Mrok z dna holenderskich serc. Recenzja albumu An Autumn For Crippled Children - Try Not To Destroy Everything You Love - rog1234 - 27 listopada 2013

Mrok z dna holenderskich serc. Recenzja albumu An Autumn For Crippled Children - Try Not To Destroy Everything You Love

Przepiękna okłada idealnie współgra z muzyką

Post-black metal, jak określono mieszankę lekkich, zawiłych i ambitnych brzmień inspirowanych post-rockiem z mrokiem black metalu, to jeden z wyraźniejszych w ostatnim czasie trendów w muzyce alternatywnej. Przede wszystkim dzięki niesamowitemu, świetnie przyjętemu albumowi Deafheaven - Sunbather (o którym nie omieszkam napisać szerzej, może w podsumowaniu roku? ;)) szturmem zdobył serca krytyków i fanów, pojawiając się na masie listy "najlepszych albumów", nie tylko stron skupionych wokół muzyki "ekstremalnej". Budując na podobnej bazie, holenderski zespół An Autumn For Crippled Children stworzył piękną, porywającą i emocjonalną podróż, przypominającą bezwiedny lot przez chmury i błękitne niebo, które ma jednak tendencję do piorunów i gradobić. 


Try Not To Destroy Everything You Love to czwarty album tajemniczego trio (nie posługują się nazwiskami, rzadko publikują jakiekolwiek zdjęcia... to przecież black metal), i od pierwszej chwili bezdyskusyjnie najlepszy. Tym, co napędza ich muzykę na tym wydawnictwie jest niesamowicie uduchowione połączenie estetyki post-black metalu z shoegaze - gatunkiem rocka alternatywnego skupionym wokół głośnych, mocno przesterowanych gitar. Patrz - My Bloody Valentine. Jak to wygląda? Opisując to najprostszymi słowami, mamy piękne, przestrzenne klawisze, ledwie akcentującą perkusję, pulsujący bas i hałasujące (choć ciągle skupione wokół melodii - po prostu podanych w nieoczywisty sposób) gitary. Wokal jest mocno zatopiony w miksie, bardzo cichy i wycofany, lecz na wskroś blackmetalowy - ryk, jęk i krzyk to, poza emocjami, jego preferowane uzbrojenie. Korzysta z niego jednak bardzo rzadko, proporcjonalnie przeważają tu części instrumentalne. Blackmetalowa jest również intensywność - muzyka nie odpuszcza, nawet w spokojniejszych fragmentach budując potężne napięcie, gotowe wybuchnąć w każdej chwili. Słowa nie do końca oddają o co chodz w tej muzyce. Black metal od dawna ma tendencję do eksperymentów z innymi, bardziej "eterycznym" gatunkami muzyki (zwłaszcza ambientem), a to nie pierwsza płyta łącząca takie inspiracje. Nie przeszkodzi to jednak zespołowi brzmieć oryginalnie i porywająco. 

Najaktualniejsze zdjęcie zespołu jakie znalazłem.  ;)

Jak się tego w zasadzie słucha? Angażująco. Muzyka taka jak ta nie nadaje się do słuchania bez choćby minimum uwagi. Pięknie uzupełnia się z podróżami autobusem wieczorową porą lub spokojem domowego zacisza gdy za oknem pada lub sypie śniegiem. Słuchając "po łebkach" nie doceni się głębi i smaczków, ba, powiem nawet, że nie zrozumie się tego tworu. Pierwsze przesłuchanie również niekoniecznie należy do najwybitniejszych doświadczeń. Poczułem przy nim jednak "to coś", i jeśli też to poczujecie, namawiam was, dajcie tej płycie czas. Drugie, trzecie, może nawet dziesiąte odsłuchanie całości i zostaniecie tym przeniknięci.  

Nad albumem unosi się duch niepozornego, ukrytego optymizmu. Jakim cudem zespół o nazwie "jesień dla dzieci inwalidów" na płycie "spróbuj nie zniszczyć wszystkiego co kochasz" upchnął coś takiego - nie wiem. Wiem za to  jak wspaniale to brzmi. Progresje akordów i melodie klawiszy podnoszą na duchu, podczas gdy kontrastujące z tym wokale jakby tylko dopełniają tego uczucia - w całej tej desperacji, złości i bólu, który pokazuje, muzyka stanowi jeszcze potężniejsze ukojenie dla ducha. 

Brzmienie albumu to ciężka do ocenienia sprawa. W ramach swoich gatunków, zwłaszcza shoegaze, sprawdza się wyśmienicie. Gitary to prawdziwa ściana dźwięku, bombardująca uszy rzężeniem i buczeniem jak tylko może. Partie klawiszy unoszą się nad tym, plumkając i pukając delikatnie, wręcz intymnie. Perkusja zawsze dotrzymuje tempa i spaja atmosferę w całość, przeskakując od oszczędnego stukania w werbel do podwójnej stopy - zawsze we właściwym momencie. Wycofanie i oszczędność krzyków wykonana została wyśmienicie, za każdym razem gdy się pojawiają, jakby wysysają powietrze z pomieszczenia, przytłaczając, potęgując głębokie wytchnienie wnoszone do całości przez instrumenty. Nie wszyscy jednak będą w stanie przebić się przez technikę wokalisty, która jest po prostu blackmetalowa. 

An Autumn For Crippled Children na Try Not To Destroy Everything You Love to w pełni wykształcone, świadome siebie trio. Nie jest to muzyka łatwa i przystępna, zdecydowanie nie dla wszystkich, łącząc bariery aż dwóch trudnych gatunków - ekstremalność black metalu z hałaśliwością shoegaze. Warto jednak spróbować, bo jesień i zbliżająca się zima za oknem potrzebują czegoś porywającego, emocjonalnego, ale koniec końców przepełnionego optymizmem.

9+/10 

Warto posłuchać:
The Woods Are On Fire https://www.youtube.com/watch?v=Tbao9xCG-no
Cały album udostępniony przez zespół za darmo tu
http://anautumnforcrippledchildren.bandcamp.com/album/try-not-to-destroy-everything-you-love

rog1234
27 listopada 2013 - 16:35

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
29.12.2013 19:40
Lupus007
13
Legionista

Po raz drugi wykopuję u Ciebie zacny zespół i zacną płytę. Poza tym bardzo podoba mi się Twój styl: potoczysty i zwarty, napięty, i jednocześnie solidny i przemyślany. Więcej takich tekstów i takich perełek! Pozdrawiam :)

29.12.2013 20:31
odpowiedz
DEFEDos
130
Generał

Muzyka fajna ale wokal 0/10. Nie cierpię wokalu w którym nie wiadomo o co chodzi :]

29.12.2013 20:34
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

lubię patetyczną muzykę z darciem mordy (Isis!), ale tu mi to jakoś nie pasuje; bez wokalu byłoby lepiej

29.12.2013 23:15
rog1234
odpowiedz
rog1234
77
Dragon Install

Lupus007
Dziękuję i polecam się na przyszłość - postaram się pisać więcej w przyszłym roku ;) Poza tym, we wpisie podsumowującym rok 2013 (http://gameplay.pl/news.asp?ID=82139 ) na drugim miejscu znajduje się zespół grający bardzo podobnie, jednak bardziej gitarowo - Deafheaven - również polecam.

DEFEDos
Przepadam za różnymi technikami wokalnymi, zrozumiałymi i niezrozumiałymi, nauczyłem się przez lata słuchania ekstremalnej muzyki traktować głos jako ekspresję - niekoniecznie wyraźną. Zrozumiałym jest jednak, że nie każdemu się to podoba - trzeba w tym gustować.

koobun
O ile wokal tu mi nie przeszkadza, a nawet się podoba (jak pisałem wyżej - forma ekspresji), zgadzam się, że instrumentalnie byłoby ciekawiej ;) BTW, Isis - perełka! :D