Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet oczami casuala - Danteveli - 31 sierpnia 2016

Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet oczami casuala

Danteveli ocenia: Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet
69

Japońskie gry indie są jedną wielką niewiadomą na zachodzie. Przez wiele lat nie wiedzieliśmy nic na temat tamtejszej sceny i wiele interesujących produkcji nam po prostu umknęło. Sytuacja jednak powoli ulega zmianie i dzięki Playism, możliwością Steam Greenlight, Kickstarterowi czy olbrzymiej popularności platform socjalnych jesteśmy w stanie nie tylko dowiedzieć się więcej o tego typu grach ale nawet w nie zagrać. Dlatego też postanowiłem sprawdzić jak tego typu gierki wypadają w praniu. Sięgnąłem po Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet i poczułem się tak jakbym został przeniesiony do odległej krainy, gdzie Dreamcast stawiany jest jako wzór dla platform do gier wideo. Czy oznacza to, że ten tytulik od Nippon Ichi Software przypadł mi do gustu?

 

 

Pierw dla odrobiny wprowadzenia podzielę się tym co przyniosły godziny mojego googlowania na temat omawianej produkcji. Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet jest remasterem/portem pecetowej gierki z 2012 roku, która swoją premierę miała na największych japońskich targach komiksu. Postacie występujące w tej produkcji wywodzą się z amatorskiego cyklu gier Touhou, liczącego sobie ponad 20 tytułów. Rodowód tej produkcji jest dość skomplikowany ale bardzo interesujący i zagłębianie się w temat japońskiej sceny indie pokazuje olbrzymie różnice pomiędzy tamtejszym rynkiem a tym co my znamy. W każdym razie ten przydługi wstęp ma służyć trochę za wytłumaczenie mojej kompletnej niewiedzy na temat tego typu gier. Nie jestem pewny jednak jak wiele bijatyk w wariancie shoot em up (shump) istnieje na rynku.

 

Gameplay tej produkcji to po prostu coś innego. Jest to „bijatyka” 1 na 1 z rozgrywką wprost z shumpów. Obserwujemy naszą postać z góry w widoku typowym dla gier, gdzie leci na nas milion pocisków. Musimy bawić się w unikanie i strzelać do wroga ze swojej broni produkującej masę pocisków. Mamy więc połączenie rywalizacji z bijatyk, gdzie każda z postaci ma podobny wachlarz umiejętności z shumpami. Brzmi to dość dziwnie ale da się do tego bardzo łatwo przyzwyczaić. Mamy po prostu unikać wrogie pociski i strzelać do przeciwnika ze swoich. Do naszej dyspozycji oddano kilka ataków, które ograniczone są potrzebą przeładowywania. Z początku wydawało mi się to głupim pomysłem ale dzięki temu mamy trochę więcej taktyki i mniej strzelania na oślep byleby zalewać ekran swoimi pociskami. Obok tego jest jeszcze system silniejszych ataków specjalnych, które można ładować. Mamy także nawalanie się w zwarciu oparte o system papier, kamień, nożyce. Polega to na tyn, że po zbliżeniu się do wroga możemy wybrać jeden z trzech ataków. Przeciwnik (jeśli zdąży) czyni to samo i wygrywa ten kto ma przewagę. Dodatkowym systemem jest ten z trzema kartami pozwalającymi na odpalenie zaklęć czyli super specjalnych ataków mogących zadać spore obrażenia lub uratować nas w trudnej sytuacji.

 

Rozgrywka opiera się na systemie rund, gdzie dwa zwycięstwa prowadzą nas do kolejnej walki. Na ekranie ciągle się coś dzieje i cały gameplay jest bardzo dynamiczny. Podobnie jak w bijatykach musimy nauczyć się postaci by poznać ich skuteczny zasięg a także to jak najlepiej wykorzystać konkretne ataki. Całość ma trochę głębi bo trzy sposoby poruszania się naszej postaci (normalny, przyśpieszony i zwolniony) sprawiają, że wykonujemy inne akcje. Dodatkowo w grze jest mechanika muśnięcia o wrogie pociski dająca nam boost do paska ataków specjalnych. Wszystko to nie jest może na poziomie typowych bijatyk ale jednak trochę do poznania jest. Na szczęście wszystkie sekrety wyjaśnione są w przejrzystym tutorialu, gdzie bohaterki pokazują nam wszystkie informacje niezbędne do opanowania tego tytułu.

 

Całość zdaje się stać na trybie pojedynkowania z innymi graczmi. Mamy opcje na starcia online, które są przewalone bo obecnie fanatycy z Japonii złoją skórę każdemu kto zdecyduje się z nim zagrać. Jest też opcja grania na jednej konsoli co wydaje się być optymalną opcją. To co dzieje się wtedy na ekranie jest po prostu szalone. Oddano nam do dyspozycji także kilka opcji dla pojedynczego gracza. Mamy typowe warianty survivalu i boss rush mode, gdzie możemy sprawdzić swojego skilla. W produkcji pojawia się też moja największa zagwozdka związana z tą grą.

 

 

Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet prezentuje nas z trybem fabularnym. Mamy serię walk z pozostałymi zawodniczkami i scenki przerywnikowe wypełnione dialogami pomiędzy naparzankami. Nie byłem jednak w stanie przebić się przez to o co chodzi w tej grze. Mój kompletny brak uniwersum i zero znajomości postaci pojawiających się na ekranie sprawiły, że nie jestem w stanie zbyt dużo napisać o tym co dzieje się w tej grze. Jak przystało na bijatykę każda z postaci ma swoją własną historię, która w jakiś sposób wiąże się z innymi zawodniczkami. Pierwsza bohaterka która wybrałem jest pomocnicą w świątyni i w związku z jakimś złym drzewem odpiera jakieś złe duchy po to by na końcu walczyć z aniołem z czymś co wyglądało jak nabity gwoźdźmi kij baseballowy zamiast jednej ręki. Pozostałe historyjki były mniej więcej na tym samym poziomie przez co przypominają trochę bardziej fabułę z Tekkena niż tryb story z Mortal Kombat. Oczywiście mogę być w błędzie i relacje pomiędzy dziewczynami są bardzo skomplikowane ale jak już wspominałem nie znam kompletnie poprzednich 20 gier z ich udziałem i trudno mi cokolwiek o tym napisać bez ograniczania się do przepisywania z Touhou Wiki.

 

 

Na początku wspominałem o konsoli Dreamcast. Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet kojarzy mi się z tytułami jakie widziałem na tym systemie długo po tym jak został on uznany za trupa. Shump to moim zdaniem niezwykle japoński gatunek wprost z salonów arcade. Taki jest właśnie duch tej produkcji i patrząc na ekran mojego telewizora przypominałem sobie wizyty w salonach arcade w Tokio. Oczywiście jako osoba zielona w temacie nie mogę powiedzieć jak bardzo rozgrywka z tej produkcji pokrywa się z tamtymi tytułami o niewymawialnych nazwach. Pewny jestem jednak, że tytuł wydawany przez Nippon Ichi Software ma ducha tych produkcji.

 

Po pierwszym zdziwieniu przyszło olbrzymie zadowolenie, że tak nietypowe produkcje mogą pojawiac się jeszcze na rynku i wydaje je tak szanowana firma. Szybko jednak zdałem sobie sprawę z tego jak bardzo będzie to niszowy tytuł. Sam gatunek Shoot Em Up nie należy do najpopularniejszych i żadna z gier tego typu nie zawojowała jeszcze listy przebojów. Tutaj na dokładkę mamy pojedynkowanie się z innym zawodnikiem lub komputerem co dodatkowo wpływa na charakter rozgrywki i czyni całość jeszcze bardziej dziwną. Zagorzali fani na pewno sięgną po ten tytuł ale trudno mi uwierzyć by wiele osób podobnych do mnie chciało dać tej grze szansę.

 

Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet sprawia że na moich ustach pojawia się uśmiech radości. W duchu myślę sobie, że jeszcze nie wszystko stracone jeśli niszowa gierka indie z Japonii doczekuje się pudełkowego wydania na zachodzie. Może branża gier wideo jeszcze się nawróci i poza wysokobudżetowym szmelcem robionym na tą samą modłę pojawi się więcej perełek pokroju tej produkcji lub Assault Suit Leynos? Touhou Genso Rondo: Bullet Ballet wydaje się cieka grą i spędziłem przy niej miło kilka godzin. Nie widze jednak jak ta „bijatyka” mogłaby mnie przyciągnąć na dłużej. Nie znam nikogo kto chciałby ze mną pograć w ten tytuł a katowanie w niego samemu może być bardzo monotonne. Dlatego też mimo mojej wielkiej sympatii do tej gry trudno jest mi ją z czystym sercem polecić ją osobą nie zdecydowanym jeszcze na zakup. To jeden z tych tytułów, który nie potrzebuje rekomendacji bo osoby nim zainteresowane już dawno zamówiły swoje egzemplarze.

Danteveli
31 sierpnia 2016 - 07:51