O Uncharted słów kilka czyli ile jest gracji w kradzionych pomysłach - Jam Łasica - 25 września 2016

O Uncharted słów kilka, czyli ile jest gracji w kradzionych pomysłach

O Uncharted napisano i powiedziano już tysiące słów, zrecenzowano na setki sposobów. Silenie się na kolejne analizy absolutnie mija się z celem, bo nikomu się tego nie będzie chciało czytać. Warto jednak podejść do tematu mniej konwencjonalnie. Po zamknięciu serii (jestem świeżo po „czwórce”) narysujmy nieco większy obrazek, wykraczający poza schemat i zastanówmy się, w których mniej namacalnych miejscach tkwi sukces tej najlepszej w historii gamingu serii.

Dobra, już odkryłem karty. Tytuł miał ściągać uwagę, jako click-bait sugerujący niepochlebną opinię o wyniesionym na piedestał tytule. Ale wymieniona w czołówce „kradzież” będzie przeze mnie traktowana przewrotnie, bo uważam Naughty Dog za podwójnych arcymistrzów; nie tylko ulepili nam epicką, wielowątkową, wciągającą po uszy opowieść, ale zrobili to mimo użycia wielu sprawdzonych patentów i skopiowania żywcem filmowych klatek. Zredefiniowali kultowe sceny, przebijając moim skromnym zdaniem pierwowzory. Przykład? Pierwszy z brzegu; Indiana Jones. Która część? Wszystkie! Tak, wiem, wielkie mi odkrycie zważywszy na fakt, że Indiana był pierwowzorem dla Nathana, ale być inspiracją, a dorównać lub nawet przebić oryginał to dwie różne bajki. Do rzeczy jednak: Poszukiwacze Zaginionej Arki. Scena, gdy zrzucają dr Jonesa do jaskini z wężami. Pamiętacie? Uncharted 3: jaskinia z pająkami, i nawet motyw wypalającej się pochodni jest. Scena walki z osiłkiem na lotnisku? W U3 jest nawet lepiej: jest walka z osiłkiem w trakcie lotu przy otwierającym się luku. Panowie z nadwyżką masy mięśniowej to zresztą mocno kopiowany patent w tej części gry. Dalej; genialny etap pościgu za konwojem na pustyni przy próbie odbicia Sully'ego? W „Poszukiwaczach” Indy robił to samo, z tą różnicą że odbijał swojego ojca (no dobra, czyli jednak to samo).

Tego jest znacznie, znacznie więcej i co chwila łapałem się na myśleniu, przy okazji każdej części „zaraz, zaraz... w którym to filmie było?”. Jasne, powiecie, że częstuje Was w tym momencie truizmami, ale... czy na pewno? W równie mocno nastawionym na efekciarstwo, epicką przygodę i szeroko pojętą akcję Tomb Raiderze podobnych odczuć nie miałem.

Wracając do meritum; Naughty Dog kopiuje, kalkuje, zżyna pomysły (pomijam już elementy gameplayu, jak cover-system, QTE, styl walki wręcz z Batmana, nawet czekan ze wspomnianego TR). Ale nie mam o to do nich żadnych pretensji. Po pierwsze chłopaki robią to obierając sobie za wzór tytuły najlepsze z możliwych, po drugie robią to na poziomie arcymistrzowskim, dodając swoje trzy grosze, dokonując wspomnianej na początku redefinicji schematu, nie psując go, a udoskonoalając i nadając swój styl. Poezja!

Na koniec trochę smutku. Nawet więcej, niż trochę... Nie ma chyba nikogo, komu przy dobiegającym końca Epilogu w czwórce nie zakręciła się łezka. Zakończenie niby proste, niby przyziemne, mało wykręcone, ale chyba też jedyne, które mogłoby zostać przez wszystkich fanów przyjęte z akceptacją. Wyobrażacie sobie, ile osób miało ciśnienie na to, jakimi zgłoskami ND zapisze kres złodzieja? Ja liczyłem na pewną wielowymiarowość tego tytułu i nieco odważniejsze, a nawet drastyczniejsze zakończenie, choć zawiedziony w żadnym wypadku nie jestem.

U4 trafiła z miejsca na moją półkę TOP5 ever, a cała seria wbija się w szufladkę pt. „Najlepsza seria gier w historii”. Elektryzująca, fascynująca, epicka, jednym słowem: genialna, po prostu 11/10. Tak, wiem, to dopiero seria truizmów. Ale inaczej trudno to wyrazić. Marka Uncharted to kolejny, po trzecim Wiedźminie, flagowy przykład, że gry nie muszą być wyłącznie dla hardcore'owych graczy, ludzi zakochanych i zajawionych gamingiem. W Uncharted (choćby samą czwórkę) może i powinien zagrać każdy, kto jeszcze stereotypowo głosi wszem i wobec, że gry są dla dzieci, on z nich wyrósł, a w zasadzie to nigdy go nie bawiły. Bo U4 to – bez dwóch zdań – doznanie stokroć lepsze niż najlepsza projekcja w kinie. Żaden film po prostu tego nie przebije. Ot co. Amen.

Jam Łasica
25 września 2016 - 19:42

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
26.09.2016 18:42
1
sebogothic
92
Senator

Bezsensowny wpis. Najpierw zarzucasz komuś kradzież, a później wyciągasz jakieś dwa przykładziki z dupy i szlus. Jakby tak się doszukiwać to wszystkie gry mają kradzione pomysły z filmów, bo przeważnie wszystko już było. W Wiedźminie 3 podczas pierwszego rejsu na Skellige mamy bitwę na morzu: no normalnie ściągnięte żywcem z "Piratów z Karaibów". W dodatku Krew i Wino jest scena żywcem ukradziona z "Asterixa i Obelixa". Niemal cały główny wątek Mass Effectów opiera się na "Przestrzeni objawienia" Alastaira Reynoldsa.

26.09.2016 18:45
1
odpowiedz
CyberTron
62
Imperator Wersalka

Po tytule zorientowałem się kto to napisał i że nie będzie to mądre.

27.09.2016 01:38
odpowiedz
1 odpowiedź
Jam Łasica
3
Junior

Każdy ma prawo do własnego zdania, to nie ulega wątpliwości niezależnie od tego czy wyrażacie je w mniej lub bardziej elokwentny sposób.

Do rzeczy jednak:

1. Nie są to dwa przykładziki, bo nie opieram się wyłącznie na filmowych inspiracjach. Zresztą spamowanie tekstu analizą każdej znajomej sceny mija się z celem, bo na tym polega podawanie przykładów, aby uczynić to w sposób zwięzły i mało inwazyjny dla całości tekstu (ale są tu i nawiązania do Bourne'a choćby, czy nawet Bonda, nie mówiąc o mniej znanych, ale mających swoje patenty filmach). Generalnie jednak, jak wspomniałem podałem przykłady nie tylko filmowej "kradzieży", o czym niżej...

2. QTE? Cover system? Strzelanie? Wspinaczka? Walka wręcz? Drobiazgi typu czekan, oznaczanie wrogów, ataki z krawędzi? Jest w tych elementach cokolwiek oryginalnego? No nie. A mało jest tych przykładów? W zasadzie cały gameplay i fabuła są naszpikowane inspiracjami i mniejszą lub większą zżynką, ale cały tekst miał też polegać na dowiedzeniu tezy, że w tym jest magia serii, że kopiując, na nowo redefiniuje kopiowane elementy. To jest właśnie cały zamysł artykułu i maestria Naughty Dog, którą starałem się pokazać.

3. Wiedźmin: owszem, dobry przykład. I to ciekawe, bo własnie o nim w podobnym kontekście myślałem. Skellige momentalnie nasunęło mi na myśl Vikings, a rozdział w Novigradzie GoT, jedynie wątek barona nie był dla mnie jakoś szczególnie powiązany z czymkolwiek mi znanym.

4. Tak, znajdziemy niemal w każdym tytule jakieś inspiracje i motywy "gdzieś to już było", ale powtórzę: całym zamysłem było pokazanie w jak magiczny sposób - i inny od reszty gier - jest to zrobione w przypadku Uncharted.

27.09.2016 18:53
1
Zdzichsiu
48
Ziemniak

Skellige momentalnie nasunęło mi na myśl Vikings
A może powinien przypominać Skandynawię i autentyczne realia historyczne, na których Vikings również bazuje?
Rozdział w Novigradzie GoT
Dlaczego niby?

Niedługo wyjdzie, że wszystko zrzyna od wszystkiego. I idąc tą logiką, to tak jest.

post wyedytowany przez Zdzichsiu 2016-09-27 18:57:20