Banoi Blog - notka ósma: Ta z tortem na pożegnanie - Jakub Ćwiek - 9 września 2011

Banoi Blog - notka ósma: Ta z tortem na pożegnanie

„To wszystko przez tego Scooby Doo” wmawiam sobie i próbuję się z tego śmiać, choć wcale nie jest mi wesoło. Wiercę się w łóżku, a zza okna docierają dziwne, niepokojące sygnały. Szmer wiatru, szum oceanu i niskie basowe brzmienie, jakby warkot silnika.

Cienie na suficie układają się we wzory i każdy z nich, nieważne czy był początkowo motylem czy kwiatem paproci, kończy jako szponiasta łapa, gęba wykrzywiona w przerażającym grymasie, zgarbiona, groteskowo pokurczona sylwetka.
A potem coś zaczyna skrobać do drzwi...
Śnię, wiem o tym, ale to zupełnie nie pomaga, bo lęk przed złem jest taki sam, serce tak samo tłucze się w piersi, a pokój wygląda niemal identycznie. Jest tylko ciemniej, głośniej. I te cienie na suficie.
Wstaję z łóżka choć nie chcę, a potem pchany jakąś niekontrolowaną siłą podchodzę do drzwi, otwieram je i wychodzę na korytarz.
Jest całkowicie ciemno, ale mimo to nie mam problemu z dostrzeżeniem ludzkich sylwetek stojących w progu każdego pokoju. Widzę grubego Niemca, w tej samej co wcześniej żółtej koszuli w tropikalne wzory. Nie mówi nic, tylko uśmiecha się upiornie i odprowadza mnie spojrzeniem aż do następnych drzwi. Tam w progu stoi chudy, szpakowaty Miguel - najstarszy spośród hotelowych boyów. Wskazuje palcem na coś za moimi plecami.
Odwracam się, a tam Kathy. Lekko przekrzywia głowę gdy pyta:
„Kuba, a co to znaczy umrzeć?”
„Nie wiem, maleństwo” odpowiadam, a wtedy dziewczynka, z którą jeszcze wczoraj oglądałem Scooby Doo szczerzy zęby, teraz paskudnie spiłowane, tak, że każdy z nich wygląda jak mały osinowy kołek.
„A chcesz wiedzieć?” pyta.

Odskakuję od niej i rzucam się biegiem w stronę windy. Gdy już jestem obok, słyszę dzwonek, ale nie ten co zwykle. Dźwięk jest upiorny, niski, jak nawoływanie dzwonu cmentarnej kaplicy. W kabinie, w blasku migającej jarzeniówki stoi Anton. Na mój widok wbija sobie tasak w ramię mówiąc:
„Jesteśmy braćmi, nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy”.
Winda się zamyka. Ja wrzeszczę i odwracam sie do niej plecami, a wtedy ze wszystkich pokoi wychodzą ludzie, powoli, jakby się skradali. Jest ich tylu, że zapychają cały korytarz, a spomiędzy nich wyłania się Jin, niosąc na ręku martwą papugę, z której sterczą maleńkie, płonące świeczki.
„ To na pożegnanie. Smutno nam, że wyjeżdżasz” mówi. A potem pyta:
„Pokroisz?”
Cofam się aż moje plecy napotykają barierę.
To znowu Anton. A obok niego Luigi. Ten drugi męczy się z wyjęciem tasaka z ramienia kucharza. Gdy mu się udaje, podaje go mnie i kłaniając się lekko mówi:
„Czyń honory!”
Odpycham jego rękę i jego samego również - Luigi leci bezwładnie na Antona, tłum śmieje się, traktują to jako żart - po czym rzucam się ku schodom.
Biegnę na oślep, choć nie mają końca, choć wiją się pod stopami, choć wszędzie widzę tylko żółte oczy i twarze pomalowane jak czaszki, wyłaniające się z mroku. Słyszę głos Sama B. gdy rapuje swój przebój.
Ten o voodoo...
Wybiegam przed budynek, a tam na parkingu tysiące ognisk, jedno obok drugiego, dym układa się w fantazyjne kształty, czasem drzew, czasem dziwacznych stworów... wokół ognia tańczą ludzie, przede wszystkim kobiety - mężczyźni siedzą, stopy trzymając w ogniu. Patrzą płonąc. Także pożądanie.
„To już czas, Jakubie” słyszę za sobą.
Odwracam się, a przede mną stoi sam baron Samedi, kościany strażnik życia i śmierci, uśmiechnięta śmierć w cylindrze, grzechocząca wisiorami z kości.
Tylko dlaczego wygląda jak ojciec małej Kathy? Dlaczego wciąż na piersi ma piętnastkę?
Nie wiem, śnię, choć to akurat nie robi różnicy.
„Czy umrę?” pytam.
„Tak” odpowiada baron. „Każdy kiedyś umiera.”

A potem się budzę...

Od redakcji: Wczorajszym konkursem zamknęliśmy listę finalistów, którzy jeszcze dzisiaj w komentarzach pod tą notką otrzymają ostatnie zadanie. Poniższa siódemka staje do walki o monitor:

  • zaba2501
  • LubieGroszek
  • Matekso
  • jasminowaa
  • Clockwork_Gunslinger
  • Izrael
  • Pralkosuszarka
Jakub Ćwiek
9 września 2011 - 14:49

Komentarze Czytelników (34)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
09.09.2011 16:41
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Takie słownictwo w ustach ... eee ... pod paluszkami damy ? Fiu fiu ;P

09.09.2011 17:17
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

CZAS NA WIELKIE ZADANIE DLA FINALISTÓW:
Znowu będzie rymowane. Przebijacie Sama B i podbijacie ego bloggera pisząc TEKST PIOSENKI streszczający jego przygody na wyspie. Znaczy moje, ale wielcy zwykle mówią o sobie w trzeciej osobie :)

CZAS? DO PONIEDZIAŁKU 6 RANO!

POWODZENIA :)

09.09.2011 18:04
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Zadanie pogrom jak dla mnie ... ale zawsze coś się wymyśli, w końcu czasu sporo.

09.09.2011 18:31
Matekso
odpowiedz
Matekso
96
Generał

Jakubie ile słów? Sama B będzie ciężko pobić (nie na pięści) mocnego muzyka, gdzie jego sława okrąża całą wyspę, będzie to nie lada wyzwanie, to tak jak pojedynek: Maluch&Tank

09.09.2011 23:47
😃
odpowiedz
jasminowaa
1
Junior

Proszę czytać po kliknięciu na "Wszystkie komentarze", coby był ładny podział na strofy :). Piosenka pisana na harcerską modłę, idealna przy ognisku podczas pieczenia kiełbasek. Pozdrawiam, Jaśminowa.

"O dzielnym skrybie"

Polak-artysta, Ćwiekiem nazywany
wnet w lazurowym utonął zachwycie,
gdy na Banoi mile powitany
poznał gorące, tropikalne życie.

ref.
Zieleń i błękit, i błękit i zieleń
- tylko dwie barwy, a wrażeń tak wiele.
Pośród zieleni blask złocistej plaży.
Kto wie, co tutaj jeszcze się wydarzy.

Lokaj Luigi, jak Alfred z Batmana,
był sympatyczny, mimo srogiej miny.
Podobnie kucharz, Anton, który z rana
lubił się napić soku z żurawiny.

ref.
Zieleń i błękit....

Royal Palms Resort był kwaterą marzeń,
jak amfiteatr otwarty na morze.
Do stymulacji pozytywnych wrażeń
- w pokoju plazma i ogromne łoże.

ref.
Zieleń i błękit....

Jakub, choć z autem niezaprzyjaźniony,
wybrał się jeepem w niecodzienną trasę.
Wniosek był jeden: bądź ubezpieczony.
W innym wypadku możesz stracić kasę.

ref.
Zieleń i błękit....

Z Alem Pacino na koszulki przodzie
podjął się Kuba nie byle wyzwania.
Wszak to Ken Ballard, na wieczornym głodzie,
niełatwy kąsek do... porozmawiania.

ref.
Zieleń i błękit....

Wraz z Jeanem pisarz znów zaznał przygody,
choć do warsztatu droga niezbyt długa.
Poznał kobietę, niezwykłej urody,
lecz na przeszkodzie stanęła... papuga.

ref.
Zieleń i błękit....

Wśród bezimiennych flaszeczek z trunkami
i dźwięków wycia do rockowych hitów,
obgadywali problemy z babami -
Kuba, Luigi i Anton – do świtu.

ref.
Zieleń i błękit....

Jako artysta, kreatywny wielce,
Jakub wprowadził reformę rozrywki.
Mój czytelniku, jeśli jesteś Niemcem,
wiedz, że Polacy kochają zagrywki.

ref.
Zieleń i błękit....

Niespodziewanie, ranka ostatniego,
Kubę zbudziła dziewczynka zmartwiona.
To mała Kathy, fanka psa Scoobiego,
a za nią cała familia stęskniona.

ref.
Zieleń i błękit....

To jest już koniec, razem zaśpiewajmy,
bo w kupie siła, wspólnie można więcej!
Po raz ostatni wszystko z siebie dajmy,
Wyspie Banoi i Kubie w podzięce,
refren!

Zieleń i błękit, i błękit i zieleń
- tylko dwie barwy, a wrażeń tak wiele.
Pośród zieleni blask złocistej plaży.
Kto wie, co kiedyś jeszcze się wydarzy.

10.09.2011 00:00
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Jaśminowa ... szacun !

10.09.2011 10:27
odpowiedz
eldorado2009
1
Junior

Ja rozumiem praca za pieniądze, ale dupa za koszulkę.

Dobra, ale mam fajny odcinek o Scoobym.
Scooby i reszta ferajny wybrali się na wyspę Banoi, aby kręcić kolejny film porno. Reżyserem projektu był Jakub Ćwiek. W pewnym momencie wyskoczył zombie i wydymał każdego w odbyt. Velma zrobiła mu loda, a Kudłaty się tradycyjnie posrał w majty. Wszystko skończyło się git bo zombie okazał się menadżer hotelu który chciał poruchać. Na odchodne banda pozostawiła w pokoju hotelowym taki syf i smród, że sprzątaczki rzygały przez dwa kolejne dni.

Wygrałem koszulkę ?

10.09.2011 10:54
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

eldorado - z opisu wnioskuję, że masz zniewalającą osobowość chłopie, ale niestety za to jeszcze koszulek nie rozdają. Więc sorry.

10.09.2011 12:05
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

@eldorado2009 - z całym szacunkiem, ale wątpię by kogoś tutaj interesowały Twoje wyuzdane fantazje. Naprawdę, kultury trochę człowieku.

@Jakub Ćwiek - dawno nie widziałem tak opanowanego człowieka, zwłaszcza w dobie "odważnych internetowych klaunów".

10.09.2011 12:48
odpowiedz
eldorado2009
1
Junior

Zaba2501 - a laskę też mu zrobisz za monitor czy skończy się na lizaniu dupki ?

10.09.2011 13:00
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Jestem kiepski w rzeźbieniu ale z pewnością laska wyszłaby niezła. A co do lizania to nie całuję się na pierwszej randce, więc wybacz, ale nie masz u mnie szans :]

10.09.2011 13:57
odpowiedz
Mariomati
30
Chorąży

Zaba2501

Nie przesadzaj, opanowany człowiek nie odpisuje na kretyńskie wypowiedzi internetowych klaunów... bo po co dawać kolejne zaczepki? Dlatego faktycznie widać tutaj odrobinkę lizusostwa ;P

To już koniec? Autora nie zjedzą mózgojady? Cały ten wyjazd okazał się snem czy tylko ten wpis nr 8? Czuje leciutki nie dosyt.

Co do bloga, bardzo mi się podobał, świetna inicjatywa, super klimat. Był to fajny lifting kiepskiej samej w sobie fabuły DI. Liczę na więcej w przyszłości, nie dla nagród, lecz dla poczytania ;).

10.09.2011 16:14
odpowiedz
tesska
2
Legionista

Urocze zakończenie :-)

A finalistom - powodzenia! :-)

10.09.2011 17:52
Matekso
odpowiedz
Matekso
96
Generał

„Melodia boyów hotelowych”

Hahaha weź wrzuć na luz i pchaj swój wóz. Siadaj w fotel, bo tu czeka cię przygoda. Górka jest wysoka, więc i jazda jest na maksa.
Widzisz ten lazur i żagle w porcie?, to nie dla ciebie bracie. Los teraz wybrał inaczej, więc za recenzowanie się zabieraj. Nikt za ciebie tego nie napisze, bo wiedz młodzieńcze; życie przecie samo się pisze.

Ref:
TU na Banoi! na Banoi wyspieeee, znami zaje*&%ście, zabaw się znami iście zaje^&*śćie, lecz pamiętaj chłopaczyno, czasem życie Cie zaboli, ale u nas na pewno jest zaje*&^ście.

Na tym raju hotel, jak opera z Sydney. Spójrz tam!, to nie Pavarotti, to Luigi mentor twój, jak Batman w lateksowej zbroi. Ten chłopina, choć nie heros, bagażami się zajmuje. W swym żelaznym mobilu co się Jeep’em zowie na wyspie szpanuje.

W wyspie zieleni przyszło ci zamieszkać, pokój przestronny zwiedzać, łóżko ogromne podziwiać, w którym dwóch kochających się ludzi, musi się odnaleźć, by móc się ze sobą splatać.

Uważaj, uważaj, J>B Ci. tu zło czai się wszędzie, niech cię nie zmyli czerwona żurawiny plama, jedzenie choć dobre, tu każdy sekret ma. Niech cię nie zwiedzie wątła dziwaka poza, to homofob, a on swoje ciemne plany nawet ma.

Chciałbyś zwiedzać wyspę z lotu ptaka, lecz do jeepa przyszło ci się zmieścić. Ta wycieczka mogła być nieziemska, lecz nie będzie happy end’u, o nie! Patrz!, to drzewo, gęste chaszcze, ja cię kręcę zaliczyłeś kraksę! Przedzierałeś się przez busze, jak Orfeusz w gierce, kiedy prosto musi iść do przodu, a za sobą palisz mosty.

Tu wszystko przedstawia się pięknie, zimne drinki na plaży miseczki D, lecz los znów zakpi z ciebie. Jak skulony pies, na dywanik gonisz, nie nie, to nie krwawa jatka tutaj będzie, to imprezka jak w gospodzie z menago kurortu. On wie wszystko co się dzieje, nawet, czy ryba utopi się w wannie?

Nie słuchaj papug! o nie. Ten raj zwodny jest, każdy kij swój koniec ma, tu każdy tanie sztuczki zna, nawet Jin, piękna laska, co facetów w tyle ma. Voodoo straszą Cie, lecz to legenda ludu, bajka, swój mroczny morał ma, tak jak Kubuś Puchatek w stu milowym lesie zapina Osiołka i trafić nie może, bo ciągle szuka jego ogonka.

Wypij bracie za swe wczasy – tu drinki i alkohol strumieniami leją się. Tu kumple zewsząd zapraszają Cie, jest okazja toast nie jeden wznieść, lecz nie żałuj sobie nie, w tym urok leży wczasów by na Maksa poużywać se! Nalej mi bracie następną kolejkę, lecz pamiętaj, to nie destylarnia, gdzie Bruce Willis polewa na swój koszt.

Głowa cię boli, a wkoło ludzie, każdy coś od ciebie chce, to normalne, szczęście nie może wiecznie trwać! wszystko kiedyś musi spieprzyć się. Animatora rolę przyszło ci odgrywać, jak clown w cyrku po plaży ganiać i po drzewie skaczesz co się palmą zowie.

Myślałeś że to już koniec! To dopiero początek, nie wiesz z skąd?, jak? i gdzie?, w rolę niani przyszło ci się wcielać. Szukasz zajęcia dla małej Kathy, odpalasz telewizora. Zapuszczasz jej Scoobiego ferajne, co wożą się w mystery maszynie. Twój pokój to nie kino, lecz widać raźniej z rodziną, tylko co tu grubo rosły Niemiec robi?, tego pewnie, być może się nie dowiesz.

Uważaj dziewczyno co wkładasz do buzi, uważaj dziewczyno! Nie wszystko złoto co się świeci, czy może jakoś tak to leciało? Uzależnić też się można, zmienić w ciasteczkowego potwora. Nie żałuj dziecku cukierka, gdy Cie zapyta, zwijaj kopyta, to tłum zombi już do ciebie się dobija.

-Móóóóóooozg , -siekiera, -czerwona żurawina, -tasak kucharza, to nie są prawdziwe życzenia. Zdmuchnąć świeczki już Ci pora, zanim to za ciebie zrobi ta ciemna Kosiara!

Obudź się już, przetrzyj oczy, bo ta piosenka cię zamroczy, to proste Voodoo rytmy są, nie idź drogą tą, bo pochłonie cię w lazurową toń.

Pozdrawiam Jakuba i Sama B jesteście zaje%&*iści dzięki  Matekso

10.09.2011 19:43
😱
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Piosnkę ową należy wykonywać w różowej spódniczce baletnicy, butach ortopedycznych o 6 numerów za dużych oraz kolbą kukurydzy na wysmarowanej czekoladą klacie.
Choreografia: dwa kroki w lewo, dwa kroki w prawo, pajacyk i obrót.

Oda do Banoi

Wyspo Banoi,
wyspo tajemnicza.
Któż dotąd poznał
wszystkie Twe oblicza?
Któż Cię oswoił
między tubylcami,
kosił Twą florę
auta wyczynami?
Któż kreatywną
myślą się tu wsławił,
nowe atrakcje
turystom przedstawił?
Któż o Jin boską
chciał papug tresurą
walczyć; i ćwiczył
pod bielutką chmurą?
Któż wraz z Luigim
i „Antkiem” kucharzem
urządził sobie
wieczór męskich wrażeń?
Któż to przy dziecku
powstrzymał swą złość?
Był to Ćwiek Jakub,
całkiem równy gość!

Pozdrawiam :]

11.09.2011 21:19
odpowiedz
Izrael
1
Legionista

W nocy nawiedza go mara straszliwa,
ciężko powiedzieć czy jest prawdziwa.
Ucieczka schodami daje niewiele,
zdechlakiem żegnają go przyjaciele.

A pobyt zaczął się całkiem "przyjemnie".
Początki pięknej przyjaźni daremnie
pilot napiwkiem chciał podsumować,
ale mógł Kubę gdzieś pocałować!

Praca marzeń - zaprzeczyć nie sposób,
lecz dostać ją może niewiele osób.
Stojąc na plaży, choć przygód niedużo,
można się poczuć jak David Caruso.

Ten się uśmiecha po Sycylijsku,
grymas codziennie widnieje na pysku.
Tamten z tasakiem chodzi bez przerwy,
patrząc na niego traci się nerwy.

---
Czy tylko Kuba miał dobrze się bawić?
Szkoda nikomu się nie pochwalić!
Ludzie śledzili to, dzięki Bogu,
czytając notki na Banoi Blogu.
---

Kto może myśleć o zdrowym rozsądku
w takim spokojnym, pięknym zakątku?
Dali samochód, to ci jest kawał,
temu, co prawka nigdy nie zdawał.

Pamiętał o ważnym zapięciu pasów
i zaczął na wyspie wycinkę lasów.
Lecz taran niezbyt właściwie się sprawiał
i do warsztatu wnet się nadawał.

A by emocji nie było mało,
serducho Kuby załomotało.
Jin, zdawało się dziewcze urocze,
papugą, werbalnie kopnęła go w krocze!

Trio z gitarą zebrali na prędce,
mieli natchnienie zamknięte w butelce.
Czas im do rana przeleciał prędko,
nie łącząc więcej butelki z zakrętką.

---
Czy tylko Kuba miał dobrze się bawić?
Szkoda nikomu się nie pochwalić!
Ludzie śledzili to, dzięki Bogu,
czytając notki na Banoi Blogu.
---

Kuba był na przegranej pozycji,
nie mógł odrzucić tej propozycji.
Zgodził się zająć dziś turystami,
organizując im coś z nagrodami.

Jawnie korzystał z cudzych pomysłów,
bawiąc w najlepsze swoich turystów.
Biedaczek za to bardzo się zmęczył,
bo nikt w robocie go nie wyręczył.

Potem przygarnął brzdąca małego,
dziewczynka chciała obejrzeć Scooby'ego.
Zjawił się ojciec, zjawiła matka,
szybko zebrała się mała gromadka.

W nocy nawiedza go mara straszliwa,
ciężko powiedzieć czy jest prawdziwa.
Ucieczka schodami daje niewiele,
zdechlakiem żegnają go przyjaciele.

(solo do wyciszenia)

11.09.2011 22:53
odpowiedz
LubieGroszek
1
Legionista

Jako, że stajemy w szranki z Samem B., to nie wyobrażam sobie innego utworu, niż hip-hopowy.

Dodam tylko, że do napisanego tekstu, należałoby wrzucić delikatny bit.

Aha, tworząc tytuł, pozwoliłem sobie skorzystać z popkulturowego nawiązania, które świetnie wykorzystał Kuba w swoim blogu.

Lecimy!

"Ta z przygodami na Banoi"

Zacznijmy od tego, że nie znam Kuby Ćwieka,
choć daleko, na wyspę, przed nami ucieka.
Pisarz całkiem niezły, takie chodzą słuchy,
a to nawet prawda, podziwiam jego ruchy.

Marketinng marketingiem, Dead Island już za pasem,
Techland miał ideę, a więc sypnął asem.
As to właśnie on, Jakub mu na imię,
notka dzień po dniu, prawie jak na filmie.

Można by pomyśleć, że to praca marzeń,
siedzenie na wyspie, opisywanie swoich wrażeń.
Jednak nie do końca, tak to się zaczyna,
jedziemy od początku, gdy ląduje maszyna.

Był sobie samolot, Warszawa-Londyn - mówię,
tak się rozpoczyna, przygoda o Kubie.
I o jego przypadkach, choć Crusoe to nie on,
kto nie chce dalej słuchać, temu mówię won.

Z jednej strony nerd, z drugiej grubas do potęgi,
jeden pieprzy wciąż, drugiego łeb jest tęgi.
Strach uderza w oczy - Gdzie bomba może być?
Zakładaj wnet słuchawki, by móc spokojnie śnić.

A więc lądujemy i lecimy dalej,
następnie awionetka, czas umyka w szale.
Jesteśmy już na wyspie, przemytnik z Kuby marny,
celnik go prześwietla, niczym wydział karny.

Spotykamy Luigiego, to lokaj pierwsza klasa,
do pięt mu nie dorastam, nawet na obcasach.
Jak Alfred z Batmana, tak się prezentuje,
skąd on się tu wziął? - Do dzisiaj główkuję.

Wsiadamy do jeepa, Sting śpiewa nawet zacnie,
jest obok Luigi, na pewno tu nie zasnę.
Mijamy jakieś domki, lepianki całkiem małe,
karabiny, PSPki, to zabawki doskonałe.

Ukazał się nam hotel, widać go z daleka,
piękny amfiteatr, serce me urzeka.
Zgłodnieliście może troszkę? - Ja bardzo zgłodniałem.
Przywitajcie więc kucharza, po brzuchu go poznałem.

Anton, tak to on, ma straszliwy wyraz twarzy,
jednak to nieważne, bo prześwietnie kucharzy.
Z żurawiną na fartuchu, tętno znów podbija,
i wielkim tasakiem, straszy włóczykija.

Plaża, słońce, laski - jesteśmy chyba w niebie.
Prawie idealnie, gdyby nie było tu Ciebie.
Tak o Tobie mówię, Ty stary homofobie,
jak to się stało, że nie leżysz jeszcze w grobie?

Dość już narzekania, nie o to tutaj chodzi,
przejdźmy do pokoju, co pobyt nam osłodzi.
Łoże, wanna, taras, plazmę znajdziesz też,
i nie jest z Kuby Jagger - rock&roll'owy zwierz.

Jeep do dyspozycji - Luigi informuje,
coś ciekawego się na dzisiaj szykuje.
Ćwiek nasz żółtodziób, w jazdach terenowych,
nie rozbił auta w mak, lecz niewiele było nowych.

Mamy mały problem i nie lada wyzwanie,
zabawa w Orfeusza, ułatwia nam przetrwanie.
Następnie jest kolacja, z menago hotelu,
Kenneth Ballard się nazywa, nie było takich wielu.

Następny dzień się zaczął, od siedzenia na plaży,
podglądania turystek, o których każdy marzy.
Pojawia się wnet Jean, boy hotelowy,
historyjki pełne wrażeń, opowiadać, gotowy.

O raperze Samie B., wspomina Baptiste'a,
a także o Voodoo, to sprawa oczywista.
Bo Voodoo tutaj - moi drodzy słuchacze,
jest popularne, niczym Donna Versace.

Trzeba nam jeszcze, do warsztatu zawitać,
a tam piękną Jin, niefortunnie przywitać.
Z papugą śliczną, dumnie kroczyła,
aż papuga - Wanga - Ćwieka obraziła.

Kuba urażony, zakupił ptasie stado,
na Jin, wrażenie, chciał zrobić jak tornado.
Uczył ptaszki śpiewać, trwale i zuchwale,
wyszkolił tych posłańców, powtarzać, nieśmiale.

Luigi i Anton, znów się pojawiają,
gitara, flaszka, do nas przemawiają.
Śpiewamy same hity, wieczorową porą,
drąc się do księżyca, całą naszą sforą.

Kubuś, KaOwiec – to też jego cecha,
został wrobiony, miał pewnego pecha.
Wymyślić atrakcje, dla turystów tłumu,
co można porównać, nawet do monsunu.

Dzień się jakoś skończył, wszystko się udało,
lecz nazajutrz, Kubę, wszystko rozbolało.
Spadł biedaczek z palmy, taki był rozchwiany,
chodził po hotelu, cały połamany.

Tak się jakoś stało, że dzieciaków tutaj mało,
PUK, PUK - jest już Kathy, nie podasz jej kakao.
Wolała Scoobie Doo, no i odwiedziła Ćwieka,
jest tam duża plazma i już dziecko nie narzeka.

Rodzice przyszli szybko, taka też ich rola,
by bronić od złego, słodkiego, "potwora".
Było całkiem miło, Jakub już ich lubi,
połączył ich wszystkich - Scoobie Doobie Doobie.

Nie ma tu sielanki, coś się musi dziać,
a więc chmara zombie, zaczyna naprzód gnać.
Jak się okazuje, to tylko zły sen,
Kuba się obudził i nastał nowy dzień.

12.09.2011 00:35
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion

To był ostatni dzień pracy na wyspie, Kuba zapakował swoją walizeczkę, zwinął tobołek, jednym słowem był gotów do porannego odlotu. Rzucił jeszcze ostatni raz okiem na pokój gdy nagle „Ding, dong”. Czyżby JB? Owszem w drzwiach stał nie kto inny. Z szerokim uśmiechem na ustach wcisnął jedynie w rękę naszemu pisarzowi zwinięty kawałek papieru i szybko odszedł. „Co do króla świeczka” pomyślał Jakub rozkładając świstek papieru. „22.30 Bar Pijany Autochton. Nie zawiedź nas”. „ Pijane co?”

Było już mocno po umówionej godzinie, kelnerka właśnie podawała kolejny dżin z tonikiem . Za parę minut miał się zacząć koncert Sama B. co bardziej zagorzałe fanki ściskały już w rękach staniki przygotowane do rzutu gdy nagle zza ciężkiej, lekko zatęchłej kotary wyłonił się niski, farbowany na rudo skośnooki, który ukłonił się nisko i przeprosił wszystkich zebranych gości najpierw za to, że ośmielił się wyjść na scenę, później za to że zajmuje im ich cenny czas a na koniec za to, że koncert Sama B został niestety odwołany. Sala zamarła, żeby po chwili ryknąć, w ogólnym harmidrze pomiędzy …rwa a szlochem i jękami zawodu przebijał się tylko głos chińczyka krzyczącego do mikrofonu, że za chwilę w zastępstwie na scenie pojawi się ktoś inny. Sala jakby odrobinę przycichła, na niektórych twarzach malowało się zainteresowanie.

Wtedy zaczął się koszmar. Kurtyna odsunęła się, na środku sceny stał Luigi w czarnym garniturze i ciemnych okularach zawadiacko zsuniętych na czubek nosa. Po jego lewej lekko w cieniu wciśnięci w stroje rodem z gospel stali Anton i JB rytmicznie przyklaskujący i przeskakując z nogi na nogę. Zanim nasz pisarz zdążył podnieść szczękę z podłogi z głośników popłynęło:

„Kuba, Kuba
Kuba, Kuba O! O!
Kuba, Kuba
Kuba, Kuba O! O!

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!” - zarzucili JB i Anton głosami nie możliwymi do osiągnięcia przez normalnych, zdrowych facetów

„Z Warszawy wyleciał
Londyn zaraz minie
Chyba jakiś nerd zaraz tutaj zginie

Pilot z Casablanci
Pasażer kudłaty
Lokaj Batmana wyczuwa straty!” - lekko rapując odpowiedział im Luigi

„Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Może nie jak gość
Ale uprzejmie traktowany
Przez sok z żurawiny został przywitany

Łóżko jak lotnisko
Wanna pełna piany
Kuba chce zostać tutaj pochowany

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Pogoda jest piękna
Jeep już zatankowany
Ten człowiek na Need For Speedzie jest wychowany

Zieleń zaorana
Kuba potem oblany
Jeep jest już w rowie pogrzebany

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Z managerem spotkanie
Nie uwierzycie mi wcale
Ale był też na nim Tony Montane

W ogrodniczki ubrana
Z papugą zbratana
To Jin, frajerów senna mara

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Męska duma urażona
Zamiast nowego Ipoda
Papuga-śpiewak jest już kupiona

Jedna butelka
Jest i butelka druga
Złamanych serc poskładać się nie uda

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!”

W tym momencie Luigi zakręcił się wokół własnej osi i wykonał perfekcyjny szpagat co publiczność przyjęła gromkimi brawami. Poziom krytyczny został przekroczony, Kuba postanowił się ewakuować. Pech chciał, że niecodzienny występ przyciągnął na salę taką ilość ludzi, że nijak nie był w stanie oderwać się od baru a co dopiero przedrzeć się do wyjścia. No cóż, w myślach podziękował losowi za to, że wcześniej się odpowiednio znieczulił i nucąc pod nosem udał, że nic go to święto żenady nie obchodzi.

„Sycylijskie śniadanie
Dla KaOwca skacowanego
To wcale nie wróży nic dobrego

Siatkówka, rowery
A może taniec na rurze?
Z taką pustą głową nie myśl nawet o maturze!

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Po pracy zmęczony
Przez dziewczynkę obudzony
Już Scooby przez ducha jest goniony

Tatuś na kanapie siada
Mama obok się rozkłada
Uzbierała się już niezła gromada

Kuba, Kuba
Na rajską wyspę się udał
Kuba, Kuba O! O!

Na suficie złe cienie
W głowie ciemne myśli
Chyba nieproszeni goście tutaj przyszli

Co to za koszmar?
Martwych ciał wieniec
Przed siebie biegnie jak potępieniec

Po co te ognie?
Po co Ci ludzie?
Chyba ktoś się dał nabrać ułudzie”

„Ale zaraz, zaraz. Skąd oni mogą wiedzieć o moim śnie? Nikomu o tym nie mówiłem. To musi być sen!!! Boże, proszę!!”

„Pipi pipi pipi pipi” zawył nagle budzik

12.09.2011 01:29
odpowiedz
Clockwork_Gunslinger
1
Junior

Z przygodami, nie bez trudu na tę wyspę dojechałem
„To początek jest przyjaźni” od pilota usłyszałem.
I to prawda, bo Luigi choć wyglądał jak mafiozo
Gdy się spruliśmy na plaży, okazał się całkiem wporzo.

I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!

Jeep należał do hotelu, lecz zmieniłem go w kosiarkę
Przemieliłem nim pół dżungli, tak sprawdziłem znaną markę
Potem poszedł dis od laski, załatwiła mnie papugą
Anton kucharz ze Specnazu, jest cizi ofiarą drugą!

I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!

Chlanie to już część roboty, tak ładuję się w kłopoty
Bo Luigi choć na kacu, wciąż zajmuje się swą pracą
I tak wrabia mnie w turystów, tych dla których hotel wszystko
Zrobi, ogarnie, poleci, Nawet im wychowa dzieci!

I tylko voodoo! (VooDoo) We łbie moim mąci!
Tylko voodoo! (VooDoo) Choć kiczem to trąci!
Tylko voodoo! Krew, kości, kapłanki na plaży
Laski tańczą jak w seks klubie, lecz łatwo się sparzyć!

Sny już miewam pojebane, z tortem, krwią i pożegnaniem
Budzę się i „co jest grane?”, Coś nie tak jest z moim stanem
Czas najwyższy, Ćwiek psubracie, w plecak zapakować gacie
I zawijać się z Banoi, nim cię Truposz jakiś zgnoi!

12.09.2011 06:03
odpowiedz
Zaba2501
1
Chorąży

Teraz pozostaje tylko czekać na wyniki :]
Powodzenia !

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze