Clayyyton

najnowszepolecanepopularne

Upadek społeczeństwa. Recenzja filmu "The Square"

Nowa fala horroru. O współczesnym kinie grozy

Kino przesady. Recenzja filmu Barry Seal: Król przemytu

Upadek społeczeństwa. Recenzja filmu "The Square"

Square to w filmie Rubena Ostlunda fragment miejskiej przestrzeni, kwadrat troski i wzajemnego wsparcia. Gdy jakaś osoba w nim stanie, przechodzień musi udzielić jej pomocy, niezależnie od tego na czym miałaby ona polegać. Square, jako prowokacyjna wystawa artystyczna, to również metafora całego dzieła, z ironią piętnującego współczesne relacje międzyludzkie.

Szwedzki twórca dał się poznać szerszej publiczności „Grą” z 2011 roku, lecz na reżyserskie wyżyny wyniósł go „Turysta”, za którego otrzymał jedną z nagród w Cannes. O tym, że lubi prorokować, można dowiedzieć się śledząc jego wypowiedzi. Ostlund przyznał, że kręcąc „Turystę” chciał zwiększyć liczbę rozwodów (na marginesie należy dodać, że wkrótce potem sam rozstał się z żoną) w swoim państwie. Co więc motywowało go przy okazji realizacji „The Square” - tegorocznego laureata Złotej Palmy? Niech Szwedzi stracą głowę – powiedział, mając pewnie na myśli poprawność polityczną społeczeństwa.

czytaj dalejClayyyton
13 września 2017 - 13:36

Nowa fala horroru. O współczesnym kinie grozy

Jak każdy gatunek, również i horror stopniowo się zmienia. W przypadku kina grozy horyzont poszukiwań jest stosunkowo szeroki, bo sam strach może być rozumiany na wiele sposobów.

Współczesne, mainstreamowe kino gatunkowe jest wyjątkowo podatne na wpływ remake'ów, sequeli, prequeli i rebootów. Horror nie jest wyjątkiem od tej reguły. Choć fenomen krwawych slasherów – tak atrakcyjnych w pierwszej dekadzie XXI wieku – powoli dobiega końca, w kinach w dalszym ciągu podgatunek ten zbiera swoje żniwa. Już w październiku – oczywiście z okazji Halloween – premierę mieć będzie kolejna, już ósma część „Piły”, pod tytułem „Dziedzictwo”.

Nie inaczej jest w przypadku odnawianych wersji kultowych horrorów. W tym roku do kin wszedł „Rings”, czyli amerykański remake amerykańskiego remake'u japońskiego „Kręgu”, który robił furorę na przełomie wieków. Film, jak łatwo się domyśleć, został zbesztany przez krytyków i widownię. To samo spotkało „Blair Witch”, czyli sequel kultowego już „Blair Witch Project” z 1999 roku. Tego typu przykładów jest mnóstwo, gruba większość z nich niestety – albo stety – kategorycznie spartaczona, a więc potwierdzająca regułę, że co za dużo to niezdrowo. Tym smutniejszy jest brak kreatywności twórców i producentów odcinających kupony od wcześniejszych sukcesów.

Obecność 2
czytaj dalejClayyyton
12 września 2017 - 08:23

Kino przesady. Recenzja filmu Barry Seal: Król przemytu

Oryginalny tytuł filmu - „American Made” - lepiej podsumowuje jego charakter. To prawdziwie amerykańska robota, kino gatunków w najczystszej postaci, bez półśrodków i z pompą. Idąc dalej, w głąb dzieła, tytuł ten nabiera dodatkowego, kulturowego sensu. Historia Barry'ego Seala stanowi przecież ziszczenie amerykańskiego snu, odartego z elementów zbędnych – refleksji, moralnych zahamowań i dylematów.

Tym bardziej na miejscu okazuje się angaż Toma Cruise'a jako aktora wcielającego się w główną rolę – faceta grającego na dwa fronty, rozdartego między patriotyczną powinnością, czyli współpracą z CIA, a kuszącym współdziałaniem z kartelem narkotykowym Medellin. Wszystko na tle nostalgicznie przywołanego przełomu lat 70. i 80., w czasie prezydentury Reagana, rewolucji w Ameryce Środkowej, ekspansji imperium Pablo Escobara, w środku Zimnej Wojny. Brzmi jak mieszanka wybuchowa i tak rzeczywiście jest. Wcielając się w Seala Cruise daje upust swojemu – ciągle aktywnemu – wigorowi. Mimo kolejnych zmarszczek na twarzy cały czas najlepiej czuje się odgrywając brawurowe postaci. Jego bohater podejmuje decyzje pod wpływem impulsu, stawiając czoło wyzwaniom niejako z automatu i mentalnej powinności. Jest tam gdzie coś się dzieje, cały czas prze do przodu, szuka możliwości, aby przechytrzyć innych, zarobić pieniądze, poczuć adrenalinę. Fraza, która w filmie powraca niczym refren - „jestem gringo, który zawsze dowozi” - stanowi tylko przykrywkę dla pogoni za emocjami, życia w wirze akcji i skoków testosteronu.

czytaj dalejClayyyton
26 sierpnia 2017 - 13:20