Gdy stoisz na polu bitwy jako kilkunastometrowy robot uzbrojony w topór, mając przed sobą jakiś tysiąc wrogo nastawionych maszyn z małym arsenałem atomowym, a za sobą bezkresny kosmos to może oznaczać wiele. Dla mnie zazwyczaj oznacza udany pomysł na grę.
Zdarza się czasem, że przyjemność z gry czerpiemy zupełnie na przekór zdrowemu rozsądkowi, wiemy, że produkcja, którą właśnie uruchomiliśmy jest zdecydowanie z niższej półki niż te kilka innych, które czekają na swoją kolej, a i tak poświęcamy jej nieproporcjonalnie dużo czasu z tego tylko powodu, że daje nam trudną do sprecyzowania frajdę.