Recenzja Hatsune Miku: Project Diva X - machaj porem - Danteveli - 24 grudnia 2016

Recenzja Hatsune Miku: Project Diva X - machaj porem

Danteveli ocenia: Hatsune Miku: Project DIVA X
74

Oto kolejny tekst z cyklu Tomek bierze się za gierkę, o której nie ma zielonego pojęcia. Całość jest wynikiem mojej nieustannej misji poszerzenia swoich horyzontów. Trudno powiedzieć gdzie zawędruje dalej ale odhaczyłem kolejny kawałek kompletnie obcej mi japońszczyzny i jestem z tego faktu zadowolony.

Należę do grupy osób narzekających bez przerwy na wszelkie współczesne formy sztuki. Jako typowy dziadu mam to do siebie, że rozpamiętuje się w „dawnych czasach” i wspominam jak „kiedyś było lepiej”. Zazwyczaj odnosi się to do filmów, gier i muzyki. W przypadku tej ostatniej kwestii nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego kakofonia i chała są hitami a gwiazdami nazywane są kompletne beztalencia. Nie trudno się domyśleć jakie mogę mieć zdanie na temat komputerowo wygenerowanych piosenkarek, które śpiewają chałowaty J-POP. Szokującym więc było dla mnie to, że któregoś dnia znalazłem na dysku swojego PS4 gierkę o tytule Hatsune Miku: Project Diva X. Czy po raz kolejny pod wpływem szkodliwych substancji dokonałem głupiego zakupu? Może jednak gierka z vocaloidem w roli głównej okaże się pozytywnym zaskoczeniem?

Hatsune Miku to najpopularniejszy na świecie vocaloid. Komputerowo wygenerowana piosenkarka , idol grający koncerty mimo tego że tak naprawdę nie istnieje. Bajer w stylu holograma Tupaca, który z jakiegoś powodu stał się gwiazdą. Osobiście nie mam zbyt częstego kontaktu z muzyką Miku i tego vocaloida znam głównie w związku ze starym memem związanym z pewną ludową piosenką i jej dziwacznym remixem. Co ciekawe kawałek ten znajduje się w tutorialu nowej gry. Zostałem dość pozytywnie zaskoczony tym faktem i przynajmniej na samym początku rozgrywki nie byłem totalnie zagubiony.

W każdym razie Hatsune Miku stała się przebojem i na rynku pojawiły się gry związane z tą marką. Najnowszą taką produkcją jest właśnie Project Diva X. Jest to gra muzyczna w niegdyś popularnym stylu. Chodzi o to, że nie gramy na żadnym instrumencie przy pomocy dziwacznego i drogiego kontrolera. Do zabawy wystarczy nam kopia gry i Dual Shock 4. Mamy więc klepanie odpowiednich przycisków pada w odpowiednim momencie. Pojawiające się na ekranie kształty informują nas który z guziczków trzeba kliknąć. Pojawiają się także kombinacje przycisków kierunkowych pada i kolorków a także te, gdzie trzeba przytrzymać dany przycisk przez kilka chwil. Do tego korzystamy jeszcze z gałki analogowej przy specjalnie wyznaczonych do tego sekcjach piosenki. Gameplay ogranicza się do naciskania odpowiednich przycisków w odpowiednim momencie niczym w PaRappa the Rapper,czy każdej innej gierce przed wybuchem mody na repliki gitar.

Tryb kampanii przenosi nas do wirtualnego świata, w którym żyje Miku i inne vocaloidy. Naszym zadaniem jest pomóc im w ratowaniu jakichś gwiazd i chmur, które potrzebują energii śpiewu do funkcjonowania. Całość to jakaś głupia pierdoła, która mnie kompletnie nie obchodziła i służy raczej jako zapchajdziura by produkcja wydawała się bardziej rozbudowana. Nasze misje ograniczają się do przechodzenia kolejnych piosenek z wyznaczonymi nam zadaniami tak by odblokowywać konkretne moduły powodujące dalsze postępy w grze. Sprowadza się to na przykład do tego, że musimy bezbłędnie zaliczać jakieś sekcje danej piosenki albo odpalać specjalny tryb związany z naładowaniem bonusowego paska energii. Za nasze wyczyny nieustannie odblokowujemy drobne upominki, które możemy podarować Miku aby zwiększyć nasz współczynnik przyjaźni.

Oprawa graficzna produkcji prezentuje się całkiem nieźle. Trudno jednak zwracać na nią uwagę kiedy wzrok koncentruje się na konkretnych punktach ekranu, gdzie pojawiają się kolejne „nutki”. Pod tym względem produkcja przypomina mi gierkę muzyczną z ostatniej olimpiady Mario i Sonica. Na ekranie coś tam się dzieje ( tym wypadku są to jakieś koncerty) ale nie jest to nic specjalnego. Trochę szkoda bo jestem fanem rozwiązania z Elite Beat Agents, gdzie na ekranie mogliśmy oglądać zwariowane historyjki komponujące się idealnie z przygrywającą nam muzyką. Trochę dziwne jest też, to że podczas kolejnych piosenek nie ma jakichś teledysków albo innych bajerów, które sprawiłyby że inne osoby miałyby jakiś powód do obserwowania tego co dzieje się na ekranie.

Nie znam się na muzyce jaka występuje w tych grach. Mi brzmienia usłyszane podczas przechodzenia kolejnych wyzwań specjalnie nie przeszkadzały. Nie było to jednak coś czego chciałbym wysłuchać więcej niż te 2 czy 3 razy. Dlatego też posłuchałem opinii ekspertów (osób które grały we wcześniejsze odsłony i siedzą w temacie Hatsune Miku). Według moich znawczyń tematu jest ok ale mogłoby być lepiej bo soundtrackowi czegoś brakuje.

Nie będę obijał w bawełnę. Cała otoczka Hatsune Miku mnie kompletnie nie obchodzi. Ten element gry miał dla mnie najmniejsze znaczenie. Odpaliłem Hatsune Miku: Project Diva X licząc na solidną gierkę muzyczną. Dostałem właśnie to więc nie mogę zbytnio narzekać. Gameplay jest przyjemny i wymaga od nas zręcznych palców i dobrego timingu (nie polecam grać przez funkcję streamowania z PS4). Produkcja charakteryzuje się więc wszystkim na co może liczyć ktoś kto lubi pograć w gry tego typu. Cała warstwa z ubieraniem bohaterki, dawaniem jej prezentów i czytaniem o jej perypetiach to tylko dodatek. Bajer ten jednak powinien zadowolić fanów wirtualnej celebrytki. Na koniec dnia nie stałem się miłośnikiem ani Miku ani fanem jej muzyki. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że komuś mogą spodobać się te brzmienia i oglądanie wideo z jej koncertów już nie jest dla mnie tak szokujące. Wydaje mi się to całkiem dobrym wynikiem jak na osobę, która jeszcze kilka miesięcy temu naśmiewała się ze znajomych japonek kibicujących wirtualnej piosenkarce.

Grając w ten tytuł uzmysłowiłem sobie jak bardzo chciałbym zobaczyć jakiegoś następcę Elite Beat Agents. Nie chodzi o to, że Hatsune Miku: Project Diva X to jakiś crap czy coś kompletnie nie godnego naszej uwagi. Po jest to produkcja nie dla mnie. Tytuł kompletnie nie trafiający w mój gust muzyczny i nie oferujący mi takiej dawki frajdy jak gierka z konsoli Nintendo. Mimo tego, że jest to produkcja kompletnie nie w moim stylu, spędziłem z Miku całkiem przyjemnie te kilka godzin klikania. Jestem przekonany, że osoby siedzące w tym temacie będą zadowolone z dziesiątej części Project Diva bo jest to zacna gierka.

Danteveli
24 grudnia 2016 - 07:50

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
03.01.2017 23:21
klocuff12
8
Legionista

Piosenki Miku są świetne. Dobrze że takie gry wychodzą w Europie. Już nie moga doczekać się na najunowszą odsłonę serii.