Recenzja gry Burnout Paradise (360) - nie samymi kraksami człowiek żyje - promilus - 15 sierpnia 2011

Recenzja gry Burnout Paradise (360) - nie samymi kraksami człowiek żyje

promilus ocenia: Burnout Paradise
65

Jeśli od zręcznościowych wyścigów oczekujesz szybkiej, niezobowiązującej rozrywki, to ta gra NIE jest dla Ciebie. Twórcy olali wszystkich, którzy nie lubią tracić czasu na dojeżdżanie do linii startu, a zamiast zwiedzania miasta wolą przechodzić bezpośrednio od jednego wyścigu do drugiego. Efektowne kraksy nie rekompensują irytacji, wynikającej z wielu przyczyn. Jakich?

Kraksy, wypadki, stłuczki – te słowa są przez graczy odmieniane przez wszystkie przypadki. Nie bez powodu. Efektowne koziołki, to największa zaleta Burnout Paradise. Po kilku godzinach gry, wciąż miło patrzeć na stłuczki przy udziale kilku samochodów. To się nie nudzi i nie jest powtarzalne. Gdy za późno naciśniemy hamulec, albo nie zobaczymy autobusu zaparkowanego tuż za wzgórzem, po  „ech…” następuje „woooow!”. Już tak nie boli utrata cennych sekund.

Stłuczki wszyscy zachwalają pod niebiosa, a po kilku latach gra wciąż jest w gronie najpopularniejszych ścigałek. Burnout Paradise jest zatem przykładem gry, w której jeden gigantyczny plus przesłonił kilka minusów – parafrazując pewnego pana z wąsem.

Już we wstępie zaznaczyłem, że nie ma możliwości przechodzenia z poziomu menu od wyścigu do wyścigu. Do każdego musimy dojeżdżać, co chwile zerkając na mapę. W efekcie czego, gra zupełnie się nie nadaje na kilkunastominutowe posiedzenie przed konsolą. Dojeżdżać trzeba także, by wymienić sobie samochód (je bierzemy ze złomowiska). Jedno z rodzajów wyzwań zawsze wymaga konkretnego pojazdu, a więc nie weźmiemy w nim udziału bez podjechania na złomowisko i późniejszego powrotu na linie startu. Miasto jest ogromne, więc taka wycieczka potrafi zająć dobre kilka minut. Dla mnie to tak jakby ktoś wprowadził ekran ładowania się gry, trwający 10 minut. A nawet gorzej, bo w tym czasie nie można sobie zrobić kawy. Jeśli za pierwszym razem nie uda się wygrać wyścigu, to także trzeba wracać, bo nie ma możliwości restartu. To wygląda jak dowcip, lecz dowcipem niestety nie jest. Są gry, którym liniowość robi dobrze. To nie jest „Far Cry”, a wyścigi, więc przymusowe jeżdżenie po otwartym świecie jest pomysłem mocno chybionym. Szukam usprawiedliwienia i nie mogę znaleźć. W mieście są porozrzucane „znajdźki” pod postacią skoczni i barykad, ale to nie jest argument za PRZYMUSOWYM otwartym światem. Nie jest nim też „poznawanie miasta”. Nie będę w nim szukał mieszkania, więc bardziej interesuje mnie poznawanie tras, które z kolei nie funkcjonuje, bo w końcu odechciewa się dojeżdżania na start tego samego wyścigu, a jedzie się do najbliższego. Czy tak trudno było dodać możliwość przejścia do wyścigu z poziomu menu? To nie zamknęłoby świata, bo można było go zostawić jako opcję, gdy zachce nam się np. poskakać z urwiska i porozbijać barykady. Podejrzewam, że ktoś się napracował nad tym rajskim miastem, więc stwierdził, że mamy obowiązek przyjrzeć się mu na spokojnie. Druga osoba z ekipy postanowiła zagrać mu na nosie i wymyśliła, że wszystkie wyścigi będą się kończyć w zaledwie kilku wybranych miejscach. Także jest duże prawdopodobieństwo, że część terenu poznamy jak rodzinne miasto, a część będzie niespodzianką przy okazji szukania „znajdziek”.

Przyjrzałem się temu miastu i wygląda naprawdę fajnie. Jest zróżnicowane i bogate w skocznie. Nie wiem, kto tam jest zarządcą dróg, ale żeby co chwilę jakieś hopki stawiać, to trzeba mieć fantazję. Jak tylko odpalę poloneza to jadę tam na wycieczkę. Teraz mam okazję wirtualnie poruszać się jedynie samochodami bez nazwy tzn. nazwy jakieś mają, ale w realu ich nie spotkacie, bo Criterion nie zakupił żadnej licencji. Wygląd aut jest umowny, bo nawet klasyczny sprzęt z lat trzydziestych potrafi osiągnąć większą prędkość, niż wszystkie fury ze stajni Kuby Wojewódzkiego razem wzięte. To tak na oko, bo twórcy do żadnej z naszych maszyn nie włożyli licznika. A szkoda, bo zawsze fajnie jest bić własne rekordy prędkości. W dalszej części gry już wyprzedza się dźwięk, a zauważenie przeszkody na drodze jest niemożliwe. Ten aspekt można rozpatrywać na 2 sposoby: chwalić i ganić. Wyścigi dzięki oszałamiającym prędkościom są naładowane emocjami, zawsze fajnie jest o włos minąć zaparkowany autobus. Z drugiej strony zwycięstwo w wyścigu w dużej mierze zależy od szczęścia, bo przy gazie w podłodze nie mamy większych szans na reakcję. Criterion tak się w tych emocjach wyspecjalizował, że przesadził z tym co na trasie wyczyniają nasi konkurenci. Po przejechaniu 90% trasy bezbłędnie i tak szybko jak tylko się da, wiedz, że jedna stłuczka sprawi, że ktoś cie wyprzedzi. Konkurenci też się rozbijają, a choćby nie wiem co, zawsze siedzą na ogonie. Magia. Wulgarne okrzyki wywołać może także kiepski „wskaźnik zakrętów” połączony z – po raz kolejny – otwartym miastem. Podczas wyścigu trasa nie zostaje zamknięta, a bardzo łatwo jest źle skręcić, a jak już źle skręcisz to zapomnij o wygranej. Mogliby częściowo zamknąć miasto, zostawiając poza główną trasą, skróty. Ale nie – Criterion kocha swoje otwarte miasto i nie będzie go zamykał. Po dojechaniu do mety nie można sprawdzić własnego czasu, czasu pozostałych zawodników, tego czym jechali, maksymalnej prędkości… Właściwie to może i dobrze, bo z taką sztuczną inteligencją statystyki nie podbudowałyby naszego ego. Twórcy chcieli, żeby ciągle coś się działo, wszyscy jechali łeb w łeb. Ja tego nie kupuję. Skoro uda mi się przejechać trasę perfekcyjnie, to chcę być dobre kilka sekund przed pozostałymi, a nie zaledwie o włos.

Czas na wymianę oleju

Poza wyścigiem klasycznym, dostępnych trybów mamy jeszcze cztery, ale tylko jeden (poza głównym) oferuje naprawdę dobrą zabawę. Nasz misja brzmi: zniszcz x samochodów. Nic tak nie cieszy jak zepchnięcie rywala z drogi. Pozostałe to jazda na czas, misja przetrwanie (gdy to nas chcą zniszczyć, a my chcemy spokojnie dojechać do mety) oraz drifty, hopy i rozbijanie się na mieście w zamian za punkty. Wyścigi klasyczne są do siebie bliźniaczo podobne, a co za tym idzie – szybko się nudzą. Zakrętów jest niewiele, co przy takim marnym „wskaźniku zakrętów” jest akurat dobrym rozwiązaniem. Po drodze możemy skoczyć do mechanika „naprawię ci auto w 1 sekundę” oraz ukraść na CPN-ie dopalacz. Po wygraniu określonej liczby wyścigów, jesteśmy nagradzani nowymi autami. Ale, co ciekawe, nie od razu trafiają na nasze złomowisko. Najpierw musimy je zabrać, gdy tylko zobaczymy pirata drogowego, kierującego naszym przyszłym nabytkiem. System motywacyjny mocno szwankuje, bo nielicencjonowane auta nie są wymarzonym prezentem pod choinkę. Poza tym, z każdą wygraną ulepszamy swoje prawo jazdy. Daje nam ono tyle samo co procent ukończonej gry w menu, czyli niewiele.

