Recenzja Anima: Gate of Memories - Danteveli - 10 czerwca 2016

Recenzja Anima: Gate of Memories

Danteveli ocenia: Anima: Gate of Memories
70

Czasami wydaje mi się, że mam bardzo dziwny gust. Nie kręci mnie Uncharted, Wiedźmin czy Za to nie potrafię się oderwać od dziwnych japońskich gierek o prowadzeniu kijka przez labirynt albo bandzie licealistów strzelających sobie w głowy by przywołać demony i walczyć z potworami wypełniającymi pewną tajemnicza wieżę. Z tego właśnie powodu w moje ręce wpadają produkcje takie jak Anima: Gate of Memories. Muszę się leczyć.

Recenzowana produkcja powstała dzięki platformie Kickstarter, gdzie w 2012 roku uzbierano ponad 100 tysięcy dolarów na stworzenie gry RPG. Produkcja ta jest częścią hiszpańskiego papierowego erpega o nazwie Anima. Mamy więc do czynienia z europejskim indykiem stworzonym z myślą o najzagorzalszych fanach kompletnie obcego mi uniwersum.

 

Anima: Gate of Memories to Action RPG w którym wcielamy się w rolę młodej dziewczyny przynależącej do tajemnego bractwa chroniącego świat przed złem. Kobieta obciążona jest dziwną klątwą/błogosławieństwem przez co jej dusza powiązana jest z potężnym demonem znanym jako Ergo. Bestia ta uwięziona jest w książce, którą targa ze sobą bohaterka. Jedna z rutynowych misji prowadzi tą parę do dziwnego zamku, w którym gromadzą się siły zagrażające istnieniu świata. Tylko od poczynań pary zależy to czy niebieska planeta będzie miała przyszłość. Całość bazuje na wspomnianym wcześniej systemie papierowych gier RPG. Dlatego wiele elementów fabuły może nam łatwo umknąć. Ogólny zarys jest dość interesujący ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. W tym wypadku chodzi o jakość wykonania, która sprawia, że całość jest niezamierzoną komedią.

 

System gry to taki uproszczony slasher w stylu Devil May Cry. Mamy atak na odległość, ciosy z bliska, unik i launchera pozwalającego nam na wykonanie na wrogu combo w powietrzu. Interesującym jest tutaj to, że sami decydujemy pod którym przyciskiem umieścimy jaką akcję. Dodatkowo przez większość gry możemy w locie zmieniać sterowaną przez nas postać. Pozwala to dostęp do większej ilości skilli. Mechanika ta zostaje wykorzystana w podobny sposób jak anielskie i piekielne bronie z DMC. Demon Ergo jest w stanie zadawać obrażenia przeciwnikom ze sfery cienia podczas gdy przeklęta bohaterka rani tych ze światła. Rozbudowane drzewko umiejętności pozwala nam na zobywanie masy skilli. Jest też trochę złomu zbieranego podczas gry. Uzyskujemy dostęp do różnych broni i pierścieni, służą one jednak jedynie do podnoszenia naszych statystyk. Animacje ataków zawsze pozostają takie same. To znaczy że nawet jak mamy ze sobą miecz to oglądamy nawalanie z piąchy.

 

Nie będę owijał w bawełnę i powiem, że system walki jest raczej kiepski. Mamy tutaj coś na poziomie produkcji z PS2, gdy praca kamery w trzecioosobowej grze akcji była problemem, z którym deweloperzy nie mogli sobie poradzić. Całość się nie klei i nie wygląda tak płynnie jak choćby pierwsze przygody Dantego wydane 15 lat temu.

 

Oprawa graficzna tej produkcji wypada trochę średnio. Taka lekka mieszanka cell shadingu z grą stworzoną pod PS2 ale ostatecznie wydaną na PlayStation 3. Jak na standardy konsol next gen jest nie najlepiej. Lokacje są całkiem sporych rozmiarów ale wieją pustką. Design niektórych rzeczy jest naprawdę ciekawy ale inne elementy kuleją. Gate of Memories może pochwalić się jednym z najgorszych voiceactingów jakie pojawiły się w grach. Większość gierki opiera się na dialogach pomiędzy bohaterką a demonem lubiącym sobie z niej żartować. Nie dość że wypadają one bardzo nieprzekonywająco to miałem wrażenie, że ktoś pożyczył mój mikrofon od RockBanda by je nagrywać. Na szczęście całość przekracza granicę krytyczną tragedii i jest tak zła, że aż dobra. Wiele raz po prostu śmiałem się z tego jakie to wszystko było żenujące.

 

Pisanie o grze tego typu jest dość problematyczne. Na papierze zestawienie wad i zalet Gate of Memories wypada na niekorzyść tego tytułu. Jest to jedna z tych pozycji które lubi się pomimo wszystkich wpadek i niedociągnięć. Dlatego jedynym argumentem za tą produkcją jest to, że bawiłem się przy niej dobrze. Zostałem wciągnięty w interesujący świat i miałem okazję przypomnieć sobie kilka pozycji z epoki PlayStation 2. Gdybym miał na sucho oceniać ten tytuł to 5/10 prawdopodobnie byłoby maksymalną notą na jaką zasługuje Anima. Na szczęście nie stosuję się do żadnych kryteriów i tabelek. Pozwala mi to na wystawienie oceny reflektującej bardziej

Zwyczajowo 7/10 to dobra gra. W tym wypadku ocena ta oznacza tylko, że bawiłem się przy Anime Gate of Memories dobrze. Pomiędzy jednym a drugim jest spora różnica.

 

Hiszpańską produkcje chciałbym przyrównać trochę do Nier. Nie chodzi tutaj o jakość gier bo produkcja od studia Cavia zdecydowanie przewyższa ten tytuł. Mam na myśli pewien feeling, który jest obecnie raczej rzadko spotykany. Przyzwyczailiśmy się już do gier AAA i wszystkich elementów z tym związanych. Z kolei gry indie zazwyczaj charakteryzują się skromną skalą wynikającą z ograniczeń finansowych. Tutaj mamy próbę zrobienia olbrzymiej gry za grosze. Czuć jednak ambicje twórców i to, że mieli na wszystko całkiem fajny pomysł. Dla wielu będzie to zdecydowanie za mało. Ja jednak urzekłem się tym wszystkim bardziej niż się spodziewałem.

 

Anima jest ambitnym indykiem, który poległ na jednej rzeczy. Twórcy porwali się z motyka na słońce i próbowali stworzyć grę bez niezbędnych środków finansowych i umiejętności. Finalny produkt nie jest porażką ale doceni go jedynie bardzo wąska grupa graczy. Jeśli ktoś pokochał takie gry jak Nier czy Magna Carta to będzie w stanie docenić Anime Gate of Memories.

Danteveli
10 czerwca 2016 - 17:24