Super Smash Bros. Ultimate - Danteveli - 9 listopada 2019

Super Smash Bros. Ultimate

Nie ma drugiej firmy, która potrafiłaby się pochwalić taką ilością kultowych i legendarnych postaci, jakie należą do Nintendo. Japońska korporacja kojarzona głównie z pewnym hydraulikiem ma w swojej ekipie świetnych przedstawicieli należących do prawie każdego gatunku gier wideo. Począwszy od strategii jak Advance Wars i Fire Emblem poprzez JRPG jak Xenoblade Chronicles czy Pokemon, aż do bijatyk takich jak Arms czy Super Smash Bros. Jeśli chodzi o tą ostatnią serię, to niedawno otrzymaliśmy jej najnowszą odsłonę. Czy Super Smash Bros. Ultimate zasługuje na swój tytuł?

Super Smash Bros. Ultimate to piąta odsłona kultowej bijatyki Nintendo. Tytuł ten jest podsumowaniem dorobku serii i zawiera wszystkie postacie i plansze, jakie przewinęły się przez cykl od premiery na Nintendo 64. Dodatkowo do gry zawitało kilku gości, nowe rozwiązania i zmiany w rozgrywce. Otrzymujemy więc ponad 70 postaci i ponad 100 plansz, na których będziemy walczyć.

Nietypowa bijatyka
Smash różni się od większości bijatyk dostępnych na rynku swoim stylem rozgrywki. Większość przedstawicieli gatunku oferuje pojedynki jeden na jeden, gdzie naszym celem jest pozbawienie przeciwnika paska życia czy energii, co skutkuje wygraniem rundy. W Smashu walki przebiegają inaczej ze względu na to, że w typowym starciu walczy ze sobą co najmniej kilka postaci, możemy wykorzystywać przedmioty i zamiast typowego paska życia mamy informację o otrzymywanych obrażeniach przekazaną w procentach. Im więcej obrywamy, tym łatwiej jest wykonać na nas knock out i wywalić nas z areny walki. Rozgrywka jest tutaj znacznie bardziej dynamiczna, szybsza od przeciętnej bijatyki a chaos, jaki widzimy na ekranie, przypomina najbardziej szalone akcje z Marvel vs. Capcom.

Super Smash Bros. jest bardzo specyficzną serią i mam wrażenie, że nie przypadnie do gustu każdemu fanowi mordoklepek. Jednocześnie unikatowa rozgrywka sprawia, że gry z tego cyklu mogą się spodobać osobą, które nie lubią typowych, skomplikowanych bijatyk wymagających poświęcenia wielu godzin na nauczenie się wszystkich kombinacji. Wynika to z tego, że podstawy systemu walki są tutaj bardzo proste. Mamy jeden przycisk do wykonywania normalnych ataków, jeden pozwalający odpalić różne ataki specjalne, przycisk do ochronnej „bańki”, skok i chwyt umożliwiający rzucanie wrogiem. Te podstawy sprawdzają się u prawie każdej postaci, więc gracz nie musi uczyć się wklepywać charakterystycznych kombinacji i nie jest wymagana od nas znajomość wielu przeróżnych ataków. To sprawia, że praktycznie każdy, kto chwyci pada w ręce, już w kilka chwil będzie w stanie odnosić sukcesy. Jednocześnie Smash jest na tyle rozbudowany i głęboki, że ta seria jest jedną z najpopularniejszych bijatyk na profesjonalnej scenie. Wynika to z tego, że każdą z postaci gra się trochę inaczej przez jej zasięg, wysokość skoków czy choćby siłę podstawowych ataków. Do tego w bijatyce gdzie naszym głównym celem jest wywalenie gracza z areny, taktyka staje się bardzo ważnym elementem toczenia pojedynków. Wiem, że hasła w stylu „bijatyka prosta do spróbowania, ale posiadająca głębię na setki godzin eksperymentowania i naukę” są wyświechtane. To jednak idealnie pasuje do Super Smash Bros. Ultimate, który pozwala zarówno na chaotyczną młóckę w wykonaniu amatorów takich jak ja, jak i emocjonujące starcia podczas turniejów na najwyższym poziomie.

Masa trybów rozrywki
Najnowszy Smash został całkiem sprytnie podzielony już w menu głównym. Mamy wybór spośród kilku opcji takich jak Online, Spirits, Vault, Games & More i Smash. Podstawą jest tryb Smash, który umożliwia nam toczenie tradycyjnych walk. Mamy możliwość rozegrania zwykłych walka do 8 zawodników, odpalenie turnieju, potyczek zespołowych i granie ze specjalnymi regułami pozwalającymi zmieniać wielkość i właściwości postaci. Dodatkowo w trybie Smash możemy decydować, według jakich reguł chcemy grać. Pozwala to na dostosowanie gry do naszych potrzeb i daje nam możliwość odpalenia jej w bardziej tradycyjnym stylu, gdzie postacie mają paski życia lub zablokowana jest możliwości korzystania z przedmiotów pojawiających się na arenach. Opcji jest naprawdę cała masa i możemy dostosować praktycznie każdy element rozgrywki do tego, jakie mamy upodobania. Online pozwala nam na rozgrywkę przez internet lub obserwowanie tego, jak walczą inni. Nie miałem najmniejszych problemów z połączeniem się i rozegraniem partyjek w różnych wersjach takich jak walki zespołowe czy starcia 1 na 1. Od czasu do czasu pojawiały się jednak drobne lagi. Zazwyczaj było to podczas totalnego chaosu, gdy na arenie eksplodowała masa rzeczy. Były to jednak sporadyczne zdarzenia i przez większość czasu nie miałem żadnych problemów z zabawą w sieci.

Games & More pozwala na zagranie w klasycznym trybie, wyglądającym jak Arcade z większości bijatyk. Wybieramy postać, toczymy 7 walk w tym jedną z bossem i zaliczamy bonusowy poziom w stylu platformówki 2D. Dalej mamy typowy trening pozwalający lepiej poznać tajniki gry. Mob Smash to szalona wariacja na temat trybów survival czy time trial, gdzie pokonujemy całą masę przeciwników. Tutaj ukryto także opcję tworzenia własnego wojownika Mii, a także korzystanie ze sterowanych przez CPU wojowników przenoszonych w figurkach amiibo.

Rozbudowana kampania
Głównym daniem dla pojedynczego gracza będzie bez wątpienia opcja Spirits. To właśnie tutaj znajduje się rozbudowania kampania zatytułowana World of Light. Trafiamy na olbrzymią mapę pełną starć ze złymi marionetkami stworzonymi na bazie dusz naszych ulubionych bohaterów. Naszym celem jest wyzwolić zniewolonych herosów i powstrzymać bogów dążących do zniszczenia naszego świata. Aby to uczynić, musimy pokonać setki przeciwników i poradzić sobie z różnego rodzaju utrudnieniami, jakie czekają nas na drodze do uratowania wszechświata. World of Light jest całkiem fajną mieszanką bijatyki z odrobiną RPG i logicznego myślenia. Olbrzymia mapa oferuje nam wiele ścieżek prowadzących do różnych lochów, starć z bossami czy skrzyń ze złotem. Sami decydujemy, czy wolimy podążać trudniejszą droga, czy szukać jakichś obejść pozwalających pokonywać łatwiejszych przeciwników. Fajne jest to, że na wiele z trudniejszych starć można znaleźć sposób poprzez dobranie odpowiedniego ekwipunku. Na przykład jedna z walk toczyć będzie się na arenie pełnej trucizny. Jeśli wyruszymy na to wyzwanie nieprzygotowani, to raczej nie wrócimy z niego z tarczą. Jednak pobliskie pole z wrogiem oferuje ducha z mocą uodporniającą nas na truciznę. Istnieje więc sposób na ułatwienie sobie walki. Takie rozwiązanie nie jest może czymś strasznie innowacyjnym, ale wprowadza do zabawy odrobinkę myślenia i planowania przed samym nawalaniem.

Super Smash Bros. Ultimate zawala nas pod lawiną trybów rozgrywki. Na serio trudno jest mi przypomnieć sobie inna bijatykę, która daje nam tyle rozbudowanych opcji walki. Niby w gruncie rzeczy wszystkie tryby sprowadzają się do tego samego, jednak ogrom możliwości sprawia, że gra nie nudzi się szybko nawet jeśli nie jesteśmy graczem pochłaniającym masowo bijatyki.

Pełno bohaterów
Wspominałem już o ogromnej ilości postaci, jakie pojawiają się w Ultimate. 69 postaci z gier takich jak Catlevania, Metal Gear Solid, Final Fantasy VII, Bayonetta czy Street Fighter. Obok nich bohaterowie z kultowych serii Nintendo jak Mario, Kirby, Zelda, Fire Emblem czy Donkey Kong. Na dokładkę część z postaci posiada alternatywną wersję, dzięki czemu w grze zobaczymy zarówno Ryu jak i Kena czy Samus i Dark Samus z serii Metroid. Są to postacie, które posiadają inny wygląd, ale podobny zestaw ruchów z minimalnymi różnicami. Jakby tego wszystkiego było mało, do gry zmierzają jeszcze dodatkowe postacie w formie DLC. Szykuje się, że na koniec w Ultimate będzie jakieś 80 grywalnych postaci. Kilka akapitów wcześniej wspominałem, że każdym z zawodników gra się trochę inaczej, przez co niektóre postacie będą prostsze w obsłudze, a inne stają się zabójczą bronią dopiero w sprawnych rękach. Prawdopodobnie z tego powodu na początku gry do dyspozycji otrzymujemy jedynie 8 postaci takich jak Link, Kirby, Pikachu czy Mario. Dzięki temu nie zostajemy przytłoczeni masa opcji i mamy okazję poznać podstawy zabawy bez przymusu korzystania z postaci o bardziej skomplikowanej mechanice walki. Pewnie z tego samego powodu nasza przygoda z kampanią World of Light zmusza nas do gry jako Kirby, który jest najłatwiejszy do opanowania i posiada najlepszy rodzaj skoków umożliwiający przetrwanie w sytuacjach, gdy inni zawodnicy byliby skazani na porażkę. Kolejnych bohaterów odblokowujemy mniej więcej co 10 minut gry. Po tym czasie stawiane jest przed nami wyzwanie, gdzie musimy pokonać daną postać, by ją odblokować. Mam mieszane uczucia co do tego rozwiązania. Z jednej strony fajnie, że gra wprowadza nowych graczy w swoje tajniki i gwarantuje w miarę proste wdrożenie się w mechanikę Smash. Z drugiej strony taki, a nie inny system odblokowywania bohaterów wiąże się albo z kombinowaniem (są sztuczki jak ominąć 10 minut oczekiwania pomiędzy możliwością odblokowania kolejnych bohaterów) albo liczeniem na łut szczęścia, że trafimy na postać, którą chcemy grać. W moim przypadku Simon Belmont, czyli bohater debiutujący w Ultimate, którego najbardziej chciałem sprawdzić w akcji, wpadł do gry dopiero po kilkunastu godzinach zabawy. W ogólnym rozrachunku nie jest to straszny problem, ale trochę wkurzające było, że musiałem tak długo czekać na te postacie, którymi najbardziej lubię grać.

Jeśli chodzi o postacie to poza tymi grywalnymi i bohaterami asystującymi nam poprzez specjalne przedmioty znajdywane na arenach, mamy także cały system duchów. Jest to dobre tysiąc postaci z przeróżnych gier, które służą jako wsparcie i ulepszenie bohaterów, jakimi gramy. System ten polega na tym, że wybieramy sobie niegrywalnego towarzysza, którego możemy wyposażyć w moc kolejnych postaci uzależnioną od ilości dostępnych slotów. Bohaterowie posiadają siłę i zbywają poziomy wraz z kolejnymi walkami toczonymi przez naszą główną postać. Duchy służą jako pasywne wzmocnienie naszych umiejętności i pozwalają nam zaczynać walkę z przedmiotem w ręce lub czynią nas odpornymi na pułapki i utrudnienia pojawiające się na arenie. Możemy dzięki nim nie otrzymywać obrażeń od lawy, trucizny czy przestać być porywanym przez silny wiatr. Dodatkowo duchy podzielone są na trzy konkretne rodzaje, o sile i słabości względem pozostałych dwóch w stylu zabawy w kamień, papier i nożyce. Cały system jest naprawdę ciekawy i wprowadza dodatkową warstwę strategii w trybie dla pojedynczego gracza. Masa duchów daje nam olbrzymie pole do popisu przy dostosowywaniu bohaterów do wyzwań czekających na nas podczas kolejnych pojedynków. Jednocześnie ich zatrważająca ilość wprowadza do zabawy element kolekcjonerski. Ja spędziłem masę czasu starając się upolować duchy z ulubionych gier, nie tylko po to, by wykorzystać je do stworzenia mocniejszych duchów przydatnych podczas walk, ale również po to, by wypełnić galerię postaci. Ten patent świetnie wydłuża rozgrywkę. Zwłaszcza, że nowe duchy możemy zdobywać poprzez opcję Spirit Board, gdzie co 5 minut pojawia się kolejna grupa potencjalnych starć, jakie możemy stoczyć w celu odblokowania nowych członków naszego zespołu. Dzięki temu złapałem się na tym, że co jakiś czas odpalałem swojego Switcha dosłownie na 3 minuty, po to tylko, by stoczyć jedną szybką walkę i pozyskać nowego ducha do swojej kolekcji.

Genialna muzyka i przyzwoita oprawa graficzna
Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną to jest bardzo dobrze. Gra wygląda świetnie zarówno w trybie przenośnym, jak i na ekranie telewizora. Żywe kolory, przepiękne mapy i masa akcji charakteryzują wygląd Ultimate. Mimo tego, że gra pożycza elementy z najróżniejszych uniwersów i serii przeznaczonych dla rożnych odbiorców, wszystko się ze sobą ładnie łączy. Pit z Kid Icarus walczy na mapie z Metal Gear Solid z Isabelle z Animal Crossing, a ja nawet przez moment nie mam wrażenia, że coś jest nie tak. Sfera audio jest jeszcze lepsza, bo otrzymujemy zatrzęsienie kawałków muzycznych z najlepszych serii powstałych na przestrzeni ostatnich 30 lat. Słuchanie melodii z Sonica, MGS3 czy Xenoblade Chronicles, to po prostu miód na uszy. Nowe aranżacje są naprawdę fajne i przyjemnie się ich słucha. Ścieżkę można spokojnie nazwać greatest hits konsolowych gier.

Gra na długie godziny
Super Smash Bros. Ultimate jest naprawdę świetnym tytułem, który sprawdza się idealnie jako produkcja na posiedzenia w szerszym gronie. Opcje dla pojedynczego gracza są na tyle rozbudowane, że można przy nich bawić się przez wiele godzin. Jest to spory atut, który pozwala tej grze konkurować z bardziej tradycyjnymi bijatykami. Osobiście doceniam ilość trybów i całkiem rozbudowaną kampanię, bo jestem jednym z tych graczy, którzy grają w bijatyki głównie w towarzystwie znajomych lub w jako produkcję dla pojedynczego gracza. Z tej perspektywy Smash zapewnił mi wiele godzin dobrej zabawy i co najważniejsze nie czułem się znudzony nawet przez chwilę. Niby za każdym razem chodzi o KO i wywalenie kogoś poza arenę, ale modyfikacje w stylu odwróconego sterowania, podłogi jako lawa czy mikroskopijni wrogowie, sprawiały że zabawa nie ograniczała się do nieustannego spamowania tych samych ataków.

Naprawdę warto
W 2017 roku Nintendo Switch znokautowało konkurencję combo Zelda, Mario i Xenoblade Chronicles 2. W minionym roku nie było tak wielu potężnych ciosów i nowy system Wielkiego N zaoferował nam trochę spoko pozycji i masę portów tytułów znanych z innych maszyn. Super Smash Bros. Ultimate pokazuje jednak, że japoński koncern potrafi dowalić do pieca i w nieoficjalnym roku powrotu bijatyk położyć konkurencję naprawdę mocnym tytułem. Nie będę na tyle szalony, by pokusić się o stwierdzenie, że jest to najlepsza odsłona cyklu, bo kosztowałoby mnie to mojego pada od Gacka i piękniutką kopię Melee, którą trzymam na półce. Wydaje mi się jednak, że akurat ta odsłona cyklu może trafić do większej ilości graczy. Masa trybów rozgrywki z niewyobrażalną ilością opcji. Bardzo dobry online i przyjemne granie na jednym ekranie. A na dokładkę lawina nostalgii dla osób siedzących trochę dłużej w temacie gierek. Ja jestem zdecydowanie na tak.

Danteveli
9 listopada 2019 - 08:26