Chłopcy Pasikowskiego - promilus - 27 listopada 2011

Chłopcy Pasikowskiego

Rok 1992. Do kin wchodzi film Pasikowskiego – „Psy”. Z czasem dołączy do grona produkcji, z których cytaty wielokrotnie będą przytaczane - wiele lat później. W obsadzie Bogusław Linda, Cezary Pazura, Marek Kondrat. Każdy ma już na swoim koncie kilka ról, wyjątkiem jest tylko najmłodszy Pazura.  To oni mają stanowić aktorski trzon polskiego przemysłu filmowego na następne lata. Pasikowski określił się już „Krollem” – będzie robił filmy sensacyjne w amerykańskim stylu.

Rok 2011. Pazura przez ostatnie 10 lat grywał przede wszystkim w słabych serialach komediowych, czasem w średnich i marnych filmach, o których mało kto pamięta. Dorabia jako kabareciarz. W końcu zasiada na fotelu reżysera – z marnym skutkiem. Jego „Weekend”, który miał być polską odpowiedzią na filmy Guya Ritchiego okazuje się klapą. Bogusław Linda. Nie ma zacięcia komicznego, więc pozostaje mu dorabianie w serialach i filmach – głównie gdzieś na drugim planie. Zagrał w komedii romantycznej, bo jak sam mówi, „miał bardzo mało do zagrania za bardzo dobre pieniądze”. Uchodzi za jednego z najlepiej zarabiających aktorów serialowych – producenci „I kto tu rządzi?” nie oszczędzali na swojej gwieździe. Marek Kondrat. Zrezygnował z aktorstwa – pędzi bimber  sprzedaje wino.

Co się stało z naszym kinem rozrywkowym? Nie piszę o kinie jako takim, bo to po kilku latach zapaści podnosi się z kolan. Jest Smarzowski, który czego by nie dotknął, to zamieni w złoto. Mamy zdolnego Komasę, który pozytywnie zaskoczył „Salą samobójców”. Była „Różyczka”, „Wszystko co kocham”. Jeśli ktoś mówi, że filmy polskie to dno, to zwyczajnie ich nie ogląda. Jeśli ktoś mówi, że współczesne polskie kino sensacji i rozrywki to dno, to… cóż – wypada się tylko zgodzić.

Lata dziewięćdziesiąte i początek nowej ery, to najlepsze lata polskiego kina rozrywkowego. Nie przekonacie mnie „Seksmisją”, „Misiem” i „Janosikiem”. To w latach 1992-2002 odnajdę najwięcej swoich ulubionych polskich filmów. To wtedy powstały produkcje, z których cytaty i dialogi, przy byle okazji, są powtarzane do dzisiaj. Tak się składa, że w każdym z nich grał ktoś z aktorskiej trójki, którą wymieniłem na początku. Przejdźmy przez te filmy chronologiczne – tak na szybko. „Psy” (cała trójka), „Psy 2” (Linda i Pazura), „Nic śmiesznego” (Kondrat i Pazura), „Kiler” i „Kiler-ów 2-óch” (Kondrat i Pazura), „Sara” (Linda i Pazura), „Chłopaki nie płaczą” (Pazura), „Dzień świra” (Kondrat i Pazura).

Film Koterskiego jest symbolicznym zakończeniem złotej ery polskiego kina rozrywkowego. Dzieło o sfrustrowanym inteligencie było tak dobre, że ktoś chyba na górze uznał, że przesadziliśmy – to nie Hollywood. Za karę nastało 10 lat filmowej nędzy. By to lepiej sobie uzmysłowić zastanówcie się ile cytatów potraficie przytoczyć z wymienionych filmów, a ile ze wszystkich nadwiślańskich produkcji zrobionych w latach 2003-2011.

Wszyscy reżyserzy odpowiedzialni za perełki lat dziewięćdziesiątych nadal żyją. Pasikowski przez ostatnie 10 lat napisał jedynie scenariusz do „Katynia”. Kontrowersyjnych tekstów nie chciano finansować (za coś trzeba zrobić „Bitwę Warszawską”), chociaż coś się w tym temacie zmieniło, bo w 2012 wejdzie do kin „Pokłosie” o masakrze w Jedwabnem. Z braku laku Pasikowski zajął się serialem „Glina”, który został bardzo pozytywnie przyjęty przez telewizyjną widownię. Machulski robi filmy jak robił, ale widocznie najlepsze ma już dawno za sobą. Trzeba mu oddać, że „Vinci”, który powstał już w 2004 filmem był bardzo dobrym. Lubaszenko. Po gangsterskiej trylogii przepadł w świecie seriali. Gdy już na nich trochę zarobił, powrócił marnym „Złotym środkiem”. Może „Sztos 2” to będzie to? No i wreszcie Marek Koterski. Złych filmów nie robi, ale filmy w ogóle robi bardzo rzadko. Kolejne przygody Adasia Miauczyńskiego stoją na wysokim poziomie. Ma swój styl i jeśli ktoś ten styl lubi (ja uwielbiam) to i najnowszym „Baby są jakieś inne” będzie usatysfakcjonowany. Tylko, że te filmy nie są tak „cytatogenne” jak „Nic śmiesznego” i przede wszystkim „Dzień świra”  – są poza tym bardziej poważne.

Mamy trójkę aktorów tylko czekających na dobry scenariusz, na dobrego reżysera. Gdzieniegdzie przypominają o swoim talencie. W „Oficerach” Pazura stworzył ciekawą postać Sznajdera, którą scenarzyści szybko zepsuli, uznając, że najlepiej będzie, gdy Sznajder przestanie pić. Błąd. Ta postać, także dzięki Pazurze, miała potencjał. Zasługiwał na swój film, lub przynajmniej serial, a nie drugi plan. Linda pojawił się w „Bitwie Warszawskiej”, ale do zagrania za wiele nie miał i sam film pozostawił tylko niesmak.

Biologia robi swoje, więc niech ci nasi filmowcy w końcu wykorzystają potencjał Lindy, Pazury i Kondrata. Czekam na film o zabójcach, policjantach i mafii z minimum 99 bluzgami, soczystymi tekstami i testosteronem wylewającym się z ekranu. Stallone zebrał ekipę i robi już drugą część „The Expendables”. Kto będzie naszym Sylwkiem?

promilus
27 listopada 2011 - 21:51

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
27.11.2011 22:17
👍
zanonimizowany579358
105
Senator

Zgadzam się. Lata 90 i wczesny wiek XXI to było coś. Oczywiście starsi z rozrzewnieniem będą wspominać filmy Barei, czy Machulskiego. No, ale ja urodziłem się w innych czasach a "Psy", "Ogniem i mieczem", "Kariera Nikosia Dyzmy" i "Chłopaki nie płaczą" nigdy mi się nie znudzą. Będę musiał kiedyś obejrzeć "Dzień świra" z Kondratem. Właściwie to zacząłem oglądać na YouTube, ale nigdy nie było czasu żeby dokończyć. Fajne były też seriale "Sfora" i "Zaginiona". Ostatnio też oglądałem całkiem fajną czarną komedię "Kołysanka" z Więckiewiczem na którego jest ostatnio hype.
Teraz czekam na thriler "Sęp" z Żebrowskim. Może być ciekawie.

27.11.2011 23:42
odpowiedz
Emisariusz
20
Generał

Promilus 100000% racji, normalnie czytajac twoj tekst czulem sie jakbym czytal swoje mysli :)

28.11.2011 00:11
odpowiedz
cartheone
12
Legionista

w polsce jest robionych sporo dobrych filmów tylko telewizje puszczają na okrągło ten sam szmelc i każdy mysli że żadne dobre filmy nie powstają a do kina wiadomo nie wszyscy chodzą osobiście ostatnio dom zły najbardziej mi zapadł w pamieć i plac zbawiciela choć ten drugi troszeczke dołujący pierwszy zreztą tez komedią nie jest

28.11.2011 11:37
odpowiedz
Morfik789
14
Legionista

Myślę, że to się jednak wszystko powoli już zaczyna zmieniać. Niedawno wyszedł film "80 milionów", który jest podobno bardzo dobry. Również świetnie zapowiada się "Róża" z Dorocińskim i Kuleszą, ale to dopiero w lutym.

Jestem bardzo ciekaw jak będzie wyglądało "Pokłosie". Jest to w końcu pierwszy film Pasikowskiego od dziesięciu lat. Ostatni był o ile dobrze pamiętam "Reich". Pomijam oczywiście serial "Glina", głównie skupiam się na produkcjach pełnometrażowych.

Ostatnio do kin wszedł również "Wymyk" z wspominanym już Robertem Więckiewiczem. Bardzo dobry film.

Jeżeli chodzi o wyżej wymienionego, to uważam, że jest on zbyt mocno eksploatowany przez twórców filmów. Chociaż on każdą rolę gra świetnie i zupełnie inaczej. Potrafi wczuć się w swoją postać. Ale czy to znaczy, że nie ma już utalentowanych aktorów i w każdym musi grać pan Więckiewicz...

Co do Machulskiego... No cóż już chyba najlepsze lata ma dawno za sobą. "Vinci" był ostatnim dobrym filmem, który w.w. stworzył i do którego bardzo chętnie wracam. "Koń trojański" i "Kołysanka" nie przypadły mi do gustu. "Kołysanka" jest tylko bardzo fajną metaforą, ale ogólnie film kuleje.

Mógłbym jeszcze trochę popisać, ale komu się będzie chciało to czytać :P

28.11.2011 17:29
eJay
odpowiedz
eJay
184
Quaritch

gameplay.pl

Podziękuj PISFowi i jego "ideologii".

28.11.2011 21:21
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

Każda epoka ma swoich specjalistów. Lata 70. i początek 80. to złote lata przygodowych seriali historycznych ("Czarne chmury", "Znak orła", "Przyłbice i kaptury", "Rycerze i rabusie"), lata 80-te to złote lata współczesnych komedii w środkowoeuropejskim stylu ("C.K. Dezerterzy", "Seksmisja", "Vabank", "Kingsajz") a wczesne lata 90. to właśnie soczyste kino sensacyjne w wykonaniu Pasikowskiego i Wójcika ("Ekstradycja").

Nawiasem mówiąc, wiecie, co moim zdaniem świadczy o tym, że ludzie tacy, jak Machulski i Pasikowski kręcili takie dobre filmy? Otóż uważam, że kręcili oni _odpowiedniki_ filmów zagranicznych, ale ich nie _naśladowali_. Dlatego zamiast żałośnie wyglądającyh prób przenoszenia przygód gliniarza z Chicago do Warszawy dostaliśmy opowieść o byłym UBeku, mocno osadzoną w naszych realiach okresu przełomu ustrojów. Cymes.

Nawiasem mówiąc, to co piszę wyżej świetnie widać na przykładzie seriali rosyjskich, które namiętnie oglądam. Rosjanie inspirują się Zachodem, ale np.: "Obiekt 11", "Bandycki Petersburg", "Miecz" albo "Kodeks Honorowy" są jednocześnie są bardzo rosyjskie - żadnego silenia się na zachodniość, żadnych kompleksów. Seriale takie jak fenomenalny "Strojbatia" pomijam, bo takie rzeczy to tylko za Bugiem :P

28.11.2011 21:40
odpowiedz
zanonimizowany511433
57
Pretorianin

Powód prosty - w części przypadków likwidacja, w pozostałych stopniowe ograniczenie finansowania zespołów filmowych, gdzie nad każdym projektem pracowano do znudzenia pod nadzorem kierowników artystycznych i literackich wagi ciężkiej. Dzisiaj nikogo już na takie ekstrawagancje nie stać.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze