Moje Hermezje #1 - Gry stare vs gry nowe - Hermick - 3 kwietnia 2012

Moje Hermezje #1 - Gry stare vs gry nowe

Jak już się napisało Wstępniak i powiedziało A, to wypadałoby powiedzieć też B. Na pierwszy ogień pójdzie temat, który od długiego już czasu krąży wśród graczy, spędzając wielu sen z powiek, niektórych doprowadzając do szewskiej pasji, a innych z kolei ledwie do wzruszenia ramionami. Chodzi o współczesne gry i problem postawiony w taki sposób: „Dlaczego nie są one takie (dobre/wciągające/klimatyczne/rozbudowane itd.) jak gry dawne?” Ponieważ sporo już o tym napisano, postanowiłem włączyć się w ten wielogłos, by przedstawić punkt widzenia, który nieczęsto zdarzało mi się obserwować.

Ogólnie wyrażany pogląd na zadany wyżej temat wygląda mniej więcej tak: „Teraz gry są do… powiedzmy chrzanu, bo są za krótkie, liniowe, płytkie, zbyt łatwe, przesadnie efekciarskie, zaś kiedyś, może i brzydkie, ale za to wciągały, były wymagające, bawiły przez długi czas i dawały więcej możliwości.” Z kolei pogląd przeciwników tej tezy sprowadza się zasadniczo do krótkiego: „E tam” lub: „Przesadzacie” albo, niestety najczęstszego: „Co ty @#$% mi tu @#$% będziesz @#$%$%$%!!!... i tak dalej. Jak zatem jest w rzeczywistości?

Po pierwsze myślę, że nie do końca prawdą jest, iż gry obecnie są radykalnie gorsze niż gry dawniej. A z całą pewnością nie wszystkie gry. Weźmy na przykład hit cRPG sprzed kilku miesięcy, czyli The Elder Scrolls V: Skyrim. Gra powala rozmachem, zachwyca grafiką, bawi licznymi questami i wciąga na długie godziny. Że nie wciągnęła wszystkich? Panie złoty, a któż potrafi zadowolić wszystkich? Weźmy więc również Battlefield 3, które rozeszło się jak świeże bułeczki. Weźmy może coś lekko starszego – Borderlands z prostą jak cep fabułą, szurniętym humorem i fenomenalnym coopem, przy którym czas mijał nie wiadomo kiedy, zwłaszcza w doborowym towarzystwie na Skypie. Weźmy wreszcie zbliżające się Diablo III, które każdy fan ma już od dawna zamówione w preorderze. Weźmy… no dobrze, można tak długo.

Problem, drodzy gracze, leży chyba trochę gdzie indziej. To my, target gier, ich główni odbiorcy i konsumenci się zmieniliśmy. Jesteśmy inni dwojako. Po pierwsze my, stare pokolenie graczy, wszyscy, którzy mamy już trzydziestkę na karku, żony, dzieci, kredyty i liczne zobowiązania – najzwyczajniej w świecie dorośliśmy. A na nasze miejsce – i to jest owa druga zmiana – wkroczyło nowe pokolenie, wychowane na wszelkich nowinkach technicznych, które my dopiero odkrywaliśmy, korzystając przykładowo z pierwszych, wielkich jak pustaki i ciężkich jak kowadła telefonów komórkowych.

Zatem owo pierwsze pokolenie graczy, właśnie przez wyżej wymienione rzeczy najzwyczajniej nie ma czasu wcale lub ma go zbyt mało, by cieszyć się rozbudowanymi grami. Podobnie pokolenie młodsze – języki, kursy, korepetycje, a do tego jeszcze regularna szkoła, które sprawiają, że też ilość czasu jest ograniczona, zaś siedzenie przed komputerem po nocach kończy się często oberwaniem w ucho od rodziciela. Z tego wynika jeden wniosek: zaczął dominować gracz z przypadku, na chwilę, casualowy. Mogący co najwyżej siąść do komputera na moment, by przejść jedną misję w grze, zrobić jednego questa, zagrać jeden mecz. Zresztą widać to bardzo dobrze, dzięki popularności gier na portalach społecznościowych.

Podstawowym pytaniem w kwestii gier nie jest bowiem wcale to, jak gra wygląda, jak brzmi czy nawet jak jest długa. Chodzi o to czy Ciebie, drogi graczu bawi, czy spędzasz przy niej czas i, co wypływa z poprzednich, czy jesteś gotów ją z tego powodu kupić. Gdyby było tak źle z grami, jak można mieć wrażenie po przeczytaniu niektórych komentarzy na forach czy felietonów, to już dawno producenci usłyszeliby nasz głos i mielibyśmy produkcje tak długie jak tylko chcemy, miodne, dopracowane... Gdybyśmy nie wydawali naszych ciężko zarobionych czy uciułanych pieniędzy na aktualne nowości, a zamiast tego kupowali tylko gry spełniające nasze, skądinąd całkiem słuszne wymagania, to w ten sposób – głosując portfelem – szybko wyparlibyśmy z rynku gry „gorsze”. Jeśli tak nie jest, to tylko dlatego, że kupujemy chętnie to, co jest aktualnie wydawane. Bo żeby producenci te gry robili i sprzedawali, musi znaleźć się wystarczająco dużo odbiorców, którzy pobiegną do sklepu i potem wrócą z niego podekscytowani, wrzucą płytę do napędu, by zanurzać się w nowe, wirtualne światy.

Jest jeszcze inna strona medalu. Rodzi się pytanie czy my rzeczywiście chcemy rozbudowanych gier? Czy to nie jest przypadkiem tak, że nasze wołanie o dobre, długie, skomplikowane gry i przywoływanie tytułów pokroju Planescape: Torment czy serii Baldur’s Gate jest tylko wynikiem jakiejś nostalgii, krzykiem tęsknoty za rajem utraconym? Że wcale nie przechodzilibyśmy gier w całości, gdyby były dłuższe? Żeby na to odpowiedzieć, trzeba się przyjrzeć samemu sobie i własnemu stylowi gry. Kiedyś to zrobiłem i zauważyłem, przyznaję bijąc się w piersi, że... jednak nie zawsze zgłębiam świat stworzony przez twórców w stu procentach. Aby nie być gołosłownym podam kilka przykładów.

Pierwszym jest Batman: Arkham Asylum. Gra mnie autentycznie urzekła i wciągnęła niesamowicie. Jako że uwielbiam produkcje umożliwiające skradanie i atak z zaskoczenia (przeszedłem wszystkie części Thiefa wielokrotnie, a gdzie tylko się da gram łotrzykami i pochodnymi), grałem właśnie w stylu stealth ile się dało. Niezmiernie dużo frajdy sprawia mi też eksploracja, a że ta tutaj jest nagradzana mini-achievementami, to był dla mnie dodatkowy motywator. I co? Cóż, grę przeszedłem, chwilę jeszcze się pokręciłem po Zakładzie Arkham... ale ani wszystkiego nie odkryłem, ani nie ciągnęło mnie, by to zrobić. Gra od tamtej pory leży na półce.

Drugi przykład – wielokrotnie zaczynałem grę w World of Warcraft, licznymi postaciami, po różnych stronach konfliktu. Pamiętam do tej pory początek i niewielkiego, wąsatego gnoma łotrzyka imieniem Hermick, który biegał sobie radośnie po śniegu zabijając dziki, troggi i trolle. Pamiętam też jak po kolei odkrywałem świat, bawiąc się opisami questów, czytając księgi w grze, itp. Tak, piękne czasy... ale do pewnego momentu. Potem nie chciało się już czytać treści zadań, tylko klik i jedziemy, a w drodze zobaczy się tylko czy mam tam te wilki tylko zabić, czy jeszcze coś z nich zebrać. Innym razem padł nagle pomysł by iść do Uldaman i trzeba było na gwałt pozbierać questy po całym świecie (tak, tak, nie było tak łatwo jak teraz), których oczywiście ze względu na pośpiech też się nie przeczytało. Każda kolejna, nowa postać przebiegała się dosłownie po krainie, zbierając tylko zadania, robiąc je po kolei i zdając w mieście. Bez czytania.

A jak to jest z Wami? Czy również uważacie, że gry są zbyt krótkie, dialogi zbyt mało rozbudowane, wyzwania zbyt proste? Czy swoje gry przechodzicie od A do Z? Czy, przykładowo, czytaliście każdą rozmowę w Fallout New Vegas czy tylko je przeklikujecie? Czy czytacie książki w Skyrim czy tylko szukacie tych, dających umiejętności? Nie oceniam, czy to dobrze czy źle – taki styl gry – ciekawi mnie tylko Wasze zdanie na ten temat.

Hermick
3 kwietnia 2012 - 20:02

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.04.2012 21:52
kura77
kura77
8
Junior

Ciekawe jest to, że teraz mówi się o kilku pokoleniach graczy. Kiedyś (czyli pod koniec lat 80 i na początku lat 90) byliśmy tylko my - gracze. Wszyscy w podobnym wieku, grający w te same gry praktycznie na tej samej platformie sprzętowej. Starsi byli tylko redaktorzy piszący o grach w Bajtku lub Top Secret...

Jeśli chodzi o pytanie zawarte na końcu felietonu: te wyśmienite gry są zawsze za krótkie, te gorsze zawsze trochę zbyt długie. Przykład pierwszego rodzaju gier? Skyrim - po ponad 90 godzinach swobodnej eksploracji świata i wykonywania questów pobocznych postanowiłem zająć się głównym wątkiem fabularnym. Gdy go ukończyłem pozostał straszny niedosyt i wrażenie że gra skończyła się zbyt szybko. Mimo że miałem na liczniku łącznie 100 godzin spędzonych w grze. Do tej kategorii zaliczam także Fallouty 1-2-NV, KOTORy, Ghost Recony, Grim Fandango... Przykład drugiej kategorii gier? Call of Duty Black Ops, Modern Warfare 3 - mimo krótkiego czasu potrzebnego na ukończenie tych gier i tak miałem wrażenie że straciłem na nie zbyt dużo czasu. Do tej gorszej grupy gier mogę także dodać np. Fallout 3, Fable 3...

Czy czytam dokładnie dialogi, książki, itp? Tu jest podobnie jak z czasem trwania gier: w dobrych i ciekawych - jak najbardziej tak. Civilization uruchamiałem na swoim PC 286 czasami tylko po to, żeby poczytać Civilopedię :)

03.04.2012 22:01
odpowiedz
Benek0
16
Legionista

Temat rzeka, o ktorym mozna pisac i pisac. Osobiscie, jakis czas temu naszly mnie podobne mysli dotyczace nowych gier i po czesci podzielam Twoje zdanie na temat tego, ze my, jako gracze starsi stazem sie zmienilismy, ale sam rynek elektronicznej rozrywki juz praktycznie w zadnym aspekcie nie przypomina tego 10 lat temu. Kiedys gry czesto byly robione przez grupki zapalencow mozna nawet powiedziec, ze przez graczy dla graczy, a obecnie za nowymi tytulami stoja molochy korporacyjne i ogromne pieniadze. Fakt jest taki, ze branza gier nie jest juz niszowa, teraz gra praktycznie kazdy i to wlasnie taki odbiorca jest glownym targetem, przez co we wszystkich nowych produkcjach mozna zaobserwowac mase rozwiazan, ktore maja upraszczac rozgrywke w taki sposob, zeby mozna bylo sobie pograc 1-2h dziennie i wyciagnac z tego mase funu bez przemeczania sie. Z jednej strony nie jest to takie zle, bo gry teraz wygladaja bardzo efektownie i jest co wspominac, ale z drugiej - lubie tez zagrac w cos, co jest wymagajace i nie przechodzi sie samo, a w tych czasach o takie tytuly calkiem ciezko. Chociaz pojawia sie calkiem ciekawa alternatywa w postaci Kickstartera.

03.04.2012 22:02
BliBs_Pl
odpowiedz
BliBs_Pl
71
Weltschmerz

Bardzo dobry artykuł. Spełniłeś moje oczekiwania.
Poza tym miałem identyczną sytuację z dwoma ww. grami tj. Batman i Wow.
Z Batmanem to było tak że jakieś 2 tygodnie temu go przeszedłem, bo 2 miechy temu go kupiłem. Cóż trochę się zdziwiłem, że ta potyczka z Jokerem, która na finałową nie wyglądała, okazała się końcem gry, ponieważ myślałem, że skoro mam 60% ukończenia gry to musi coś być jeszcze. Okazało się, że to wliczało też zagadki itp. No i po przejściu miałem tak samo jak ty, że z początku sobie pomyślałem, że może zrobię to do 100%, ale mi się odechciało po krótkim kręceniu się po Arkham Asylum.
W WoWie miałem tak, że pierwszą styczność z tą grą miałem gdzieś w 2004 roku chyba. Wtedy to nie było żadnego dodatku. Uwielbiałem patrzeć jak ktoś w tą grę grał, a już pograć to była rzecz niesamowita. Dla sprostowania: nie grałem wtedy u siebie tylko u kuzynów - ich było 3 - jeden z nich ma dziś 14 urodziny, drugi za 11 dni ma 17 urodziny a trzeci ma już 23 lata. Pierwsza moja postać to chyba Nocny Elf Druid, potem Gnom Mag. Wszystko mi się wtedy podobało w tej grze oprócz jednego - widma 60 poziomu. Wydawało mi się wtedy, że na 60 lvlu będę jak NPC - pilnować nowych graczy, by nie zabijała ich Horda. Cóż, z czasem w Wowie coraz mniej mi się rzeczy podobało, chociaż nadal uwielbiam robić nowe postacie - szczególnie piękne Draneiki/Blood Elfki/Night Elfki/Humanki :*. No ale np. levelowanie mi już zbrzydło, chociaż teraz powracam do Wowa - będę grać na Globalu w Cata. Niestety nie będę ogarniać, bo ostatni dodatek na którym grałem to TBC (na privach). Będę też uczestniczył w becie Mists of Pandaria.
Ps. Gdyby nie dobre PvP (BG) i PvE (Insty, Raidy) na max lvlu to bym w to nie chciał grać.

03.04.2012 22:10
odpowiedz
medyk18
21
Legionista

To wszystko można prosto podsumować paroma słowami z bardzo fajnego polskiego filmu. - "W dupach sie wam poprzewracało!" A dalej to już tak poważne. I ja to się zaliczam chyba do tych dinozaurów którzy jeszcze "pykali" w Dooma 1 żeby nie było.

Po pierwsze. Gry tak naprawdę nie zmieniły się kompletnie nic!! Choć nie wiem jak ktoś by usilnie starał się udowodnić że jest inaczej. Niby grafika lepsza, mechanika inna, nowe funkcje itp, ale tak naprawdę różnica miedzy takim Doom-em 1 a Battlefield 3 czy Baldur's Gate a Mass Efektem jest praktycznie żadna (oczywiście gdy spojrzeć na oba tytuły z dystansu, a to duża sztuka). Zamysł, pomysł i cel jest ten sam. Więc co tu w ogóle roztrząsać.

Po drugie, to dla chcącego nic trudnego. Teraz też można znaleźć świetne rozbudowane wielowątkowe itp gry, trzeba tylko chcieć ich poszukać. Należy także nadmienić że za moich czasów też nie każda gra była hitem i wybitnym dziełem sztuki. Kto żył w tych czasach i interesował się grami wtedy to wie ile chłamu wtedy wychodziło, a trzeba powiedzieć ze wychodziło więcej niż teraz, a na pewno już więcej tego co wychodziło było produktami kiepskimi.

Po trzecie. Tak samo jak nie każdy film na który pojedzmy do kina musi być epicka wielowątkową historią która łapie za serca i zmusza do ogromnych refleksji na temat sensu życia, tak samo gra może po prostu oferować niczym nieskrępowaną zabawę. No bo sorry, ale jak wracam z roboty po całym dniu i chce się że tak to nazwę odmóżdżyć, to nie włączam sobie filmu dokumentalnego czy czegoś poważnego tylko prostą lekką akcje żeby odpocząć. I tego też trzeba oczekiwać do gier akcji. Natomiast gdy mam czas sięgam po coś "głębszego" i nawet teraz coś takiego spokojnie da się znaleźć, wystarczy poszukać. I w takich grach czytam co tylko się da aby zagłębić się bardziej w jej świat.

Tyle ode mnie. Puenta taka że dla chcącego nic trudnego i znajdźcie sobie jakieś hobbi zamiast kłócić się o pierdoły.

03.04.2012 22:22
kęsik
😉
odpowiedz
kęsik
92
Legend

Czy również uważacie, że gry są zbyt krótkie

Tak, ja przechodzę gry średnio dwa razy szybciej niż ogół społeczeństwa. Podziwiam i jednocześnie nie ogarniam ludzi, którzy w Dragon Age grają 100h czy w Mass Effecta 60h. U mnie to odpowiednio 35h i 18h i gra pęka cała. Jednak wyszło prawie 3 razy szybciej...

dialogi zbyt mało rozbudowane

Tak, 2 dialogi na krzyż do za mało.

wyzwania zbyt proste?

To niekoniecznie.

Czy swoje gry przechodzicie od A do Z?

No może nie do Z, powiedzmy, że do Y.

Czy, przykładowo, czytaliście każdą rozmowę w Fallout New Vegas czy tylko je przeklikujecie?

W życiu dialogów nie skipowałem.

Czy czytacie książki w Skyrim czy tylko szukacie tych, dających umiejętności?

Większość czytam.

03.04.2012 22:30
odpowiedz
would
32
Pretorianin

Ja mam tak jak kęsik. Za pierwszym przejściem nie przyśpieszam żadnych dialogów, wykonuję wszystkie misje poboczne, szukam znajdek i ogólnie eksploruję, a mimo to taki DA:O to 35h.
Czasem myślę, że ci ludzie podający na czasgry. [ link zabroniony przez regulamin forum ] jakieś kosmiczne liczby typu 120h przy ME1 liczą kilka przejść, mimo, że celem rankingu jest podanie jednego. Z drugiej strony są tacy, którzy zapierają się, że w ME1 80h to było dla nich jedno przejście. Ja bym chyba musiał 5 razy przebiec każdą lokację i 2 razy stracić save'y, żeby tyle mi wyszło...

03.04.2012 22:48
odpowiedz
keeveek
74
Konsul

Wolę stare. Dłuższe, tanie, działają na każdym sprzęcie, często wielokrotnie bardziej skomplikowane. Dla przykladu - master of magic. Gra zajmuje 20 mega na dysku, a instrukcja do niej ma ... 150 stron. Proporcje w przypadku gier nowych zwykle są odwrotne. I to nie dlatego, że są przystepniejsze. Po prostu gówno w nich można zrobić.

03.04.2012 23:24
maciek16180
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

Znowu to gadanie, ze gracze sie starzeja. Ble ble. W kozackim roku 2011 zagralem w hmm, 3-4 premierowki i kilkanascie staroci, z ktorymi nigdy wczesniej nie mialem stycznosci, wiec nie ma mowy o nostalgii. Wciagnely mnie na rowni z nowymi, a moze i bardziej. Skyrima bardzo sobie cenie, jest jedna z najlepszych gier 3D w jakie mialem przyjemnosc grac, a na pewno gra, w ktora gralem najdluzej, ale jedno trzeba przyznac. Fabula? Eee, najwyzej srednia. Mechanika? Walka jest sztywna i latwa. Dialogi? Polski dubbing jest spoko, ale sztuczny, pompatyczny jezyk bohaterow sprawia, ze sa tylko w porzadku. Co wiec czyni wg mnie Skyrima tak wspaniala gra? Dwie rzeczy: genialnie wykreowana kraina (chociaz ona juz istniala w innych Elder Scrolls, tylko nie byla pokazana) i przepiekna oprawa audiowizualna. Serio, nie gra sie w gry dla grafiki? Ja przebiegalem w Skyrim ponad 100 godzin glownie z tego powodu. Dzisiejsza technologia umozliwia stworzenie tak pieknego swiata, ze umiejetnie wykorzystana jest w stanie skutecznie zatrzec niedoskonalosci (albo i powazne braki) innych elementow gry. Stare gry (grane dzisiaj, czyli subiektywny odbior oprawy przez pryzmat epoki odpada :) ) nie posiadaja juz tego atutu. Dlaczego w takim razie wessaly mnie tak gleboko? Widac maja cos jeszcze :)
Inna kwestia, ze dzisiaj nikt nie pamieta crapow z lat 90. a tym bardziej w nie nie gra. Produkcje odpalane przeze mnie w minionym roku maja pokazne grupy fanow, ktore gwarantuja ich jakosc. Za kilka lat tez pewnie bedziemy wspominac jedynie najwybitniejsze produkcje nawszych czasow :)

03.04.2012 23:32
€xis
odpowiedz
€xis
52
Konsul

Hermick, potraktowałeś temat bardzo, ale to bardzo ogólnikowo. Gdzie jakieś wspomnienie o sposobie prezentacji fabuły? Gdzie wspomienie o klimacie produkcji, gdze grafika? Nawet nie chodzi mi o technologię, ale styl graficzny jaki "wyewoluował" przez te lata poprzednich paru i obecnej generacji.

Na początek powiem moje ogólne zdanie:
-W każdym roku pojawia się przynajmniej parę gier wartych uwagi, mimo ogólnej wg mnie tendenji mocno spadkowej
-branża gier się zmieniła bardzo mocno, co odbiło się diametralnie na grach. Wcześniej studia deweloperskie skłądały się z małej ilości osób, ale tworząc grę robili ją naprawdę, z sercem, z duszą, ze wszystkim co mogli nam przekazać. Teraz? Wielkie korporacje dysponujące ogromną kasą przeznaczaną na wynagrodzenie i marketing... niestety, nie przekłada się to na jakość merytoryczną. Jedynie techniczną(co prawda to prawda - postęp technologiczny grafiki nastąpił, i większość gier obecnie wydawanych ma bardzo zbliżony poziom szczegółowości, nie ma takich rozbieżności jak było w poprzednich generacjach), i marketingową(co by sprzedać produkt który nierzadko na to nawet nie zasługuje).
-nie jest źle, ale branża zmieniła się do tego stopnia, że pewnych rzeczy się już nie odłączy.

Zacznę może od grafiki:

Dużo bardziej wolę realistyczną, ciemną, mroczną grafikę - w szczególności w RPGach. Nie musi być ona mega super hiper szczegółowa. Ale niestety, w dzisiejszych czasach w których gry mają trafić do jak największego grona grafika musi być ładna dla oczu, kolorowa...
I tak dostajemy komiksowego-cukierkowego-strzelającego z czterech liter niczym nyancat wszystkimi kolorami tęczy wesołego slashera or something other.... Jak widzę wszystkie dzisiejsze Torchlighty, DeathSpanki, DS III czy inne H&S obecnej generacji to mi się rzygać aż chce, nawet w fajnej gierce jak Kingdoms Of Amalur: Reckoning - w KoA:R jeśli chodzi o grafikę(bo w innych kategoriach jest dużo lepiej) bardzo fajnie mi się grało dopiero przy mocno przyciemnionym kontraście i po zmianach kolorów w ustawieniach karty graficznej)...

Dla przykładu w Skyrima zagrywałem się ostro (171h wykonując wszystkie(no, może parę zostało) zadania główne i poboczne, a także zwiedziłem znakomitą większość terenu, podziwiając przy tym znakomitą oprawę graficzną.
Zmieniając gatunek - Alan Wake. Gra z nieziemskim wręcz klimatem, stworzonym w duzej mierze dzięki przezajebistym lokacjom. Mimo, iż jest to praktycznie tylko las w nocy, to podczas gry nie czułem znudzenia chodzeniem ciągle po tych samych lokacjach. To jest dopiero coś!
Rage(lokacje, ich wygląd i technologia naprawdę robiły wrażenie - pod warunkiem że odpowiednio skonfigurujesz grę, tak, aby nie doczytywałą tekstur co chwilę), czy też Warhammer 40k: Space Marine ( pięknie zobrazowane uniwersum w 3D, też w mrocznym, charakterystycznym dla uniwersum stylu)

To były gry które pod względem realistycznej oprawy zapadły mi w pamięć - ale i tak nic nie pobije poprzedniej generacji - typu Diablo I oraz II (nieśmiertelna i zawsze mroczna oprawa graficzna która się nigdy nie starzeje), Sacred, GTA VC, Max Payne 1 i 2, Titan Quest...i wiele, wiele innych. Mimo, że nie mają one technicznych fajerwerków ala dzisiejsze gry, to mi wciąż są bliższe oddawaniu klimatu poprzez grafikę.

Wracajac jeszcze do komiksowości - nie jestem jej całkowitym przeciwnikiem, ale uważam że wszystko zależy od gry, bo np. Darksiders bardzo fajnie się sprawdza w komiksowej stylistyce, ale już np. The Saboteur (w które ostatnio zacząłem grać) widziałbym dużo lepiej w realistycznej oprawie.

Podobnież róźnicę widać w H&S - gatunku, który został niemal zbeszczeszczony poprzez falę komiksowej oprawy... niby nastąpił wzrost popularności gatunku, ale tak naprawdę to twórcy zrobili sobie z tego gatunku sielankowe nawalanie potworków w biesiadnej oprawie graficznej.... A gdzie tu mrok, zbeszczeszczenie świata? wyparowało... Ciekawą alternatywą, i jednocześnie ratunkiem niejako dla gatunku jest, nie, jak się niektórym może zdawać, Diablo III(które swoją drogą wpisuje się moim zdaniem gdzieś pomiedzy fajnością a kiczem cukierkowości), a Path Of Exile - ten świetny, mroczny projekt pozostający w dłuższym czasie w fazie bety MMO H&S.

No i jeszcze - twórcy często decydują się na komiksowość/cukierkowość by zaretuszować przy tym swoją nieudolność graficzną/animacyjną.

I jeszcze się odniosę do największej bolączki ówczesnych gier - brak pomysłu na grę, na przedstawienie fabuły, na stworzenie klimatu i rozgrywki.

Ostatnio grałem też w Maxa Payne'a 1 i 2 - tam nawet komiksy są mroczne. A grafika, mimo że kanciasta to stylem, klimatem i mrokiem bije na głowę większość dzisiejszych produkcji ;) Z Nowych może Alana Wake'a bym do niego porównał, ale to w końcu jedno i to samo studio(Remedy). Z pozoru prosta fabuła, a Remedy przedstawiło ją w taki sposób, że przez cały czas grało się bardzo dobrze i ciekawie. A wstawki z koszmarami Maxa to mistrzostwo. Starsze gry miały ten urok, miały to co przyciągało do komputera na tyle, że mogłeś grać w nie godzinami. Dzisiaj - przez większość gier czuję tylko dobrą zabawę - bo owszem, obecne gry są przyjemne, gra się fajnie, dobrze, szybko i łatwo, ale! Pograsz, przejdziesz, połupiesz trochę w multi, usuniesz, sprzedasz. Nie ma absolutnie żadnej siły przyciągania bądź czegokolwiek, co pchało by Cię do zagrania jeszcze raz w grę.

Cóż, może jestem zbyt wymagającym graczem, ale mi nie wystarczy żeby przy graniu było fajnie, miło i przyjemnie. Ja muszę czuć klimat, czuć grę, uwielbiam immersję i tego oczekuję od gier - piękny, wielki otwarty świat, z nieliniowością czegokolwiek, świetnej fabuły i klimatu - a tego niestety mało które nowe gry oferują. Dlatego uwielbiam sandboxy, cRPGI i H&Sy.

Do GTA VC, Diablo II, Scarface, Sacreda, Dungeon Siege II, Gothic, Warcraft III, i zapewne wielu innych gier z ok. 2000-2007 roku wracałem wiele razy i za każdym razem z przyjemnością, podczas gdy nie mam absolutnie żadnego parcia na to, żeby ukończyć chociaż drugi raz, chociaż włączyć po dłuższej przerwie ukończoną już grę z obecnej generacji.

Gry obecnej generacji,jak dobre by one nie były, są dla mnie jednorazowe.

- No i denerwować/martwić/smucić/niepokoić może fakt też, iż wraz z rozwojem(?) branży,internetu, a także pazerności koncernów, jesteśmy coraz to bardziej ograniczani i kontrolowani. Tysiące dodatkowych aplikacji sprawdzających nasze postępowania, porównujące nasze wyniki, znajomi i inne takie...achiewmenty, rywalizacja, multi w singlu (autolog) - wszystko to powoli (wraz z ACTA i SOPA na czele) prowadzi do świadomej, i dobrowolnej inwigilacji nas przez JUESEJ. Nawet ja, nie dając jakichkolwiek przesłanek facebookowi do moich znajomych, fb wyszukiwał mi moich autentycznych znajomych (i brata, ale w facebooku mamy inne nazwiska!) sam z sieboe. Do dziś nie wiem jak to się dzieje - wiedzą więcej o mnie niż ja sam wiem?

No i walka z rynkiem wtórnym i piractwem na zasadzie "jeśli skrócimy im możliwość spiracenia gry, to ludzie będą je kupować." - I co, ktoś, kto piraci bo nie ma kasy żeby kupić grę, albo szkoda mu kasy żeby pograć sobie te 5h w MW, kupi ten produkt? Nie, nie kupi. Jest jedna ciekawa akcja na fejsbuku, w której gość opisuje że codziennie piraci i usuwa płyty Kazika,aby uświadomić mu jego chore myślenie. I tak myślą wszystkie koncerny, w grach, filmach i muzyce jest tak samo - w końcu teraz to są media już na niemal tym samym poziomie popularności. Dawniej gry były bardziej elitarne. Dziś - za powszechne.

Już nie skupiam się na uproszczeniu rozgrywki, krótszym czasie gry ( w sumie czas gry był krótki także i w starszych grach - tylko przy większym poziomie trudności nie odczuwało się tego tak mocno jak teraz - aczkolwiek, grając teraz to Maxa Payne'a 2 przeszedłem w tydzień. Może z 10-15h grałem), czy innych qte i superbohaterach, bo to się jeszcze da strawić, ale najbardziej mnie bolą w obecnej generacji dwa pierwsze moje akapity.
No, z tego mojego komentarza to można by cały artykuł zrobić ;D

04.04.2012 00:35
odpowiedz
Gjallarhorn
7
Pretorianin

Może i kicz wychodził zawsze ale tym dzisiejszym "świetnym" produkcjom brakuje jakiegoś szlifu/klimatu/pomysłu. Patrzę na zapowiedzi Diablo 3 czy Max Payne 3 i ... gdzieś się coś zatraciło, ktoś coś przeoczył.

04.04.2012 01:11
PatriciusG.
odpowiedz
PatriciusG.
61
BASS

Trudno mi się te wpisy bierze na serio, przez te kretyńskie nazwy pokroju "Moje Hermezje" czy tam "uROJenia", ale jak już się przebrnie przez tytuł, to jest fajnie.

Fajny temat, ale obrabiany już na miliony sposobów. Ja pozostaje przy swoim poglądzie: gry są mniej więcej takie same jak kiedyś. Owszem - grafika się zmienia, ale niektóre produkcje są dobre a niektóre... cóż... niekoniecznie.

Krótkie? Niektóre gry faktycznie są zbyt krótkie. Ale przedłużanie fabuły na siłę w niektórych grach też dobrym zabiegiem nie jest. A są gry, które można przejść na X sposobów a gra nadal bawi i zaskakuje - to jest coś!
Dialogi zbyt mało rozbudowane? Fakt - tu się zgodzę, kiedyś było lepiej.
Wyzwania zbyt proste? Oj nie wiem, nie wiem...
Czy przechodzę gry od A do Z? Te warte takiego oddania - owszem.
Czy czytam każdą rozmowę? Tylko do momentu, aż je znam na pamięć.

04.04.2012 11:01
raziel88ck
👍
odpowiedz
raziel88ck
139
Reaver is the Key!

Dobry tekst. Cieszy mnie twoja obecność na tym blogu. Oby tak dalej. W sumie brakuje mi tu tylko dwóch screenów.

04.04.2012 12:01
odpowiedz
ozoq
59
Generał

Bzdura, ze kiedys gry byly robione przez graczy dla graczy a teraz sa robione dla kasy. Myslicie, ze kiedys tworca gry na codzien wypiekal sobie bulki w piekarni a po godzinach dla przyjemnosci pisal gry komputerowe? Wtedy mieli inna koncepcje przyciagania graczy, dzis widac jaka jest: ma byc epicko i z rozmachem, slicznie i efektownie - niekoniecznie tylko za pomoca grafiki. Inne czasy, inne gusta, inne mozliwosci.
Mowi sie, ze kiedys gry stawialy na fabule i dialogi. Ale jak to bylo zaprezentowane? Wall of text. Teraz dialogi mozna zaprezentowac przyjazniej dla uzytkownika nie obnizajac ich poziomu czego doskonalym przykladem jest seria mass effect, z czytanymi i rezyserowanymi dialogami. A ze w wiekszosci gier dialogi sa jakie sa? Jacy odbiorcy, takie dialogi...
Akurat zmiany poczynione w rpgach oceniam na plus, ale tez ubolewam nad niektorymi zmianami w tej branzy. Gatunek rts jest na wymarciu. Jeden sredni starcraft 2, dawn of war 2 i nowy total war wiosny nie czyni, a ten rok zapowiada sie juz w ogole tragicznie.
To samo dotyczy dlugosci tytulow. Lepsze, chocby i ich ukonczenie zajelo 100h, wydadza sie za krotkie. Gorsze chocby i trwaly 6h wydadza sie za dlugie.

04.04.2012 14:24
odpowiedz
witze
25
Chorąży

Ja bym to ujął tak: my dorastamy ale gry nie dorastają z nami.
Ich rozwój poszedł w duże pieniądze i superprodukcje a nie (razem z nami) w dojrzalsze treści. Jak oglądam kinowe, hollywoodzkie produkcje to po obejrzeniu początku - połowy siedzę tylko żeby "zaliczyć do końca". Z drugiej strony bardzo chętnie pooglądam np. jakiś dobry dramat, komediodramat, starszy lub nowszy. Gry to na razie bardzo młode medium i jeszcze sporo czasu minie zanim dostaniemy taką różnorodność form i treści jak w filmie. Raczej nie znam się na historii kina ale wydaje mi się, że po filmach niemych nastąpił okres wysokobudżetowych, naiwnych filmów (lata 50te, 60te?) i mocny rozwój hollywoodzkich wytwórni. Następnie rozpoczął się okres filmów zaangażowanych i eksperymentalnych (lata 70te?). Gry są na etapie wielkich, naiwnych, rozrywkowych superprodukcji, szybkiego rozwoju rynku i molochów produkcyjno - wydawniczych. Wraz z rozwojem techniki, narzędzi deweloperskich produkcja gier będzie coraz tańsza i dostępna dla coraz większego grona twórców. Z uwagą śledzę co się dzieje w grach Indie i na Kickstarterze bo to tam rodzi się nowa kuźnia pomysłów i gier artystycznych, tworzonych z pasji do medium i jego możliwości, z niebanalnymi treściami, niekoniecznie wymagających wielkich pieniędzy do istnienia.
Co do questów w WoWie (ja też namnożyłem różne postacie i mam sentyment do klasycznego WoWa) to są zwykłe zapychacze czasu z automatu. Na początku jak grasz i jesteś ciekawy świata to czytasz/słuchasz wszystko, ale robiąc n-ty raz to samo przestajesz zwracać uwagę na praktycznie nieistotne treści. Na obniżenie jakości obecnych gier wpływa ilość właśnie takiego siana. Ile razy robimy w grach to samo? z takiego samego powodu? w taki sam albo podobny sposób? pomysły zainspirowane lub wyciągnięte z tej samej papki popkulturowej?

Wydaj mi się, że te stare gry ("good old games" ;)) rozwijały się szybko, pod różnymi względami kiedy my dorastaliśmy aż w końcu mocno przyhamowały.

04.04.2012 18:43
odpowiedz
keeveek
74
Konsul

Ja nie sądzę, że tu chodzi o dorastanie. Mam spory katalog starych gier, w które gram od premiery i do których ciągle powracam. W przypadku niektórych gier, takich jak Age of empires (1 i 2) czy Empire Earth, proces ten trwa już od ponad 10 lat.

W żadną z nowych gier tak długo nie grałem i grać nie będę, bo żadna mnie na tyle nie urzekła, ani nie zachęciła nawet.

04.04.2012 19:35
Hermick
odpowiedz
Hermick
1
Junior

Dzięki za komentarze i opinie w nich zawarte!
maciek16180 poruszył przy okazji kwestię grania również dla grafiki. Zgadzam się - grafika także jest wielce istotna, ale mam wrażenie, że im dłużej gram w dany tytuł, tym słabiej doceniam jej piękno. Choćby przy BF3 - o ile na początku można się zachwycać grą świateł, detalami, odwzorowaniem świata, to po pewnym czasie oko się przyzwyczaja i już nie zauważam tej głębi. Zdarzyło się Wam coś takiego w jakiejś nowej grze, kipiącej od nowinek graficznych?

@raziel88ck: Dzięki za uwagę, screeny rzeczywiście by się przydały. Jak będę miał dostęp do macierzystego peceta (póki co - w rozjazdach - korzystam z laptopa do pracy), to z pewnością będę zamieszczał własne i starannie wybrane. :)

05.04.2012 02:43
odpowiedz
witze
25
Chorąży

@keeveek
Nie tyle chodzi o dojrzewanie ile o to, że w młodzieńczym okresie, obecnie około 30-to letnich graczy, gdy na człowieku takie "zabawki" robią największe wrażenie zachodziły duże zmiany w grach (i to nie tylko graficzne). Gdy patrze na to z obecnej perspektywy wydaje mi się, że każda kolejna zapamiętana gra była pod jakimś względem istotnie lepsza od poprzedniej. Jak obecnie odpalam starą grę najczęściej pierwsze na co zwracam uwagę to toporność interfejsu i sterowania. Jak zmieniały się interfejsy i sterowanie gier w latach 90-tych a jak przez ostatnie 10 lat? I tak jak w pewnym momencie właściwie wzorcem (szczytem?) fabularnym stał się dla mnie zakręcony i filozofujący w swojej fabule i dialogach Planescape Torment co dostaje obecnie?
Właściwie to w tym chodzi o stagnację w podejściu do medium, technikach kształtowania materiału i kreatywnym użyciu dostępnych środków przez twórców. Prosty przykład: każda gra sp toczy się wokół postaci gracza, który musi być odpowiednio wynagradzany za rozgrywkę. Ok, to podstawowe i naturalne założenie, ale czy zawsze musi to oznaczać pozycje superbohatera, który na początku ratuje chłopa od szczurów / zabija pierwsze pałętające się jednostki, a kończy na pokonaniu wielkiej bestii, lub potężnego antagonisty (super mieczem) / zniszczeniu głównej potrójnej bazy przeciwnika (armią najpotężniejszych jednostek), ratując przy tym świat?
Chętnie zagrał bym w grę, w której, jeśli już musi to być gra o walce, postać gracza jest mała względem toczącej się wokoło wojny i korzysta z dostępnych środków i otoczenia by przetrwać / kogoś odnaleźć / wydostać się. Stąd już mały krok by zrobić grę, która nie będzie jak "Helikopter w ogniu" tylko jak "W księżycową jasną noc". Tymczasem jedyne na co mogę liczyć w takich realiach to tyle, że moja postać podniesie zostawiony w szafce / zgubiony pistolet i zacznie naprawiać to czego nie mógł zrobić oddział doborowych komandosów ;).
Może troszeczkę przesadzam ale w syndromie "gog " w znacznym stopniu idzie o pamięć bycia zaskoczonym nowością (młody wiek wyostrza wrażenia) i o to, że obecne gry praktycznie niczym pozytywnie i twórczo nie zaskakują.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze