W ostatnich miesiącach można było zauważyć dwa trendy w świecie MMO: uwalnianie ich od abonamentów na rzecz free to play oraz próby zmiany wizerunku tych ociężałych molochów. W poszukiwaniu ciekawych tytułów trafiłem na potworka o nazwie Rusty Hearts: darmową grę akcji MMO, która jest aktualnie w fazie otwartej bety. Dlaczego warto na nią zwrócić uwagę?
Na pierwszy rzut oka Rusty Hearts wygląda na typową produkcję azjatycką, obarczoną standardowymi wadami: dużą porcją grindu, bzdurną fabułą, kiepską grafiką i statyczną rozgrywką. Rzeczywiście część z tych elementów tutaj występuje, ale gra potrafi zaskoczyć. Zabawa jest dynamiczna i kojarzy się raczej z Devil May Cry a nie innymi MMO.
Beatrycze uwolniona, Lucyfer poskromiony, można odpocząć po dwóch tygodniach nerwów i zaciskania zębów co by przekleństwa w eter nie poleciały. Ukończenie Dante’s Inferno zajęło mi raptem dziewięć godzin czasu gry – na normalnym poziomie trudności – ale było w grze kilka momentów które sprawiały, że chciałem po prostu przestać. I tak, dawkując sobie grę w małych ilościach zobaczyłem zakończenie i w sumie, patrząc już na spokojnie stwierdzam, że to całkiem dobra gra.