Banoi Blog - notka druga: Ta z żurawiną - Jakub Ćwiek - 3 września 2011

Banoi Blog - notka druga: Ta z żurawiną

Recepcjonista ma na imię Luigi. Dziwne, bo jak mu się przyjrzeć, to jedyne co ma w sobie z Włocha to kropelka sosu Bolognese na mankiecie koszuli. Zachowuje się trochę jak Francuz, mówi jak Anglik, chód natomiast, gesty gdy przestaje się tak bardzo kontrolować to typowa amerykańska „wolność i swoboda jednostki”.

Jest bardzo miły i uprzejmy, ale nie traktuje mnie jak gościa. Pyta czy mam coś przeciwko temu, byśmy weszli przez kuchnię, bo musi zamienić kilka słów z kucharzem, a przy okazji chciałby mi pokazać jak w hotelu przygotowuje się posiłki.
Zakładam, że tak jak wszędzie - widziałem kilka odcinków „Piekielnej kuchni” Ramseya Gordona - ale co mi tam. Jeżeli tylko nie będę musiał tachać tamtędy bagaży to żaden kłopot.
Wsiadamy do jeepa i ruszamy. W milczeniu. Luigi woli słuchać Stinga śpiewającego jak to obco się czuje w Nowym Jorku niż rozmawiać ze mną. Ale to nawet lepiej, bo mogę się skupić na podziwianiu widoków.
Wyspa wygląda trochę jak Hawaje z serialu Havaii five-O, to co ładne i luksusowe miesza się z prostotą rozwiązań ludzi, którzy nigdy nie widzieli zimy. Domy tubylców to ledwie lepianki, ze szmatami zamiast okien, ale część z nich ma anteny satelitarne, a bawiące się wkoło dzieciaki równie często sięgają po kijki w kształcie karabinów, co wyłudzone od turystów PSP.
Knajpa na plaży to ogródek parasoli wokół okrągłej chatki z barem, bo kto chciałby się w takie słońce kisić w czterech ścianach. Wszystko tam bambus i cepelia, oczywiście prócz wielkiej plazmy zawieszonej nad kontuarem. No i rzecz jasna porozstawianych tu i tam głośników. Tak wielkich, że bez trudu obsłużyłyby festiwal „Rock in Rio”.
Drogi są wąskie, z rzadka wyasfaltowane porządnie, a jeśli nawet to pełne dziur. Za to znaki nówki, lśniące jak psie...oczy i eleganckie jak Luigi. A nawet bardziej, bo bez plamki sosu na mankiecie.
Dobra, bo zaczynam pisać bzdury, a tymczasem Sting uporał się właśnie z Różą pustyni, a my wjechaliśmy już pod sam hotelowy kompleks.
To zupełnie inny świat, a luksus bije z niego niczym blask halogenu. Po tym co widziałem przed chwilą, aż mi trochę głupio, że będę mieszkał właśnie tutaj. Choć z drugiej strony... nie, właściwie nie jest mi głupio. Full kablówka, basen i darmowe drinki są w stanie ukoić każde sumienie.
Hotel wygląda troszkę jak połowa przeszklonej łodzi wbita pionowo w ziemię, trochę jak element opery w Sydney.
Luigi mówi o nim „amfiteatr otwarty na morze”. Zastanawiam się, na cholerę im literat, skoro mają jego.
W każdym razie od razu widać, że tą częścią wyspy zawładnęło hotelarskie korpo. Nawet palmy stoją tu grzecznie wzdłuż podjazdu, okalają basen i zdobią trawniki. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ich cienie są idealnie wymierzone. Od linijki.
No ale przynajmniej nie są przeszklone.
Mijamy główny podjazd i zgodnie z tym, co powiedział Luigi podjeżdżamy od tyłu. Widzę drzwi z elektronicznym zamkiem i spodziewam się jakiegoś wezwania przez interkom, może radio, ale Luigi tylko wkłada palce do ust i gwiżdże przeciągle, aż świdruje w uszach.
Działa, bo drzwi się otwierają i wychodzi kucharz. Wielki koleś w białym fartuchu, z czapką zawadiacko przekrzywioną na bakier i równie zawadiackim tasakiem w łapie. Mimo upału robi mi się chłodno, zwłaszcza gdy widzę czerwone plamy na białym materiale.
Kucharz podąża za moim spojrzeniem, po czym wzrusza ramionami.
„Żurawina” mówi.
Jasne, stary. Cokolwiek powiesz.
„ Muszę... to znaczy chcę zobaczyć plażę” mówię do Luigiego i już, jednym susem jestem poza jeepem. Gnam w stronę oceanu, jakbym chciał przepłynąć go wpław, a nie tylko postać chwilę na piasku i pozbyć się z głowy horrorowych skojarzeń.
I rzeczywiście, pomaga. Lazur wody, blask słoneczka, piasek wślizguje się między palce i wbija między spód stopy a sandał.
Stoję tak i stoję, aż w końcu dostrzegam, że to w oddali, co wcześniej wziąłem za fantazyjny kamień, to dziewczyna. Poznałem po tym jak wstała i zaczęła coś majstrować przy górze od kostiumu. W sensie rozpinać, jakby czytał to ktoś wyjątkowo niekumaty.
Gapię się tak i gapię, aż tu nagle słyszę za sobą głos.
„Na te to się pan możesz, ale niech cię mamka Brigitte broni przed podglądaniem miejscowych. Cycki pełne jadu, mówię ci. A w oczach złe duchy”
Odwracam się i widzę starego dziadka w samych kąpielówkach, z brzuchem tak obwisłym i pomarszczonym, że wygląda jak worek. Skóra spalona słońcem, na nosie okulary RayBan, ale z pękniętym szkiełkiem. Turysta, który ostał na wyspie? Całkiem możliwe.
„Nie zamierzam się gapić ani na turystki, ani na miejscowe” odpowiadam, a facet mierzy mnie wzrokiem i natychmiast zasłania krocze.
„Jak ty taki, to radź se sam” mówi i odwraca się na pięcie.
No ładnie, myślę, recepcjonista ze skłonnością do poetyckich określeń, kucharz zabójca i plażowy wariat homofob.
Nieźle się zaczyna...

Od redakcji: Wczoraj koszulkę zgarnął zaba2501 i jest on pierwszym finalistą, który będzie walczył o monitor. Wypatrujcie dzisiejszego zadania w komentarzach!

Jakub Ćwiek
3 września 2011 - 11:19

Komentarze Czytelników (71)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.09.2011 19:59
odpowiedz
tesska
2
Legionista

Za kierownicą? Rety, co Cię podkusiło...?

03.09.2011 19:59
odpowiedz
Irrilevanta
1
Legionista

Irrilevanta: Zdecydowanie mnie nie doceniasz. Gotuję jak młody Bóg :)

Chętnie kiedyś spróbowałabym twojej kuchni ^^

03.09.2011 20:03
odpowiedz
SkazanyNaSukces
1
Junior

To przepis mojej babci która już jest na tamtym świecie, ale pamiętam jak smakowały jej omlety. Były według mnie najlepsze na świecie. Antonowi też powinny smakować. Najważniejsze cechy tego omleta to: pyszny, delikatny oraz najważniejsze… puszysty :-) Przepis bardzo prosty i szybki Składniki w przepisie są podane na omleta dla jednej osoby! Omleta można jeszcze posmarować DŻEMEM ŻURAWINOWYM.

3 jajka
3 płaskie łyżki mąki pszennej
szczypta soli
1 łyżeczka cukru
olej
Przygotowanie:

Oddzielamy żółtka od białek.

Ubijamy białka z odrobiną soli na sztywno.

Do ubitych białek dodajemy żółtka, mąkę oraz cukier stale miksując.

Masę wylewamy na rozgrzany olej i smażymy z obu stron na złoty kolor.

Polecam serwowanie z dżemem truskawkowym – rewelacja.

Smacznego :-)

03.09.2011 20:07
odpowiedz
tesska
2
Legionista

@ Irrilevanta:
Papież już spróbował... ;-)

03.09.2011 20:59
odpowiedz
Rykoszet21
1
Junior

"Macianka" - potrawa bardzo popularna w moim regonie, prosta w przyrządzeniu przy czym bardzo smaczna. Doskonale nadaje się na śniadanie, obiad i kolację.

Składniki:
-0,5 kostki smalcu;
-1 laska kiełbasy zwyczajnej;
-4 łyżki mąki;
-0,5l wody;
-2 łyżeczki słodkiej papryki mielonej;
-chleb

Sposób przyrządzenia:

W rondlu roztopić smalec, wkroić kiełbasę. Podsmażyć. Dodać mąki, wlać wodę i zagotować. Na koniec dodać papryki. Naturalnie mieszamy cały czas ;)

Sposób podawania:

"Maciankę" podaje się w tym samym rondlu, w którym była gotowana. Danie kładzie się na środku stołu (tak aby każdy miał blisko do rondla).
Je się to w ten sposób, że kromkę chleba macza się (stąd nazwa) w potrawie.

Danie, ze względu na to, że je się z jednego naczynia doskonale nadaje się do przełamywania "pierwszych lodów".

03.09.2011 21:00
odpowiedz
Irrilevanta
1
Legionista

@ Tesska

Myślę, że i tak bym zaryzykowała... Chyba, że Kuba podając mi posiłek miałby mord w oczach ^^

03.09.2011 21:12
odpowiedz
zanonimizowany806846
1
Junior

Cóże!
Proste mówisz? Ale smaczne, a przy tym zdolne kucharzowi zaimponować? Sprawa trudna... Chyba że owego kucharza zaskoczysz! To akurat będzie łatwe, wszak polska kuchnia za granicą nie jest zbyt powszechna! Rzecz jednak iże nie powiedziałeś jak u Ciebie że sprzętem... Zakładam więc że fatalnie i podam potrawę którą można przygotować nawet w mocno prowizorycznych warunkach!
Otóż cała rzecz to połączenie trzech skarbów jakie w Polsze znaleźć można bez trudu! Dobrego mięsiwa, pieczywa i grzybów! Ale za koleją! Rolę mięsiwa spełniają dobrze żeberka! Najlepiej jednak by nie były one spadkiem po ogromnym zwierzu. Żeberka takie czy to kupiwszy czy upolowawszy własnoręcznie należy zamarynować w piwie i miodzie! To na dwa sposoby uczynić można:
Pierwszym jest zmieszanie piwa z miodem, uważając jednak by piwa zbyt wiela nie dolać, aby marynata nazbyt się nie rozcieńczyła. Następnie mięso w misie poukładać lub brytfannie i marynatą zalać, po czym solą i pieprzem nieco doprawiwszy zostawić folią zawinięte na godzin parę.
Drugim jest moczenie mięsiwa w samym tylko piwie, aż nim nasiąknie dobrze, a następnie przed samym pieczeniem posmarowanie czy też dla leniwych zanurzenie w miodzie.
Taak, następnie mięso upiec trzeba! Można skorzystać w piekarnika lub w przypadku jego braku, nieco siatki metalowej z ogrodzenia zawinąć i z niej to grill prowizoryczny stworzyć. Wtedy jednak mięso przekładać trzeba dość często by się nie spaliło i nie przywarło!

No gdy żeberka gotowe, czas na pieczywo. Tu sprawa prosta. Potrzeba ci kromkę dość grubą najlepiej, lecz cienka też nie zawadzi! Najlepszy chleb byłby, zwykły pszenny, ale u bułeczka się nada. Kromkę taką jeśli gruba, cieniutko masłem ze stron obu wysmarować i jeśli chęć najdzie solą czosnkową posypać, a następnie w jajku obtoczyć dokładnie! Że dziwne? Ale za to jak smakuje! Kromkę najlepiej na patelni upiec by było... Lecz dowolna płaska, mocno rozgrzana powierzchnia się do tego nada! Tylko uważaj by nie przypalić!

Ostatnie są grzybki! Najlepsze wszędobylskie pieczarki! Lecz z ich braku wiele innych grzybów nada się świetnie! Grzybki te ze skórki obrać i końcówki nóżek odciąć, ale nic nadto! Całe być mają! Takie właśnie w jajku obtoczyć, a następnie w tartej bułce. Jeśli tej drugiej brak to starczy świeżą bułkę wysuszyć i skruszyć (Z braku młotka czy innego narzędzia, butelka piwa też nada się świetnie). Gdy grzybki dokładnie spreparujesz, trzeba je w oleju usmażyć. Niedługo... do momentu gdy się zarumienią i to starczy im zupełnie!

Teraz gdy wszystkie trzy części posiadasz możesz je zwyczajnie obok siebie ułożyć na talerzu lub... cóż może się bawić w dekoratora jeśli tylko czas jest. Dla przykładu w chleba kromce dziury wyciąć i w nie grzybki wstawić (Jeśli kromki za cienkie to dwie na sobie położyć!). Z żeberek przy drobnej pomocy wykałaczek lub nici można coś na kształt daszku z kory nad tem stworzyć i kępę trawy ze szczypiorku nicią powiązanego! Do tego sos nie potrzebny, lecz jeśli wola taka starczy zwykła śmietana, z ziół odrobiną! Aha grzybki dla recepcjonisty można odrobiną owej śmietany udekorować, tak by wyglądały jak te które w Polsce zwiemy "Przysmakiem Teściowej"! Do tego zaś piwa zimnego z naszego kraju koniecznie! No chyba że miast pieczarek, grzybów nieznanych użyłeś wtedy alkohol sobie daruj...

03.09.2011 21:30
odpowiedz
tesska
2
Legionista

@ Irrilevanta:
Zaraz tam mord w oczach... Po prostu byłabyś beta-testerem nowego dania... :-)

03.09.2011 21:33
odpowiedz
Irrilevanta
1
Legionista

@ tesska

jak tak, to chętnie ^^ a Kubę przytulę jak go tylko zobaczę! szkoda, że to będzie dopiero na Falkonie :(

03.09.2011 21:51
Pralkosuszarka
odpowiedz
Pralkosuszarka
38
Centurion
Image

Anton wydaje się być twardym facetem i raczej nie zdobędziesz jego szacunku serwując mu makarony czy dania z kurczaka, "żurawina" na jego fartuchu jednoznacznie sugeruje że nie jest mu obcy smak krwawego steku i podobnych męskich specjałów. Myślę, że warto mieć na uwadze jego gust i jednocześnie zaserwować mu coś polskiego acz z miejscową nutą, krwawa kiszka voodoo będzie idealna. Najlepiej z "wirującym bimbrem" w zestawie.

Do przygotowania voodoo kiszki potrzebujemy:

głowę wieprzową (do pozyskania u tubylców)
1 kg podgardla
1 kg skrawków dowolnego mięsa (wczorajsza papuga też może być)
12 małych czerstwych bułeczek
1 l krwi wieprzowej
5 łyżek soli
4 duże cebule
przyprawy: majeranek, liść laurowy, pieprz mielony, ziele angielskie,
ok 8 m osłonki z jelita cienkiego wieprzowego

Sposób przygotowania:

Podgardle udusić z pokrojoną w kostkę cebulą, bułki pokroić i rozmoczyć we krwi, głowę ugotować do stanu półmiękkiego i mięso z niej pokroić w kostkę. Okrawki z papugi ugotować na półmiękko i wraz z bułką zemleć w maszynce do mięsa. Wszystkie składniki połączyć, dodać sól i przyprawy i dokładnie wymieszać do uzyskania jednolitej masy. Napełnić nią jelitowe osłonki, przewiązując co 5 - 7 cm na małe kiełbaski, końce luźno zawiązać. Wrzucić do wrzątku, gotować z liściem laurowym na wolnym ogniu przez ok. 45 min. Opłukać gorącą a następnie zimną wodą, przenieść w chłodne miejsce do wystygnięcia. Po ostygnięciu z kielbasek uformować postać człowieka, podlać odrobiną krwawego wywaru i udekorować wykałaczkami wedle uznania (propozycja kompozycji w załączniku).

Dla wzmocnienia efektu, przy konsumpcji zacytować przepis przegryzając kiełbaskę.

Żeby rozruszać żołądek i uspokoić nerwy po krwawej kiszce voodoo najlepiej byłoby łyknąć coś mocniejszego. A nie ma podobno lepszego mocnego alkoholu niż polski samogon. Pewnie pomyślisz, drogi Jakubie, że nie masz czasu na przygotowania. Całe szczęście istnieje jeszcze opcja turbo, do przygotowania w ok 2-3h. Trunek ten zwą "wirującym bimbrem" (uwaga! przepis autentyczny!).

Do przygotowania "wirującego bimbru" potrzebujemy:

10 kg cukru
paczkę drożdży
31 litrów mleka
3 wiadra wody
pralkę
spinkę do włosów

Sposób przygotowania:
Spinką do włosów otwieramy drzwi hotelowej pralni. Znajdujemy największą pralkę typu "Frania" lub podobną do której wrzucamy wszystkie składniki (prócz spinki). Całość "obracamy" ok 2godzin. Po tym czasie pozostawiamy płyn aby troszkę pooddychał. Otrzymaną miksturę destylujemy (opcja hardcore: nie destylujemy), rozlewamy do butelek i cieszymy się (lub nie) smakiem polskiego bimbru w wydaniu turbo.

Po tak zakrapianym posiłku najpewniej padniecie sobie w ramiona i chociaż na kilka godzin zostaniecie najbliższymi przyjaciółmi, powiernikami swoich sekretów itd itd

pozdrawiam

*przepisy inspirowane stroną kuchnia-polska.net

03.09.2011 22:00
Harry M
odpowiedz
Harry M
133
Master czaszka

Zarąbiste

03.09.2011 22:00
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

Masa świetnych przepisów i kapitalnych pomysłów. Skłaniałem się ku sałatce z arbuza i tych cudów z krabem (byliście naprawdę blisko i będzie Wam to zapamiętane), ale ostatecznie, po ostatnich przeżyciach (opiszę w jutrzejszej notce) zdecydowałem się jednak na makaron kawiorowo-wódkowy. Polski duch, dekadentyzm i makaron. Kawior będzie bankowo, wódka i makaron także, a jak Anton tego nie łyknie, to chyba nawet nie chce mi się go przepraszać. Także zwycięzcą na dziś zostaje LubieGroszek. Z koszulką zgadamy się wkrótce, a tymczasem dzięki stary!

03.09.2011 22:03
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

Pralkosuszarka - widzę nieźle kombinujesz i choć to trochę zbyt skomplikowane dla moich roztrzęsionych łapek, to jednak podoba mi się Twoje podejście, więc mam nadzieję, że jak znowu się w coś właduję, będziesz w zasięgu :)

03.09.2011 22:42
odpowiedz
LubieGroszek
1
Legionista

Wielkie dzięki! Mam nadzieję, że szczytowanie kubków smakowych Anton'a nie będzie aż nadto widoczne :)

04.09.2011 00:12
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

Wierz mi, że łączę się z Tobą w nadziei.

04.09.2011 00:21
gearsecond
👍
odpowiedz
gearsecond
1
Legionista

Zaczynam myśleć , że można pisać i pisać , wymyślać rozmyślać ... A i tak komentarz mój (nie wiem jak bym się starał ) zostanie przebity przez inny i inny i inny XD . Dobra , gratulację LubieGroszek !!!
To zachęca mnie do jeszcze lepszych pomysłów .

04.09.2011 01:02
odpowiedz
Jakub Ćwiek
1
Dead Island

gearsecond - myśleć i pisać powiadasz? ;) A to nie kojarzy ci się choć troszkę? http://www.pytamsie.pl/167-1_jak_przygotowac_smaczna_rybe.html
Nie twierdzę, że nie wolno, w końcu nie zastrzegłem, ale z tym "myśleć i pisać" to bym jednak nie szalał :)

04.09.2011 01:53
gearsecond
odpowiedz
gearsecond
1
Legionista

Ależ to oczywiście :) dla tego , czekam na kolejne notatki ... (i właśnie jutro zabieram się za pana książki :) Ponieważ myślę że mogą mnie bardzo zaciekawić . Lubię próbować nowych rzeczy i myślę że się nie rozczaruję .

Pozdrawiam !

04.09.2011 23:41
gearsecond
odpowiedz
gearsecond
1
Legionista

Co do tego myślenia i pisania ... Nie zrozumieliśmy się :) Jakby to powiedzieć ? Ja napisałem posta numer 20 . To pan później dodał że przydała by się również recepta ''Co do reszty pomysłów, mam już kilku kandydatów, z tym że pamiętajcie - ma być proste i efektowne. I nazwa nie wystarczy, potrzebuję przepisu jak to zrobić.'' (więc jako że pomysł sam w sobie już miałem napisany z tego poprzedniego mego posta ... którego ja sam napisałem i przemyślałem ) postanowiłem poszukać gotowych recept w internecie (trochę je podrasowałem bo drętwe były) takich jak ta z ''jotuba'' by było jeszcze lepiej zaprezentowane :D

A tak doszło do miłego nieporozumienia , z którego dopiero teraz zdałem sobie sprawę :)

06.09.2011 23:20
odpowiedz
Carolus880219
3
Legionista

Izrael - czyżby ten znak zapytania oznaczał, że nie widziałeś ostatniej sekundy meczu kiedy to wpadła wyrównująca bramka dla naszych zachodnich sąsiadów?:)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze