśli jesteś kozakiem, możesz stwierdzić, że cały film jest zrobiony na Disneyowską modłę, bo… i tu pierwszy z brzegu argument, np. ma młodych bohaterów (nie to co powstałe przed epoką Disneya „Mroczne widmo” z 9-letnim Anakinem i 15-letnią Padme).
  3. Chyba nie muszę ci o tym przypominać, ale w razie czego: zwrot „Przebudzenie mocy nie ma magii starych GW”, albo coś w tym rodzaju, jest obowiązkowym elementem twojej recenzji.
  4. Wtórność! „Przebudzenie mocy” jest zrzynką z „Nowej nadziei”. A przecież wszyscy wiemy, że główną zaletą starych „Gwiezdnych wojen” – oprócz realizmu – jest ich nieprawdopodobna wręcz nowatorskość. „Nowa nadzieja” Lucasa była tak oryginalna, że wszyscy od Tolkiena, przez znawcę mitów Josepha Campbella, po Kurosawę wzorowali się na niej. Wstyd dla Abramsa! Tak na marginesie, w pracach nad scenariuszem brali udział także Michael Arendt (początkowo) oraz Lawrence Kasdan (człowiek odpowiedzialny m.in. za „Imperium kontratakuje”). Ale ty, jak na rasowego recenzenta przystało, nie wchodzisz w takie detale i piszesz tak, jak gdyby wszystko zależało tylko od Abramsa i Disneya. Albo najlepiej: piszesz tak, jak gdyby wszystko zależało od Abramsa sterowanego przez Disney, który (warto to być może podkreślić po raz drugi) kieruje się chęcią zysku.  
  5. Zarzut o wtórność możesz połączyć z zarzutem o przewidywalność. Frazy w rodzaju „Od samego początki wiedziałem, co się stanie” są mile widziane. Możesz też od razu sypnąć kilkoma spoilerami. Bo skoro film jest tak przewidywalny, że WSZYSTKO z góry wiadomo, to tak naprawdę nie da się go zespoilerować. Każdy inteligentny widz po minucie zrekonstruuje całą fabułę.        
  6. A, byłbym zapomniał. Trzecią ogromną zaletą oryginalnych GW był brak luk w fabule. Wszystko było logiczne i doskonale wyjaśnione. Tak jak w każdym filmie wysokobudżetowym, np. w „Mrocznym Rycerzu” Nolana. W „Przebudzeniu mocy” jest inaczej. Tak, serio! Tam są luki w fabule! Rzecz niedopuszczalna w kinie rozrywkowym. Krytyku, do dzieła.
  7. [SPOILER] Narzekaj, że główna bohaterka, Rey, jest w stanie wygrać z Kylo Renem pojedynek nie miecze świetlne. Nie przejmuj się tym, że Kylo był ranny w walce, ponieważ został wcześniej postrzelony. Nie przejmu się tym, że Kylo był rozchwiany emocjonalnie podczas walki, więc jego koncetracja była na niskim poziomie. Nie przejmuj się tym, że istnieje w filmie kilka wskazówek sugerujących, że bohaterka odbyła w dzieciństwie szkolenie dla Rycerzy Jedi. Nie przejmuj się tym, że Kylo potrzebował mapy znajdujacej sie w głowie Rey, więc musiał uważać, żeby jej nie zabić, co z pewnością czyniło walką z nią trudniejszą. Nie przejmuj się tym, że Luke w Nowej Nadzieji - chociaż pierwszy raz w życiu leciał X-wingiem a jego szkolenie w mocy trwało jakieś 15 minut - potrafił zniszczyć Gwiazdę Śmierci. 
    [KONIEC SPOILERA]

Uwaga dodatkowa dla tych, którzy nie ulegają politycznym modom i „potrafią myśleć samodzielnie”

  1. Tak się składa, że główne role w „Przebudzeniu Mocy” grają kobieta i czarnoskóry aktor. Chyba nie trzeba ci mówić, jak powinien na to zareagować każdy krytycznie myślący biały człowiek? Przecież jest absolutnie niemożliwe, żeby twórcy filmu zatrudnili czarnoskórego aktora tylko dlatego, że dobrze wypadł na przesłuchaniu. Tak samo jak jest absolutnie niemożliwe, że za obsadzeniem kobiety w roli głównej nie stoi spisek politycznie poprawnych. Sami biali aktorzy i to w proporcjach 10 facetów na jedną kobietą, jak w „Nowej Nadziei”– o, to są rzeczy jak najbardziej naturalne i nieskażone żadną ideologią.  

 

PS Na wszelki wypadek wyjaśnienie – nie wyśmiewam krytycznych recenzji „Przebudzenia mocy” jako takich, wyśmiewam nic nie tłumaczące banały (zrobili to dla kasy!) czy „przesadyzmy” (jakie to wtórne!), po które sięgają niektórzy recenzenci w swoich krytykach.

luigi
26 grudnia 2015 - 13:36