Burnout Paradise to zręcznościowe wyścigi, które poza bardzo efektownymi stłuczkami, mają do zaoferowania wiele godzin irytacji. Dla tych, którzy nawet w takie gry starają się wczuć, wejść w ich świat, grają np. tylko wieczorem i gdy nikt im nie przeszkadza, to może nie będzie wielki problem. Dla całej reszty już tak. I nie ratuje tych długich podróży na linię startu przyjemna muzyczka w tle, ani ładne miasto. Efektowne stłuczki i kosmiczna prędkość nie usprawiedliwiają wtórnych tras i sztucznej inteligencji, która wiecznie siedzi nam na ogonie. Jeśli frajdę ze stłuczek stawiasz ponad wszystko – bierz się za tę grę. Jeśli, nie, to przynajmniej przemyśl swój zakup.

6,5/10

ocena nie dotyczy multiplayera 


promilus
15 sierpnia 2011 - 21:52

Komentarze Czytelników (23)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
15.08.2011 23:36
odpowiedz
fredzio92
65
Senator

Spodziewałem się cieplejszych słów szczerze powiedziawszy, tym bardziej, że obok Burnout Revenge jest to najlepsza część serii jak dla mnie.

Burnout bez wysokiego poziomu trudności, poczucia prędkości, walki do ostatnich metrów, to nie Burnout. Rozgrywka ma być oczojebna, pełna emocji, dynamizmu. Za to fani, w tym ja kochamy tą markę.

15.08.2011 23:43
odpowiedz
Qza
21
Pretorianin

Kupując xboxa dostałem tę grę w zestawie. Jak narazie gram tylko w derby(a mam juz grę jakieś 2 lata-oczywiście nie gram tylko w nią). Stłuczki ciągle robią na mnie wrażenie i chętnie je wywołuję.
PS:Według mnie na siłę wrzucili tam motory :/

15.08.2011 23:52
odpowiedz
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

Jak pisałem - dużo zależy od tego czego oczekujemy od zręcznościowych wyścigów. Dla mnie to są "przerywniki", gdy chcę w coś pograć przez chwilę, więc otwarty świat mnie częściej wkurzał, niż mi się podobał.

Co do sztucznej inteligencji wiecznie siedzącej na ogonie, to jednak wolę tę szczyptę realizmu, a nie na siłę dodawanie "emocji" jakimiś uszukańczymi teleportacjami;p

16.08.2011 00:22
odpowiedz
Kapela-rules
70
stary wyjadacz

"Jeśli za pierwszym razem nie uda się wygrać wyścigu, to także trzeba wracać, bo nie ma możliwości restartu."
Jest możliwość, normalnie spod tego podręcznego menu się wybierało, nie jestem tylko pewien czy to było od początku czy w aktualizacji to dodali

16.08.2011 00:33
odpowiedz
fredzio92
65
Senator

Kapela-rules, tak - opcje restartu dodano wraz z którymś patchem z kolei. Po przegranym evencie naciskamy strzałkę w prawo na D-Padzie i wybieramy restart.

16.08.2011 10:22
odpowiedz
Verax1
11
Legionista

Az sie zalogowalem zeby to skomentowac. Kompletnie nie rozumiem oceny i calej tej recenzji, gdyz jak widze z gory zostalo zalozone ze gra jest irytujaca i trzeba sie tego trzymac. Gra dostarcza swietnej zabawy jak malo ktora. Stek bzdur nt. teleportow i wygrywania "o wlos". Jak sie nie potrafi grac, to niestety tak to wyglada, ale nie mozna twierdzic ze jest to wina gry. Kolejna rzecz "brak mozliwosci skrecania przy pelnym gazie" a od czego jest system driftowania w tej grze? Wlasnie do tego, zeby na maksymalnej predkosci miec mozliwosc pokonania wiekszosci zakretow. Czepianie sie otwartego swiata jest rowniez bez sensu. Jak dla mnie otwarty swiat jest jak najbardziej na plus i tymbardziej brakuje takich gier stricte wyscigowych oferujacych otwarte miasto. Jest sporo ciekawych miejsc do zwiedzenia z ciekawymi rampami i innymi ukrytymi trasami, ktore swietnie sie sprawdzaja na singlu, a co dopiero na multi ze znajomymi. Apropo multi, to jest to chyba glowna esencja calego burnouta, wiec pomijanie go w takim tytule mozna okreslic krotko i zwiezle jako epic fail. Zadna recenzja do tej pory nie wywolala u mnie takiego zbulwersowania stekiem bzdur napisanych przez kogos, kto ewidentnie nie poswiecil tej grze wiecej niz 15 minut, oraz z gory zakladajac ze jest to material do skrytykowania. Kolejny cytat potwierdzajacy braku czasu spedzonego nad gra ,,Do każdego musimy dojeżdżać, co chwile zerkając na mapę." - wybacz, ale ja po godzinie rozgrywki nie mialem problemow z orientacja w tej grze, wiec to tylko potwierdza jak krotko nad nia siedziales. Kolejna rzecz co do wiecznego dojezdzania na miejsce wyscigu - jest opcja restartu, wiec w czym problem? Wystarczylo zaopatrzyc sie w aktualna wersje. Gra miala dostarczac frajdy i ja dostarcza, a cala reszta to bajery kierowane do specjalnego odbiorcy. Jezeli cos ci sie nie podoba, to nie mozna tego uznawac za minus gry, bo moze wlasnie taki byl zamiar i gra nie jest kierowana do ciebie? To tyle co mam na ten temat do powiedzenia, log out.

16.08.2011 15:57
odpowiedz
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

Stek bzdur nt. teleportow i wygrywania "o wlos". Jak sie nie potrafi grac, to niestety tak to wyglada, ale nie mozna twierdzic ze jest to wina gry

Nie da się znacząco wygrać, choćbyś był największym wymiataczem.

Jak dla mnie otwarty swiat jest jak najbardziej na plus

A dla mnie nie

pomijanie multiplayera w takim tytule mozna okreslic krotko i zwiezle jako epic fail

Chyba jasno zaznaczyłem, że ocena dotyczy tylko singla?

Jest sporo ciekawych miejsc do zwiedzenia z ciekawymi rampami i innymi ukrytymi trasami, ktore swietnie sie sprawdzaja na singlu

No to pisałem, że jak ktos lubi sie włóczyć po mieście to mu sie otwarte miasto spodoba. Ja nie lubię.

ewidentnie nie poswiecil tej grze wiecej niz 15 minut

Kilka godzin

,Do każdego musimy dojeżdżać, co chwile zerkając na mapę." - wybacz, ale ja po godzinie rozgrywki nie mialem problemow z orientacja w tej grze, wiec to tylko potwierdza jak krotko nad nia siedziales.

To gratuluje spamiętania kilkudziesięciu eventów.

jest opcja restartu, wiec w czym problem? Wystarczylo zaopatrzyc sie w aktualna wersje.

Wystarczyło dodać tę opcja w podstawce, to byłoby 7/10

Gra miala dostarczac frajdy i ja dostarcza, a cala reszta to bajery kierowane do specjalnego odbiorcy.

To napisałem, że kraksy i spychanie przeciwników się nie nudzi. A co to są bajery i kim jest "specjalny odbiorca"?

Jezeli cos ci sie nie podoba, to nie mozna tego uznawac za minus gry, bo moze wlasnie taki byl zamiar i gra nie jest kierowana do ciebie?

Pokrętna logika. Jak mi się coś nie podoba, to jest to minus i już - WEDŁUG MNIE. Nie ma obiektywnych opinii.

16.08.2011 16:04
odpowiedz
dzony600
41
ru ru ru rurkowców

dla mnie nie było nic irytującego w tej grze... jedna z lepszych wyścigówek tej generacji

16.08.2011 16:07
odpowiedz
raziel88ck
120
Reaver is the Key!

Cóż Burnout Paradise wcale nie jest taki fajny jak niektórzy twierdzą. Starszym odsłonom nie sięga nawet do zderzaka. Singiel to katastrofa, sztucznie przedłużana, gdzie zwykle wyścigi nie dają zero satysfakcji. Za to w innych trybach było nieco lepiej, choć pamiętam, że były też i te gorsze. Moim ulubionym był takedown. To akurat dawało frajdę, jak i niszczenie bilboardów czy wykonywanie unikalnych skoków. Gra ma klimat, wciąga, miejscami irytuje niskim poziomem trudności i beznadziejnie wykonanymi wyścigami. Tryb z motocyklami był dodany na siłę, nic szczególnego się nie działo. Jednym słowem, dla mnie singiel zasługuje na 6/10

Co innego multiplayer, tutaj było o wiele lepiej, tak jakby twórcy olali graczy, fanów tryby singleplayer, czyli takich jak ja. Nietrudno zauważyć przepaść pomiędzy tymi trybami. Multi wciągnęło mnie na wiele godzin, było co robić, ale nie zawsze znajdywało się kompetentne osoby do wykonywania zadań. Dlatego multi oceniam na 9/10!

Singiel to taki średniak, ale godny zagrania, ponieważ ma sporo fajnych zabaw, których zabrakło w najnowszym Hot Pursuit.

Multi to typowy hit. Jest co robić i co najważniejsze, daje to ogromną radość, szczególnie gdy znajdzie się odpowiednie osoby.

Jako całokształt ocenię grę jako dobrą, ale "tylko" dobrą, czyli 7.5/10.

P.S. AI przeciwników ssało niczym Sasha Grey.

16.08.2011 16:09
odpowiedz
sekret_mnicha
178
fsm

promilus > Ocenka "w godle" wstawiana jest tak samo, jak np. obrazki. W bocznym menu masz szary guzik "ten news to ocena gry" - tam wybierasz konkretny tytuł do oceny i wpisujesz ocenę. Żadna filozofia :)

EDIT > Ano nie masz. Może ludzie niezwiązani z GOLem nie dostali takiej opcji? Uderz do szefostwa :)

16.08.2011 17:17
odpowiedz
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

U mnie nie ma takiego guzika--->

16.08.2011 18:18
odpowiedz
Verax1
11
Legionista

,,Pokrętna logika. Jak mi się coś nie podoba, to jest to minus i już - WEDŁUG MNIE. Nie ma obiektywnych opinii."

To gratuluje nieobiektywnych recenzji.

16.08.2011 18:27
odpowiedz
promilus1
94
Człowiek z Księżyca

Czyli gratulujesz mi zwykłych recenzji. Dziękuję:)

16.08.2011 18:37
odpowiedz
ma_ko
61
 

W sumie każdy ma swoje zdanie, tak więc nie bede się kłocił o ocenę ale uwierz że da się znacząco wygrać :P (tzn. tak że jesteś na mecie kiedy reszta jest w połowie trasy, nie widzisz ich na mini mapce) Dla mnie gra jest bardzo dobra, co prawda w połowie singiel troszku nuży ale dotarłem do końca i to nie raz ;P No i nie należy zapominać o fajowych DLC i wszystkich tych patchach które wnosiły naprawdę dużo... Ale tak jak mówiłem to tylko moje zdanie i szanuje twoje. Ahoj!

16.08.2011 18:53
odpowiedz
Stranger.
130
Spookhouse

No cóż, moim skromnym zdaniem pomijanie trybu multiplayer w recenzji tej gry jest błędem. Normalnie rzadko sięgam po tryb dla wielu graczy (z własnej przyjemności, a nie z obowiązku wynikającego z napisania pełnej recenzji) i mógłbym na palcach jednej ręki policzyć ścigałki, przy których w ostatnich latach więcej czasu spędziłem w multi niż w singlu. Burnout Paradise znajduje się w tym nielicznym gronie, bo to zabawa z żywymi graczami najbardziej mi się podobała i moim zdaniem stanowiła o sile tej produkcji (zabawę z singlem na dobre skończyłem po odblokowaniu dobrych aut do multi).

PS. Z tego miejsca pozdrawiam wszystkich szaleńców, z którym miałem (nie)przyjemność spotkać się na lotnisku. ;)

16.08.2011 22:02
odpowiedz
pop2
19
Legionista

Może rzeczywiście Paradise może trochę irytować w aspekcie otwartego miasta ale to wg mnie tylko pod koniec gry gdy masz kilka wyścigów do zaliczenia a na początku to po prostu zaraz podjedziesz pod inny wyścig i koniec - nie jedziesz 10 minut do poprzedniego.
Druga sprawa - nie wiem jak na konsolach ale na PC wyszedł patch który umożliwił powtórzenie ostatniego wyścigu natychmiast.
Co do licencji - Burnout już nas do tego przyzwyczaił że nie ma prawdziwych aut i to mi akurat nie przeszkadza.
Jak dla mnie oceniasz tę grę bardziej jako poważne wyścigi niż zręcznościówkę.
Paradise to jedna z najlepszych gier jakie grałem.

18.08.2011 14:16
odpowiedz
Quattromaniaq
21
Centurion

Cała "recenzja" wydaje mi się napisana pod wpływem irytacji. Miasto jest otwarte specjalnie, żeby gracz się go nauczył i żeby potem w tych szaleńczych wyścigach nie skręcić w złą ulicę... Wiele "minusów", które podałeś właśnie w taki sposób kłóci się z ogólnymi zamysłami twórców! Gdyby miasto na czas wyścigu zostawało częściowo zamknięte pewnie w "minusach" pojawiłoby się ograniczanie swobody gracza! (albo porównanie do NfS'ów, a Burnout to całkowicie inna gra!) W dodatku najczęściej na mecie zakończonego wyścigu, mamy początek kolejnego wyzwania, więc takie gadanie może odstraszyć tylko niezaznajomionych graczy... W tej grze przecież chodzi o jechanie na całkowitej granicy, mijania się o włos i rozsmarowywania przeciwników o otoczenie. No jeżeli według szanownego promilusa nawet poczucie prędkości jest "bee" no to ja za takich recenzentów naprawdę dziękuję...

P.S. Wiem, że to jest blog a nie miejsce na pisanie obiektywnych recenzji, no ale naprawdę w tej sytuacji, ja jako fan Burnouta, na takie wymysły nie mogę pozwolić!

18.09.2011 11:02
odpowiedz
rachet18
1
Junior

najlepsza gra na świecie

18.09.2011 11:11
odpowiedz
rachet18
1
Junior

może to fajna gra ale paradise city to normalnie całe otwarte miasto właśnie to mi sie podoba ale ale wszyscy dienkujemy za spszedadsz te auta najlepsze auta świata najlepsze auto jest formuła 1jaka gra bendzie nastempna dienkujemy najlepszy producent gier świata

18.09.2011 12:22
odpowiedz
HETRIX22
119
PLEBS

"Jedno z rodzajów wyzwań zawsze wymaga konkretnego pojazdu" > a co to za pierdoły? gra tylko sugeruje czym powinieneś podjechać do danego rodzaju wyścigu, a nie nakazuje. Tysiące razy wygrywałem wyścigi agresorami, albo agresorami wygrywałem kaskaderskie wyzwania. Miasto wbrew pozorom jest małe, ale ma strasznie dużo uliczek, dojechanie z jednego kąta mapy, na drugi zajmuje około 5min.

"Jeśli za pierwszym razem nie uda się wygrać wyścigu, to także trzeba wracać, bo nie ma możliwości restartu." > nie wiem czy tak jest tylko na Xboxie bo na PC jest taka opcja.

"Po przejechaniu 90% trasy bezbłędnie i tak szybko jak tylko się da, wiedz, że jedna stłuczka sprawi, że ktoś cie wyprzedzi." > mimo wszystko do jednej z największych minusów gry daje sie niski poziom trudności. Bo to co piszesz to bzdura.

"Zakrętów jest niewiele, co przy takim marnym „wskaźniku zakrętów” jest akurat dobrym rozwiązaniem. Po drodze możemy skoczyć do mechanika „naprawię ci auto w 1 sekundę” oraz ukraść na CPN-ie dopalacz." > to nie minusy, tylko własne jakieś dziwne spostrzeżenia. Przypominam że to gra full arcade.

Wole żeby samochody były zmyślone, ale ciekawe i różnorodne. Niż jak w najnowszym NFS:HP wszystkie były bardzo podobne do siebie.

Po tych całych zarzutach i prawie żadnych wymienionych plusach dajesz grze 6.5/10. Po twojej recenzji gra zasługuje na 3/10. Widać jak ktoś już wcześniej napisał, że ta recenzja została napisana, tylko po to aby swoją irytacje przelać na swój blog :P

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze