Little Big Adventure 2 - nigdy nie kończąca się beczka cukierków - batalia - 1 października 2010

Little Big Adventure 2 - nigdy nie kończąca się beczka cukierków

98

batalia ocenia:

Little Big Adventure 2

To jak wdrapywanie się do beczki cukierków, beczki bez dna. Chwytasz za krawędź, zaglądasz z zaciekawieniem do środka i częstujesz się kilkoma w najbardziej błyszczących papierkach. Zasmakowały Ci, więc przechylasz się głębiej, z nogami w powietrzu, pałaszując garściami. I zanim się obejrzysz, siedzisz głęboko w beczce na wielkiej stercie najsłodszych słodkości upaprany czekoladą i patrzysz w górę na malejący w oddali wylot. Przemyka myśl, że już nigdy stąd nie wyjdziesz, ale kto by się przejmował - chcesz tu zostać na zawsze. Nie ma drugiego takiego miejsca, nie ma większych pyszności. Nie ma drugiej takiej gry jak Little Big Adventure 2.

Takich właśnie rzeczy naczytałam się w recenzjach, gdzie redaktorzy naczelni poczytnych magazynów wątpili w swoje posady, zdając sobie sprawę, że nigdy nie będzie cudowniejszej gry-bombonierki. Była jesień 1997, mój pierwszy pecet wciąż czekał na moją pierwszą pudełkową grę, na którą pokornie odkładałam kieszonkowe przez pół roku. Na listonosza z Little Big Adventure 2 czekałam z błyszczącymi oczami, robiąc właśnie to - siedziałam na krześle, póki nie doczekałam się dzwonka.


W bajecznej sekwencji przedstawia nam się Twinsen, bohater tej przygody, poznajemy też jego ukochaną, Zoe, oraz powoli lądujemy w świecie, który jak w każdej najlepszej baśni, jest całkowicie magiczny i totalnie spójny w swojej egzotyce. Nadciąga sztorm - Dino-Fly, grubiutki latający dinozaur o rubasznej aurze zostaje porażony przez piorun i spada do ogródka Twinsena i Zoe. Nasz bohater musi znaleźć dla niego lekarstwo u czarodzieja, ale aby dostać się statkiem na jego wyspę, ma przegonić sztorm. Jednak niewiele znaczy początek fabuły w tej przygodówce - później i tak włamujemy się do muzeum ukraść własne ciuchy, aż lądują mroczni kosmici i wyskakujemy na Księżyc. Nieopodal domku można pojeździć żółtym samochodzikiem (naprawdę, tylko dla zabawy) - ale rewelacje się nie kończą: latamy wahadłowcem, dinozaurem, jet-packiem, czyniąc cuda. Sprzedawcą w pierwszym lepszym sklepie na rogu jest słoń, ale to nic - przecież spotykamy gadające parówki, komaropszczoły, choleryczne i zapijaczone króliki. A strzelamy dmuchając w rurkę - amunicja to borówki! Oczywiście na dobry początek.

Lądowanie kosmitów o podejrzanych zamiarach.


Światy, które przyjdzie nam zobaczyć, to produkty wyobraźni Francuzów z Adeline Software - tych samych, którzy stworzyli pierwszy Alone in the Dark. Przypominam, że jest rok 1997, a my jesteśmy rzucani nie tylko na głębokie sekwencje full-motion video, ale też na pełny trójwymiarowy świat oparty na poligonach. Wnętrza są co prawda nieruchomym rzutem izometrycznym, ale lokacje na wolnym powietrzu to pełna rotacja pod dowolnym kątem i wolna eksploracja. Gdyby gra była encyklopedią, każdy ze światów byłby osobnym, spełnionym tomem na swój własny temat: poziom wyfantazjowania planet i nacji z własną kulturą, historią i charakterystycznym humorem napawa dzięcięcym zachwytem.

Z wizytą u królowej komaropszczółek.


Muzykę (również francuskiego kompozytora) pamiętam do dziś - przywołuje uczucie podobne do najcieplejszej gwiazdki z najlepszymi prezentami. To znów za mało i trzeba nas obsypać kolejną górą niespodzianek, bo chyba każda postać spotkana w grze, każdy NPC jest interaktywny, każde słowo w grze jest mówione.  Nie sposób nie uśmiechać się do każdego na swojej drodze, bo głosy podkładają mistrzowie David Gasman (głos bohaterów Fahrenheita, Raymana) i Jodi Forrest (Jade z Beyond Good & Evil). Aktorzy użyczający głosy stworzeniom z Little Big Adventure 2 stworzyli niedościgniony wzór i dopełniają dzieła totalnego zanurzenia się w bajkowym świecie  - moim zdaniem żadna gra nie legitymuje się tak doskonałą, nieskazitelną charakteryzacją głosową.

Skradanie się do militarnych parówek.


Rozpływam się nad Little Big Adventure 2, bo zdefiniowała moje dzieciństwo jako najukochańsza baśń, do której wędrowało się myślami z każdego miejsca - nawet lata później wpada mi czasem myśl o niej jako skojarzenie z czymś ostatecznie dobrym i uroczym. Ukształtowała też moje wyobrażenie i pogląd na wszystkie gry poznane później - wszystkie przyrównuję do niej (blisko była tylko Legend of Zelda: Ocarina of Time). I nawet dziś, z szesnastoma konsolami i niezliczonymi grami w domu, wiem, że żadna gra nie jest tak przepełniona duszą, sercem i słodyczą. Zaryzykuję stwierdzenie, że określenie "miodność" zostało użyte po raz pierwszy właśnie dla niej. Jednak nie mówię tu o smaczkach czy wdzięcznych elementach, tak chętnie wrzucanych do gier jako oczko puszczane do gracza - Little Big Adventure 2 jest zbudowana wyłącznie ze smaczków, tak jak chatka Baby Jagi jest z piernika. Cała.

batalia
1 października 2010 - 00:01

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
01.10.2010 00:39
Wyrok
36
Pretorianin

Oceniłaś na 98 ale w całym wpisie sugerujesz, że gra jest warta 100. Moim zdaniem powinnaś ocenić bardziej odważnie i jednak sto dać, na które gra w swojej kategorii zasługuje. Chyba, że zarezerwowałaś sobie te dwa punkty dla jakiegoś cudu ale mówiąc o kategorii miałem na myśli nie tylko gatunek ale także przedział czasu.

01.10.2010 01:06
odpowiedz
tifa_lockhart
12
Dowodca Batalionu

Kiedy grałam w nią 13 lat temu, była dla mnie niemal idealna (powiedzmy, że 95/100 - pamiętam, że były bugi). Wówczas wciąż oczekiwałam na dzieło jeszcze większe, które miało nadejść z kolejnymi, przyszłymi tytułami, jakich próbowałam. W 1997 wyprzedzała swoją epokę - dziś wartość LBA2 rośnie i z perspektywy lat wydaje mi się, że kiedyś dobije do setki, kiedy spojrzę na historię gier w jeszcze szerszym kontekście. Póki co rezerwuję miejsce na plotki o LBA3. :)

01.10.2010 01:08
odpowiedz
Paudyn
158
Kwisatz Haderach

100 to jest warta część pierwsza :)

01.10.2010 07:57
odpowiedz
hedasw
101
Generał

Paudyn - pierwsza część była równie udana, ale jednak bardziej irytująca (pamiętasz jak Twinsen się zachowywał po spotkaniu ze ścianą?). W dwójce wyeliminowano jednak kilka błędów i pozostawiono wszystko co dobre. Gra roku.

01.10.2010 10:00
odpowiedz
Deell
65
Centurion

LBA to dla mnie najlepsza gra wszech-czasow - glownie za sprawa sentymentu jakim ja darze. Co prawda wiecej zagrywalem sie w jedynke (przeszedlem ja chyba kilkanascie razy), ale dwojka tez byla cudowna.

Do dzisiaj co pewien czas wyszukuje nowych informacji o LBA3 i gleboko wierze, ze gra powstanie :)

01.10.2010 11:18
odpowiedz
Ezrael
167
Very Impotent Person

Aggressive mode wymiata do dzisiaj, koleś wygląda i porusza się obłędnie :D

01.10.2010 19:17
odpowiedz
tifa_lockhart
12
Dowodca Batalionu

@Ezrael: wiadomo! Oraz jak Twinsena zanosi do tyłu, kiedy zabiera się do biegu w trybie Sporty! Tyle rzeczy, do których można się uśmiechać :)

//

@Deell: zawsze wiedziałam, że jesteś po mojej stronie <3 <3 <3

01.10.2010 20:42
odpowiedz
EG2008_90546010
2
Junior

Mam 48 lat i grając w pierwszą i drugą część byłem już starym zgredem ale filmik uświadomił mi, że jednak byłem i pozostałem dzieckiem. Błędy ? Niedoróbki ? To wszystko nie ważne ... ta gra to jedna wielka magia - 100/100.

01.10.2010 21:30
odpowiedz
Paudyn
158
Kwisatz Haderach

pierwsza część była równie udana, ale jednak bardziej irytująca (pamiętasz jak Twinsen się zachowywał po spotkaniu ze ścianą?)

Zazwyczaj pierwsze kroki bywają trudne, ale mi owe niedoróbki zupełnie nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie - dodawały uroku :) No i jeden duży plus - świat był podzielony na pola, za których granicami nie wiedziałeś co będzie dalej. To dodawało klimatu i osnuwało akcję mgiełką tajemnicy :P
Świat w dwójce - owszem - może jest bardziej spójny, kolorowy i ładniejszy, ale ja mimo wszystko wolę nieco bardziej mroczną i klimatyczną część pierwszą. A tak przy okazji pochwalę się ;p

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze