Moc jest z nimi - w co najlepiej zagrać przygotowując się do premiery VII epizodu Gwiezdnych Wojen? - Luc - 30 listopada 2014

Moc jest z nimi - w co najlepiej zagrać, przygotowując się do premiery VII epizodu Gwiezdnych Wojen?

Od premiery pierwszego, oficjalnego teasera kolejnej części kultowej serii nie minął jeszcze tydzień, a już obejrzenia liczone są w dziesiątkach milionów i nic nie wskazuje na to, aby trend ten miał wyhamowywać. Tak moi drodzy – Gwiezdne Wojny wracają i choć malkontenci nie ustają w narzekaniach, świat po kilkunastu latach przerwy znów oszalał na punkcie Rycerzy Jedi. Do premiery „Przebudzenia Mocy” niestety jeszcze rok, a że nie mam zamiaru czekać tak długo, aby ponownie dać się wchłonąć temu jakże rozbudowanemu uniwersum, postanowiłem odświeżyć sobie kilka tytułów. Jak zawsze – część jest słabsza, a niektóre nie wytrzymały próby czasu, ale jest także spore grono produkcji, które mimo kilkunastu lub wręcz kilkudziesięciu lat na karku wciąż potrafią wywołać ciarki. Zebrałem to wszystko, ograłem lub przejrzałem raz jeszcze … i ułożyłem w osobistym, dziesięciomiejscowym rankingu. 

10. Star Wars Episode I: The Phantom Menace

Zaczynamy od produkcji na którą zapewne niewielu zwróciłoby uwagę, gdyby nie fakt, iż moglibyśmy wcielić się w niej w Qui-Gon Jinna lub młodego Obi-Wana. Choć gra nawet jak na swoje czasy była wyjątkowo pełna błędów, jedno trzeba jej przyznać – jako miks zręcznościówki i platformówki z elementami logicznymi sprawdzała się naprawdę doskonale. Fakt, iż osadzono ją w świecie Gwiezdnych Wojen pomógł zdobyć jej popularność, na którą zresztą w pełni zasłużyła.

Szalenie satysfakcjonujący system walki, ciekawe poziomy i możliwość odgrywania scen z debiutującego chwilę wcześniej Epizodu I – graczom chcącym wcielić się w obrońców Republiki to wystarczyło, aby spędzić kilka udanych (choć zdecydowanie zbyt krótkich) chwil z grywalnym The Phantom Menace. Już za samą walkę z Darth Maulem warto po nią sięgnąć nawet po tylu latach … O ile oczywiście nie zdecydujemy się oszukiwać – złapanie za wyrzutnię rakiet może i było skuteczne, ale zdecydowanie mniej filmowe. A w końcu to owa filmowość stanowiła największy atut tejże produkcji.

9. Star Wars: Empire at War

Pamiętacie czasy, gdy absolutnie wszyscy bez wyjątku zagrywali się w RTS-y? Wbrew pozorom wcale nie minęło od tego momentu tak wiele – jak dziś pamiętam, spędzone dziesiątki godzin na konstruowaniu wielkich armii i wymierzaniu idealnych proporcji przy zakładaniu pól uprawczych wokół miasta. Niektórym z nich nie brakowało absolutnie niczego, ale z czasem zacząłem się zastanawiać „co by było gdyby przenieść to wszystko na grunt Gwiezdnych Wojen?”. Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo – w 2006 roku dostaliśmy nareszcie porządnego RTS-a z Mocą (i ekonomią) w roli głównej – Empire at War.

Wydane po średnio udanym Force Commander i trochę lepszym Galactic Battlegrounds nie rokowało szczególnie obiecująco, okazało się jednak strzałem w dziesiątkę. Mnóstwo filmowych jednostek, świetna kampania, walki na ziemi i w kosmosie oraz doskonale ujęta esencja uniwersum zadecydowały o tym, że Empire at War błyskawicznie podbiło moje serce. Jeśli więc zamiast wymachiwania mieczem preferujecie strategiczne podejście i zarządzanie Imperium „od środka” – wiecie, pod jaki adres się udać.

8. Star Wars: Episode I: Racer

Czego by o Epizodzie I nie mówić, jedno trzeba George’owi Lucasowi przyznać – wyścigi ścigaczy wyszły mu znakomicie. Równie znakomita okazała się gra, która się na nich wzorowała. W teorii była ta po prostu kolejna wyścigówka, ale wystarczyło kilka minut z ową produkcją, aby zakochać się w niej bez pamięci. Świetnie odwzorowane postacie oraz ich pojazdy to zaledwie czubek góry lodowej atutów owej produkcji. Specyficzne animacje i sposób kierowania jednym z dwudziestu trzech ścigaczy pozwalał momentalnie poczuć się niczym młody Anakin Skywalker.

Każdy z grywalnych zawodników był dodatkowo wyposażony w zaskakująco dużo osobowości (przynajmniej jak na ścigałkę) i choć objawiała się ona głównie w postaci odzywek podczas jazdy, dawała poczucie uczestniczenia w czymś więcej niż w bezdusznym wyścigu. Jeśli dodamy do tego 25 ciekawie zaprojektowanych tras na 8 różnych planetach oraz wyjęte żywcem z filmu efekty dźwiękowe, trudno się dziwić, iż Star Wars: Episode I: Racer na tak długo utkwił mi w pamięci.

7. Star Wars: X-Wing Alliance

Po przyziemnych wojażach pora jednak w końcu przenieść się do przestrzeni kosmicznej. Choć Moc oraz walki na miecze świetlne stanowią esencję uniwersum, nie jestem w stanie wyobrazić sobie ani jednej książki, filmu czy komiksu bez kosmicznych pojedynków. Tytułów skupiających się na poczynaniach pilotów Imperium lub Rebelii było całe mnóstwo – tych sygnowanych przynależnością do serii X-Wing było kilka, jednak na szczególną uwagę zasługują dwie z nich. Jedna zajęła miejsce drugie w moim zestawieniu, z inną właśnie macie do czynienia.

X-Wing Alliance trafiło pod strzechy w 1999 roku i było symulatorem latania za sterami znanych z filmów maszyn. Świetnie wykonany model sterowania, zatrważająca ilość misji do wykonania (w tym oczywiście rajd na Gwiazdę Śmierci – ciarki na plecach gwarantowane!) oraz plethora maszyn do wyboru były spełnieniem marzeń każdego fana Gwiezdnych Wojen. W większości produkcja bazowała na pomysłach i rozwiązaniach zastosowanych w poprzednich odsłonach cyklu, jednak robiła to w tak dopracowany sposób, iż ciężko było nie piać z zachwytu. Wspominałem o filmowej muzyce oraz doskonale wyrenderowanych jak na tamte czasy cutscenach?

6. Star Wars: Battlefront II

Gdybyście jednak woleli zmagać się z przeciwnikami w bardziej tradycyjny sposób lub po prostu nie lubicie się ograniczać do walki tylko i wyłącznie na jednej płaszczyźnie – koniecznie sięgnijcie po którąś z odsłon serii Battlefront. Przyszłość „trójki” jest wciąż niepewna i co chwilę wypływają sprzeczne informacje na jej temat, ci którzy zechcieliby zasmakować ogromnych batalii w skórze jednego z żołnierzy lub usiąść za sterami X-Winga mogą jednak śmiało instalować wciąż świetnie trzymającą się drugą część.

Oprócz zaskakująco rozbudowanej rozgrywki dla pojedynczego gracza, w tytule znalazł się także i multiplayer. I to nie byle jaki! Ogromne mapy z mnóstwem wojaków, fruwające wszędzie wiązki blasterów i sporadycznie słyszany brzęk włączanego miecza świetlnego – bardziej „gwiezdnowojennie” być już po prostu nie może.

5. Seria Star Wars: Rogue Squadron

Jeżeli czytając wcześniejsze opisy za każdym razem przechodziły Was ciarki na dźwięk nazwy jednej z kosmicznych maszyn, z pewnością zainteresujecie się i tą pozycją. Oczywiście seria X-Wing pozostanie niedoścignionym wzorem dla pierwszoosobowych symulatorów, jeśli jednak nie macie w żyłki urodzonego pilota, skomplikowany model sterowania i obsługi statku lekko Was odpycha, a mimo to chcielibyście zasiąść za sterami V-Wingów i całej reszty – Rogue Squadron będzie dla Was idealny. Seria osadzona w perspektywie trzeciej osoby, choć wcale nie należy do najprostszych oferuje o wiele przyjaźniejszy interfejs.

Nastawiona na element zręcznościowy doczekała się pełnej trylogii, w której każda z części skupiała się na rozgrywce singleplayer, rzucając gracza po całej galaktyce z misjami polegającymi na rozbijaniu sił Imperium. Nie wiem jak u Wy, ale ja od małego marzyłem o tym, aby przy pomocy małego A-Winga powalić potężnego AT-AT (pomimo tego, że moje serce należy do sił imperialnych!) – i Rogue Squadron daje nam taką okazję. Gdybym wybierać miał tylko jedną z odsłon serii, postawiłbym mimo wszystko na „jedynkę”, ale żadnej z kolejnych absolutnie niczego nie brakuje.

4. Star Wars: Republic Commando

Miejsce czwarte przypadło tytułowi często pomijanemu w przeróżnych zestawieniach i mam wrażenie, że kompletnie niedocenionemu przez środowisko graczy. Ja bawiłem się przy nim jednak świetnie, na przestrzeni wielu lat ukończyłem ją wielokrotnie i nawet teraz z przyjemnością podszedłem do niej raz jeszcze. Republic Commando był typowym shooterem, w którym wcielaliśmy się w członków jednego z oddziałów specjalnych armii klonów. Machania mieczem tu nie ma, ale twórcom udało się świetnie uchwycić klimat nowej trylogii i wprowadzić w grze wystarczająco dużo dramaturgii, abym śledził ją z zapartym tchem.

Wyobraźcie sobie kampanię z Call of Duty 4: Modern Warfare … a teraz dodajcie tam elementy z Gwiezdnych Wojen i o to jest – Republic Commando w pełnej krasie. Masa zróżnicowanych misji w ramach trzech (!) kampanii, mnóstwo nawiązań do filmów, świetny model strzelania, ciekawie napisany scenariusz i postacie, które choć w teorii takie same (to w końcu klony!) szybko okazują się odrębnymi jednostkami, do których szybko się przywiązujemy. A teraz wybaczcie, ale wracam na front – wojna sama się nie wygra.   

3. Seria Star Wars Jedi Knight

Jak bardzo byśmy się jednak nie starali zakłamywać rzeczywistości, wcielanie się w klony lub latanie za sterami kosmicznych statków, nigdy nie zastąpi władania Mocą i szermierki na miecze świetlne. Jasne, miło jest wykręcić beczkę za sterami Sokoła Millenium pośrodku pola asteroidów, ale możliwość pomachania charakterystycznym ostrzem przemawia do mnie jeszcze bardziej. Doskonale rozumieli to twórcy serii Jedi Knight. Wydarzenia rozgrywające się głównie po Epizodzie VI, obserwujemy z perspektywy niejakiego Kyle’a Katarna – najemnika, stopniowo odkrywającego nieznane fakty ze swojej przyszłości.

Pierwsza odsłona – Dark Forces - była klasyczną strzelanką, w której pakowaliśmy po prostu kolejne wiązki laserów w stojących nam na drodze przeciwników. Gra została przyjęta całkiem nieźle, a to wystarczyło do stworzenia sequela o podtytule Dark Forces II – i to właśnie wtedy rozpoczął się jej prawdziwy fenomen. Główny bohater odkrywa wówczas w sobie potencjał Mocy, a sami gracze zyskują możliwość oglądania rozgrywki w TPP i walczenia przy pomocy miecza świetlnego.

W kolejnych częściach twórcy coraz mocniej skupiali się na tym elemencie, dopisując do tego naprawdę wciągająca fabułę i opakowując to całkiem niezłą grafiką. Ostatnia część cyklu – Jedi Knight: Jedi Academy pozwalała wcielić się w własnoręcznie stworzonego adepta Mocy (choć historia przypadła mi do gustu bardziej w Jedi Outcast), a do tego dodatkowo usprawniła tryb multiplayer. Nie potrafię nawet zliczyć ilości godzin, które przesiedziałem wówczas przed monitorem!

2. Star Wars: TIE Fighter

Zgoda - były piękniejsze symulatory latania za sterami kosmicznych myśliwców. Owszem, bywały także bardziej rozbudowane. To wszystko prawda, ale jednemu się zaprzeczyć nie da - TIE Fighter jako pierwsze tak mocno zbliżyło się do perfekcji w swojej kategorii. Choć pierwszy raz w ten tytuł grałem dobrych kilka lat po premierze, nawet wtedy zrobił nam mnie piorunujące wrażenie. Pomijając już realistyczny model sterowania i filmowy klimat (te bowiem obecne były już u poprzednika, czyli w oryginalnym Star Wars: X-Wing – tu po prostu je ulepszono), tym co urzekło mnie najbardziej była możliwość wcielenia się w pilota Imperium.

Z dzisiejszej perspektywy to nie żaden wyczyn i po stronie „złych” możemy opowiedzieć się w mnóstwie produkcji, w tamtych czasach była to jednak nie lada gratka. Do tej pory polatać TIE Fighterem, TIE Bomberem czy TIE Interceptorem mogłem co najwyżej w wyobraźni lub przy (przyznaję, bardzo nieudolnie) skonstruowanych własnoręcznie modelach z klocków LEGO, ale odkrycie tego tytułu nareszcie nadało moim marzeniom odrobinę bardziej realnego charakteru. Widok z ciemnego kokpitu i siadanie na ogonie z okrzykiem „You rebel scum!” na ustach było po prostu bezcenne.

1. Star Wars: Knights of the Old Republic

I w ten o to sposób dotarliśmy do pozycji pierwszej. Dużego zaskoczenia nie będzie, bowiem jedynie nieliczni przyznaliby złoty medal innej produkcji. Nic w tym zresztą dziwnego – Knights of the Old Republic porażało rozmachem, fantastycznym system walki, klimatem i prawdopodobnie jednym z najlepszych zwrotów fabularnych w historii, który osobiście stawiam niemalże na równi z „I am your father”. Co dokładnie się wydarzyło zdradzać nie będę, gdybyście jakimś cudem wciąż w „jedynkę” nie grali, ale ci którzy przez wiadomą scenę przebrnęli zapewne zareagowali tak jak ja, czyli spadając z krzesła i zbierając szczękę z podłogi.

Już za sam ten element Knights of the Old Republic zasługuje na wiekopomną chwałę, ale o wielkości tego tytułu decydowało znacznie więcej czynników – oprócz tych już wspomnianych, na szczególną uwagę zasługiwała oprawa muzyczna oraz wybornie zaprojektowane i wykonane lokacje, kreujące niepowtarzalny, filmowy klimat. Zabieg, na który zdecydowali się twórcy – czyli osadzenie akcji na 4000 lat przed wydarzeniami z filmów, był dla wielu źródłem niepokoju o ten jakże istotny aspekt, ale okazało się, że wybrnięto z tego koncertowo. Postacie faktycznie były nowe, ale wystarczająco przypominały te znane z ekranu, abyśmy czuli się jak w domu.

Dodajmy do tego jeszcze świetne cutsceny, rozbudowaną możliwość modowania (choć za to podziękowania należą się fanom), masę przedmiotów z ciekawą historią, tonę dodatkowych aktywności oraz … A zresztą. W to po prostu musicie zagrać sami. A jeśli to już zrobiliście – zagrajcie ponownie. Po stokroć warto, zwłaszcza, iż na grafikach koncepcyjnych Sith z teasera „Przebudzenia Mocy”, nosi pancerz zaskakująco podobny do tego, w którym widzieliśmy Darth Revana … Na powrót Mrocznego Lorda oczywiście liczyć nie możemy, ale kto wie – może J.J. Abrams szykuje nam jakiś drobny ukłon w stronę oficjalnie nieuznawanego Rozszerzonego Uniwersum?

I honorowa wzmianka o ...

Aby uprzedzić wątpliwości – tak, pamiętam Knights of the Old Republic II, pamiętam X-Wing vs. TIE Fighter, pamiętam Super Star Wars, ba zagrywałem się także w LEGO Star Wars II i do dziś odpalam The Old Republic. Wszystkich wepchnąć do rankingu się niestety nie da i nawet pomimo tego, że uważam je za produkcje udane czy wręcz bardzo dobre, z ciężkim sercem musiałem dokonać jakiegoś wyboru.

Luc
30 listopada 2014 - 13:06

Komentarze Czytelników (32)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.12.2014 11:52
Luc.Golabiowski
odpowiedz
Luc.Golabiowski
27
Luc

No SotE widzę, że się często u Was przebija i mimo kilku nieudanych podejść wiele lat temu, może warto by było raz jeszcze spróbować.

Kto wie, może po tak długiej przerwie wykażę się odrobinę większą cierpliwością i dobrnę do końca ;)

02.12.2014 12:43
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Za przestój można być wdzięcznym gównoróbcom z LucasArts, którzy ostatnią względnie dobrą grę (Republic Commando) zrobili niemal dekadę temu. Później jedyną wydaną przez nich (ale już nie tworzoną) dobrą pozycją był w zasadzie Empire at War z dodatkiem. Po przejściu TOR pięcioma klasami (tak, zamierzam tu używać określenia "przejście", deal with it) stwierdzam, że ta gra też łapie się na listę, choć gracze oczekujący KotORa III muszą tu użerać się ze wszystkimi naleciałościami MMO. Po drodze było jeszcze LEGO Star Wars - w sumie fajne, ale nie potrafię traktować tego na równi z innymi tytułami. 1313 ostatecznie zostało skasowane, ale to i tak była gra-widmo, a kolejne "wycieki" po anulowaniu projektu pokazały tylko, że LucasArts nawet po śmierci nie przestaje ściemniać i obiecywać gruszek na wierzbie.

Pocieszać można się faktem, że LA zdechło (10 lat za późno, ale dobre i to). Teraz żaden pies ogrodnika nie stoi na drodze cyfrowym reedycjom, dzięki czemu na GOGu już pojawiły się X-Wing i TIE Fighter. Pozostaje czekać na Alliance, Rogue Squadron, Shadows of the Empire i parę innych tytułów (również przygodówek niezwiązanych z SW). Całe szczęście, że już wcześniej jakimś cudem seria Dark Forces / Jedi Knight dostała się na Steama.

02.12.2014 14:21
odpowiedz
TheLastJedi
55
Pretorianin

Nie wiem co ze mną nie tak ale mi się podobało The Force Unleashed. Wymagania duże i bugi, to fakt. Ale sama walka i combosy dla mnie były fajne i dawały radochę. Może to dlatego że lubię slashery. I nie można grze odmówić klimatu. Co do 2ki to grało się nieźle ale za krótki, chciałbym poznać zakończenie historii ale po takiej wtopie nie ma szans. W ogóle nie wiedziałem że pierwsze TFU było tak słabo oceniane, gdy grałem samemu byłem oczarowany jako fan SW.

02.12.2014 14:47
Wielki Gracz od 2000 roku
odpowiedz
Wielki Gracz od 2000 roku
124
El Kwako

The Force Unleashed było fajne, ale miało jeden mankament - zwykli szturmowcy mogli cię zabić bez problemu, a żaby ich zabić trzeba było uderzyć parę razy(!) mieczem świetlnym. W co porównaniu do ściągnięcia na powierzchnię planety całego okrętu wydaje się po prostu idiotyczne.

W całą serię Jedi Knight nie grałem, tylko w dwie ostatnie, ale stwierdzam że to w nich, a nie w TFU czuć prawdziwa moc. Dowolny wybór rozwoju mocy, fajne miejsca, niezła fabuła, miecz tnący szeregowych za jednym uderzeń oraz genialny system walki - najlepsze gry ze świata Star Wars jakie kiedykolwiek powstały.

Empire at War - jeśli chodzi o strategię, to było genialne posunięcie. Cała galaktyka, rozwój planet i technologii, bitwy w kosmosie (naziemne mnie trochę nudziły) kiedy to flota Gwiezdnych Niszczycieli wchodziła na orbitę oraz destrukcja planet w ostatniej fazie kampanii Imperium. Do tego świetny dodatek, tylko szkoda że nie oddano nam do dyspozycji Super niszczyciela klasy Eclipse, który jest w ostatniej misji. Plus niezły dubbing.

KotoR - mało która gra RPG tak mnie wciągnęła (może tez dlatego, ze to jednak SW co dla mnie jako fana jest obowiązkowe). Historia, postacie, miejsca - to wszystko sprawiło, ze gra jest sztuką samą w sobie. Jedyny dla mnie minus to beznadziejny system walki, ale można to akurat przeboleć.

Rouge Squadron - gra dzieciństwa, wraz z JK. Pamiętam jak z kumplem trudziliśmy się by ją przejść i ile potem dawało to satysfakcji. Tylko jak można było latać tym sokołem, który stał w hangarze?

Episode I: Racer - kolejna gra dzieciństwa. Pamiętam jak kolejne wyścigi były coraz trudniejsze i ile sił trzeba było w nie włożyć przy prędkościach jakie tam panowały. Oraz te odgłosy prosto z filmu - pychotka. (Z innej beczki - Harry Potter: Mistrzostwa Świata w Quditchu - grał ktoś kiedyś w to? Bo ja tak i bardzo ciepło ją wspominam).

No i Battlefront 2 - tryb na Tatooine, gdzie wszyscy bohaterowie mogli się tłuc był po prostu epicki :D.

02.12.2014 14:51
GimbusomNIE
odpowiedz
GimbusomNIE
77
Pogromca Gimbusów

Nie ma Rebelliona (albo Star Wars Supermacy), ale jest Phantom Menece ... tak piękna lista gier brawo

02.12.2014 15:12
xsas
odpowiedz
xsas
141
SG-1

Dla mnie w takim bardzo ścisłym rankingu to są dwie "serie":
1. Knight of the Old Republic (1 i 2)
2. Jedi Knight: Jedi Outcast / Jedi Academy

Z czego w tej drugiej naprawdę czuć moc i władanie mieczem - baaardzo satysfakcjonujące (zwłaszcza gdy się włączy "ćwiartkowanie" wrogów) lub bardzo przyjemne duszenie mocą i miotanie przeciwnikami (nawet jako prawy jedi)
Swego czasu myślałem, że TFU będzie spadkobiercą JK:JA, ale się przeliczyłem - a był taki potencjał... i jedynie co to genialny mod do Jedi Academy "Movie Battles" to jakoś wynagrodził.
P.S. Bardzo miło wspominam też SW:Racer, który wciąż u mnie na kompie gości. ;p

02.12.2014 17:08
odpowiedz
Sirh
43
Centurion

Też uważam, że brak tu Star Wars: Rebellion. Ukończyłem po obu stronach. Bardzo skomplikowana i mało efektowna, przez co trochę trudna i czasami może wydawać się nudnawa, ze względu na dużą ilość tekstu i statystyk. Ale możliwość wyboru ścieżki działania z bohaterami zwiększającymi szansę powodzenia (dyplomacja, sabotaż, desant na planetę, wzniecanie zamieszek, aż po użycie Gwiazdy Śmierci zgodnie z instrukcją użytkownika do niszczenia całych planet) plus flota gwiezdna i wielkie bitwy kosmiczne, to jest to, co prawdziwy dowódca uwielbia.

02.12.2014 17:10
odpowiedz
grontix
0
Pretorianin

Brak Shadows of the Empire i PM na 10 miejscu kompletnie dyskwalifikuje tę listę w moich oczach.

A Rebellion jest słaby ;)

02.12.2014 21:14
odpowiedz
maxxi_sc
30
Chorąży

ja uwielbiam też the force unleashed

03.12.2014 09:27
GimbusomNIE
odpowiedz
GimbusomNIE
77
Pogromca Gimbusów

@grontix - no tak jak ci się podobał PM i SotE czyli zręcznościówki to wiem, że Rebellion jest "niestety" bardziej wymagający, ale nie bój masz nowe AC i CoD-y gier ci nie zabraknie :D

03.12.2014 10:23
odpowiedz
StoogeR
131
Generał

Model sterowania w serii x-w/t-f byl skomplikowany? Chyba autorowi chodzilo o klawiszologie, ale mi sie "model sterowania" kojarzy bardziej z modelem lotu, ktory byl tak prosty jak tylko sie da. Heh, byl w ogole jakis guzik na klawie, ktorego x-wingi nie wykorzystywaly? ;D Dzis daj ludziom cos wiecej niz wasd+spacja+klik, to zaczna szukac poradnikow albo marudzic na forum, ze sterowanie sux.
Zadna z gier tego zestawienia poza seria X-W jakos rewelacyjnych wrazn na mnie nie robila. Bylo fajnie, ale dla mnie rep commando byl rownie fajny co cala reszta gier, albo inaczej mowiac reszta gier nie byla lepsza od rep commando. Kotor w ogole mi nie podszedl (odrzucil mnie wrecz). Jedyne co kocham i uwielbiam z gier SW to x-wing/tie-fighter, xvt i alliance.
Wyobrazcie sobie te kosmiczne bitwy przy dzisiejszych mozliwosciach naszych domowych maszynek. Dlaczego nikt nie zrobi nowego x-winga?
No tak, z taka klawiszologia to musieliby chyba zrobi ex'a na piece (za duze ryzyko), obnizyc poziom gry do konsolowych standardow (nie, dzieki) albo dodawac do zestawu klawiature (konsolowe hamburgery nie kupia bo nie ogarna takiej ilosci guzikow).

A wlasnie, jeszcze rebellion. Zupelnie zapomnialem, a to wyjatkowo fajna gierka byla, bawilem sie przy niej lepiej niz przy calej reszcie zestawienia (pomijajac ukochane X-W oczywiscie). Jedna z pierwszych gier, w ktore gralem z kumplem jak TP zalozyla mi SDI (jeszcze lata 90). Bylo genialnie.

03.12.2014 12:28
maviozo
odpowiedz
maviozo
172
Filozof Pierdoła

Tylko jak można było latać tym sokołem, który stał w hangarze?
Z tego co pamiętam, to trzeba było mieć wszystkie złota. Tak samo można było polatać TIE.
ALE też mi się wydaje, że był na to jakiś hack/hasło/trainer.
Wiem że latałem, ale jakoś mnie nie powalił. V-wing z 6 naprowadzającymi rakietami najlepszy :>

04.12.2014 01:05
odpowiedz
Einar_Bloodaxe
1
Junior

Przypominam, iż te gry nie należą już do oficjalnego kanonu Gwiezdnych Wojen. Możemy za to podziękować Disney'owi i J.J. Abramsowi.

04.12.2014 01:48
odpowiedz
grontix
0
Pretorianin

GimbusomNIE

Brawo, wypowiedź "z klasą".

Dla Twojej informacji - raz, PM mi się wybitnie nie podoba i nie powinien być nawet w top 10, dwa - Rebellion jest słabą grą. Force Commander też był słaby. Galactic Battlegrounds też w sumie nie należał do dobrych produkcji, ale ma swój klimat. EaT to jedyna strategia godna uniwersum.

A SotE to najlepsza gra uniwersum - takiej różnorodności gameplayowej nie ma do dzisiaj.

04.12.2014 13:04
Saed
odpowiedz
Saed
121
Pretorianin

Tie Fighter to absolutne mistrzostwo "czystych" space simów. W tej grze wszystko było perfekcyjne. Nigdy nie przepadałem za Imperium, ale przy TF bez wahania przeszedłem na ciemną stronę mocy. A ostatni starwarsowy space-sim - X-Wing Alliance - jest dzięki fanom ciągle wspierany (m.in. projekt XWAUpgrade, totalne konwersje X-Wing i Tie-Fighter)
Do dziś moc jest w nim silna :)

04.12.2014 13:14
Dragon_666
odpowiedz
Dragon_666
67
Get Twiztid

Cos zabraklo Age of Empires uniwersum SW czyli Star Wars: Galactic Battlegrounds ktore wciagly mnie swego czasu i Quake'a gwiezdych wojen Dark Forces i czesc druga moja ulubiona. Jak wyzej wspominali rowniez najwiekszej perełki SotE gdzie bylo doslownie wszystko co najlepsze nawet wyscigi na "skuterach".

04.12.2014 13:25
odpowiedz
zanonimizowany453591
62
Senator

[28]

Dark Forces jest wymienione w ramach serii Jedi Knight na miejscu 3.

04.12.2014 14:10
Dragon_666
odpowiedz
Dragon_666
67
Get Twiztid

Faktycznie slepy jestem i zapedzilem sie.
Zwracam honor.

05.12.2014 09:48
odpowiedz
martin32
2
Junior

Bardzo miło wspominam serię Jedi Knight. Pamiętam jak zakupiłem pierwszego 3dfxa i odpalilem Dark Force II. To było coś. Ten klimat, muzyka, walki na miecze świetlne i genialne przerwniki z prawdziwymi aktorami. W tamtym czasie zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Zabrakło mi w tym artykule wzmianki o moim zdaniem bardzo udanym Shadows of the Empire. Chyba pierwszego poziomu nie muszę nikomu przypominać. Czekamy na grudzień 2015....

21.01.2015 20:12
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze