Banoi Blog - notka siódma: Ta ze Scoobym - Jakub Ćwiek - 8 września 2011

Banoi Blog - notka siódma: Ta ze Scoobym

Nie pamiętam o której się kładłem, ale bolało mnie dosłownie wszystko. Chlapnąłem przy Luigim, że na blogu pytam o pomysły na atrakcje, więc włączył sobie google translatora i przeczytał wszystkie. Wychodziły mu tam rzecz jasna czasem jakieś głupoty, ale większość cholernik wyłapał z kontekstu i dalej wprowadzać. Ganialiśmy więc po wyspie, odznaczaliśmy linie na plaży małymi kamieniami, wspinaliśmy się na palmy, by wieszać na nich zagadki - spadłem i obtłukłem sobie ramię, bo niby czemu miałoby mi być za fajnie - a ile razy przy tym goniliśmy do hotelu po jakieś pierdoły, to bajka.

Kenneth oczywiście co jakiś czas pojawiał się w towarzystwie nowych gości i dziękował za zaangażowanie, ale ani mu w głowie było pomóc. Każdorazowo myślałem wtedy:
„Stary, będziesz potrzebował solidnej lewatywy, jeśli mają ci się potem te wszystkie „dziękuje” zmieścić. Bo dokładnie tam możesz je sobie wsadzić.”

A on mówił coś jeszcze, machał i sobie szedł, odprowadzony pełnym nienawiści spojrzeniem moim i trzech hotelowych boyów. Tylko Luigi był ponad to, bo miał w głowie tylko jedno: nowe atrakcje.
Gdzieś koło północy przyszedł do nas taki łysiejący grubas w żółtej koszuli i zapytał z niemieckim akcentem czy wycieczka na latarnię jest obowiązkowa.
Oczywiście nie była, nawet jej nie planowaliśmy jeszcze, poza tym co jest ciekawego w zwiedzaniu pieprzonej latarni??
Ale przyjrzałem się gościowi, jego zarośniętemu brzuchowi - w którym jak nic krył się czerwony kapturek, babcia, gajowy i obaj bracia Grimm - zaciętej, pyzatej gębię. Zapytałem czy jest Niemcem, a gdy potwierdził, powiedziałem:
„Bardzo mi przykro, ale wspinaczka na wieżę stanowi absolutnie obowiązkowy punkt wycieczki, ponieważ wiąże się to z wierzeniami okolicznych ludów, które ośrodek zobowiązał się szanować. Ma pan to zresztą wpisane w swoją umowę, punkt piąty, podrozdział trzeci. To jeden z powodów dla których wycieczka jest tak tania.”
Facet odszedł z miną jaką mogłaby mieć dynia z Halloween wykonana przez dziecko z depresją, a ja długo i z dziką satysfakcją patrzyłem na bruzdy w piasku, które robił powłócząc nogami.
„Dlaczego to zrobiłeś?” zapytał Miguel, chudy, szpakowaty Hiszpan, najstarszy boy w hotelu.
„Z powodu meczu” odparłem. „Nazywam to odpowiedzialnością narodową.”
A potem nie wdając się w szczegóły, wróciłem do pracy.
I tak do naprawdę późna...

***

A dzisiaj ze snu wyrywa mnie pukanie do drzwi. Przełykam złożony wulgaryzm, co nie jest łatwe, bo w ustach mam sucho, a potem nakrywam głowę poduszką. Ale pukanie słychać nawet wtedy. A potem dochodzi do tego dziecięcy głos proszący o pomoc.
„No dobra, niech będzie” myślę i wstaję. Szlafrok na siebie, przewiązuję paskiem i do drzwi.
W progu stoi dziewczynka, dziewięć, może dziesięć lat, włosy w koński ogon i koszulka z hawajską laleczką uzbrojoną w surfingową deskę. Do tego ten jedyny i niepowtarzalny dziecięcy uśmiech, jeszcze bez sarkazmu, ale już dawno używany jako broń przeciwko dorosłym.
Jestem wobec niego bezbronny do tego stopnia, że zamiast myśleć to, co myślałem jeszcze przed chwilą, wprowadzam w głowie autocenzurę:
„Motyla noga!” kołacze mi teraz we łbie. Albo „Do kaduka!”
„ProszępanabomoirodzicewłaśniepostanowilisobiezrobićdrzemkęajachciałabympooglądaćScoobyDooAbraKadabraDoo i...”
Dopiero tu zrobiła przerwę na oddech.
„... i właśnie się zaczyna.” dokończyła.
Wzdycham ciężko, ale mówię, żeby weszła, bo przecież co ma się błąkać po hotelu, jak tu plazma stoi bezczynnie. Do Scooby’ego przywykłem, choć koncepcja z tych nowych bajek, żeby stwory były jednak prawdziwymi potworami, a nie przebranymi niedowartościowanymi dupkami z drugiego planu jakoś do mnie nie przemawia. Tak, możecie uznać, że jestem konserwatystą.

Mała rozsiada się przed telewizorem i wie już co ma robić, a ja wybieram ciuchy na dziś i idę do łazienki. Biorę ze sobą laptopa, żeby na szybko skrobnąć parę słów, a może jeszcze założyć Luigiemu profil na fejsie, tylko po to, by napisać mu na wallu, że jest przeklętym tyranem. Zamiast tego wrzucam sobie odcinek „Burn notice” i nowej produkcji MTv „Death Valley” o jednostce policji do zwalczania zombie w Los Angeles. Ubaw po pachy.

Gdy wychodzę z łazienki, mała ogląda w najlepsze, a co zabawne, siedzi koło niej Jean Baptiste, który przyniósł śniadanie.
„ Nie powinieneś się zajmować turystami?” pytam, ale chłopak wzrusza ramionami.
„Przecież się zajmuję, tak? Kathy to też turystka i prosiła, żebym z nią obejrzał, bo jej się samej nie chce. No to oglądam.”
„ Doprawdy, JB, jesteś uczynny jak sama Matka Teresa!”
Kathy spogląda na mnie gniewnie i przykłada palec do ust, więc się zamykam.
Odkładam laptopa i siadam koło nich. Oficjalnie żeby zjeść śniadanie, ale przecież kątem oka zerkam czy Shaggy upora się z oplatającym go wielkim wężem. Bo, jakżeby inaczej, dzisiejszy odcinek jest o Voodoo. Scooby i baron Samedi pod Kopułą Gromu. Dwóch wchodzi, wychodzi tylko jeden!
Więc oglądamy. Z początku jest fajnie, ale trochę chyba jednak wyrosłem z targetu, bo po dziesięciu minutach zaczynam sie nudzić.
„Wolę wersje aktorską, z Buffy jako Daphne” stwierdzam.
Kathy oczywiście mnie ucisza, ale JB pokazuje komórkę, a tam na tapecie Sarah Michelle Gellar ubrana tylko i wyłącznie we wdzięk swego uśmiechu.
I właśnie wtedy ktoś łomocze do drzwi. Ale nie tak puk, puk tylko raczej:
„Otwieraj przeklęty dealerze handlujący prochami pod szkołą! Wiemy, że tam jesteś i zaraz wyważymy drzwi!”.
No to staję i otwieram. A w progu wysportowany facet w koszulce polo z 15-tką na piersi.
„Jest tu moja córka?” pyta.
„ Jest” Odpowiadam „Ogląda Scooby doo i wyjada orzechy z mojego musli”
No dobra, nie mam musli, ale uznaję, że to fajny sposób na zepchnięcie faceta do defensywy. Myślę sobie, poczuje się winny, że jego córka tak mnie wykorzystała, przeprosi, postawi drinka w barze...
Ale zamiast tego koleś robi się cały blady, a potem czerwony.
„Ona jest uczulona na orzechy!” wrzeszczy i odpycha mnie na bok, by ratować córkę od niechybnej orzechowej śmierci. JB przytomnie usuwa mu z drogi wózek z jedzeniem.

Mija krótka chwila i prawda o orzechach wychodzi na jaw, tatuś zbiera zdrowy opieprz, że przeszkadza oglądać, a ja dzwonię sobie w najlepsze do Luigiego i pytam co ma dzisiaj na sobie.
Gdy krztusi się zaskoczony pytaniem, wyjaśniam:
„Wiesz, pytam, bo ja mam jeansy i koszulkę, ale pod spodem miliard nowiuśkich siniaków, więc liczę, że ty masz chociaż ze dwa otwarte złamania, chrzaniony sadysto!”
Śmieje się, mówi, że to zabawne, że się tak oburzam, bo właśnie miał mi się zrewanżować za wczoraj zapraszając mnie na spotkanie z Samem B. Wiecie, tym raperem.
Pytam jaki to, do diabła, ma być dla mnie rewanż? Gdyby chociaż Sam było skrótem od Samantha i laska była nie raperem, a masażystką, to rozumiem. Ale tak?
Luigi nazywa mnie niewdzięcznikiem, więc się z nim żegnam i odkładam słuchawkę.
Tymczasem na moim łóżku siedzi już Kathy, JB i tatuś małej i wszyscy oglądają Scooby’ego z jednakową uwagą i zaciekawieniem.
Patrzę na nich i myślę sobie, że to tylko kwestia czasu, gdy...
No właśnie!
„Proszę, niech pani wejdzie” mówię do stojącej w progu drobnej szatynki o krótko przyciętych włosach. „Pani rodzina już tu jest, więc niech i pani się rozgości.”
Korzysta z zaproszenia, a jakże!
Dziwnym nie jest, jak mawia klasyk. W końcu Scooby to Scooby...

Od redakcji: Wczorajszą edycję wygał użytkownik o ksywce Izrael - dzisiaj ostatnia szansa na miejsce w finale, w którym gramy o monitor Monitor Acer G245Hbd.

Jakub Ćwiek
8 września 2011 - 12:29
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
08.09.2011 21:15
😊
odpowiedz
jasminowaa
1
Junior

Do siedziby Tajemniczej Spółki jak co tydzień zawitał listonosz. Tym razem na jego twarzy nie widniał typowy, zawadiacki uśmieszek, a grymas niezadowolenia i wysiłku. Z niemałym trudem postawił przesyłkę na biurku Kudłatego, który pałaszował właśnie obficie oblanego lukrem pączka.
Jak się okazało, w paczce znajdował się list od niejakiego Kennetha Ballarda, managera hotelu Royal Palms Resort na odległej, tajemniczej wyspie Banoi. Wyspie, o istnieniu której żaden z piątki naszych bohaterów nigdy wcześniej nie słyszał. Ciężaru przesyłki dopełniał sporej wielkości kamień, którego struktura do złudzenia przypominała skorupę orzecha kokosowego.
"Nasz hotel" - pisał Ballard, - "słynie z okolicznych palm i przepysznych kokosów, które w niecodzienny sposób przyrządza szef kuchni, Anton. Niestety od tygodnia mamy problem z zapewnieniem klientom wystarczającej ilości tego przysmaku. Podejrzewam, że palmy zostały przeklęte przez wyznawców Voodoo, pierwotnych mieszkańców Banoi. Dojrzałe orzechy po prostu kamienieją. Przesyłam dowód i proszę o przybycie na nasz koszt."
Kiedy Fred odczytał trzy ostatnie słowa listu, Scooby i Kudłaty jednocześnie podskoczyli z radości. Przecież nie ma to jak all inclusive za darmo, czyż nie?
Po dotarciu na wyspę (tak, Wehikuł Tajemnic udało się przetransportować promem) piątka przyjaciół rozdzieliła się na dwie grupy: Kudłaty i Scooby zostali w hotelu, by podpytać przyjezdnych, a Velma, Fred i Daphne udali się do siedziby voodooistów.
Jako że wiadomym jest, co tygryski lubią najbardziej, "chłopaki" obrali na cel tutejszy bufet. Gdzieś pomiędzy zupą krabową a deserem zdołali zapoznać kilkunastu turystów: 50-letniego włoskiego reżysera i jego uroczą, dwukrotnie młodszą narzeczoną; amerykańskie małżeństwo z wiecznie rozbrykaną kilkuletnią córeczką; grupę pięciorga emerytów szukających wrażeń; artystę plastyka z Brazylii oraz blond piosenkarkę, która szykowała swoją ekipę do nagrania video o tym, jak bardzo jest szalona.
W sercu tubylczej wioski panowała przeraźliwa cisza. Na widok mnóstwa groźnie wytrzeszczonych oczu, Daphne chwyciła Freda pod ramię. Velma podeszła do - najstarszej jej zdaniem - kobiety i grzecznie zapytała, czy może wyjaśnić tę sprawę z kamieniami zamiast kokosów. Po angielsku, francusku, i na wszelki wypadek w języku suahili. Nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi. Nagle okrążyło ich kilkunastu młodych mężczyzn ubranych jedynie w przepaski wiązane na biodrach. Zaczęli rytmicznie, psychodelicznie wręcz, tupać i pohukiwać. Kobieta wówczas odparła tylko: "To nie my". Niedługo potem za zwiewającą trójką bohaterów aż się kurzyło.
Wieczorem Tajemnicza Spółka urządziła naradę w hotelowym pokoju. I siedzieliby tak pewnie do rana, nie znajdując rozwiązania zagadki, gdyby nie Kudłaty i jego wiecznie pusty żołądek. Ze swym psim kompanem wymknęli się z pokoju pod pretekstem zaczerpnięcia świeżego powietrza i udali się w stronę kuchni. Przechodząc obok jednego z pokoi, usłyszeli stukanie. Nieregularne dźwięki zaniepokoiły ich, ale że nie słynęli z nadzwyczajnej odwagi, nie zdecydowali się zapukać do drzwi. Z pokoju obok wyszedł wówczas jeden z poznanych wcześniej emerytów. Zapytany, czy nie dziwi go owe stukanie, odparł, że swoich towarzyszy poznał w Programie Rozrywki dla Niedosłyszących, więc zwyczajnie nie podkręca aparatu słuchowego; a dźwięki dochodzące zza ściany to oznaka tego, że artysta jest przy pracy. Podobno właściciel hotelu zamówił u niego swoje popiersie.
Po powrocie z kuchni umorusany czekoladą Kudłaty opowiedział o całym zdarzeniu reszcie przyjaciół. Scooby wtrącił tylko, że sam zastanawia się nad karierą rzeźbiarza - jednakże w nietypowym tworzywie - bo w cieście biszkoptowym. A zamiast dłuta będzie używał widelca. Velma bezzwłocznie zarządziła sprawdzenie pokoju artysty.
Okazało się, że rzeczywiście kamienne kokosy to była jego sprawka. W "atelier" bohaterowie znaleźli kolejną porcję rzeźb, którą Brazylijczyk zamierzał podrzucić pod wybrane palmy tej nocy. Natomiast w łazience odkryli, że mężczyzna ukrywał prawdziwe orzechy gdzie tylko mógł: w wannie, w szafce za lustrem, między ręcznikami na półce. Po wezwaniu Ballarda przybył i Anton ze swoim ulubionym tasakiem w ręce. Schwytany oszust tłumaczył tylko, że za bardzo uwielbia smak kokosów, by się nim dzielić z innymi.
Sprawa została wyjaśniona, a następny dzień Ballard ustanowił Dniem Kokosów i wszyscy mogli się nimi zajadać za darmo :-).

08.09.2011 21:58
😜
odpowiedz
Pkamil18
23
Legionista

Scooby Doo, Kudłaty, Velma, Daphne i Fred zmęczeni rozwiązywaniem zagadek postanowili wyjechać na wakacje na wyspę Banoi. Nie były to zwykłe wakacje. Podczas gdy Fred tańcował z turystkami, Velma pływała w morzu, Kudłaty i Scooby serwowali z Luigim przekąski (w tajemniczy sposób wszystkie znikły), a Daphne flirtowała z jakimś facetem, podobno był pisarzem zwanym Jakubem, Kubą czy jakoś tak. Aż nagle rozdęło się ryczenie. Z krzaków, morza i zza drzew zaczęły wychodzić zombi. Grube, paskudne, pryszczate zombi. Paczka przyjaciół, wraz z kochankiem Daphne Jakubem, postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Przyjaciele postanowili zastawić pułapkę. Siatka z z czujnikiem ruchu powinna załatwić sprawę. Po 30 minutach złapał się zombi. Okazało się że jest to robot zombi. Po spaleniu obwodów złowieszczego robota paczka postanowiła się rozdzielić (Scoobie Doo i kudłaty, Velma i Fred, Jakub i Daphne) i przeszukać wyspę. Po pewnym czasie poszukiwań Fred i Velma usłyszeli szelest w krzakach. Okazało się że to Daphne i Jakub tam się całują. Po niezręcznej sytuacji przyjaciele dalej przeszukują wyspę. Jadących Jeepem Scoobiego i Kudłatego napadł zombi. Pochwycił ich i zamknął w leśnej chatce. Pozostała czwórka przyjaciół znalazła ślady ropy naftowej na drodze. Idąc po śladach natrafili na dziwne odgłosy w chatce. Okazało się że to dwaj łakomczuchy wyjadali tam stojącą lodówkę. Po opróżnieniu zapasów wszyscy razem wyruszyli dalej. Ślady ropy doprowadziły ich do wnętrza wulkanu. Przyjaciele zastawili tam pułapkę i złapali jakiegoś wysokiego zombi. Po odkryciu tożsamości okazało się że to były pracownik hotelu, który został wyrzucony za oszustwa. Odkrył na wyspie złoża ropy naftowej. Chciał wystraszyć turystów i wykupić tanio ziemie i postawić rafinerie. W nagrodę za rozwiązanie zagadki Anton zaserwował Scoobiemu i Kudłatemu niezapomnianą kolację marzeń. Przyjaciele wyjechali z wyspy. Kuba rozpaczał wyjazd Daphne, ale w sercu miał nadzieję że za pomoc w rozwiązaniu zagadki i za odwagę Jim go pokocha.

KONIEC :P

08.09.2011 22:00
odpowiedz
michal1989as
3
Junior

Akcja odcinka rozgrywa się na niewielkiej malowniczej wyspie na którą Scoobi, Kudłaty i spółka wybrali się do nieco szalonego Wuja Daphne - Antona. Po dotarciu na wyspę drogą morską promem czekał na nich J.B – kuzyn Daphne, Bohaterowie, wraz z J.B przesiedli się do słynnego Wehikułu Tajemnic, aby dojechać do rezydencji Wuja Antona. Lary opowiadał, że Wuj od jakiegoś czasu zachowuje się dziwnie oraz, że zaginęło kilku ludzi z hotelowej obsługi… Droga mija spokojnie, jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Po przybyciu do rezydencji drużyna zauważa, że nikt na nich nie czeka, a dom jest zupełnie pusty. Drużyna udała się do wujowej rezydencji, aby rozeznać sytuację. Scoobi z Kudłatym wiele nie myśląc zapuścili się do kuchni, aby wrzucić coś na ząb. Szukając pożywienia natrafili na kartkę z wiadomością. "Spotkanie. Dziś o 20 w Starym Obozowisku." Z informacją pobiegli od razu do reszty kompanów. Daphne wyjaśniła, że Wujek opowiadał jej kiedyś o "Starym Obozowisku", w którym odprawiane były rytuały voodoo. Bohaterowie od razu zaczęli działać, czym prędzej postanowili wybrali się do "Starego Obozowiska". Zbliżając się do celu usłyszeli bębny. Przyjaciele zaparkowali wiec samochód i podkradli się bliżej obozu. Zobaczyli trwający rytuał voodoo. Kudłaty przestraszył się tego co zobaczył i wykonując krok w tył stanął na gałąź która uległa złamaniu, trzask łamanej gałęzi przestraszył Scoobiego, który ruszył przed siebie zwracając przy tym uwagę odprawiających rytuał. "Tubylcy" – tak nazwał ich Kudłaty, rozpoczęli pogoń za bohaterami. Scoobi biegnąc przed siebie „nagle zapadł się pod ziemię”, wpadł do wielkiej dziury poprzez zamaskowany właz. Kudłaty, Daphne, Velma i Fred oraz J.B wpadli do dziury zaraz po Scoobim. Ich oczom ukazała się ogromna, rozbudowana sieć tuneli. Bohaterowie ukryli się. „Tubylcy” rozpoczęli poszukiwania intruzów. Scoobi przymierał głodem i zjadł ostatnią ze swoich Scoobi-chrupek, a opakowanie nieopatrznie wyrzucił na szlak komunikacyjny. Idący nią „Tubylec” poślizgnął się na kawałku folii, przewracają się stracił czarną jak piekło perukę – przyjaciele wiedzieli już, że „Tubylcy” to zręczna mistyfikacja, nie mieli pojęcia tylko w jakim celu została ona ukartowana. Opracowali plan – Kudłaty używając zgubionej wcześniej przez „Tubylców” peruki, a także innych rekwizytów np. radyjko z diodami Velmy , czy szminka Daphne która imitowała veve. „Tubylcy” zostali zwabieni , Kudłaty w obecności oszustów wygłosił przemówienie, w którym mówił że z pośród rdzennych mieszkańców wyspy wybierze „loa” przez którego przemówi. „Tubylcy” tak przestraszyli się przebranego za Ogouna Kudłatego, że szybko zrzucili swoje przebranie i zaczęli uciekać. Drogę zagrodzili im: Fred, Daphne, Velma J.B i Scoobi. Na samym przedzie biegł… Wuj Filip, okazało się, że wujaszek po znalezieniu starożytnych tuneli pełnych skarbów zwariował i knując intrygę z voodoo liczył, że pozbędzie się wszystkich niewygodnych świadków , a także naszych bohaterów i stanie się bogaczem. Zaginioną część hotelowej załogi po prostu przekupił, a kartkę z informacją o spotkaniu zostawił celowo, aby zwabić rozwiązywaczy wszelkich wydających się będącymi nie do rozwiązania zagadek, a więc naszych bohaterów: Daphne, Velmy, Freda, Kudłatego i Scoobi – Doo!!

P.S Informacje o kulcie voodoo zamieszczone w tekście zaczerpnąłem z wiki oraz innych internetowych źródeł!!

08.09.2011 22:26
odpowiedz
michal1989as
3
Junior

W ostatnim zdaniu zamiast wuj Filip ma być wuj Anton, wybaczcie niedopatrzenie

09.09.2011 01:54
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion

Po studencko-egzaminacyjno-poprawkowej nieobecności wracam z podwojoną siłą. Mam nadzieje, że wcześniej zdobyte plusy pomogą, do trzech razy sztuka ;)

W czasach kin 3d, 4d, internetu i VOD zwykła opowieść może się okazać za słaba. Najlepiej będzie gdy zapętlisz bajkę rodzicom, lokajowi szepniesz „ Luigi będzie bardzo zadowolony gdy mi pomożesz” i nakażesz podsuwać rodzicom pod nos coraz to większe procenty. Od tak, żeby się nam dorośli nie nudzili. Tymczasem wraz z młodą damą udacie się na wycieczkę śladami największej przygody Scoobiego, która wydarzyła się właśnie na wyspie na której mieszkacie. Przy dobrych wiatrach jest szansa, że „wszystko wiedzący Włoch” nie znajdzie Cię do końca dnia i tym razem zaśniesz bez kilku nowych siniaków.

No dobrze, ale co z opowieścią?

Na początek udajcie się na plażę, w miejsce najdziksze, maksymalnie oddalone od ludzi. To właśnie w takim miejscu John Mils z lampką wina w ręku spędzał długie wieczory patrząc na ciemny jak smoła ocean, w którym odbijały się tysiące gwiazd. Jak bardzo zdziwił się gdy pewnego wieczoru szum wodu drastycznie przerwały odgłosy siorbania, mlaskania i połykania. Lekko zniesmaczony ale i zaciekawiony podpierając się na prostej drewnianej lasce zakończonej kamienną kulką John podszedł do miejsca z którego docierały dźwięki. Na trawie, pod mocno pochyloną palmą zobaczył tam owczarka niemieckiego w towarzystwie niedogolonego nastolatka którzy wpychali do ust ogromne ilości dorodnych bananów. Lekko zszokowany ale i zaciekawiony postanowił się przywitać, ale zanim otworzył usta z krzaków tuż obok niego wybiegło jeszcze kilku nastolatków.

„Kuba, to byli Fred, Daphne i Velma, prawda? A pod tą palmą to Kudłaty i Scooby?”
„Tak, to właśnie oni”
„Jej, nie wierzę że Scooby naprawdę tu był… I co było dalej?”
„Dalej… Nasi bohaterowie zauważyli starszego Pana, który przyglądał im się z ciepłym uśmiechem na twarz.”
„A co właściwie oni tutaj robili?”
„Przyjechali na wakacje, ale jak to oni, wplątali się w niezłe kłopoty. Na szczęście Pan Mils postanowił im pomóc.”
„Ale jak to? Skąd wiedział że Scooby ma problem?”
„Chodz, pójdziemy do miasteczka, pokaże Ci miejsce gdzie kiedyś stał dom Milsa”

Tykanie zegara rozbrzmiewało w salonie gdy John Mils, właściciel ponad połowy wyspy starał się przetrawić to co przed chwilą usłyszał. Walka z miejscowymi i tym ich demonem, a teraz jeszcze zaginięcie, jeżeli to się rozniesie będzie mógł zapomnieć o turystach, których i tak z roku na rok przyjeżdża coraz mniej. Trzeba coś z tym zrobić. Napięcie na jego twarzy zniknęło równie szybko co się pojawiło, zastąpił je charakterystyczny dobrotliwy uśmiech. Patrzyło na niego kilku młodych ludzi jakby czekając na instrukcje tego co powinni robić. No tak, przecież to jego wyspa. Jego interes. On powinien wiedzieć co robić. „Jestem prawie pewien, że to miejscowi, mamy z nimi ogromne problemy. Wyślę mojego syna, Toma i kilku ludzi aby przeczesali wyspę. Jestem pewien, ze uda nam się znaleźć waszego przyjaciela” Nagle usłyszał swój głos. Ta odpowiedź najwyraźniej nikogo nie przekonała, nieogolony młodzieniec wpatrywał się ślepo w kolejny kawałek czekoladowego ciasta, który chwilę wcześniej nałożył na swój talerz. Dziewczyna w swetrze wpatrywała się w zdjęcia stojące na komodzie a blondyn zwany Fredem z zasępioną miną stukał w stół. Ten ostatni oczywiście uparł się aby jechać z Tomem, po chwili dołączyła do niego reszta brygady, nawet pies który wydawał się być przerażony perspektywą spotkania z tubylcami.

„To był Scrappy, tak? To Scrappiego szukał Scooby i jego przyjaciele?” – zapytała dziewczynka pochłaniając kolejnego loda i skacząc po fundamentach jakiegoś starego domu, który w tym momencie udawał dom Johna Milsa
„Zgadza się, pewnego dnia wybrał się na spacer i przepadł jak kamień w wodę”
„To ten demon, o którym myślał Pan Miles. Jestem tego pewna.”
„Chta-lhu, tego demona miejscowi nazywali Chta-lhu.”

Mimo tego, że ludzie Toma maczetami torowali im drogę przez dżunglę i tak szli bardzo powoli, do tego Daphne miała we włosach już chyba całą małą cywilizację chrząszczy, mrówek, pająków i innego obrzydlistwa. „Mogłam zostać w jeepie” pomyślała zrzucając z siebie kolejnego insekta. O ile każdy owad wywoływał u niej lekki dreszcz to to co zobaczyła po chwili spowodowało że oblała się zimnym potem. Po środku dżungli stały ruiny, pozostałości kamiennych budowli skoncentrowanych wokół kamiennego placu na którego środku stał posąg przedstawiający pół człowieka-pół psa. Mimo zniszczeń w oczach maszkarona nadal czaiło się coś strasznego. Odwróciła wzrok. „Postój!” Usłyszała gdzieś za sobą. Odeszła jak najdalej od kamiennej figury, usiadła na kamieniu. Po kilku sekundach usłyszała pierwszy krzyk, zerwała się na równe nogi. Velma? Później jakieś ujadanie… Bębny? Kolejny krzyk. Fred? Pobiegła przed siebie. Wpadła pomiędzy ruiny. Znalazła się na placu. Nie było go, posąg zniknął. Kątem oka zauważyła jakiś ruch, odwróciła się. Stał tam, jego oczy nadal były przerażające, tylko tym razem świeciły. Nim pomyślała o czymkolwiek więcej poczuła że uginają się pod nią nogi, straciła przytomność.

„Ale przecież te potwory to tylko przebrani ludzie! Powiedz, że tak było! Powiedz, że Chta-lhu nie istnieje!”-krzyczała wyraźnie przestraszona Kathy spoglądając to na Kubę, to na posąg jakiegoś miejscowego bożka. Zabranie jej na tą wystawę historyczną to był jednak świetny pomysł.
„Spokojnie, tak jest i tym razem”
„Wiedziałam… ale kto? Dlaczego?”

Ciężko powiedzieć co obudziło Kudłatego, burczenie w brzuchu czy ból głowy, fakt faktem że minę po przebudzeniu miał nietęgą. Ogólny stan beznadziei osłodził mu widok przyjaciół, WSZYSTKICH przyjaciół ze Scrappym na czele, którzy byli zamknięci w w takich samych małych klatkach z niedbale powiązanych gałęzi. Ciężko było powiedzieć gdzie się znajdowali, wokół panowała ciemność, słychać było jedynie pracujące maszyny. Zrezygnowany usiadł na ziemi, pod palcami poczuł coś twardego, lekko lśniącego o tak charakterystycznej barwie… „Złoto?” Powiedział trochę zbyt głośno zanim zdążył ugryźć się w język. „Tak, to złoto” Usłyszał głos Velmy dobiegający gdzieś z ciemności. „Ta wyspa to jeden wielki złoty samorodek, płynąc tutaj czytałam książkę o hiszpańskich konkwistadorach, dziwnym trafem te najbardziej udane wyprawy zawsze w drodze do Nowego Świata przepływały nieopodal… John Miles albo o tym nie wie albo nie chce wiedzieć, za to jego syn… Tom… Postanowił na własną rękę zaopiekować się tym bogactwem. Scrappy najprawdopodobniej natknął się na jakiś ślad jego działalności, dlatego zniknął. Tomowi potrzebne były ręce do pracy dlatego powołał do życia tego demona, tzn wykonał całkiem przekonujące przebranie dla jednego ze swoich osiłków, dorzucił trochę efektów specjalnych no i voila, w domu jego ojca widziałam zdjęcia z planów filmowych Jurasic Park i Matrixa, kto jak kto ale Tom zna się na efektach. Dzięki demonowi tubylcy zaczęli jeść mu z ręki, kopalnie się rozrastały i coraz trudniej było zachować wszystko w tajemnicy. Dlatego zaczęły się, jak to nazwa John, „problemy” z tubylcami, których nasyłał na niego własny syn. Ludzi z roku na rok przyjeżdżało coraz mniej, za kilka lat zapewne nikogo by tu nie było. Poza Tomem i jego kopalniami. Zastanawiałam się dlaczego Tom nie wszedł w spółkę z ojcem, czemu nie dobrał się do bogactw razem z nim. Wszystko zrozumiałam gdy przypomniałam sobie jak wyglądał John gdy go pierwszy raz spotkaliśmy na plaży, jak patrzył na ocean, na niebo, na swoje plaże. On kocha tą wyspę i nigdy nie zgodziłby się na to żeby rozorały ją koparki. Biedak, niedługo powinien tu być, przed wyjazdem zabrałam ze sobą nadajnik satelitarny.” Kudłatemu aż zaschło w ustach. „Velmo, jesteś wielka.” „Wiem.”

„Gdy dorosnę będę taka mądra jak Velma, zobaczysz” – powiedziała Kathy wskakując po schodach prowadzących do pokoju jej rodziców
„Jeżeli Twoi rodzice mają mącone głowy, to ja zapewne w tym czasie będę odsiadywał karę za porwanie.” Pomyślał Kuba.

THE END

09.09.2011 12:25
odpowiedz
Izrael
1
Legionista

i zapadła taka niezręczna cisza :)

09.09.2011 12:26
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

A dzień dobry, dzień dobry :]

09.09.2011 12:27
gearsecond
odpowiedz
gearsecond
1
Legionista

- No bo , ogry są jak cebula ...
- Śmierdzą ?
- NIE !!!
- Jak zostawisz na słońcu to wyrastają im włoski ?
- Tak ... Znaczy nie ! OŚLE !!!

Najlepszy dialog w historii filmów !

09.09.2011 12:33
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Czy ja wiem, mi się bardziej podobał ten z Mario Bros:

"- Ja jestem Mario Mario, a to Luigi.
- Luigi Luigi ?
- Nie, Luigi Mario.
- To ilu Mario tu jest ?!"

;]

09.09.2011 12:46
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

Niezręczna cisza, bo się, kurde, zastanawiam. A wy myślicie, że to tak łatwo jest wybrać ostatniego finalistę...

09.09.2011 13:04
odpowiedz
Izrael
1
Legionista

zwłaszcza, że poziom wpisów jest niesamowity

09.09.2011 13:20
odpowiedz
Lorn
1
Junior

O Kuba się odezwał, a już myślałem, że został strawio... ekm, zainfekowany.

09.09.2011 13:27
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion

Kuba? ;) Złego diabli nie biorą

09.09.2011 13:30
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Spokojnie, podobno cierpliwość to niebiańska cecha ;]

09.09.2011 13:46
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion

Anielska :D

09.09.2011 14:26
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

PralkaS - skoro, jak śpiewają Ironi "Heaven can wait", to i Wy troszkę możecie :) ale właśnie ogłaszam, że... no cóż, jesteś naszym ostatnim finalistą. A notka za chwilę :)

09.09.2011 14:27
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Gratulacje i witamy na pokładzie ;]

09.09.2011 14:37
gearsecond
odpowiedz
gearsecond
1
Legionista

Gratuluję ! I przy okazji mam pytanie : czy można i tak zrobić questa którego dasz finalistą ... i żebyś ocenił na przykład ? Bez żadnych zobowiązań :D

09.09.2011 14:38
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

Jasne, quest dla finalistów również będzie w komentarzu. Pod dzisiejszą notką :)

09.09.2011 14:47
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion

Super, bardzo się cieszę i czekam na kolejne zadanie! Forma i czas standardowo? Do 22?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze