Botanicula - recenzja gry jedynej w swoim rodzaju - Klaudyna - 8 czerwca 2012

Botanicula - recenzja gry jedynej w swoim rodzaju

Klaudyna ocenia: Botanicula
100

Nie jestem do końca przekonana, czy Botanicula jest grą. Moim zdaniem to swoiste dzieło sztuki, gdzie element samego „grania” pozwala brnąć w głąb fabuły tylko po to, by móc nacieszyć oko kolejnymi obrazami. W Botaniculi niewątpliwie do czynienia mamy z fantastycznym popisem wyobraźni twórców względem wykreowanego świata, gdzie każdy szczegół ma olbrzymie znaczenie. Ale... od początku.

Jak sama nazwa wskazuje, akcja rozgrywa się w świecie przyrody. Jednak nie jest to świat rodem z podręczników do biologii. Na drzewku, miejscu zamieszkania przeróżnych stworów, cudaków, leśnych kreaturek, lęgną się wredne pajęczaki, które by rosnąć wysysają życie skąd popadnie. Spustoszenie dotyka nie tylko drzewo, ale samych jego mieszkańców. Ostatnie nasionko z drzewa, które w razie katastrofy może dać nowe schronienie stworom, wpada w posiadanie wesołej gromadki leśnych ludków. Bowiem do dyspozycji mamy aż pięciu bohaterów, którzy wspólnie pokonują przeciwności losu. Chodzimy w grupie, ponieważ nigdy nie wiadomo, czyje umiejętności przydadzą się w wykonywaniu zadań. Pan Makówka jest szefem, pan Szyszka unosi się na wodzie, pan Gałązka ma teleskopowe... gałązki, pan Piórko potrafi latać, zaś pan Grzybek jest... grzybkiem. Postaci nazwałam po swojemu. Jak się okazuje moja interpretacja nie pokrywa się zupełnie z oficjalną wersją, gdyż mamy ponoć do czynienia z: Mr. Lantern, Mr. Twig, Mr. Poppy Head, Mr. Feather oraz Mrs. Mushroom.

Przedstawione uniwersum ogranicza się do drzewa. Mimo tego świat urzeka – grafiką, wyobraźnią, kolorami. Na każdej planszy możemy zauważyć coś osobliwego. Nic nie zostało na nich umieszczone bez przyczyny. Na poziomie „korzeni” gra się nieco komplikuje – wchodzimy w przestwór tuneli, początkowo odkrywamy nowe miejsca, potem zaczynamy kręcić się w kółko, mając wrażenie, że ciągle nam coś umyka, bo powinniśmy coś znaleźć... Tymczasem chodzimy, chodzimy i niczego nowego nie odnajdujemy. Sytuacja ta doprowadziła mnie do niewielkiej frustracji, więc wzięłam kartkę i długopis, a następnie rozrysowałam sobie system tuneli i od razu poznajdowałam nieodkryte dotąd przestworza. Metodę serdecznie polecam tym, którzy gubią się w terenie ;)

Główne zadania polegają zazwyczaj na znajdowaniu potrzebnych przedmiotów. Komuś zgubiły się dzieci – trzeba je odnaleźć. Cudak zgubił piórka – trzeba mu pomóc. Drzewni sąsiedzi są w potrzebie – wesoła gromadka uczyni wszystko, by przywrócić uśmiech na ich obliczach. Wchodząc w interakcję z niektórymi postaciami, dowiadujemy się dzięki sympatycznym animacjom o poczynaniach pajęczaków. Zadania są proste i intuicyjne, dlatego przyjemność będą mieli i młodsi, i starsi. Obok głównych misji, które decydują o tym, czy posuniemy się z fabułą naprzód, istnieją drobniejsze zadania, za które otrzymujemy karty – im więcej ich zgromadzimy, tym więcej prezentów (dosłownie!) na koniec gry otrzymamy. Zatem trzeba być bardzo uważnym w poszukiwaniu „klikalnych” elementów planszy. Czasem wydaje się, że mimo iż możemy kliknąć w danego robaczka, nic nowego to nie wnosi, gdyż nie dzieje się nic spektakularnego. W takich sytuacjach trzeba cierpliwie klikać klikać klikać, aż uda się nam coś wyklikać.

Na uwagę, prócz wizualiów, zasługuje strefa dźwiękowa. W dialogach przeważa przeuroczy bełkot, gdy leśne ludki się boją – krzyczą, gdy uda im się zrealizować dane zdanie wydobywają z siebie chóralne „juchu!”. Pozostając pod urokiem Botaniculi, zaczęłam owe „juchu!” stosować na co dzień. Jak bardzo weszło mi to w krew uświadomiłam sobie, kiedy odebrawszy przesyłkę od listonosza, ledwo zamknąwszy drzwi, wyszczerzyłam się do kota krzycząc „juchu!”. Kota wyglądała na zażenowaną. Warstwa dźwiękowa  wspaniale komponuje się z wizualną. Na wielkie oklaski zasługuje zespół DVA, który swoim elektroniczno-cyrkowo-organicznym charakterem rewelacyjnie wpisuje się w świat przedstawiony w Botaniculi. Być może grając nie wychwycimy pewnych smaczków czyhających na odbiorców, dlatego zachęcam by poświecić nieco uwagi samej muzyce. O jakich smaczkach mowa? Twórcy inspirowali się dziełami kultury, jakimi są Gwiezdne Wojny (odgłos mieczy świetlnych), Pacman (melodyjka w interpretacji duetu), Frankenstein czy japoński film Zatoichi. Uwagę przyciąga również utwór zatytułowany Mrs. Mushroom likes LCD Soundsystem, który jest luźną interpretacją utworu LCD SoundsystemDance Yrself Clean. Tyle udało mi się wychwycić, ale nie zdziwiłabym się, gdyby podobnych nawiązań było więcej.

Podsumowując – jeśli nie ogranicza Cię wyobraźnia i masz ochotę odpłynąć w fantastyczny świat przyrody, jeśli chcesz sprawdzić, jak zachowuje się powierzona piątka pod wpływem substancji halucynogennych, jeśli chcesz poznać marzenia bohaterów, nacieszyć oko i ucho, poznać humor leśnych stworów – zdecydowanie jest to gra dla Ciebie. Niezależnie od tego, czy masz lat 5 czy 85.

OCENA: 10/10

Klaudyna
8 czerwca 2012 - 22:25

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
08.06.2012 23:27
SirFiress
13
Centurion

Klaudyna aż 10/10? Bez przesady jak na niezależniaka..
Czyżbyś jeszcze nie ochłonęła po meczu Polski z Grecją? :D

08.06.2012 23:50
BliBs_Pl
odpowiedz
BliBs_Pl
72
Weltschmerz

Mimo iż nie jestem jakimś fanem gier przygodowych point & click, to gry Amanita Design są naprawdę dobre. Przeszedłem Samorost 1 i 2 to samo z Botaniculą, pozostało tylko Machinarium. Botanicula była naprawdę świetna. Grało się w nią baaaardzo przyjemnie i po jej przejściu też zastanawiałem się nad oceną między 8 a 10.

09.06.2012 12:54
odpowiedz
zanonimizowany47980
118
Generał

SirFiress--> Rozumiem, że dla ciebie 10/10 jest zarezerwowane tylko do gier za grube miliony, które w kółko powielają te same schematy?

09.06.2012 15:17
klaudyna
odpowiedz
klaudyna
60
Pretorianin

Oceny mają to do siebie, że są subiektywne. Mnie się podobało na 10 i niestety nic z tym nie zrobię :) Poza tym argument o niezależności zupełnie do mnie nie przemawia.

09.06.2012 21:45
odpowiedz
MarcusFenix
56
Generał

Dla mnie Botanicula po za świetną warstwą audio-wizualną nie prezentuje niczego szczególnego, kolejny point and click obok Machinarium i setki innych podobnych gier. W grze jest mini mapa więc po co kartka i ołówek ?

09.06.2012 22:39
klaudyna
odpowiedz
klaudyna
60
Pretorianin

Jakoś mini mapkę zignorowałam. Czasem łatwiej mieć przed sobą wszystko czarno na białym ;) Poza tym jestem bardzo mocno PROołówkowa i PROkartkowa .

09.06.2012 23:42
hedasw
odpowiedz
hedasw
106
Generał

tvgry.plRedakcja

Pomysł z rozrysowaniem mapy świata na kartce sympatyczny - w sumie ma to swoją historię w prasie o grach, bo w magazynach wydawanych pod koniec lat 80. i na początku 90. często pojawiały się takie mapy jako opisy przejścia platformówek i nie tylko. Ale minimapka z Botanicula akurat dla mnie jest świetna sama w sobie, bo to liść oglądany pod światło, co jest absolutnie rozbrajające.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze