Zanki Zero: Last Beginning - Danteveli - 4 kwietnia 2019

Zanki Zero: Last Beginning

Spike Chunsoft to prawdopodobnie najbardziej niedoceniona firma w branży gier wideo. Twórcy tytułów takich jak Dragon Quest, Mystery Dungeon, Zero Escape, Danganronpa zasługują na szacunek. Ale tu nie chodzi nawet o sam fakt stworzenia legendarnych serii. Spike Chunsoft ciągle dostarcza oryginalne tytuły z niezwykle pomysłowymi historiami. Zanki Zero: Last Beginning to kolejny przykład nietuzinkowej twórczości japońskiej firmy. Czy kolejny raz dostajemy naprawdę niezwykły tytuł, który z miejsca stanie się pozycja kultową?

Zanki Zero rozpoczyna się w dosyć nietypowym momencie. Nasz bohater załamany decyzją o koszmarnych konsekwencjach decyduje się popełnić samobójstwo. Kilka chwil po skoku z budynku mężczyzna budzi się obok zniszczonego garażu. Bohater dowiaduje się, że jest jednym z 8 ostatnich ludzi na Ziemi. Jakiś kataklizm wyniszczył ludzkość i z całej cywilizacji pozostała tylko grupka młodych osób, które wydają się mieć poważne problemy. Jakby tego było mało nasz bohater wraz z towarzyszami zostaje poinformowany przez telewizor, że bierze udział w specjalnym programie i ekipa będzie otrzymywała różne misje dążące do ocalenia ludzkości. Wszystko to brzmi niezwykle dziwnie, ale największą i najbardziej zakręconą bombę pozostawiono na koniec. Okazuje się, że cała 8 to specjalnie zmodyfikowane klony. Każdy z nich ma tylko 13 dni życia po czym odradza się jako dziecko za pomocą specjalnej maszyny wyglądającej jak automat do gier wideo.

Fabuła tej produkcji jest naprawdę zakręcona, ale czego można się spodziewać po firmie odpowiedzialnej za równie zwariowane cykle Zero Escape i Danganronpa. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy za Zanki Zero odpowiada część ekipy, która dostarczyła nam ten drugi tytuł. Mamy więc naprawdę dziwny i niezwykle interesujący punkt wyjściowy. Dalej robi się jeszcze dziwniej bo wraz z postępami w grze odkrywamy kolejne sekrety postaci, to dlaczego trafili koło zrujnowanego garażu i co stało się z resztą ludzkości.

Musze przyznać, że byłem zaintrygowany przez prawie całą grę. Twórcy serwują nam zakręcone i dziwne sytuacje co kilka chwil. Mamy sporo mrocznych tematów i niekomfortowych sytuacji. Nie chcę zdradzać żadnych szczegółów żeby nie popsuć nikomu zabawy. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że jednym z ważnych motywów gry jest 7 grzechów głównych i tego, że Last Begining nie stroni od przemocy fizycznej i psychicznej skierowanej w stronę dzieci.

Twórcy zalewają nas masą pomysłów, które spokojnie mogłyby wystarczyć na stworzenie 3 czy 4 gier. Pełno tajemnic, które powoli odkrywamy po to by trafić na kolejne tajemnice. Nie jestem do końca przekonany co do zakończenia gry, ale to kwestia subiektywna. Mam wrażenie, że podobnie jak w przypadku seriali takich jak Lost wytłumaczenie wszystkiego co obserwowaliśmy na ekranie nie jest tak ciekawe jak to co zrodziło się w naszych głowach.

W ogólnym rozrachunku fabuła wypada naprawdę dobrze i gwarantuje że zapadnie ona w pamięć na trochę dłużej niż ma to miejsce w przypadku przeciętnej gry. Jest to efekt dobrej mieszanki solidnych pomysłów science fiction, psychologicznego horroru, komediowych momentów i wzruszających scen.

Zanki Zero: Last Beginning to oryginalna, zakręcona fabuła i równie oryginalna i zakręcona rozgrywka. Zacznijmy od tego, że mamy do czynienia z grą RPG typu dungeon crawler. Obserwujemy akcje z perspektywy pierwszej osoby i nasza czteroosobowa ekipa przedziera się przez lochy omijając pułapki i pokonując wrogów po to by dotrzeć na kolejne piętro labiryntu. Last Begining dorzuca do tej formuły trochę oryginalnych rozwiązań. Pierwszym z nich jest to, że nie ma tu typowego dla wielu produkcji turowego systemu walki. Nie zostajemy przeniesieni na żadne osobne pole bitwy. Walki toczą się tam, gdzie cała reszta gry. Zarówno my jak i przeciwnicy poruszamy się do woli po lochach. Tym co odróżnia grę od produkcji FPS jest to, że po wykonaniu ataku musimy odczekać określoną ilość czasu by móc ponownie wyprowadzić cios. Taki system sprawia, że Zanki Zero jest bardziej dynamicznym tytułem niż większość innych gier DRPG.

Za pokonywanie przeciwników zdobywamy poziomy doświadczenia, za które nagradzani jesteśmy punktami służącymi do zwiększania umiejętności bohatera. Skilli jest całkiem sporo i każda z postaci ma kilka unikatowych dla siebie umiejętności, które zachęcają do rotacji w naszej ekipie.

Pokonywanie wrogów daje nam także surowce, które wykorzystamy przy rozbudowie naszej bazy, gotowaniu i tworzeniu a także ulepszaniu ekwipunku. Ten element wypada całkiem dobrze w praniu. Po części jest tak dlatego, że zdobywanie rzadszych surowców wymaga od nas odrobiny kombinowania. Otóż aby zdobyć pewne przedmioty musimy zniszczyć jakiś słaby punkt przeciwnika. By to zrobić musimy naładować atak i wycelować w specyficzną część wroga. Dzięki temu jesteśmy zachęcania do poznania przeciwników i atakowania z rożnych stron tak by jak najlepiej wykorzystać ich słabość. Oczywiście możemy zrezygnować z tego elementu bo rozbudowa bazy podobnie jak zwiększenie więzi pomiędzy poszczególnymi postaciami nie jest niezbędne do ukończenia gry. Są to po prostu dodatkowe opcje ułatwiające nam walkę i zwiększające nasz arsenał. Chociaż przyznam, że nie widzę możliwości grania na wyższych poziomach trudności bez korzystania ze wszystkiego co oferuje nam gra. Ja spędziłem trochę czasu polując na konkretne fragmenty bestii tak by stworzyć jak najlepsze bronie i ulepszać budynki w bazie.

Jednym z unikatowych elementów tej produkcji jest system starzenia się postaci. Każdy z klonów starzeje się wraz z przechodzeniem kolejnego piętra danego lochu. Po osiągnięciu „końca przydatności do życia” postać umiera i musimy ja odrodzić w bazie za punkty zdobywane podczas eksploracji. Jest to dosyć ciekawe bo każda śmierć wpływa na statystyki naszej postaci. Im więcej ginie na różne sposoby tym nasz wojownik staje się silniejszy i odporniejszy na zagrożenia. Wygląda to tak, że śmierć od obrażeń od trucizny gwarantuje nam większa odporność na zatrucie w kolejnych życiach. Wariantów zgonu jest cała masa i przynoszą one różnego rodzaju korzyści. To jest połączone ze wspomnianym już starzeniem się. Otóż nasza postać po odrodzeniu się jest dzieckiem, później zostaje nastolatkiem, osoba w średnim wieku i starcem. Każdy ze stopni dojrzewania ma swoje wady i zalety, które odnoszą się zarówno do umiejętności postaci jak i interakcji z otoczeniem. Dzieci mają mniej punktów życia, ale regenerują się one wraz z poruszaniem. Dorośli nie mogą korzystać z małych przejść i dziur w ścianach. Różnic jest dosyć sporo i wpływają one na rozgrywkę w poważny sposób. Pomijam już to, że naturalna śmierć podczas eksploracji potrafi nam nie źle pokrzyżować plany.

Ten niezwykle oryginalny system sprawdza się naprawdę dobrze i nadaje grze unikatowego charakteru. Wpływa on także na wysoki poziom trudności gry. W końcu mamy produkcję, gdzie z założenia co chwilę będą ginąć nasi bohaterowie. Musimy nauczyć grac się w trochę inny sposób niż ma to zwykle miejsce w grach tego typu. To stanowi całkiem niezłe wyzwanie przed osobami, które mają wyrobiony styl podchodzenia do DRPG.

Zanki Zero to masa ciekawych pomysłów. Od systemu starzenia się, po zagadki w lochach aż do rozbudowywania bazy. Momentami miałem wrażenie, że twórcy wrzucili do gry wszystko co przyszło im do głowy. Na szczecie całość łączy się całkiem dobrze i buduje solidna grę typu dungeon crawler. Pewne elementy mogą z początku frustrować ze względu na swoją oryginalność no i ostatnia lokacja może być koszmarem ze względu na ilość przeciwników i to jak łatwo jest się w niej pogubić. Jednak nie są to jakieś poważne problemy i odchodziłem od tej produkcji z ochotą na więcej. A w moim systemie oceniania jest to oznaka dobrej gry.

Musze zatrzymać się przy jednej niezwykle interesującej kwestii. Chodzi o poziom trudności. W przypadku Zanki Zero mamy opcję wyboru spośród 5 rożnych opcji. Najniższy poziom w praktyce tworzy z tej gry symulator chodzenia. Nie musimy się niczym przejmować, nie ma wrogów a pułapki nam nie zagrażają. Ta opcja pozwala skupić się tylko i wyłącznie na fabule. Każdy z kolejnych szczebli trudności dodaje kolejne wyzwania. W przypadku najwyższego, przeciwnicy zadają nam olbrzymie obrażenia, musimy pilnować głodu, ciągle uzupełniać płyny, chodzi do toalety i uważać na stres i inne współczynniki. Last Beginning staje się prawdziwym wyzwaniem a najmniejszy błąd będzie kosztował nas wczytywanie zapisu gry. Robi się naprawdę trudno, ale dzięki temu gra jest naprawdę ekscytująca. Granie na wyższych poziomach ma sens bo uzyskujemy dostęp do lepszych materiałów i zdobywamy więcej doświadczenia i punktów. Gdyby zrobiło się zbyt trudno to mamy możliwość zmiany trudności w naszej bazie. Niby nie ma tutaj jakichś innowacyjnych rozwiązań. Mam jednak wrażenie, że oddanie nam możliwości poziomu wyzwania wypada tutaj świetnie. W zależności od wybranej opcji gra staje się kompletnie innym doświadczeniem. Wspominam o tym z powodu powracającej debaty o bardziej przystępnych poziomach trudności. Spike Chunsoft pokazuje jak to zrobić tak by w dany tytuł mógł zagrać praktycznie każdy.

Oprawa wizualna jest tutaj przyzwoita. Gra nie powala graficznie, ale design postaci i lokacji wypada naprawdę dobrze. Potwory które musimy pokonać wyglądają jak przeciwnicy z najlepszych horrorów. Bestie to koszmarna mieszanka genetycznych mutacji, która czyni ten tytuł jeszcze bardziej klimatycznym. Mamy odpowiednią mieszankę dziwacznych stworków jak małpy, kozy i orki. Obok nich pojawiają się dziwaczne eksperymenty takie jak coś co wygląda jak głowa manekina doczepiona do ludzkiej ręki czy krzyżówka pomiędzy ludźmi a skorpionem. Jest naprawdę dobrze i w połączeniu z lokacjami takimi jak zrujnowany szpital czy opuszczona szkoła, powstaje coś co spokojnie może wystraszyć graczy.

Przejście Zanki Zero: Last Beginning zajęło mi około 50 godzin. Ten czas może się znacząco skrócić jeśli gramy na niższych poziomach trudności. Jeśli chcemy zrobić wszystko na 100% to czas gry wydłuży się spokojnie o kolejne 10-15 godzin. Po ukończeniu gry uzyskujemy dostęp do opcji New Game +, która pozwala zachować część umiejętności i informacji z oryginalnej przygody.

Muszę przyznać, że zaraz po ukończeniu Zanki Zero miałem w głowie mętlik. Tysiąc rzeczy o których warto napisać i masa kwestii, o których chciałbym po prostu pogadać. Zarówno fabuła jak i sama rozgrywka mają pełno pomysłów, które mnie zaintrygowały. Na dokładkę była to jedna z tych gier, które mną zawładnęły i nabiłem 50 godzin gry w odrobinę ponad tydzień grania. Nie zdarza się to zbyt często, jednak Zanki to kolejna pozycja od Spike Chunsoft, która zawładnęła moim czasem. Dlatego jestem przekonany, że ta ekipa zasługuje na większe uznanie.

Zanki Zero: Last Beginning to naprawdę świetna produkcja, która sprawnie łączy niezwykle zakręconą fabułę z rozbudowaną i wymagająca grą RPG. Całość jest naszpikowana masą oryginalnych pomysłów. Nie wszystkie z nich są strzałem w dziesiątkę, ale budują unikatowe doświadczenie, które zostaje w głowie na dłużej. Szczerze polecam ten tytuł i proszę o więcej szalonych i ambitnych gier.

Danteveli
4 kwietnia 2019 - 13:12