Recenzja Mario Tennis: Ultra Smash - Danteveli - 26 listopada 2015

Recenzja Mario Tennis: Ultra Smash

Danteveli ocenia: Mario Tennis: Ultra Smash
55

Mario Tennis to połączenie dwóch rzeczy które uwielbiam. Sport, do którego to uprawiania byłem zmuszany za dzieciaka i bohatera jednej z pierwszych gier w jakie miałem okazje zagrać. Jak dotąd prawie wszystkie sportowe gry z udziałem wąsatego hydraulika były wyśmienite. Dlatego też zakup Mario Tennis: Ultra Smash wydawał się oczywistością. W jakim to ja byłem błędzie.

Nie trudno się domyśleć, że Mario Tennis: Ultra Smash to gra tenisowa z udziałem postaci z uniwersum Super Mario Bros. W tytule tym pojawiają się Jest oczywiście Mario, Lugi, księżniczka Peach czy Bowser. Ogółem mamy wybór spośród zawodników. Trochę dziwnym jest że pośród nich nie ma naszych Mii. Jest to o tyle dziwne, że poprzednia gra z tego cyklu oferowała cały system rozwoju naszego Mii poprzez kupowanie mu nowych elementów ekwipunku. Tutaj takich bajerów nie uświadczymy.

 

Jeśli chodzi o rozgrywkę to mamy stare dobre Mario Tennis. Gra jest niezwykle prosta i już po paru chwilach od pierwszej partyjki wiemy o niej wszystko. Pozwala to praktycznie każdemu bawić się świetnie przy tym tytule. Mamy 4 typy odbić plus „ataki” specjalne, gdzie będąc w odpowiedniej pozycji naciskamy przycisk wyświetlający się na ekranie. Nowością w tej części jest coś co dobrze znają wszyscy fani Super Mario Bros. Chodzi mi o grzybki, które powiększają naszą postać. Bajerek ten znajduje się tera w tenisowej grze i za jego pomocą nasze odbicia stają się zdecydowanie silniejsze i trudniejsze do odebrania przez przeciwnika. Dodatek ten nie wywraca dotychczasowej gry do góry nogami. Osobiście nie jestem jego zwolennikiem. Wynika to głównie z animacji towarzyszącej zmianie postaci w swoją gigantyczną wersję. Moim zdaniem zatrzymanie gry na kilka sekund jest kontr produktywne. Oglądanie jak moja postać albo przeciwnik się powiększa tylko wybijało mnie z rytmu gry. Można się do tego elementu gry przyzwyczaić ale nie wnosi on zbyt wiele nowego do produkcji a zamiast tego może wnerwiać.

 

Ultra Smash daje nam możliwość zagrania w czterech trybach. Pojedynczy gracz może rozegrać partyjkę w Knockout, singla, debla w wersji klasycznej, mega lub Mega Ball Rally. Knockout jest odpowiednikiem trybów survival. Wybieramy postać i ścieramy się z kolejnymi coraz trudniejszymi przeciwnikami aż do momentu kiedy powinie nam się noga. Gramy do 7 punktów z włączonymi wszystkimi bajerami typu mega grzybki i super ataki. Tryb Mega Battle to partyjka tenisa ze wszystkimi bajerami z Ultra Smash. Tryb klasyczny ma natomiast dwie opcje standardowa, gdzie występują specjalne zagrania i wariant prosty. Opcja ta pozwala na rozgrywkę tenisa bez żadnych ulepszeń. Obok tego jest jeszcze Maga Ball Rally, które to jest prostą minigierką polegającą na odbijaniu zmniejszającej się piłki. Mario Tennis: Ultra Smash oferuje nam jeszcze możliwość zagrania w trybie online i skorzystanie z amiibo jako zawodnika sterowanego przez komputer.

 

Oczywiście gra oferuje tez możliwość zabawy dla więcej niż jednego gracza. Mamy bardzo ubogi tryb online, gdzie nie da się nawet pograć z własnymi znajomymi. Musimy liczyć na obcych z internetu. Na szczęście mamy możliwość pogrania przy jednej konsoli. Wtedy to padlet staje się niezmiernie przydatnym urządzeniem. Jeden gracz może korzystać z jego wyświetlacza podczas gdy drugi siedzi przed telewizorem. Granie właśnie w ten sposób dawało mi najwięcej frajdy i jest bez wątpienia najlepszą częścią recenzowanego tytułu.

 

Taki skromny zestaw opcji jest największą bolączka tego tytułu. W grze nie występuje żaden tryb przyciągający na dłużej przed telewizor. Nie ma żadnego turnieju czy kampanii. Nie ma także wrażenia robienia jakichkolwiek postępów w grze. Ilość rzeczy do odblokowania jest żałosna i są one po prostu nieciekawe. Wszystko odblokujemy w przeciągu jakichś 2 – 3 godzin rozgrywki. Większość z bonusów to po prostu błyszczące wersje zawodników (podobno postacie są wtedy szybsze). Niby mamy jeszcze kilka nowych kortów i wyższy poziom trudności ale brakuje bonusów z prawdziwego zdarzenia.

 

Jeśli chodzi o korty to jest ich 9. Nie jest to zły wynik gdyby nie to, że są one do siebie bardzo podobne. Teoretycznie areny różnią się prędkością piłki i tym jak bardzo się ona odbija. W większości przypadków jest to praktycznie niezauważalne. Szkoda bo kort na lodzie, gdzie się ślizgamy, wariacja z ciągle zmieniającą się areną i dziwnie odbijającą się piłką są naprawdę fajne. Gdyby pojawiło się więcej lokacji z tego typu udziwnieniami ten Mario Tennis byłby zdecydowanie bardziej interesujący.

 

Powiem szczerze, ze trudno mi zrozumieć dlaczego zdecydowano się potraktować ten produkt po macoszemu. Mamy świetną bazę która nie została dopracowana przez brak większej ilości opcji. Nie jest zbyt dobrze gdy gracz cały czas ma wrażenie, że otrzymał wybrakowany produkt. Najlepiej można porównać to do gier sportowych od EA. Zazwyczaj przy przejściu na nową generację konsol otrzymujemy produkt, który jest ubogi w opcje w zestawieniu z edycją z roku poprzedzając. Takie odczucie zdecydowanie psuje odbiór tej produkcji. Niestety kiedy patrzę na menu opcji, listę postaci czy kortów zastanawiam się nad tym gdzie podziały się te wszystkie rzeczy, które były tam wcześniej. Nie chodzi nawet o brak rozbudowanej kampanii RPG znanej z odsłon serii na GameBoy Color i Advance. Chciałbym po prostu by Mario Tennis: Ultra Smash oferowało cokolwiek co zachęcało by do gry pojedynczego gracza. Niestety partyjki z komputerem nie są na tyle interesujące by usprawiedliwić zakup tej gry.

 

Jedno do czego na pewno nie da się przyczepić to oprawa graficzna. Najnowszy Mario tennis wygląda naprawdę dobrze. Kolorowe korty i postacie wyglądające dokładnie tak jak wyobrażamy sobie bohaterów ze starych gier w wersji HD. Co najważniejsze dla gry sportowej wszystko to śmiga bez żadnych chrupnięć czy spowolnień. Ultra Smash prezentuje się po prostu świetnie i tego tej grze nie da się odmówić. Podobnie jest z kwestią audio. Energetyczna muzyka uzupełniona wykrzykującym bohaterami jest naprawdę fajna.

 

Mario Tennis: Ultra Smash nie jest jakąś tragiczną grą. Rozgrywka sama w sobie stoi na wysokim poziomie. Problemem jest tutaj raczej kwestia tego jak wielki zawód przynosi uboga oferta od studia Camelot. W produkcji tej nie ma nic co przyciągnie gracza na dłużej do konsoli. Jest to o tyle szokujące, że wszystkie poprzednie gry wypchane były po brzegi. Dlatego też nie wyobrażam sobie możliwości polecenia tego tytułu nikomu. Mario Tennis: Ultra Smash jest gorszą wersją świetnego produktu. Lepiej jest się rozejrzeć za którąś ze starszych edycji a zaoszczędzoną kasę wydać na coś innego.

Danteveli
26 listopada 2015 - 15:44
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
27.11.2015 15:52
Brucevsky
Brucevsky
121
Playing with writing

gameplay.pl

Wychodzi na to, że kupować sportówki z Mario i spółką powinny tylko osoby, które planują zabawę w multi. Opisywałem niedawno baseball z hydraulikiem i też dla pojedynczego gracza było tam niewiele dobrego (choć trzeba oddać, że chociaż jakiś tryb fabularny twórcy mimo wszystko wrzucili). Szkoda, że jakoś Nintendo nie potrafi wykorzystać potencjału tego pomysłu i pójść np. wzorem Everybody's Tennis.

27.11.2015 21:55
Danteveli_
odpowiedz
Danteveli_
23
Chorąży

@Brucevsky Sprawa jest o tyle ciekawa, że Mario Tennis na GBC i GBA to były gry RPG z tenisem. Nawet ostatni tytuł na 3DSa oferował więcej opcji dla samotnego gracza. Było tam zdobywanie nowego ekwipunku i tego typu bajery. Za to na Wii U dostaliśmy okrojoną wersję Mario Tennis z GameCube'a. Moja teoria spiskowa jest taka, że był to produkt robiony na szybko byleby coś Nintendo pojawiło się w okresie świątecznym. Miała być Zelda ale nie wyszło to zapodali coś z Mario w tytule.

Jestem strasznie zawiedziony bo przy poprzednich grach spędziłem masę czasu. tutaj wszystko odblokowałem w parę chwil i nie mam nic do roboty.