Recenzja filmu Sully - trzeci kapitan Toma Hanksa - DM - 4 grudnia 2016

Recenzja filmu Sully - trzeci kapitan Toma Hanksa

Początek seansu najnowszego filmu Clinta Eastwooda Sully sprawia wrażenie małego deja vu. Znany reżyser tuż po biograficznym Snajperze znowu przedstawia nam autentycznego, amerykańskiego bohatera i znowu historię dobrze znaną z telewizyjnych wiadomości. Tom Hanks z kolei ponownie wciela się w kapitana (tym razem statku powietrznego), i podobnie przeżywa dość traumatyczne chwile. Czy wyszło im to na dobre?

Ponoć nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, jednak w tym przypadku nawet ponowne wodowanie na rzece Hudson nie zakończyło się katastrofą. Obaj weterani kina dostarczają całkiem niezłe widowisko, a my szybko zapominamy o Snajperze i Kapitanie Phillipsie, skupiając się na historii pilota Chesleya Sullenbergera.


Sully przywołuje dramatyczne chwile, które wydarzyły się 15 stycznia 2009 roku w Nowym Jorku. Samolot pasażerski linii US Airways tuż po starcie zderzył się z ptakami i stracił oba silniki. Pilot w krótkiej chwili oszacował, iż nie ma szans na dotarcie z powrotem na lotnisko i postanowił posadzić maszynę na rzece. Akcja zakończyła się tzw. cudem na rzece Hudson i 155 pasażerów wyszło z samolotu bez draśnięcia.

Clint Eastwood na szczęście nie poszedł na hollywoodzką łatwiznę z typowym filmem katastroficznym w stylu Tragedii Posejdona lub Portu Lotniczego 77. Zamiast tego umiejętnie połączył kluczowe elementy różnych gatunków, nie przesadzając w żadnym kierunku. Mamy więc psychologiczne dylematy Sullyego, zmagającego się ze nieoczekiwaną sławą i śledztwem po wypadku, mamy pokazanie katastrofy razem z standardowym przedstawieniem  paru losowych pasażerów i akcją ratunkową oraz mały dramat sądowy z biurokratami z komisji ds. wypadków lotniczych. Ba, jest nawet mini biografia kapitana Sullenberga, pokazująca kilka scen z jego młodości, choć w tym przypadku film obroniłby się i bez nich.

Każdy z tych elementów widzimy na tyle krótko, by nie zdążył się znudzić, ale i na tyle dokładnie, by dostać wszystkie potrzebne informacje. Montaż, sprawne przechodzenie między wspomnieniami oraz bieżącymi wydarzeniami, brak trzęsącej się kamery oraz krótkich cięć, to jedne z największych zalet filmu. Znając całą sprawę tylko z nagłówków wiadomości 15 stycznia 2009, pewnym zaskoczeniem może być dla nas cały wątek ataku na kapitana i próby podważenia zasadności jego decyzji, a to sprawia, że sceny w trakcie przesłuchań ogląda się z równym napięciem, co sprawnie nakręcone wodowanie. W tej sekwencji czuć niestety odrobinę sztucznej grafiki komputerowej, ale na pewno nie razi tak po oczach, jak lalka zamiast dziecka w Snajperze.

Ekipie trzeba też oddać to, z jaką dokładnością odtworzyli akcję ratowniczą. Kadłub wystający z rzeki, ludzie zgromadzeni na obu skrzydłach,  te same statki, które wtedy pospieszyły z pomocą - wszystko wygląda dokładnie tak, jak pamiętnego dnia w wiadomościach telewizyjnych i pierwszych stronach gazet.


Tom Hanks po słabszym występie w Inferno, wraca do formy i dobrze wciela się w spokojnego, doświadczonego pilota, ale trzeba podkreślić, że to jego nie pierwsza rola kapitana*, nie pierwsza katastrofa lotnicza na planie i chyba o wiele bardziej utalentowany reżyser. Widać, że pomimo iż praktycznie każdy kadr wypełnia sporo osób, przewijają się aktorki znane bardziej z twarzy, niż z nazwiska, to w filmie dominuje głównie styl Clinta Eastwooda i aktorstwo Hanksa.
*pierwszy kapitan Toma Hanksa to oczywiście Miller z Szeregowca Ryana, a drugi to porwany przez somalijskich piratów Phillips

Sully nie jest hollywoodzkim przebojem na miarę Snjapera - to raczej dość lokalny film, upamiętniający niezwykłe wydarzenie i człowieka - bohatera. Dzięki jednak umieszczeniu ciężaru fabuły w wątku domniemanej winy kapitana, całość niesłychanie wciąga i z niecierpliwością czekamy na ostateczny werdykt. Czy ma jakąś większą wadę? Chyba tylko to, że może wywołać mały strach przed lataniem. Widok tych zwykłych rutynowych czynności, które wykonujemy odruchowo na pokładzie, jak przeciskanie się między fotelami do swojego miejsca, upychanie rzeczy w górnym pojemniku, czekanie na start - cały spokój i relaks podróży zderza się nagle z zanikającym buczeniem silnika i głosem "brace for impact" i za nic w świecie nie chcielibyśmy być na miejscu pasażerów lotu 1549, nawet wiedząc z góry jak się to skończy.

Pamiętajmy też, że my również mamy swojego Sullye’go, który dokonał równie bohaterskiego wyczynu, kładąc miękko na pasie wielkiego Boeinga, bez wyciągniętego podwozia. Czy zachęceni przykładem Eastwooda doczekamy się filmu o kapitanie Wronie?

Zdjęcie z autentycznej akcji ratunkowej - film bardzo dobrze zadbał o podobieństwa i szczegóły
DM
4 grudnia 2016 - 01:10

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
04.12.2016 15:29
04.12.2016 15:31
-1
odpowiedz
DM
125
AFO Neptune

mówią ludzie, którzy chcą wytłumaczyć, czemu nie chcą drugi raz czegoś zrobić.
czyli sam widzisz, że liczy się to co mówią ludzie, a nie co raz powiedział jakiś Heraklit z Efezu

04.12.2016 19:26
odpowiedz
Skankhunt42
2
Centurion

Do Flight z Denzelem ten film nie ma startu.

04.12.2016 20:28
-1
odpowiedz
Dessloch
179
Legend

nie ma?:) film z denzelem to bajeczka pelna nieprawidlowosci i nierealizmu, a tutaj masz historie na faktach...?:) oczywiscie ze ma start i wygrywa zdecydowanie

04.12.2016 23:09
odpowiedz
3 odpowiedzi
cichy10
29
Centurion

Czy film stawia NTSB jako tych złych i strasznych ludzi, którzy chcieli zniszczyć Sully'ego, tak jak to wynika z trailera? Bo jeśli tak, to chyba trochę to Eastwood przekoloryzował.

05.12.2016 01:21
Skankhunt42
2
Centurion

Tak

Niestety film strasznie naciagany i naiwny az niechce sie wierzyc ze Clint sie za to wzial:/ Poziom Dzien Dobry TVN.

05.12.2016 07:45
DM
125
AFO Neptune

takie prawa filmu. to nie dokument, więc musiało być coś, co zrobi z tego fabułę, a nie tylko doku dramę

05.12.2016 16:11
Skankhunt42
2
Centurion

Dlatego tego typu material lepiej by sie ogladalo jako dokument na Dicovery albo NG.

Natomiast jesli chce sie rowniez chce zrobic super film, to prosze brac przyklad z Zemeckisa. Bo wyszedl z tego jeden z najlepszych filmow ostatnich lat z katastrofa i zmaganiami po niej.

Natomiast Suly to mialkie gowno o niczym. Ani to dokument ani film.

post wyedytowany przez Skankhunt42 2016-12-05 16:14:33
20.12.2016 14:15
odpowiedz
szef504
59
Centurion

Nie wiem po co ten komentarz o Wronie. Poziom trudności manewru, podjecia decyzji i czas z ktorym sie mierzyl, dowodzi ze wyczyn Sulliego jest nieporownywalnie wiekszy od Wrony.
Do tego jak pozniej czytalem z tym bohaterstwem Wrony ktore tak wypromowal TVN nie do konca jest jak opisano. Chodzi o bledy pilotow przez ktore podwiozie sie nie otwarlo.
Ale propaganda swoje robi.

20.12.2016 14:22
odpowiedz
DM
125
AFO Neptune

A teraz poleć samolotem, poczekaj na komunikat, ze pilot nie wyciagnie podwozia i powiedz mu ze spokojem, ze jak chce gwiazdorzyc, to niech na wodzie laduje, bo taki slizg na pasie nie robi na tobie wrazenia...

Nie masz zielonego pojecia co to jest ladowanie i co to jest odpowiedzialnosc za zycie 200 ludzi..

20.12.2016 16:23
odpowiedz
1 odpowiedź
siara000
46
Siarzewski

No offecne ale w NYC to byla katostrofa i podjecie decyzji w pare sekund przy niedzialajacych silnikach z grozba zabicia tysiecy ludzi gdyby rozbili sie w na ulicach NY.

W Polsce wszystkie silniki im dzialaly, mogli sobie godzinami spokojnie krazyc sobie nad lotniskiem i wszystko przygotowac. Po zatym ladowanie bez podwozia jest bardzo czesto cwiczona procedura i nawet lagodniejsza niz z podwoziem.

Takze jedyne co bylo wspolnego w tych przypadkach to samolot.

20.12.2016 20:54
cichy10
29
Centurion

Różnice były dwie - czas na podjęcie decyzji oraz to, że Sully miał jedno podejście. Bez silników nie ma go-arounda. Natomiast manewry końcowe nie różniły się zbytnio. Podczas lądowania i tak się nie używa silników, a pomiędzy posadzenie na wodzie ze względu na aquaplaning nie będzie wielce różne od betonu.
Rzeczywiście wyczyn Amerykanina był większy i sam bym filmu o Wronie nie robił, ale to nie znaczy, że jedno w porównaniu do drugiego to była bułka z masłem. Sam fakt ćwiczenia też nie świadczy o łatwości manewru. A mając 200 pasażerów na pokładzie stres w obu przypadkach będzie równie wielki.

20.12.2016 17:38
odpowiedz
DM
125
AFO Neptune

Nikt wam oczywiście nie broni być w wolnym czasie specjalistami teoretykami od katastrof lotniczych - to wszak nasza narodowa cecha od kilku lat - jest jednak pewna różnica między byciem mądrym z własnej kanapy, a z fotela 5 kilometrów nad ziemią...

gwarantuje wam, że z tamtego miejsca będziecie się tak samo gorąco modlić do pilota i mieć tak samo mokro w majtkach - zarówno przy braku podwozia, jak i z ptakiem w silniku... dla pasażera w samolocie nie ma to żadnej różnicy, on tylko chce wrócić cało na ziemię...

post wyedytowany przez DM 2016-12-20 21:24:15
08.01.2017 19:23
odpowiedz
1 odpowiedź
szef504
59
Centurion

Dziekujemy za pozwolenie DM. Jesli nie rozrózniasz sytacji, to lepiej nie bierz sie za pisanie recenzji. Ekspert z ciebie zaden, a mądrosci ktore zaslyszales w TVN Style nie upowazniaja do nasmiewania konstruktywnej krytyki. Jest tez inne okreslenie ktore pasuje - bufon. Zmien prace.

08.01.2017 19:30
DM
125
AFO Neptune

No ale ty nie krytykujesz mojej pracy, tylko pilota - ze niby gówno zrobił, sprowadzając 200 ludzi na ziemię samolotem bez podwozia... :)

08.01.2017 19:28
odpowiedz
PanWaras
10
Konsul

post wyedytowany przez PanWaras 2017-01-08 19:28:23
Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze